Danuta Muzyczka: Rezygnacja

Wczoraj złożyłam rezygnację z Prezesa i Zarządu UKS Grot-Michał Werbkowice z dniem 31.12.2019.

Reklamy

 

Swoją przygodę z tenisem stołowym, rozpoczęłam jeszcze, jako dziecko, będąc zawodniczką Huczwy Podhorce. Wtedy grałam pod panieńskin nazwiskiem Palczyńska. Prawie przez całą swoją młodość namiętnie grałam w pingponga. Bywało tak, że spałam z rakietką.

Niezliczone ilości godzin treningu, aż przyszły sukcesy. Był taki czas, że wygrywałam wszystkie zawody województwa lubelskiego, grałam w II lidze w Chełmiance, ludzie mówili że podobno miałam talent… Do dzisiaj uwielbiam odgłos celuloidowej piłeczki.

31 lat temu, kiedy los rzucił mnie do Werbkowic, to nie mogłam już uwolnić się od sportu, coś na zawsze zostało „zasiane” w mojej głowie.

Bardzo szybko otoczyłam się młodymi ludźmi, którzy grali w pingponga, ale byli też przy mnie pasjonaci siłowni, czyli Trójbój Siłowy, piłkarze i tak jest do dzisiaj. Mój dom był dla nich zawsze otwarty, bowiem łączyła nas wspólna pasja do sportu. Stałam za nimi „murem”, czasami trzeba było o nich zawalczyć w kwestii lokalowej i nie tylko. To oni „doprawiali” mi skrzydła młodości i dawali siłę do działania. Z perspektywy czasu wiem, że warto było.

W 1999 roku, już jako pracownik GOK w Werbkowicach, trenowałam w tenisie stołowym młodych uczniów z Gimnazjum i S.P. w Werbkowicach. Kiedyś dostaliśmy od Gminy Werbkowice autobus i wygraliśmy wszystkie kategorie w Szczebrzeszynie.

Mocne uderzenie w kwestii tenisa stołowego w Werbkowicach przyszło, kiedy do Werbkowic trafił ksiądz Andrzej – zawodnik i pasjonat pingponga.

Pełni zapału i nadziei udaliśmy się wówczas do Wójta Lecha i Przewodniczącej Rady Gminy pani Małgosi, którzy wspólnie z radnymi podeszli do tematu poważnie i udało się reaktywować UKS Grot. Dostaliśmy pieniążki na działanie i tak jest do dzisiaj.

Razem z kierownikiem hali w Werbkowicach zaczęliśmy prężnie działać. Na początku była IV liga później III liga i upragniona II liga. W międzyczasie dołączył do nas pan Andrzej z Hrubieszowa ze swoimi zawodnikami.

W tej swojej pasji i miłości do pingponga, zatraciłam się zupełnie, bo od października do grudnia prawie wszystkie niedziele spędzałam w hali sportowej. Sukcesy naszych zawodników, sprawiały mi wielką satysfakcję i były jakby spełnieniem moich marzeń. Dzisiaj już wiem, że jestem szczęśliwcem, bo dane mi było działać i spełniać się w tym, co kocham najbardziej.

Często tak bywa w naszym życiu, że niekoniecznie z przyczyn zależnych od nas samych, musimy podejmować trudne decyzje. Ustępuję miejsca młodszym działaczom. Wiem, że nie ma ludzi niezastąpionych i jestem przekonana, że będą kontynuować to, co udało się nam stworzyć dotychczas.

Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim ludziom, których pomoc była strzałem w dziesiątkę. Dziękuję bardzo zawodnikom i działaczom, z którymi miałam przyjemność przeżywać sukcesy i porażki naszych pingpongistów. Zostawiam II i III ligę i niech to trwa jak najdłużej.

 

Posłużę się fragmentem piosenki Perfectu:

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść

Niepokonanym.

Wśród tandety lśniąc jak diament

Być zagadką, której nikt

Nie zdąży zgadnąć nim minie czas.

 

Na poniższych zdjęciach jestem ja, w czasach swojej świetności jako czołowa pingpongistka województwa lubelskiego, a tak pisała o nas Trybuna Ludu (sic!) w latach 70 – tych.

 

Danuta Muzyczka

fot. DM