Rafał Fedaczyński: Czas się zastanowić…

W sobotę 11 sierpnia 2012 r. o 9:00 wystartowałem na XXX Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Od samego początku ruszyłem tak, jak miałem to ustalone z moim trenerem, czyli spokojnie.

Reklamy

Mimo, że byłem daleko za czołówką – nie panikowałem. To był początek zawodów. Starałem się iść równym tempem i dobrze technicznie. Gdy po 20 km zacząłem zwiększać prędkość, zacząłem odczuwać ból lewej nogi. Zaczęło się od bólu stopy, a skończyło na bólu mięśnia dwugłowego. W obawie o swoje zdrowie wycofałem się z rywalizacji po 30 km.

Jestem zły i zawiedziony, gdyż pracowałem ciężko cztery lata na ten jeden start. Borykałem się z kontuzjami, operacjami, problemami osobistymi, jednak co sezon robiłem progresje wyników na każdym dystansie. Byłem pełen optymizmu, że ten start mi się uda. 

Po zejściu z trasy, mimo złości, kibicowałem pozostałym zawodnikom. Słowa uznania dla Łukasza Nowaka za rekord życiowy i taktyczną rywalizację. Gratuluję również Rafałowi Sikorze udanego startu. Pokazali ogromną klasę.

Na dystansie 50 km został ustanowiony rekord olimpijski przez Rosjanina – Sergeya Kirdyapkina czasem 3:35:59. Pierwszy raz widziałem taki poziom rywalizacji. Żeby zapewnić sobie miejsce w czołowej „ósemce” trzeba regularnie chodzić poniżej 3:40:00. 

Czas się zastanowić, czy stać mnie na takie chodzenie, co trzeba zmienić, jak trzeba trenować, by zbliżyć się do takich rezultatów. 

Dziękuję żonie za wsparcie w trudnych chwilach, mojemu trenerowi – Panu Stanisławowi Marmurowi za wiarę i tyle lat współpracy oraz wszystkim którzy trzymali za mnie kciuki. Dziękuję również kibicom z Hrubieszowa, którzy kibicowali mi przed telewizorami oraz szczególnie tym, którzy przyjechali mnie wspierać do Londynu.


Pozdrawiam

Rafał Fedaczyński

Na zdjęciu – kibice z Hrubieszowa.