Był sobie nauczyciel…! Jest to prawdziwa historia byłego już nauczyciela

Wojtek od urodzenia mieszkał razem z siostrą i rodzicami w niewielkim miasteczku niedaleko Zamościa. Rodzice Wojtka byli bardzo szanowanymi w swoim środowisku nauczycielami, wybudowali na przedmieściach duży dom, w którym była miłość, szacunek i dobre wychowywanie dzieci.

Reklamy

Dziadkowie Wojtka też byli nauczycielami, w związku z tym mały Wojtuś u babci na podwórku często bawił się w nauczyciela, a jego uczniami były kotki, pieski lub domowy drób.

Wojtek był bardzo dobrym uczniem, szkołę podstawową ukończył z wyróżnieniem, poszedł do dobrego liceum w swoim miasteczku. Wojtek był sportowcem, biegał, grał w piłkę nożną i piłkę siatkową z racji wysokiego wzrostu, nauka i sport w żaden sposób się nie wykluczały, więc Wojtek świetnie sobie z tym radził.

Reklamy

­

Nauka w średniej szkole minęła, jak z bicza strzelił, była studniówka, matura, pierwsza miłość i wymarzone studia pedagogiczne na KUL w Lublinie. To był jego wybór, rodzice nie ingerowali w tej kwestii, kształcił się na nauczyciela geografii i przyrody. Po ukończeniu studiów Wojtek nie wrócił już do rodzinnego domu, dostał pracę w niewielkiej szkole pod Lublinem i tam założył własną rodzinę.

Zderzenie dwóch nauczycielskich światów

Wojtek był synem nauczycieli, więc od pacholęcia znał ten inny, dawny świat, gdzie nauczyciel był wielkim autorytetem, nie były likwidowane żadne szkoły, rodziców Wojtka było stać na wczasy, samochód i dostatnie życie, ale bez przesady, rodzice nauczyli go pokory do pieniądza, szacunku do drugiego człowieka i do nauczycieli, wykładowców i tym się kierował w swoim życiu, w jego domu często mówiono o przekleństwie „obyś czyjeś dzieci uczył”, ale wówczas tego nie rozumiał.

Rodzice Wojtka bardzo lubili zawód nauczyciela, często zostawali na kółka zainteresowań, cieszyli się, kiedy ich uczniom powiodło się w życiu, tym żyli nawet na emeryturze. Wojtek też był zadowolony ze swojej pracy, spełniał się jako nauczyciel, wychowawca, miał dobry przykład z domu, był w swoim żywiole, kiedy udało się założyć UKS – zrobił wszystko, żeby zaszczepić swoich uczniów sportem.

Małżonka Wojtka też była nauczycielką, założyli rodzinę i kupili pod Lublinem mieszkanie, biorąc na nie kredyt. Pracowali uczciwie, dając z siebie wszystko, czasami kosztem rodziny, żeby ich uczniowie i przełożeni byli zadowoleni.

Aż przyszedł taki czas…

I przyszedł taki czas, że niewielka szkoła pod Lublinem, w której Wojtek i jego żona uczyli, została zamknięta. I stało się, wspaniały nauczyciel i człowiek został bez pracy, z kredytem i lękiem, jak utrzymać rodzinę. Oczywiście w odległym Lublinie znalazł w trzech szkołach po kilka godzin przyrody, ale odliczając paliwo, zostawało mu niewiele ponad 3 tysiące złotych.

Spotkanie po latach

Pewnego razu na stacji paliw wysiadł mężczyzna w ciemnych okularach z drogiego samochodu i krzyknął do Wojtka, cześć „Brachu”, co słychać? Na początku nie poznał Wojtek kolegi z klasy średniej, musiał się długo zastanawiać.

Darek pochodził z innego świata, nigdy nie byli kolegami, Wojtek był poukładanym i kulturalnym chłopcem, natomiast Darek to był klasowy „wiracha”, bił się na przerwach, bałamucił dziewczyny, palił papierosy, pił tanie wino, a nauka wyjątkowo nie wchodziła mu do głowy, więc zrezygnował z dalszej nauki.

Jednak to spotkanie po latach sprawiło im przyjemność, pogadali dłużej w przydrożnym barze, Darek miał dobrze prosperującą firmę budowlaną na zachodzie Europy i 3 tysiące złotych to zarabiał… na godzinę.

No cóż, nauczyciel Wojtek nie miał się czym chwalić, ze wstydem opowiedział Darkowi swoją historię, bo jego sytuacja finansowa nie powalała z nóg. Wymienili się koledzy z klasy telefonami i rozstali, ściskając sobie po męsku dłonie. Jeszcze na koniec kolega Darek powiedział, po „huk” ty się chłopie tak dużo uczyłeś…

I zadzwonił telefon szczęścia…

Podczas wakacji zadzwonił zagraniczny numer i był to Darek z zaproszeniem kolegi do pracy w jego firmie. I wyjechał Wojtek do pracy za granicą, porzucił zawód nauczyciela, od 4 lat pracuje w firmie Darka, spłacił kredyt, opłaca dzieciom studia i właśnie kupił za granicą dom, który remontuje bo zabiera rodzinę do siebie.

Wojtka spotkałam niedawno na meczu charytatywnym, to dobry chłopak, zagrał dla chorego dziecka z naszych stron, w czasie kiedy przebywał u swojej siostry na Zamojszczyźnie.

I kiedy dzisiaj zadzwonił do mnie z życzeniami świątecznymi, to zainspirował mnie do napisania jego historii prawdziwej, aczkolwiek w moim odczuciu bardzo smutnej. Bo dlaczego tak wartościowi ludzie, wykształceni przez naszą ojczyznę Polskę, muszą wyjeżdżać w daleki świat za pracą…?

­

Danuta Muzyczka


Zobacz też:

Danuta Muzyczka: Bieszczady i kolejka wąskotorowa – ZDJĘCIA, WIDEO

Danuta Muzyczka: Bieszczady i kolejka wąskotorowa – ZDJĘCIA, WIDEO


Zerknij na Instagram →