Na wiosnę świat robi się zielony. A zieleń jest przecież kolorem nadziei

Ciężko mi opisać słowo po słowie ten dzień. W myślach przetwarzam wszystkie przeżycia i nie wiem co najpierw, co ważniejsze. Dlatego może trochę osobiście, zacznę od tego, że Natalka skradła moje serce już dawno temu.

Reklamy

Razem z nią czekałam na tą chwilę. Czekaliśmy wszyscy. Gdy poznałam Natalkę półtorej roku temu, świat otulał się białym puchem. A teraz przyszła kolejna wiosna, a razem z nią ta chwila.

Spełnienie Marzenia Natalki zaplanowaliśmy na sobotę 14 kwietnia. Planując, nie wiedzieliśmy, że dzień wcześniej nasza Marzycielka obchodzi swoje piąte urodziny. Zbieg okoliczności? Natalka nie wiedziała, jak ważny jest to dzień. Wiedziała, że przyjadą do niej na urodzinki goście, ale nie wiedziała do końca kto.

Od rana patrzyłam w niebo, z nadzieją że pogoda się utrzyma. Może nie było tak ciepło, jak już tej wiosny bywało, ale nie padało. Ekipa montująca plac zabaw miała być późnym popołudniem, a deszcz z godziny na godzinę stawał się coraz bardziej realny. Po południu spotkałam się z Bartkiem, Anią i Natalią pod blokiem naszej Marzycielki. Dziewczynka czekała na gości wypatrując przez okno. Patrzyła z uśmiechem na nowe twarze, cieszyła się ze swoich gości, a gdy mnie rozpoznała (byłam u niej na pierwszym spotkaniu) zaczął się pisk. Chyba coś już przeczuwała. Natalcia zbiegła do nas na dół, nie była w stanie nic powiedzieć, cały czas się do nas śmiała. Wszyscy byliśmy już pod jej urokiem.

Przywieźliśmy Natalce mini kuchenkę. Marzycielka razem z Bartkiem zabrała się za jej rozpakowanie. I zaczęła się zabawa. Wszystkie talerzyki, garnuszki, kubeczki poszły w ruch. Wielkie gotowanie z dziewczynami bardzo spodobało się Tusi. Degustatorem tych potraw został oczywiście Bartek , a nasza Natalia wskazana do zmywania naczyń. Gdy już trochę się pobawiliśmy, przyszedł czas na – jakby się mogło wydawać – najważniejszy moment przyjęcia urodzinowego, czyli tort. Przed zdmuchnięciem świeczek spytałam Natalcię o jej życzenie. Szybciutko odpowiedziała „żeby było zdrówko i plac zabaw”. Świeczki zdmuchnięte wszystkie na raz. Czyli życzenie się spełni. Zaśpiewaliśmy dziewczynce gromkie sto lat, a życzyliśmy jeszcze więcej. Natalka, jak na prawdziwą gospodynię przystało wszystkich poczęstowała torem. Tort był równie pyszny co piękny. Był i szampan. Bartek otwierał Picollo tak, że korek znalazł się w drugim pokoju. Po toastach wróciliśmy do zabawy. Niczego nieświadoma Marzycielka świetnie bawiła się z Anią i Natalią, a my czekaliśmy na ekipę, która miała montować plac zabaw. Gdy tylko zadzwonił Norbert (brat dziewczynki), że panowie już są, zebraliśmy się i wyszliśmy na „spacer”.

Gdy tak sobie szliśmy Natalka opowiadała nam gdzie mieszka jej Babcia. Była bardzo podekscytowana, w głębi serca prawdopodobnie przeczuwała co ma się wydarzyć. Jak tylko podwórko Babci ukazało się naszym oczom, usłyszeliśmy radosny krzyk Marzycielki „Zobacz, zobacz, tam jest mój plac zabaw. Tam jest okno od mojego domku!”. Szybko pobiegła na podwórko śmiejąc się i krzycząc z radości. Plac zabaw nie był jeszcze złożony, a dziewczynka już przeszczęśliwa tłumaczyła wszystkim, że to jej marzenie, że tam będzie jej domek i zjeżdżalnia. Bartek razem z Dziadkiem i Norbertem zabrali się za składanie trampoliny, a my poszłyśmy puszczać bańki mydlane. I tu pogoda chciała nam zepsuć zabawę. Jednak delikatny deszczyk nie pokrzyżował nam planów. Natalka zaprezentowała dziewczynom swój mały skarb – piękne różowe Audi. Nie wiedzieliśmy, że taki z niej dobry kierowca. Chyba każda z nas o takim marzy :).

Panowie w końcu uporali się z trampoliną. Natalka skakała, upadała, śmiała się i dalej skakała. Potem wszyscy po kolei próbowaliśmy, a raczej sprawdzaliśmy swoje możliwości. Bartek z zegarkiem w ręku mierzył nam czas. Trzy minuty na prawdę męczyły, a nogi na ziemi odmawiały posłuszeństwa. Śmiechu było co nie miara.

Gdy plac był już częściowo przygotowany, wypróbowaliśmy domek i zjeżdżalnię. Wszyscy staliśmy się znowu dziećmi. Bawiliśmy się razem z Natalcią. Cały plac stanął, gdy było już ciemno. Nie przeszkadzało to jednak naszej Marzycielce w wypróbowaniu wszystkich atrakcji. W oczach Natalki widać było wiele radości. Radości, która była najpiękniejszym podziękowaniem.

Czas niestety uciekał. Z nieba zaczęły padać coraz większe krople deszczu. Przyszedł czas rozstania. Ani Natalka, ani my nie chcieliśmy się żegnać, niestety przed nami była jeszcze długa droga do Lublina. Marzycielka z Mamą i Bratem odprowadzili nas do samochodu. Natalka płakała, że już jedziemy, obiecaliśmy jednak, że kiedyś jeszcze zjawimy się by wspólnie się pobawić.

 

Natalko, dziękujemy Ci za tak piękne marzenie. Ufam, że spędzisz wiele długich dni, bawiąc się na swoim własnym placu zabaw. Życzę Ci samych radosnych chwil, żebyś zawsze była tak szczęśliwa jak tego dnia. Jak widzisz, Marzenia się spełniają. Jedno już się spełniło, kolej na następne. Musisz mocno wierzyć w magię marzeń i nigdy nie bać się marzyć. Obiecuję, że jeśli tylko będziemy w okolicy, to przyjedziemy. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.

 

PODZIĘKOWANIA

Dziękujemy w imieniu własnym jak i Marzycielki z Rodziną Tomkowi Moczerniukowi i jego przyjaciołom za organizację i zagranie Mikołajkowego Koncertu Charytatywnego oraz wszystkim osobom, które wsparły akcję. To dzięki Wam Natalkowe Marzenie się spełniło. Jej oczy były przepełnione radością, a uśmiech przepiękny. Tomek, na Twoje ręce te uśmiechy i podziękowania. Przekaż je dalej wszystkim, bez których nie byłoby to możliwe. DZIĘKJEMY!

 

Link do bloga tomka, na którym można poczytać o koncercie w CLIFTON

http://www.papatomski.com/2011/12/zagrali-dla-natalki-charytatywny.html

 

Nie zapominamy w tym miejscu o wielu osobach, bez których ten dzień nie był by tak wyjątkowy.

Nie byłabym w stanie nic zorganizować gdyby nie Pani Monika – Mama Natalki. Dziękujemy za wspaniałe przyjęcie i dochowanie tajemnicy.

Dziadkowi Marzycielki za wszelką pomoc i pracę. Dzięki Panu wszystko poszło bardzo sprawnie. Życzymy wiele zdrowia.

Norbertowi za składanie trampoliny, Babci za cudowną atmosferę. Dziękujemy Wam.

 

Podziękowania należą się również zespolowi Magicznej Tęczy, Pani Sylwi za współpracę, Panom którzy montowali plac. Dziękujemy za mebelki do domku. Wyszło pięknie. Dziękuję również Panu, który ekspresowo wysłał trampolinę.

A, Bartkowi za to, że mimo urlopu był razem z nami.

 

Pozdrawiamy marzycielsko

Anna Kopeć