Listopadowy park i pałac w Werbkowicach – ZDJĘCIA, WIDEO

Było chłodne, mgliste i wilgotne listopadowe popołudnie, kiedy to wybrałam się na spacer do „zielonych płuc” Werbkowic.

Reklamy

Duża dawka tlenu sprawiła, że spędziłam na spacerze trzy godziny i szczerze powiem, było „sielsko i anielsko”.

Wyciągnęłam z szafy ciepły sweter, otuliłam się cieplutkim szalem i podjęłam walkę z jesiennym smutkiem, związanym z zaistniałą sytuacją i szczególnie nieprzyjemną porą roku.

Uciekłam z domu, zanim dopadnie mnie choroba o nazwie „listopadzica”, kiedy to nie zechce mi się wstawać z łóżka, stracę humor i moja życiowa werwa spowolni obroty, a telefon i telewizor całkowicie zawładną moim życiem.

Park w odsłonie jesiennej prezentował się imponująco, swoją wędrówkę rozpoczęłam od dużego parku, listopadowa mgła spowiła przyległe do parku łąki i pola kukurydziane. Powoli, leśną dróżką weszłam do dużego parku, który jak zwykle przyjaźnie „przyjął mnie w swoje ramiona, „zapewniając świeże powietrze i swoisty klimat.

Stare drzewa w werbkowickim dużym parku, są jednym z najpiękniejszych kompleksów przyrody w powiecie hrubieszowskim, to jest wyjątkowej urody miejsce, polecam! Złote i rdzawe liście szumiały mi pod nogami, gdzieniegdzie pozostała jeszcze soczysta zieleń, w tle osnutego jesienną mgiełką dużego parku, u jego stóp wyłaniały się trochę senne i puste Werbkowice.

Zawsze jestem pod wrażeniem szczególnej urody mieszkalnego bloku przy ulicy Parkowej, który jak gdyby się wkomponował w duży park, pod blokiem znalazłam krzaczek jeszcze pięknie kwitnącej gieorgini.
Coraz mniej liści jest już na drzewach i widać gołym okiem, że listopadowa jesień powolutku ustępuje miejsce bielutkiej, puchowej zimie.

Po przeciwnej stronie drogi krajowej 74, na lekkim wzgórku, znajduje się pięknie przystrojony cmentarz parafialny. Nikt o tej porze nie odwiedzał swoich bliskich. Było pusto i cicho.

Na koniec swojej wędrówki zostawiłam sobie zawsze inspirujący mnie pałac w Werbkowicach, który bardzo mocno działa na moją wyobraźnię i pozwala mi się „cofać 100 lat wstecz”. Otoczony szpalerami drzew i alejek, które prowadzą do pól, gospodarstwa rolnego i do ulicy Piłsudskiego w Werbkowicach.

Od strony wschodniej, przy Pałacu już przekwitły duże czerwone kwiaty – w mojej pamięci jednak utrwalił się na zawsze widok przepięknego różanego ogrodu, który cieszył oko odwiedzającym pałac jeszcze w latach 80-90. Okalający pałac, mur z czerwonej cegły porośnięty dzikim winem, też przybrał już szare i ponure kolory.

„Jakiś smutny był dzisiaj pałac Szydłowskich w Werbkowicach. Nie pojawił się na dziedzińcu i w oknie żaden królewicz, ani księżniczka, nie podjechała bryczka i w małym kapelutku, w czarnych pantofelkach nie wysiadła pani Rulikowska…”.

„Z sąsiadującej z pałacem oficyny, nie widziałam koniuszego i masztalerza zaprzęgających konie, nie było służby folwarcznej, nie wyszedł lokaj z serwetą na ramieniu, nie pokazała się ani gosposia ani pokojówka…”, no cóż trzeba było wrócić do rzeczywistości.

Jak widać, lata świetności pałacu w Werbkowicach już dawno minęły. Może przy odrobinie dobrej woli ktoś kiedyś ten pałac odnowi?

W obecnej sytuacji, kiedy świat się zamyka przed nami, najlepszą alternatywą jest zawsze przyroda. Nie wymaga od nas zakrywania nosa i ust. Tylko tam można się poczuć wolnym człowiekiem.

P.S. Zachęcam do obejrzenia zdjęć i filmików – udostępniłam to, co tam zobaczyłam.

­

Danuta Muzyczka