Przegrana Kresów Dołhobyczów w Pucharze Polski

3 października GKS Kresy Dołhobyczów nie sprostały w Pucharze Polski w piłce siatkowej mężczyzn drugoligowej drużynie LKS Czarni Wirex Rząśnia i przegały pojedynek 0:3.

Reklamy

Puchar Polski w piłce siatkowej mężczyzn

Kresy Dołhobyczów – LKS Czarni Wirex Rząśnia (14:25, 16:25, 15:25)

Do następnej rundy awansował zwycięzca meczu.

 

Z całą pewnością LKS Czarni Wirex Rząśnia był najsilnieszy zespołem siatkarskim, jaki kiedykolwiek grał w naszym mieście. Czrni przez cały czas kontrolowali przebieg gry, a urwanie drużynie naszpikowanej byłymi I i II ligowcami choćby seta było zdecydowanie poza mozliwościami naszych siatkarzy. Mimo przegranej, dla Kresów Dołhobyczów było to jednak mocne przetarcie przed pierwszym meczem w III lidze, który odbędzie się już 6 października w Hrubieszowie.(mac)

 

Relacja trenera Krzysztofa Brudnowskiego: 

Nie żałował ten kto był na meczu o Puchar Polski pomiędzy naszą drużyną GKS Kresy a zespołem LKS Czarni Wirtex Rząśnia.

Tak jak przewidywaliśmy przeciwnik z drugiej ligi był absolutnie po za naszym zasięgiem. Zaskoczeniem była zagrywka a właściwie jej przyjęcie – dotychczas mieliśmy problemy w przyjęciu ale zagrywki szybującej, zaskoczyła nas silna zrotowana, precyzyjna, regularna i celowana zagrywka przeciwnika. Tak dobrej zagrywki nigdy nikt jeszcze w Kresach nie przyjmował. Tak dobrze zagrywającej drużyny Hrubieszowie jeszcze nie gościliśmy.

Tak z boku wydawać by się mogło, że nasi zawodnicy są słabi w przyjęciu. Może i nie są bardzo dobrzy ale też zagrywka Czarnych była naprawdę dobra.

Czarni dominowali pod względem wzrostu siły i dynamiki, a także precyzji uderzenia. Bardzo dobra zagrywka wsparta była bardzo dobrym przyjęciem (zwłaszcza zawodnika libero).

Rozegranie u przeciwnika nie kładło nas na łopatki niemniej jednak dobre przyjęcie dawało leworęcznemu „sypaczowi” wiele możliwych wariantów rozgrywania a nawet atakowania z drugiej piłki.

Postawa naszych zawodników nie powinna rozczarowywać kibiców. Jeśli tak było to widocznie nie zauważyli oni walorów naszego przeciwnika.

Jesteśmy na początku sezonu, mamy problemy ze złożeniem składu na nowo. Brakowało w tym meczu większej pewności siebie może waleczności. Trochę jednak spuściliśmy głowy.

Przeciwnik zrobił na nas zbyt duże wrażenie i daliśmy się temu wrażeniu „zauroczyć” zupełnie niepotrzebnie. Z drugiej strony widać było, że chcemy ugrać tyle na ile nas stać a może nawet i więcej niż aktualnie potrafimy. Czarni zagrywką wybili nam z głowy grę kombinacyjną (było kilka asów serwisowych). Gra w obronna nigdy nie była naszą mocną stroną, brakowało jednak takiego „luzu” w obronie – nadmierne napinanie mięśni w efekcie brak właściwej reakcji. Skrzydłowi bloku ustawiają blok zbyt blisko antenki. W związku z tym trudno mówić o współpracy blok – obrona.

Gdy mieliśmy piłkę dobrze przyjętą w zasadzie graliśmy dość dobrze (dwa błędy w rozegraniu i dwie zablokowane krótkie). Popełniliśmy też zbyt wiele błędów przy własnej zagrywce (5 czy 6 błędów).

Kilka akcji naszych zawodników było naprawdę fajnych dla oka – dostawaliśmy za nie brawa.

Gdyby ten mecz miał dać wskazówki nad czym mamy pracować. To wiemy, że przyjęcie, obrona, miejsce ustawienia bloku, sposób wyrzutu piłki przy zagrywce, asekuracja ataku pilnie wymagają poprawy.

Wiemy też, że w naszej lidze nie spotkamy tak dobrego przeciwnika. Doświadczenie gry z Czarnymi Rząsnia, to naprawdę dobre doświadczenie dla chłopaków. To nawet pewien rodzaj zaszczytu i mało która drużyna z naszej ligi miała przyjemność grać z takim przeciwnikiem. Dziękujemy więc przeciwnikom.

Dziękujemy naszym kibicom, którzy widzieli naprawdę siatkówkę jakiej w Hrubieszowie jeszcze nie było. Końcowe brawa kibiców ale też brawa naszych chłopaków i chłopaków z Rząsni skierowanych w kierunku kibiców, pokazuje czym jest siatkówka i kibicowanie siatkówki w Polsce.

 

Zagraliśmy w składzie:

rozegranie: Kamil Kaszak,

atak: Michał Steciuk, Artur Tytuła,

przyjęcie: Patryk Węźiński, Roman Dombrowskyi,Adam Kozicki, Kacper Dźwierzyński

środek: Wojciech Kawka, Jakub Kasprowicz,

libero: Michał Głowacki.

(MTB)

 

Poniżej rozmowa o meczu z trenerami obydwu drużyn.