Dr Tomasz Josse w nowojorskim maratonie

Hrubieszowski lekarz dr Tomasz Josse uczynił, co zamierzał od lat, czyli uczestniczył w niezwykle masowym biegu, jaki jest rozgrywany w Nowym Jorku (USA). Jakie były i pozostały wrażenia, jeżeli chcesz, możesz dowiedzieć się z poniższego wywiadu.

Reklamy

Wywiad z amatorem – biegaczem dr Tomaszem Josse

– Co należy poczynić organizacyjnie, aby wziąć udział w tak prestiżowym maratonie jak nowojorski?

* Należało zgodnie z regulaminem do organizatorów wysłać zgłoszenie. Osoby, które posiadają wymagane minima czasowe w półmaratonie lub maratonie były od razu zakwalifikowane do startu, pozostałe brały udział w loterii, ponieważ w biegu mogło uczestniczyć „tylko” 45 tys. osób. Oczywiście należy posiadać wizę i opłacić tzw. startowe.

– Jak długo przygotowywał się Pan do tego startu treningowo i mentalnie?

* Trenowałem kilka miesięcy, nawet przebiegałem na treningach ponad 30 km. Miesiąc przed tym maratonem uczestniczyłem w najbardziej masowym polskim maratonie w Poznaniu, w którym rywalizuje ok. 4 tys. osób. W tym biegu ustanowiłem rekord życiowy. Po powrocie do Hrubieszowa przystąpiłem do dalszych treningów, podczas których czułem się bardzo dobrze.

– Jak przebiegała podróż?

* Bez zakłóceń, samolotem z przesiadką w Zurychu. W Nowym Jorku czekała na mnie rodzina, więc miałem gdzie spać i miał mnie kto zapoznać z miastem.

Jak przebiegała aklimatyzacja?

* Do Nowego Jorku przybyłem trzy dni wcześniej, istnieje sześciogodzinna różnica czasowa, czyli jak u nas 12.00, to tam 6.00. Miałem to szczęście, że akurat jak przyjechałem, to i tam przesuwają czas o godzinę, na czas zimowy, więc zadziałało to dla mnie na plus. W zasadzie zniosłem to bardzo dobrze, ponieważ w Hrubieszowie trenuję na ogół od piątej rano.

– Jak wyglądała organizacja zawodów, czy różni się od tej w Polsce?

* Po pierwsze należy wziąć pod uwagę, że w biegu uczestniczy 45 tys. osób. Całość podzielona jest na trzy 15 tysięczne grupy, które na trasę są wypuszczane co pół godziny. Wszyscy posiadają tzw. „chipy” i czas jest zaliczany netto. Wcześniej otrzymaliśmy bez kłopotów m.in. informator, numer startowy, na którym umieszczone są pytania dotyczące osoby startującej, np. jakie przeszło się choroby, kontakt ze znajomą osobą, itp. – to w razie jakichś nieprzyjemnych wydarzeń. Start jest w innym miejscu niż meta. Ruch jest wstrzymany, jest pełno autobusów, które dowożą na miejsce startu. Gorzej, że należy być w okolicach startu już dwie godziny wcześniej i nie ma tam za dużo miejsca na rozgrzewkę. Aby dojechać na miejsce zbiórki musiałem wstać o 4 rano, ponieważ start zaplanowany był na 9.40, a ja zamieszkałem dość daleko. Na dodatek okazało się, że w tym dniu pomimo słońca, było z rana zaledwie plus 2 stopnie, a ja ubrałem się dość lekko. Widziałem, jak ludzie mieli z sobą grube kurtki, czy śpiwory. W celu rozgrzania się pobrałem z punktu odżywczego herbatę z miodem i to trzykrotnie, co niestety okazało się w pewnym momencie dla mnie zgubne. Ubrania, które mieliśmy dodatkowo na sobie, można wkładać do specjalnie ponumerowanych worków, które licznymi samochodami były przewożone w okolicę mety. Widziałem, że większość startujących zostawiała odzież, śpiwory i koce, które są zbierane przez organizacje charytatywne, które przekazują powyższe rzeczy ludziom ubogim.

– Jakie to jest wrażenie, jak na starcie jest tyle tysięcy osób, czy są jakieś obawy o bezpieczeństwo?

* Jest to wspaniałe uczucie, tym bardziej, jeżeli się marzyło, aby znaleźć się wśród tylu ludzi objętych pasją biegania, jak ja i dodatkowo w tak słynnym maratonie, w tzw. stolicy świata. Tysiące wolontariuszy i różnych służb porządkowych czuwa nad sprawnym przebiegiem imprezy i bezpieczeństwem jej uczestników. Niby jest tłoczno, ale każdy znajdzie dla siebie przestrzeń. Ja akurat nie stałem za daleko od mety, więc szybko przekroczyłem linię startu.

– Co się działo na trasie, czy można coś obserwować, jak reagowali ludzie – kibice, inni biegnący itp.?

* Trasa jest bardzo trudna, są wzniesienia, sporo zakrętów i mostów (pierwszy to Verrazano). Na trasie nie ma miejsca, gdzie nie ma kibiców. Mnóstwo flag poszczególnych krajów, niestety biało – czerwoną widziałem tylko jedną. Reakcja ludzi jest niesamowita i spontaniczna, dla nich każda biegnąca osoba to bohater. Przy trasie biegowej przygrywało 120 zespołów i orkiestr muzycznych. Biegłem przez wiele dzielnic i mostów, jeden z nich był dwupoziomowy. Biegłem również przez most Puławskiego.

– Jak wyglądają punkty odnowy i czy pan z nich korzystał, jak tak – to z czego?

* Punkty odnowy są inne niż w Polsce (isotoniki i woda mineralna w ilościach wystarczających dla każdego, nie ma np. bananów). Na każdym punkcie odnowy piłem ile się dało, dopiero po rewolucji żołądkowej nie miałem ochoty na isotoniki lub wodę mineralną.

– Czy podczas biegu odczuwał pan jakieś kryzysy, ponieważ był to start po niedawnym maratonie poznańskim?

* Nie odczuwałem żadnych skutków niekorzystnych po poprzednim maratonie, ale jak już wcześniej wspomniałem, przed startem wypiłem trzy herbaty z miodem. Do 30 km biegłem na rekord życiowy i niestety złapały mnie problemy jelitowe, musiałem kilkakrotnie korzystać z toalety, przez co straciłem wiele minut. Szkoda, że popełniłem błąd, jak nowicjusz, ponieważ byłem do biegu fizycznie i mentalnie bardzo dobrze przygotowany. Czyli… należy trzymać się zasady – nigdy nie korzystaj z czegoś, z czego wcześniej nie korzystałeś!

– Co czuł Pan po przekroczeniu mety tak prestiżowego maratonu?

* Pomimo, że miałem wspomniane kłopoty, byłem dumny i radosny, że uczestniczyłem w tak prestiżowym biegu. Za metą na szyi zawisł mi medal, który będzie mi zawsze przypominał o tym fakcie.

– Jaki osiągnął pan czas, i które dał on miejsce?

* Czas osiągnąłem w granicach 3.23 godz., czyli około 10 minut gorzej, od życiówki. W biegu uczestniczyło 130 Polaków, wśród nich byłem 10.

– Co pan otrzymał w nagrodę za udział?

* Nie pojechałem tam po nagrody, ponieważ jestem biegaczem – amatorem. Więc otrzymałem wspomniany medal, koszulkę z logo biegu i kilka skromnych gadżetów oraz satysfakcję – byłem, uczestniczyłem i ukończyłem!

– Czy udało się Panu porozmawiać lub zrobić zdjęcie z kimś z czołówki biegu?

* Z biegaczy nie, ale zostaliśmy zaproszeni do ambasady przez panią Konsul i tam m.in. spotkałem się z polskim zawodnikiem – niepełnosprawnym Arkadiuszem Skrzypińskim, który wywalczył 2 miejsce w tej kategorii, ulegając zwycięzcy zaledwie 1 sekundę.

– Czy warto było w tym biegu uczestniczyć i czy jeszcze coś pan widział ciekawego?

* Tak jak wspomniałem – oczywiście. Trochę też pochodziłem po Nowym Jorku i stwierdzam, że wolę mieszkać w mniejszym mieście – w takim, jakim jest Hrubieszów, czy mój rodzinny Leżajsk. Wyczuwałem olbrzymi pośpiech, drapacze chmur i Park Centralny wpłynęły na mnie raczej negatywnie.

– Czy sprzęt, w którym pan startował zdał pozytywnie egzamin?

* Wszystko było w porządku.

– Jakie dalsze ma pan plany startowe?

* Na razie się przeziębiłem, ale już zaczynam treningi, będę również biegał na nartach. W następnym sezonie na wiosnę zacznę od półmaratonu, a później zobaczę, czy nie powalczę o zdobycie Korony Maratonu, tak jak to uczyniła koleżanka z Hrubieszowa – Małgorzata Muzyczuk, czyli musiałbym w tym roku uczestniczyć jeszcze w trzech wytypowanych maratonach, w tym w Dębnie. Myślę też o łączonej zamojskiej setce Biegu Pokoju…, o półmaratonie „Unii Horodelskiej” i jeszcze nigdy nie startowałem na tak krótkim dystansie, jakim jest 10 km, więc może wystartuję w biegu „Szlakiem Gotów”.

Dziękuję za rozmowę!

***

O biegu z internetu…

Debiutujący na dystansie 42 km 195 m Etiopczyk Gebre Gebrmariam z wynikiem 2:08.14 Został zwycięzcą 41. maratonu nowojorskiego. Wśród kobiet triumfowała Kenijka Edna Kiplagat, która ukończyła bieg z czasem 2:28.20. W nagrodę oboje otrzymają po 130 tys. dolarów oraz samochód. Z powodu kontuzji biegu nie ukończył rekordzista świata (2:03.59) Etiopczyk Haile Gebrselassie, który zszedł z trasy na 25. kilometrze. Drugie miejsce Amerykanki Shalane Flanagan to najlepsze osiągnięcie reprezentantów gospodarzy w tej imprezie od 20 lat. Brązowa medalistka olimpijska pekińskich igrzysk na dystansie 10 000 m uzyskała czas 2:28.40. Maraton odbył się w Nowym Jorku po raz 41. W tym roku w biegu wzięło udział ponad 45 tys. osób. Odbywający się od 1970 roku maraton w Nowym Jorku jest jednym z najbardziej prestiżowych biegów ulicznych na świecie i cieszy się niezmienną popularnością. W 41-letniej historii maratonu, którego trasa od 1976 roku prowadzi przez pięć dzielnic: Staten Island, Brooklyn, Queens, Bronx i Manhattan, wystartowało w sumie blisko 850 tys. osób. W tym roku pośród osób, które wystartowały była spora grupka rodaków z kraju i USA. W gronie uczestników maratonu byli m.in. biegacze zrzeszeni w działających na terenie Ameryki Północnej klubach, takich jak Polish Runners Club, Witold’s Runners Club czy Polska Running Team. Do tej pory wśród Polaków najlepszym wynikiem w historii maratonu nowojorskiego może się pochwalić Wanda Panfil, która wygrała ten wyścig w 1990 roku. Wśród mężczyzn najwyżej został sklasyfikowany Ryszard Marczak, który w 1982 roku zajął 4 miejsce. O wiele lepiej wypadali sportowcy niepełnosprawni. Bogdan Król znalazł się na 1. miejscu w 2002 i 2003 roku. Podobnie jak Arkadiusz Skrzypiński, który uplasował się na samym szczycie klasyfikacji w 2008 roku.

***

Zdjęcia wykupione prywatnie ze strony internetowej biegu.

***

Wywiad i opracowanie:
Marek Ambroży Kitliński (mak)

Na zdjęciu – dr Tomasz Josse z nowojorskim medalem.