Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie. Wspomnienie z Horodła nad Bugiem

Aleksander Tomczyk jest liderem zespołu Floripari, jednego z najlepszych zespołów muzyki dawnej, swoistej perły tego gatunku. Ideą, jaka przyświeca krakowskim muzykom, jest odkrywanie i promowanie muzyki renesansowej i barokowej, w szczególności polskiej. Z tą niesamowitą muzyką mogliśmy obcować 5 października w horodelskim kościele podczas genialnego koncertu w wykonaniu Floripari.

Reklamy


Wspomnienie z Horodła nad Bugiem – dla tych, którzy chcą wiedzieć więcej…

„Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie’”.

Aleksander Tomczyk jest liderem zespołu Floripari, jednego z najlepszych zespołów muzyki dawnej, swoistej perły tego gatunku. Ideą, jaka przyświeca krakowskim muzykom, jest odkrywanie i promowanie muzyki renesansowej i barokowej, w szczególności polskiej. Z tą niesamowitą muzyką mogliśmy obcować 5 października w horodelskim kościele podczas genialnego koncertu w wykonaniu Floripari.

Zespół Floripari wystąpił w składzie:
Lena Poczykowska: alt
Artur Łuczak: violino, viola, fidel
Piotr Młynarczyk: viola da gamba
Justyna Dolot: wirginał
Bartosz Sałdan: tamburo ,bendir ,tamburyn
Aleksander Tomczyk : gameshorny, flet, szałamaja, kier. artystyczne

Balet Dworski Sotto le Stelle:
Wioletta Maciejewska
Konrad Wierzchucki

 

Wywiad z aleksandrem Tomczykiem


Nazwa zespołu jest dla przeciętnego odbiorcy cokolwiek dziwna. Skąd się wzięła?

Można powiedzieć, że to taki neologizm. Ma on swoje odniesienie do późnorenesansowej literatury włoskiej. Floripari to jest zbitka słowna, która w wolnym tłumaczeniu oznacza ,,rzeźbiący kwiaty’’. Dosyć trudna nazwa, nawet do wymówienia, ale zawiera konkretny przekaz poetycki i osadzenie w epoce.


Jak wygląda praca Floripari? Mógłby Pan uchylić rąbka tajemnicy?

Myślę, że wygląda to w miarę ciekawie. Wszyscy studiowaliśmy wykonawstwo muzyki dawnej. Gramy na dawnych instrumentach lub ich replikach. Odnosząc naszą pracę do ładnego i adekwatnego przykładu jest to tak, jakby dzisiaj pasjonaci rycerstwa chcieli walczyć na plastikowe miecze. No nie da się. Trzeba wrócić do źródeł i trzeba ten miecz wykuć ze stali, założyć faktyczną zbroję i wtedy ma to smak i oryginalność. Można zobaczyć jak to niegdyś wyglądało i przy okazji odkryć na nowo. Wówczas inaczej rozumiano odwagę, honor, męstwo czy po prostu przyzwoitość i ma to odniesienie również do muzyki. Nasza praca jest często zegarmistrzowska, bardzo drobiazgowa. Jak chcemy opracować jakieś źródło, to najpierw szukamy w muzeach, archiwach. Wyciągamy je na światło dzienne. Bardzo często nuty zapisane są w tzw. ,,prymce”, czyli melodia jest tylko na jeden instrument, a trzeba zagrać na kilka. Żeby powstało wiele głosów, musimy użyć wyobraźni.Tutaj pozwolę użyć sobie drugiego przykładu: to jest jak ze szkicem jakiegoś ładnego samochodu, my często mamy tylko taki szkic i dzięki mozolnej pracy dochodzimy do pełnej konstrukcji. To jest nasza praca.


A jak to się stało, że właśnie z takim gatunkiem muzycznym związał Pan swoje życie ?

Zdecydował przypadek. Kiedy byłem uczniem liceum muzycznego w Bielsku-Białej, przyjechał dyrygent z Warszawy, który zaproponował nam wspólne wykonanie utworu sprzed lat. Było to dzieło kapelmistrza katedry wawelskiej Grzegorza Gerwazego Gorczyńskiego z przełomu XVII i XVIII wieku… No i tak to się zaczęło. To był taki jakby impuls, moment, w którym odkryłem muzykę, której po prostu wcześniej nie znałem.


Jak wygląda Unia Horodelska z perspektywy muzyki ? Czy powstały może jakieś specjalne utwory na tą okazję?

Jeżeli chodzi o tamte czasy, to zbyt wielu źródeł nie ma. Można domniemywać, że coś zostało napisane specjalnie z okazji Unii Horodelskiej. Podejrzewam, że takie ważne wydarzenie nie mogło się odbyć bez muzyki. Jednakże do tej pory nie odnaleźliśmy żadnych źródeł, ale kto wie… może kiedyś? Repertuar muzyczny z XV wieku, a więc czasu Unii był bardzo bogaty. Dowodem na to, że sztuka rozwijała się wtedy pięknie, jest fakt, że już wówczas pisano utwory w języku polskim. Jest to ewenement na miarę europejską, bo jak wiadomo jeszcze przez wiele lat w muzyce królowała łacina. Utwory Mikołaja z Radomia, Piotra z Grudziądza czy też rozmaite anonimy, które przywołaliśmy na koncercie np.
,,Bądź wiesioła panno czysta’’, ,,Chwała Tobie Gospodzinie’’ rzecz jasna powstały w naszym rodzimym języku.


Spotkał się Pan może wcześniej z historią Unii Horodelskiej, czy dopiero ten jubileusz pozwolił się dokształcić ?

W sumie to i tak, i tak.Z racji tego, że szperamy trochę w źródłach historycznych, szukając odniesień muzyczno-kulturalnych, wiedzieliśmy, że zbliża się rocznica 600-lecia Unii Horodelskiej. Z okazji tej konkretnej uroczystości postanowiliśmy przygotować program muzyczny. Dzięki temu, że Pan Dariusz Tuz z Towarzystwa Miłośników Ziemi Horodelskiej „wyguglował” to w Internecie, nawiązaliśmy współpracę, której efektem jest nasz dzisiejszy występ. Opracowując program na obchody rocznicowe poszerzyliśmy swoją wiedzę. Wydarzenie absolutnie fenomenalne, które nie ma odniesienia, ani we wcześniejszej historii Polski i innych narodów, ani w okresie późniejszym. Powtórzę to, co mówiłem na koncercie: ,, Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie”.


Czy poszerzając swoją wiedzę o Unii Horodelskiej właśnie tak wyobrażał Pan sobie naszą miejscowość?

No na pewno wyobrażałem ją sobie trochę inaczej. Jestem tutaj pierwszy raz z racji naszego występu na obchodach rocznicy. Jak patrzyłem na ikonografię, to myślami widziałem Horodło zgoła inaczej. Wyobrażałem sobie je jako miejscowość troszeczkę zapomnianą, gdzieś z boku, specjalnie nikomu nie po drodze. Okazało się, że jest to miejsce o malowniczym krajobrazie, gdzie czas płynie leniwie i gdzie wiele rzeczy dzieje się na tyle spokojnie, że warto przyjechać tutaj odpocząć. Jest to miejsce magiczne, gdzie naprawdę można odnaleźć spokój.


Trzeba przyznać, że wybór miejsca, w którym zespół dał koncert, dla przeciętnego odbiorcy jest zaskakujący.

Bardzo często występujemy w kościołach. Tu kościół horodelski był chyba jedynym miejscem, gdzie koncert mógłby się odbyć, nie mówiąc oczywiście o plenerze. Zamku już nie ma, nie ma nawet pozostałości po nim, pozostały tylko wzmianki w przekazach historycznych… Więc to miejsce było najlepsze. Poza tym tutejszy kościół Św. Jacka jest przepiękny i posiada ciekawą historię. Jest dowodem na to, że choć dziś Horodło jest na peryferiach, to kiedyś tak nie było.


Czy to muzyka staropolska jest muzyką, której słucha Pan prywatnie? A może relaksuje się Pan np. przy utworach disco-polo?

(Śmiech). Oczywiście, że sięgam po rozmaite gatunki muzyczne. To jest tak jak z kolorami. Nie można posługiwać się jedynie białym, czarnym czy niebieskim, tylko trzeba sięgać po całą paletę, którą mamy. Najważniejsze jest to, że słuchamy muzyki, która w naszym odczuciu jest dobra. Jest dobry rock, dobry jazz i mnóstwo innych gatunków, które także są warte przesłuchania.


No a taka Pana playlista? Jakie zespoły, utwory mógłby Pan polecić uczniom ?

Playlista… Szczerze powiedziawszy jestem dinozaurem. Sięgam głównie po rzeczy z moich czasów szkolnych: Queen, czy nawet wcześniejszy Bee Gees, ale nie wiem czy młodzież będzie kojarzyła tą australijską grupę. Z mocniejszej muzyki to ACDC, Kiss. Są to zespoły, których młodzi ludzie dziś na ogół nie znają, a w których ja się zasłuchiwałem.


Wracając do początku naszego wywiadu… jak Pan i cały zespół czuje się w dziedzinie muzyki dawnej?

To nasza praca i pasja… Wspaniale! Po prostu wspaniale !


Dziękuję za wywiad.

Ja również . Dzięki.

 

Rozmawaiał Krystian Juźwiak