dr Tomasz Josse pokonał trasę najbardziej ekstremalnego w Polsce biegu – Biegu Rzeźnika!

W dniu 31.05.2013 r. znany z niezwykłej kondycji i ciągle nowych sportowych wyzwań, dr Tomasz Josse z Hrubieszowa, rywalizował w najbardziej ekstremalnym w Polsce „Biegu Rzeźnika” z Komańczy do Ustrzyk Górnych liczącym około 80 km. Wielkie Gratulacje za ukończenie go, pomimo przeciwności. Poniżej relacja, zdjęcia, zamierzenia, itp. bohatera tego wydarzenia.

Reklamy


Witam Panie Marku.

Do biegu rzeźnika przymierzałem się od 2 lat. Dwa lata temu byłem nawet zapisany, ale zrezygnowałem tuż przed startem. Uczestnictwo w biegu zgłasza para biegaczy, którzy muszą razem ukończyć zawody. I tylko wtedy są sklasyfikowani. Moim partnerem biegowym był znajomy znajomych – mówiąc krótko nigdy nie przebiegliśmy wspólnie kilometra.

Do zawodów zacząłem się przygotowywać od początku roku. Niestety problemy zdrowotne zabrały mi 2,5 miesiąca treningów. Cały maj leczyłem zapalenie ścięgna Achillesa. W ostatniej chwili zdecydowałem się zaryzykować i spróbować przebiec 80 km od Komańczy do Ustrzyk Górnych. Wszystkie treningi oparłem na długich wybieganiach 120 – 140 km tygodniowo.

Trasę znałem tylko z map i z wędrówek po Bieszczadach kilkanaście lat temu /czasy studenckie/. Odbierając pakiet startowy i patrząc na innych biegaczy byłem lekko zaniepokojony, co ja tu robię. Najdłuższy dystans, który pokonałem kiedykolwiek to dystans maratonu. W dodatku ostatni miesiąc bez treningów. Bałem się, że zawiodę swojego partnera wycofując się z biegu. 

Początek ok. 3.30 nad ranem. Lekkie śniadanie, napełnienie plecaka z pojemnikiem na napoje wodą, kilka żeli energetycznych i start. Trasa podzielona na 5 etapów. Każdy zakończony punktem odnowy, na którym każdy uczestnik otrzymywał jedzenie i picie.

Limit czasowy 16 godzin. Nam udało się pokonać trasę w 15 godzin 27 minut zajmując 267 miejsce. Wynik nierewelacyjny, ale radość z ukończonego biegu ogromna. Na mecie zimne piwo i gorąca zupa. Oczywiście postanowienie, że za rok przyjeżdżam i próbuję poprawić czas.

T. Josse.


Bieg Rzeźnika

Jest towarzyskim rajdem miłośników biegania i Bieszczadów. Blisko osiemdziesięciokilometrowa trasa wiedzie bieszczadzkim czerwonym szlakiem z Komańczy przez Cisną, góry Jasło i Fereczata, Smerek oraz połoniny do Ustrzyków Górnych. Limit czasu wynosi 16 godzin.

Start X Biegu Rzeźnika odbył się jak zwykle z Komańczy, jak zwykle w piątek po Bożym Ciele: 31 maja 2013 o wschodzie Słońca (godzina 3:30). Zakończenie Biegu odbyło się 31 maja wieczorem w Cisnej. Przed i po zakończeniu grał jak zwykle zespół Wiewiórka na Drzewie.

Wymóg biegania parami ma swoją genezę w chęci dbania o bezpieczeństwo, jednak z biegiem czasu na stałe, w sposób nierozłączny wpisał się w formułę Biegu Rzeźnika. Okazało się, bowiem, że po pierwsze, ukończenie biegu jednocześnie przez dwie osoby jest zadaniem o wiele trudniejszym niż dokonanie tego w pojedynkę, a po drugie, taka formuła wymusza i krzewi ideę współpracy zespołowej, uczy odpowiedzialności zarówno za siebie jak i za partnera z drużyny.

 


Czołówka X Biegu Rzeźnika

Komańcza – Cisna – Ustrzyki Górne 31.05.2013

1. Oskar Zimny i Michał Jochymek 9.14:41 godz.

2. Dominik Jagiełła – Wojciech Pawul 9.17:39

3. Agata Matejczuk – Maciej Więcek 9:28:12

267. Tomasz Josse – Wojtek Tomaka 15:23:51

Bieg ukończyło 337 par.

 


O ile pamiętam…

dr Tomasz Josse kilkakrotnie już rywalizował w maratonach (m.in. w Nowym Jorku), jak i w półmaratonach, stając na podium Mistrzostw Polski Lekarzy, wszedł na najwyższy szczyt Kilimandżaro, uczestniczył na nartach w Biegach Piastów i to, na najdłuższej trasie 50km. Oczywiście, pracuje w swoim zawodzie i to jak fama niesie skutecznie. Minęła już czterdziestka, mógłby inaczej dysponować swoim i rodzinnym czasem, ale w Nim tkwi to coś, co Go pcha do dania z siebie prawie ostatniego tchu, zmierzyć się z czymś, co prawie jest nie możliwe do wykonania. Ktoś powie stać Go na to, no tak, ale dlaczego właśnie, tak to wygląda, a mógłby leżeć i opalać się. Najczęściej – godzina 5.00 rano już jest na treningu.  No cóż, ja myślę, że tak jest z wieloma ludźmi, których coś pcha do takich wyzwań, a dopowiem, odpowiedzią zdobywców (albo i nie…) najwyższych Gór Świata.

 

Po co Wy tam idziecie?

Jak to, po co?

Bo One są!!!

 

Ciekawe,

z czym nowym (starym) nasz doktor znowu się zmierzy, bo nie przewiduję innego scenariusza?!

 


Opracował – Marek A. Kitliński (mak)

Na zdjęciu – Na pierwszym planie dr Tomasz Josse na trasie Biegu Rzeźnika.