Mikołaj Raczyński przez sport ruszył z Nieledwi na podbój futbolowego świata! – ZDJĘCIA

Zamiłowanie do sportu przejął od Taty. Zaczął od piłki nożnej w Płomieniu Sparta Nieledew, ale zapowiadał się i na dobrego lekkoatletę. Jednak wybrał futbol i poszedł w tym kierunku, grał dalej w warszawskim klubie, ale i pobierał oraz poszerzał wiedzę w wielu miejscach. Osiągnął już wiele i jako trener, ale Jego wiek, 29 lat i ambicje sięgają o wiele wyżej. Poniżej rozmowa z Mikołajem o przeszłości, niedawnych i bieżących wydarzeniach oraz dalszych planach.

Reklamy

W jaki sposób, kiedy i gdzie zaczęła się pana przygoda ze sportem, osiągnięcia?

– Od małego trenowałem piłkę nożną w moim lokalnym klubie Płomień Spartan Nieledew. Grałem w drużynach młodzieżowych oraz drużynie seniorskiej. W liceum ponadto biegałem dla Unii Hrubieszów. Jeśli chodzi o osiągnięcia to najwyżej grałem na poziomie 4 ligi w RKS Okęcie Warszawa. Mam też kilka medali z zawodów lekkoatletycznych – srebro i brąz na mistrzostwach województwa na dystansie 400m. Zakwalifikowaliśmy się też do Mistrzostw Polski szkół ponadgimnazjalnych w sztafecie 4x400m (11msc) a także brałem udział w Mistrzostwach Polski LZS, gdzie zająłem również 11 miejsce. 2 razy wygrałem Grand Prix Polski środkowo-wschodniej w biegach uliczno-przełajowych. Mam też kilka innych medali i pucharów z biegów ulicznych i halowych.

A z piłką nożną, kto prowadził zajęcia?

– Moim pierwszym trenerem był Trener Krzysztof Kopczyński, a w późniejszym czasie Trener Wojciech Łysiak, Jarosław Janicki zaś za czasów gry w Warszawie Trener Piotr Sikorski, Leszek Zygmunt i Dariusz Rembisz. Ponadto w dzieciństwie dodatkowo trenowałem razem ze swoim tatą.

Które pan pamięta występy i co to były za rozgrywki?

– Pamiętam praktycznie wszystkie rozgrywki, w których brałem udział. Świetnie wspominam czas gry w drużynach juniorskich w Nieledwii i nasze mecze przeciwko chociażby Unii Hrubieszów czy Hetmanowi Zamość. Do dzisiaj spotykam się z byłymi kolegami z boiska. Gra w seniorach w Nieledwii czy w Warszawie również była świetnym doświadczeniem, a w każdym meczu dawałem z siebie 100%.

Kto z panem wówczas trenował ?

– Mam nadzieję, że nie obrażą się wszyscy koledzy, których nie wymienię, ale najwięcej czasu na boisku spędzałem z Alkiem Poteruchą, Pawłem Bednarczukiem, Andrzejem Całką, Adamem Martyniukiem, Przemkiem Szopińskim czy z moim świętej pamięci kuzynem Arturem Raczyńskim, który niestety w 2016 roku zginał w wypadku samochodowym. Później trenowałem już ze starszymi kolegami jak Paweł Kożuch czy Wojtek Łysiak, którzy w tamtym czasie byli jednymi z najlepszych nie tylko w naszej drużynie.

Na jakiej pan grał pozycji (ach)?

– Grałem głównie na skrzydle bądź w ataku – moim głównym atutem była szybkość i wytrzymałość i pewnie, dlatego łatwo było mi godzić treningi lekkoatletyczne z tymi piłkarskimi.

Dalsza pana kariera sportowa?

– Jak wspomniałem wcześniej na studiach grałem w IV-ligowym Okęciu Warszawa. W trakcie studiów rozpocząłem również kurs trenerski i płynnie przeszedłem z boiska do pracy, jako trener.

Który z meczów utkwił panu w głowie i dlaczego?

– Ciężko wybrać jeden mecz, pamiętam, jak jeszcze w juniorach w Nieledwii mierzyliśmy się z dużo lepszym Hetmanem Zamość i wygraliśmy 1:0. Większość meczu broniliśmy się, ale w końcówce udało się z skontrować. Myślę, że mecz, który utkwił mi w głowie to 5:5 przeciwko Unii Hrubieszów.  W końcówce strzeliłem gola na 5:4, ale niestety w doliczonym czasie straciliśmy bramkę. Mecz był o tyle elektryzujący, że większość chłopaków z naszej drużyny uczyła się w Hrubieszowie – bardzo dobrze znaliśmy się z chłopakami z Unii i zawsze chciało się wygrać, aby móc na drugi dzień w szkole dogryźć rówieśnikom. W seniorach pamiętam jak z drużyną Okęcia Warszawa byliśmy na obozie w Białce Tatrzańskiej i rozegraliśmy bardzo dobry mecz przeciwko III-ligowej drużynie Lubań Maniowy, w której grało sporo zawodników zza południowej granicy. Przegraliśmy, co prawda tamto spotkanie 1:2, ale graliśmy naprawdę nieźle. Debiut w barwach Okęcia na poziomie IV ligi był również udany, wygraliśmy z Mszczonowianką Mszczonów 3:1, a na boisku spędziłem ponad 80 minut.

Udało się panu pogodzić uprawianie sportu z nauką, proszę podać przebieg nauki od podstawówki do dzisiaj?

– Naukę zaczynałem w szkole podstawowej w Nieledwii, Gimnazjum i Liceum kończyłem w szkole im. Stanisława Staszica w Hrubieszowie. Po gimnazjum dostałem się do klasy sportowej w Warszawie, gdzie patronatem była Legia Warszawa, ale po około 2 tygodniach wróciłem do domu – w tamtym czasie 300km od domu to był zbyt duży dystans. Dziś trochę tego żałuje, bo może udałoby się pograć w piłkę trochę dłużej i wyżej.

Po liceum studiowałem na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, gdzie ukończyłem studia licencjackie i magisterskie. Ponadto ukończyłem studia podyplomowe na AWF w Katowicach z przygotowania motorycznego w grach zespołowych.

W 2019 roku ukończyłem MBP School of Coaches w Barcelonie, gdzie codziennie zdobywałem wiedzę w zakresie taktyki w piłce nożnej analizując na żywo mecze FC Barcelony, Espanyolu Barcelona w La Liga oraz w Europejskich Pucharach, a także obserwując rozgrywki niższych lig i drużyn młodzieżowych w Hiszpanii. Miałem tam styczność z wieloma świetnymi trenerami chociażby Tony Clavero, który był asystentem w Espanyolu m.in. u Mauricio Pochettino. Do tego dodam świetną grupę trenerów z całego świata biorących udział w kursie, z którymi godzinami rozmawialiśmy na temat wielu aspektów związanych ze szkoleniem.

Oczywiście cały czas się dokształcam. Podczas studiów zrobiłem kurs UEFA A, a zaraz po studiach ukończyłem kurs UEFA Elite Youth A w szkole trenerów PZPN. Aktualnie zgłębiam wiedzę na międzynarodowych szkoleniach organizowanych przez Raymonda Verheijena – holenderskiego trenera, który pracował m.in. w reprezentacji Holandii (3msc podczas MŚ w Brazylii) czy chociażby w Manchesterze City.

Był pan stażystą i za granicą, gdzie i w jakiej roli?

– Jeśli chodzi o staże zagraniczne to miałem okazje jeździć i obserwować, jak pracują topowe kluby w Europie. Odbyłem staż w akademiach takich klubów jak: Benfica Lizbona, VFL Wolfsburg, S.C. Freiburg, Slavia Praga, Espanyol Barcelona czy UD Villadecans. Ponadto miałem okazję odbyć staż w pierwszej drużynie Karpaty Lwów grającej w tamtym czasie w Ukraińskiej Ekstraklasie, a także obserwować treningi pierwszej drużyny Lausanne Sport Club (Szwajcaria). Po studiach przez pół roku pracowałem w Indiach, jako Trener oraz koordynator Akademii Green Field Cubs i było to jedno z ciekawszych doświadczeń w mojej dotychczasowej pracy.

Przebieg pana pracy trenerskiej?

– Pracę rozpoczynałem w komercyjnej szkółce Real Football Team, którą łączyłem ze studiami i graniem w piłkę. Następnie pracowałem w projekcie Coerver Coaching Poland.

Po studiach jak już wspomniałem przez pół roku byłem trenerem w Indiach. Po powrocie przez 2 lata pracowałem w drużynie KS Drukarz Warszawa, którą udało mi się wprowadzić do Ekstraligi (U14) i mierzyć się z zespołami Legii Warszawa, Polonii Warszawa, Wisły Płock czy Radomiaka Radom.

W tym samym czasie pracowałem również w Mazowieckim Ośrodku Szkolenia Sportowego Młodzieży, a także byłem asystentem w kadrze Mazowsza U-14, która sięgnęła po brązowy medal Mistrzostw Polski kadr wojewódzkich. Przy kadrze pracowałem przez całe eliminacje, które wygraliśmy i zakwalifikowaliśmy się na turniej główny. Na główne mistrzostwa nie pojechałem, ponieważ tuż przed mistrzostwami zerwałem więzadła krzyżowe w prawym kolanie na jednym z treningów z moją drużyną.

Po pracy w Warszawie studiowałem w Barcelonie, a po powrocie prowadziłem NKP Podhale Nowy Targ U-17, a następnie dostałem propozycję pracy w drugoligowej Olimpii Grudziądz, w której pracowałem do 31.03.2021

Do niedawna był pan asystentem w II ligowej Olimpii Grudziądz, za co pan odpowiadał?

– Będąc asystentem odpowiadałem za pomoc w prowadzeniu treningów oraz analizę wideo naszego zespołu. W związku z tym, że sztab był mały pracy było dużo i również odpowiadałem za analizę GPS, dzięki której kontrolowaliśmy pracę zawodników podczas treningów i meczów.

W drużynie mieliśmy sporą grupę zawodników zza granicy i pełniłem dodatkowo rolę tłumacza podczas treningów i odpraw. W trakcie pracy w Grudziądzu byłem także trenerem tymczasowym i w dwóch meczach poprowadziłem Olimpie przeciwko KKS Kalisz oraz Wigrom Suwałki. Pierwszy mecz przegraliśmy 0:1, a drugi zremisowaliśmy 1:1 na ciężkim terenie w Suwałkach tracąc bramkę w 87 minucie meczu.

Wśród 19 zespołów zajmujecie 18 pozycję, czyli cel stawiany przed drużyną to…?

– W momencie, gdy rozstawałem się z Olimpią drużyna była nad strefą spadkową i byłem przekonany, że się utrzyma. Niestety po moim odejściu drużyna przegrała kilka spotkań z rzędu i spadła na przedostatnie miejsce w tabeli. Osobiście wierzę w chłopaków i mam nadzieję, że wygrają ostatnie mecze w lidze, ponieważ na pewno ich na to stać.

Ma pan czas na jakieś hobby?

– Jak jest praca to z wolnym czasem jest ciężko, bardzo często w klubie spędzałem od 8 do 12 godzin. Do tego dochodziły wyjazdy, aczkolwiek starałem się biegać w wolnych chwilach, aby wrócić do formy sprzed kilku lat. Ponadto bardzo lubię czytać książki głównie związane z moją pracą, a także z rozwojem osobistym i zarządzaniem. Podczas wakacji lubię podróżować z żoną i zwiedzać różne zakątki świata. W związku z tym, że chwilowo jestem bez klubu mam więcej czasu, aby pobyć z rodziną i rozwijać się w różnych płaszczyznach, które pomogą mi stać się lepszym trenerem.

Czy z pana rodziny ktoś uprawiał lub uprawia sport, jeżeli tak proszę o kilka danych?

– Mój tato, Jerzy Raczyński, grał w piłkę nożną w Sokole Zwierzyniec, a za czasów szkoły średniej grał również w piłkę ręczną w Leśniku Zwierzyniec na poziomie 2 ligi juniorów starszych. W tamtym czasie grali mecze z takimi drużynami jak Hutnik Kraków, Korona Kielce, Wisła Puławy, Padwa Zamość czy Broń Radom. Tato był bardzo sprawny i odnosił spore sukcesy, jeśli chodzi o dawne województwo zamojskie czy to w biegach czy grach zespołowych. Niestety uszkodził łąkotkę, a w tamtych czasach wiązało się to z jej usunięciem. Po tej kontuzji grał jeszcze trochę w piłkę nożną również w Spartanie Nieledew, ale była to już końcówka grania przez mojego tatę. Pamiętam, jak już w wieku około 12-13 lat stanąłem z tatą na bieżni i przegrałem z nim bieg na 400m – w młodości musiał być zdecydowanie lepszy ode mnie.

Śledzi pan piłkarskie wydarzenia z rodzinnego regionu?

– Oczywiście, że śledzę. Jest mi bardzo przykro, że sport tutaj umiera. Mój macierzysty klub z Nieledwii nie istnieje już od kilku lat, a gdy patrzę jak zaniedbane jest boisko w Nieledwii to chce mi się płakać. Spore grono moich byłych kolegów z boiska gra jeszcze w Unii Hrubieszów, Krysztale Werbkowice czy Unii Białopole. Wiem, że problemy finansowe ma Unia Hrubieszów. Uważam, że takie miasto jak Hrubieszów powinno mieć drużynę minimum w III lidze. Myślę, że władze gminne i powiatowe powinny zrobić wszystko, aby zachęcić młodzież do uprawiania sportu i stworzyć im do tego godne warunki.

Grał pan w Okęciu Warszawa z Adamem Onkiewiczem?

– Wydaje mi się, że akurat minąłem się z Adamem, lub być może zagraliśmy razem w jednym czy dwóch sparingach.

Dalsze cele trenerskie, to…?

– Moim celem jest praca na najwyższym poziomie rozgrywkowym, jako pierwszy trener. Przede mną już tylko kurs UEFA PRO. Jako dziecko zawsze marzyłem, aby osiągnąć sukces, jako sportowiec. Nie udało mi się zaistnieć w profesjonalnym sporcie, jako zawodnik, ale jestem przekonany, że będzie mi dane pracować na najwyższym szczeblu, jako trener. Pracując w Olimpii miałem okazję grać przeciwko Lechii Gdańsk w Pucharze Polski i takie mecze niesamowicie motywują do ciężkiej pracy. Mam nadzieję, że poprowadzę kiedyś klub w Europejskich Pucharach.

Zdradzi pan nam swój status rodzinny?

– Od 2019 r. mam żonę Marianna Ulanicka, która również w przeszłości trenowała w sekcji lekkoatletycznej Unii Hrubieszów. Na razie nie mamy dzieci, ale wszystko przed nami.

mak – Dziękuję za odpowiedzi i życzę sukcesów w dalszej karierze trenerskiej!!!

***

Mikołaj Raczyński, jako lekkoatleta Unii Hrubieszów

400 m – 51,96 (2010 r.)

200 m – 23,69 (2010)

 

Marianna Raczyńska – Ulanicka w Unii Hrubieszów

400 m – 1:01,01 (2010)

600 m – 1:41,30 (2009)

800 m – 2:22,39 (2009)

1500 m – 5:01,29 (2009)

 

Przepytał i opracował Marek Ambroży Kitliński (mak), fot. archiwum zawodnika


Zobacz też:

Tak było! 100 lat hrubieszowskiego sportu – część 2

Tak było! 100 lat hrubieszowskiego sportu – część 2