Małgorzata Todd: Lekcja pokera odc. 131

Nie podobało mu się polecenie, jakie otrzymał. Rozkazano mu jechać na Stare Bielany na ulicę Kasprowicza i zaparkować przed budynkiem numer sześćdziesiąt sześć. Wiedział dokładnie, gdzie to jest.

Reklamy


Lekcja pokera

odcinek 131

Nie podobało mu się polecenie, jakie otrzymał. Rozkazano mu jechać na Stare Bielany na ulicę Kasprowicza i zaparkować przed budynkiem numer sześćdziesiąt sześć. Wiedział dokładnie, gdzie to jest. Nie przypuszczał jednak, że kiedykolwiek otrzyma polecenie, żeby tam właśnie się udać. Czyżby As go przechytrzył? Gdyby tak było, to Misiula znalazłaby się w tarapatach. Mniejsza z nią, gorzej, że on, Robcio, może za to beknąć. Wolał o tym nie myśleć. Ale jak tu nie myśleć, siedząc w pobliżu i nie mając pojęcia, co za chwilę może się stać. Nie wyglądało to dobrze. I jeszcze ten cholerny Marcin! Czy on ma coś z tym wspólnego? Dlaczego szukał Misiuli? Robcio miał nadzieję, że tamten nie poznał go po głosie. Jeżeli policja jest na tropie, wolałby nie być w to wszystko zamieszany. Cholera! Gdzie ona się tyle czasu podziewa? Czuł, że kłopoty dopiero się zaczynają.
Jadąc Wisłostradą rozmyślał, czy by po prostu nie czmychnąć. Zanim jednak podjął decyzję, był już na miejscu. Trzymał się ściśle otrzymanej instrukcji, nie mając pojęcia, na czym będzie polegało jego zadanie. Zaparkował i czekał. Nie podobało mu się, że jest to w pobliżu mieszkania, które sam przecież wytropił i do którego poszła Misiula. Pocieszał się jednak, że jedno z drugim nie ma nic wspólnego.
O tej porze ulica była całkiem wyludniona. Z rzadka przejeżdżał jakiś nocny autobus z zapóźnionym pasażerem, albo całkiem pusty. We wstecznym lusterku zobaczył samochód wyjeżdżający z podwórka między blokami. Musiał skręcić w prawo i zapewne zaraz go minie. Ale nie! Ujechał parę metrów i zaparkował tuż za samochodem Robcia.
Kiedy wysiadł z niego Dymitr, Robcio nie miał już wątpliwości, że będą kłopoty. Też wysiadł i podszedł bliżej.
– Ładna bryka – powiedział na przywitanie. Miał jeszcze nadzieję, że może złe przeczucia się nie sprawdzają.
– Jest twoja – Dymek podał mu kluczyki.
– Żarty się ciebie trzymają. Pożyczona?
– Robcio poklepał z uznaniem dach samochodu.
– Jasne – Dymek uśmiechnął się i spojrzał na zegarek. – Może właścicielka jeszcze nawet nie wie, że mi furkę pożyczyła. Masz ją utopić w Wiśle – dodał już bez cienia uśmiechu.
– Nie szkoda?
– W bagażniku jest twoja dziewczyna.
– Co?! Głupie żarty się ciebie trzymają?
Mina Dymka nie wskazywała na rozbawienie. Był wyraźnie spięty.
– Im szybciej to zrobisz, tym lepiej – powiedział. – Ludzie umierają w każdym wieku.
– Jak to się stało?
– Przykro mi, stary. Nic się nie dało zrobić. Kiedy ją znalazłem, już nie oddychała. Chcesz, to sprawdź.
Robcio nie wierzył własnym uszom, ale nie miał odwagi wyrazić najmniejszego choćby sprzeciwu.
– Lepiej zrób, co ci kazano.
– Czyli dokładnie co?
– Mówiłem przecież. Wiesz, jak stąd dojechać nad Wisłę?
– Pewnie – odparł tonem, który wcale o pewności nie świadczył.
– Później, to jest po wszystkim, wpadnę do ciebie – obiecał Dymitr. Stał przy krawężniku i czekał, aż Robcio odjedzie.
Nie było wyboru. Ruszył wolno i na wszelki wypadek sprawdził we wstecznym lusterku, czy ma ogon. To przynajmniej było w porządku. Późna pora sprawiała, że ruch na ulicach był niewielki, a kiedy skręcił w prawo w Lindego, nie było tam żywej duszy. Po lewej stronie były jakieś zabudowania, po prawej tylko las. Wiedział, że kierunek jest dobry, ale czy ta droga doprowadzi go bezpośrednio do Wisły, nie było już takie pewne. Przypomniał sobie miejsce często pokazywane w telewizji, gdzie konkubent matki utopił małego Michałka. Brzeg w tym miejscu jest stromy. Wystarczy odpowiednio podprowadzić samochód, zwolnić hamulce, wyskoczyć, a reszta dokona się sama. Ale jak tam dojechać? Skręcił znowu w prawo w Marymoncką.Nagle, jak spod ziemi wyłonił się tuż za nim radiowóz. Robcio czuł, że zalewa go zimny pot. „Tylko nie wpaść w panikę” – powtarzał sobie. Dodanie gazu mogą odczytać jako chęć ucieczki i wtedy po nim. Dogonili go, ale nie wyprzedzali. Najwyraźniej zastanawiają się, czy go sprawdzić.
Kiedy zobaczył zjazd na parking Szpitala Bielańskiego, wiedział, co zrobi. Decyzję podjął błyskawicznie, dał sygnał, że skręca i manewr wykonał błyskawicznie. Patrol policyjny pojechał dalej. Wjazd na parking blokował szlaban, sięgnął więc po bilet, a gdy szlaban się podniósł, ruszył, rozglądając się za wolnym miejscem. Wybrał takie słabo oświetlone, wyłączył silnik i schował bilet do kieszeni. Zanim wysiadł, przez moment siedział nieruchomo. Potem wyjął chusteczkę higieniczną, wytarł nią kierownicę i klamkę. Wysiadł z samochodu, oddalił się kilka kroków i pilotem zdalnie otworzył klapę bagażnika. Nie zajrzał jednak do środka. Odszedł jeszcze parę kroków i uruchomił alarm.

 

CDN…


Czytaj i pobierz ten odcinek powieści w pliku PDF. Już teraz można zamówić całość w formie e-booka za jedynie 20 zł wpłacając należność na konto Wydawnictwa TWINS (dane w stopce na blogu) oraz podając e-mail do wysyłki.


Małgorzata Todd

mtodd.pl/blog