Świętokrzyskie błoto na roztoczańskich butach

Mogli nas zabić, a zabawili i nakarmili, tak pomyślałem, gdy wyjeżdżaliśmy w niedzielę wieczorem (12 sierpnia) z Błotnowoli, wsi położonej w świętokrzyskiej gminie Nowy Korczyn.

Reklamy

Zaproszenie od organizatorów meczu piłki błotnej, czyli Adama Jarubasa, marszałka województwa świętokrzyskiego, oraz Pawła Zagaja, wójta gminy Nowy Korczyn, przyjęliśmy z ochotą, miało to być kolejne spotkanie w celach czysto towarzyskich. I tak się zapowiadało, gdy bus wypełniony pośpiesznie (lecz jak najbardziej przemyślanie!) BKS-owymi zawodnikami dojechał do Błotnowoli po godzinie trzynastej. Czekały już na nich Błotne Orły, drużyna gospodarzy. Nie było się do czego przyczepić – strażacy już od dłuższego czasu nawadniali rozkopane boisko, a błotko powoli przybierało konsystencję mazi, jaką tygryski z Krasnobrodu lubią najbardziej. Widzowie z okolicznych wiosek, niezrażeni deszczem, zaludniali łąki dookoła boiska, mam wrażenie, że wielu z nich czuło dezorientację, patrząc na rozgrzewających się obok bajora młodych ludzi. Trudno powiedzieć, ile osób się zjawiło, ale jest to liczba blisko dwusetki. Myśleli, że to żarty, lecz gdy wybiła godzina czternasta, żarty się skończyły. Zauważył to również komentator, lokalny wodzirej Wit Chamera, który nie nadążał z czasownikami, tak dynamiczna okazała się potyczka.

Ale od początku. Pierwszą bramkę dla BKS zdobył Jarosław Buryło, bramkarz, który cisnął piłkę na drugi koniec boiska, a ta tylko zdążyła otrzeć się o jednego z gospodarzy. Udany początek? Niekoniecznie, bowiem okazało się, że Orły są ambitną drużyną, na którą motywująco działał status gospodarzy imprezy. Wszystkie swoje trzy okazje, zmienili w gole. Dwie bramy zasadził Mateusz Strach, jedną Piotr Otręba. Postanowiliśmy nieco dokręcić śrubkę – druga połowa należała zdecydowanie do nas, kończąc wynikiem 9:3 dla BKS-u. Trzy bramki strzelił zawsze na miejscu Zbyszek Masternak, również Tomek Pakuła wykazał się skutecznością, zdobywając tyle samo goli, co jego kolega. Oprócz wspomnianego bramkarza, po jednej bramce zdobyli: debiutujący Kuba Gielmuda, który dzięki swojej skuteczności na obronie dostał zaproszenie na kolejne kąpiele błotne z piłką, oraz piszący te słowa Jakub Koisz. To moja „dziewicza bramka” i choć nie byłem obecny na wielu spotkaniach, to najwyższy czas, by pokazać, że oprócz słowa pisanego mogę wnieść do drużyny również mocnie pociągnięcia „z czuba”. Wszystkim tym dziwom przyglądała się słynna Genowefa Pigwa, ciągle tryskająca humorem, więc dziwi nieco to, że ostatnio jakby rzadziej pojawiała się publicznie.

Należy również wspomnieć o drugim meczu, pomyślanym jako „pokaz na koniec”, który szybko przerodził się w poważne starcie. W drużynie po przeciwnej stronie zebrało się dwóch mężczyzn oraz cztery dziewczyny, niektóre na co dzień grające w drugoligowej Wiśle Nowy Korczyn. Wynik zatrzymał się na 6:1 dla nas, 4 gole zdobył wszędobylski Masternak, a dwie Tomek Pakuła. Przykro było patrzeć na zabłocone buzie płci pięknej, ale tam, gdzie zaczyna się błoto, kończy się litość.

Po obowiązkowej kąpieli przy hydrancie wszyscy organizatorzy oraz zawodnicy udali się do błotnowolskiej remizy strażackiej, w której czekała gorąca herbata, kiełbaski z grilla, napoje chłodzące i przepyszny bigos. Rozmowom o sporcie, literaturze oraz zabawie nie było końca. Gdy wsiadaliśmy w bus, czuliśmy, że wraz z gospodarzami połączył nas dzisiaj nie tylko sport, ale i chęć spędzania wolnego czasu nieco inaczej niż rówieśnicy. Każdy chciał być zwycięzcą, ale jeszcze bardziej zależało zawodnikom i widzom na uczestniczeniu w czymś niecodziennym. Zrozumieliśmy to dopiero wtedy, gdy okazało się, że ci wielcy mężczyźni, którzy lustrowali nas wzrokiem na początku rozgrywki, to swoje chłopy. Ugościli, nakarmili, wyściskali na pożegnanie, a nawet włączyli syrenę strażacką, gdy wyjeżdżaliśmy. Chłopaki (i dziewczyny!) z Błotnowoli – zapraszamy do Krasnobrodu.

 

Jakub Koisz

 

BKS Roztocze Krasnobród: Jarosław Buryło (bramkarz), Michał Mękal, Adrian Buryło, Jakub Koisz, Jakub Gielmuda, Tomasz Pakuła (kapitan), Zbigniew Masternak.