Od księdza Iwana do ukraińskiego Paganiniego. Z Hostynnego pochodzi słynna rodzina ukraińskich muzyków (ZDJĘCIA)

Z uwagi na powojenne przesiedlenia, zmianę granic oraz dziesięciolecia komunizmu naturalne kontakty między bliskimi sobie społecznościami zostały zerwane. Dzisiejsze sentymentalne powroty na ziemie przodków zdarzają się już sporadycznie. Ale dzięki nim uzyskujemy wiedzę, kto przed dekadami mieszkał tu, gdzie my obecnie żyjemy i kim są dzisiaj potomkowie tych, których stąd wypędzono.

Reklamy

Ks. Jan 

Nieliczni mieszkańcy gminy Werbkowice zachowują jeszcze pamięć o prawosławnym batiuszce z Hostynnego ks. Janie Kotorowiczu (ukr. Іван Которович). Zapisał się w niej dobrze jako sprawny organizator i duchowny. Urodził się 20 września 1878 roku w Hostynnem. Jego rodzicami byli Pantalejmon i Klara z domu Chomik. Seminarium duchowne ukończył w Chełmie i przez jakiś czas pracował jako urzędnik. Karierę duchownego rozpoczął w 1912 r. od funkcji psalmisty w Oszczowie. Tuż przed wojną został diakiem w Hostynnem. W latach 1915-1919 przebywał ze swoimi parafianami na tzw. bieżeństwie (pol. ucieczka). O pierwszym roku wygnania opowiedział w okresie okupacji na łamach gazety „Krakiwski Wisti”. Wypędzeni znaleźli się aż na terenach dzisiejszego Kazachstanu (na pamiątkę tych wydarzeń w 2015 r. odbył się Motocyklowy Przejazd Szlakiem Bieżeństwa, podczas którego odczytywano fragmenty wspomnień). Po powrocie do Hostynnego rozpoczął organizowanie parafii od nowa w warunkach polskiej rzeczywistości. Doświadczył inwigilacji policji oraz oskarżeń o różnego rodzaju malwersacje finansowe, co skutkowało swego czasu aresztem. W czasie II wojny światowej pełnił posługę również w Werbkowicach oraz Nabrożu. Po wojnie został wysiedlony przez komunistów do Związku Radzieckiego. Osiadł na Wołyniu we wsi Żabka, gdzie został proboszczem. Zmarł 4 kwietnia 1962 r. i spoczywa wraz z żoną na cmentarzu w Kiwercach.

­
Potomkowie

Ks. Jan ożeniony był z Katarzyną Burdą. Z tego związku przyszła na świat: Anna, Maria, Iwan (zmarł będąc dzieckiem), Anton, Lena, Nadia i Hennadij. Nadia, z zawodu nauczycielka, była żoną atamana Jakowa Halczewskiego-Wojnarowskiego, żołnierza armii Ukraińskiej Republiki Ludowej o pseudonimie „Oreł”, oficera Wojska Polskiego, w latach wojny członka sztabu Chełmskiego Legionu Samoobrony, zgładzonego w marcu 1943 r. przez Armię Krajową w Peresołowicach. Zmarła w Stanach Zjednoczonych. Hennadij pracował podczas wojny i w okresie powojennym jako dziennikarz w Niemczech. Jedna z córek była zaś żoną psalmisty z Hostynnego. 

Reklamy

­
Bożydar

W 1941 roku przyszedł na świat Bohodar, syn Antona. Dziadek ochrzcił go w hostyńskiej cerkwi. Z czasem został cenionym skrzypkiem i profesorem. Pierwsze międzynarodowe sukcesy zaczął odnosić na początku lat 70., m.in. we Włoszech i Rumunii. Wykładał również w Australii. Brał udział w konkursach jako juror w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Koncertował poza Europą, w Azji i Ameryce. Bohodara Kotorowicza uważa się za jednego z założycieli ukraińskiej szkoły skrzypcowej. Był on też jedynym muzykiem na świecie, który poza granicami Włoch miał zaszczyt zagrać dwa koncerty na skrzypach „Cannone” słynnego Niccolo Paganiniego.

­
Myrosia

Drogą muzyczną w ślady ojca poszedł jego syn Anton, gitarzysta, podobnie jak córka Myrosława, która została skrzypaczką. Urodziła się w Kijowie w 1974 r. Kształciła się na Ukrainie oraz w Krakowie. Od końca lat 90. koncertuje na całym świecie. Ponadto wykłada w Narodowej Muzycznej Akademii Ukrainy im. P. I. Czajkowskiego. Jest także autorką szeregu muzycznych projektów.

­
Powrót

We wrześniu 2016 r. Myrosia odwiedziła Hostynne wraz z ciotką Leną Tymczenko. Pierwszym etapem podróży była świątynia, obecnie kościół rzymskokatolicki, w której służył jej pradziadek. Dzięki uprzejmości obecnego gospodarza, proboszcza parafii w Hostynnem, Myrosława wraz z ciotką mogły wejść do środka budynku. Dla ukraińskiej artystki było to bardzo osobiste doświadczenie móc dotknąć murów, w których rozbrzmiewały śpiewy cerkiewne i modlitwa jej przodków. Kolejnym punktem podróży był cmentarz, na którym zachowały się, nieliczne już, nagrobki prawosławne. Te sprzed kościoła „zniknęły” kilka lat wcześniej, co Myrosława Kotorowicz, jako potomkini autochtonów tej ziemi, przyjęła z nieukrywanym bólem. Po wizycie w Hostynnem na prośbę Leny pojechaliśmy do Peresołowic, by wejść do dawnej szkoły, w której nauczycielką była Nadia. 

Ta krótka wycieczka w rodzinne strony była jednocześnie pełna emocji i bólu po utraconym związku z ziemią przodków.

­
Mariusz Sawa

Zobacz też:

Gmina Werbkowice: Dachowanie BMW w Hostynnem (ZDJĘCIA)

Gmina Werbkowice: Dachowanie BMW w Hostynnem (ZDJĘCIA)


LubieHrubie na Instagramie