Piłka dla Lwowa – hrubieszowianie dla polskiej szkoły we Lwowie

Szkoła Podstawowa nr 1 pod patronatem Burmistrza Miasta Hrubieszowa rozpoczyna akcję zbierania piłek dla polskiej szkoły we Lwowie. Prowadzona będzie także zbiórka drobnych przyborów szkolnych w postaci zeszytów, kredek, bloków itp.

Reklamy

 

W akcji może wziąć udział każdy, zachęcamy także do udziału firmy.

Kontakt – SP nr 1 w Hrubieszowie. Kontakt telefoniczny: sekretariat szkoły: 84 696 2074, T. Magdziak: 502026118, A. Podlewski 723 775 171.

Więcej o akcji:

https://www.facebook.com/sp1hrubieszow/posts/2283372848456986

 

***

 

W ramach tej akcji podejmiemy próbę przybliżenia historii tego pięknego, niegdyś polskiego miasta, a leżącego zaledwie 100 kilometrów od Hrubieszowa.

Zapraszamy do Lwowa we wspomnieniach…

 

Mury jak wiele innych

Lwów cz. 1

Na pozór Lwów to miasto jak każde inne miasto turystyczne. Mnóstwo monumentalnych budowli, ciekawe restauracje, nocne życie, turyści na każdym kroku i tak dalej. Nic nowego i nadzwyczajnego. Zwłaszcza dla osób, które często wypuszczają się poza granice swojego miasta. Prawdziwe piękno Lwowa poznaje się dopiero wtedy, gdy pozna się jego historię. Najlepiej nie tę z przewodników. Co prawda historia jest tylko jedna, ale czasem opowiada się ją na różne sposoby.

Z tego miejsca chciałabym podziękować z całego serca naszej przewodnicze Pani Marcie, która przybliżyła mi prawdziwe piękno tego miasta. Chciałam też wyrazić słowa uznania i podziwu za to, że mieszkając od zawsze we Lwowie nie przestała być Polką, a wręcz zaraża swoją polskością nas, Polaków.

Co takiego jest, a może raczej co było w tym mieście, że największe osobistości polskiej kultury i sztuki miały coś wspólnego z Lwowem? Jak nie urodziły się tam, to zmarły albo tworzyły czy po prostu odpoczywały. Jak się słyszy kolejne znaczące nazwiska, to się zaczyna człowiek zastanawiać o co chodzi? Jak to jest? Czy to miasto przyciągało artystyczne i wrażliwe dusze? Czy może ktoś, kto się związał z tym miastem czuł się w obowiązku, aby zostawić po sobie coś choćby najmniejszego?

Lwów, to nie tylko fakty historyczne, ale i ciekawostki czy anegdoty. Zemsta czy konflikt Pawła i Gawła to zabawna fikcja literacka. Czyżby? A może jednak to najprawdziwsze życie Fredry przeniesione na kartki papieru? A może to parafraza sąsiedzkich waśni z Sewerynem Goszczyńskim? Chociaż mieszkali od siebie o rzut beretem, to szczerze siebie nienawidzili i nie kłaniali się sobie. „Paweł spokojny, nie wadził nikomu” zakładam, że tak raczej Fredro nie opisywał swojego sąsiada. A czy wrocławianie lub przybysze przechadzający się pod pomnikiem pana Fredry na wrocławskim Rynku wiedzą, że pierwotnie strzegł on lwowskich ulic?

A ilu z Was wiedziało, że Stanisław Lem natchnienia szukał na najwyższym wzniesieniu Lwowa i nawet jego nazwą zatytułował swoją autobiografię? Ja nie wiedziałam i po „Wysoki Zamek” zamierzam sięgnąć. Może dzięki temu polubię fantastykę?

A pamięta ktoś jeszcze Mitologię, która wprowadzała małolatów w świat starożytnej Grecji i Rzymu? Nie zdziwię tu już chyba nikogo jak powiem, że jej autor – Jan Parandowski urodził się i studiował we Lwowie. A jak myślicie, gdzie Władysław Bełza napisał Katechizm polskiego dziecka zaczynający się od słów „Kto Ty jesteś? Polak mały”? No właśnie…

Wyobraźcie sobie jeszcze taką sytuację – przechadzacie się obrzeżami miasta; nagle dostajecie polecenie spojrzenia w górę; przed Wami rozpościera swoje wrota wielka, narożna, kamienica z czerwonej cegły z olbrzymi oknami. I nagle spada na Was informacja: to pracownia Jana Styki. To jeszcze za dużo nie wnosi, więc zaraz bomba: tu powstawała Panorama Racławicka. Wow! I znowu coś, co wydawało się być wrocławskim jest tylko spadkiem po lwowskim życiu kulturalnym.

Podsumowując – może globtroterem nie jestem, ale kilka miejsc odwiedziłam, mnóstwo zdjęć zrobiłam i  wkrótce o tym zapomniałam. Więc może jednak, przynajmniej dla mnie, prawdziwą miarą udanej wyprawy nie jest ilość zdjęć (bez obrazy dla utalentowanych fotografów – uwielbiam Wasze zdjęcia), ale moc inspiracji prowadzącej do przewertowania książek czy źródeł historycznych. Tak właśnie skończyła się moja wyprawa do Lwowa – siedzę i czytam. O historii. O ludziach, których nazwisko padło podczas przechadzania się ulicami Lwowa jak choćby Herbert, Staff czy Kazimierz Górski i Wojciech Kilar. O słynnej kawiarni Szkockiej gdzie spotykał się Stefan Banach wraz z młodymi matematykami. I tak dalej i dalej i dalej…

Ponieważ Cmentarz Łyczakowski i Cmentarz Orląt zasługują na coś więcej niż tylko wzmianka, następna część będzie poświęcona tym wspaniałym nekropoliom.

Zakończę rymowanką stworzoną na okazję tragicznie zmarłego akrobaty, który chciał przejść po linie między lwowskimi budowlami:

„Przyjechał do Lwowa akrobata-mucha,

Spadł z dachu na ziemię i wyzionął ducha.

(…)

Wlazł na Teliczkową bez poczucia strachu,

Minął drugie piętro… już był blisko dachu…

Wszyscy dech zaparli, cisza była głucha,

Bo on rzeczywiście istny człowiek-mucha (…)”

cdn


źródło http://ogrysajakcebula.pl/podroze/mury-jak-wiele-innych/