Dr Tomasz Josse zdobył Kilimandżaro

HrubieszówKilimandżaro – Tanzania

Reklamy

Każdy czymś się interesuje, posiada jakieś marzenia, dr medycyny Tomasz Josse trenując od 5 – tej rano został w ubiegłym roku wicemistrzem Polski lekarzy w biegu maratońskim, ale ostatnio zaskoczył wielu, ponieważ wszedł na najwyższą górę w Afryce – Kilimandżaro (5.895 m.) znajdującej się na terenie Tanzanii.

***

Odwiedziłem doktora w jego domu, przez 2 godziny zadając mu wiele pytań na temat przygotowań, wejścia i zejścia na najwyższy szczyt afrykański – Kilimandżaro. Co usłyszałem, przedstawiam.

Wyprawa odbyła się w dniach 4 – 22 września br., ale przed wyjazdem należało obowiązkowo zaszczepić się przeciwko żółtej febrze i żółtaczce, oraz posiadać leki przeciwmalaryczne, które już należało zażywać przed wyjazdem i tydzień po powrocie. Oczywiście właściwy sprzęt i ubranie osobiste najbardziej nadające się w tych warunkach, jakie miały nadejść, np. bielizna i odzież oddychająca, buty trekkingowe (podeszwa i membrana, nie przepuszczające wodę), namiot, śpiwory.

Okres wyprawy w tym rejonie Afryki jest zwany porą suchą (+ 30 stopni na sawannie), czyli jest to, jakby u nas zima. Aby wejść na Kilimandżaro, należy wykupić pozwolenie w Biurze Turystycznym na miejscu. Atak na szczyt zaczyna się już z poziomu ponad 3000 m n.p.m.

Polskiej grupie, liczącej 9 osób, w której znalazł się dr Josse towarzyszyło w wejściu na szczyt 3 przewodników i 18 – tu tragarzy. Wspinanie po krętych, piaszczystych, żwirowatych i skalnych ścieżkach trwało 6 dni. W nocy nocleg w dwuosobowym namiocie i należało się porządnie ubierać, plus śpiwór, ponieważ temperatura spadała nawet do -15 stopni. Posiłek z puszki, makaron, ryż, pieczywo, woda przegotowana ze strumyków górskich.

W grupie było aż 4 lekarzy, więc nic dziwnego, że skutecznie ratowali na trasie życie osobom (brak tlenu i wyczerpanie) z innej wyprawy ze Szkocji i Republiki Południowej Afryki. Po drodze mijali różne krzewy, kaktusy, parę strumyków, niestety miejscowy Yeti, jak zwykle chodził swoimi drogami i go nie widzieli.

Trasy są oznakowane, maszeruje się bez lin, ale w niektórych miejscach należy się ostro wspinać po skałach, brakuje powietrza, dlatego idzie się powoli, w jednostajnym rytmie. Ostatni obóz był założony na wysokości 4.800 m., pobudka do ataku szczytu Uhuru Peak o północy, po to, aby wejść na szczyt po 6 godzinach i zobaczyć przepiękny wschód słońca, inne szczyty, lodowce oraz wiele, wiele, chmur. Lecz największym marzeniem jest zrobić sobie zdjęcie przy tablicy ustawionej w najwyższym punkcie szczytu z gratulacjami, że dokonałeś tego, o czym marzyłeś i w tej 9 – osobowej grupie udało się to wszystkim!!!

No i niech ktoś nie pomyśli, że zejście trwające 2 dni jest dużo łatwiejsze, po drodze pył, kurz (deszcz nigdy nie pada), stromizny, pracują inne mięśnie i zdarzają się „zakwasy”. Ale to wszystko nic nie znaczy, radość z wejścia na Kilimandżaro likwiduje zmęczenie czy jakiekolwiek dolegliwości. Na dowód wejścia na szczyt otrzymuje się certyfikat wydany przez biuro Parku Narodowego w Tanzanii.

Opisana wyprawa nie zakończyła się na tym, ponieważ należało zaliczyć Safari – Park Narodowy Serengeti (trawa, mnóstwo zwierząt, ptaków, węży itp.). Na wyspie Zanzibar leżącej na Oceanie Indyjskim, gdzie znajduje się w starej części stolicy Zanzibar – Stone Town (Kamienne Miasto) był swego czasu największy targ niewolnikami. Park Narodowy Ngorongoro, powstały na cudownie pięknej powulkanicznej sawannie. Wkoło góry, różne gatunki roślin, jeździ się tyko samochodami, jeepami, o które prawie ocierają się niezliczone stada zwierząt, a nad nimi ptaki. Tereny te zamieszkują w harmonii z otaczającą przyrodą rdzenni mieszkańcy – Masajowie.

Koniec wycieczki – przygody życia. Powrót samolotem do Amsterdamu i Warszawy, samochodem do Hrubieszowa i do pracy.

***

Warto zaznaczyć, że dr Tomasz Josse w okresie zimowym podczas treningu narciarskiego w górach doznał ciężkiej kontuzji barku (złamania, wzmocnienia sztabami). Już po 2 miesiącach wrócił do pracy, chociaż zalecenia były inne, wrócił również do treningu, na początek były marsze z obciążonym plecakiem, a później bieg, bieg i bieg, oczywiście nie zapominając o pracy i rodzinie.

Co dalej w planach doktora ?
A np. – może uda się przebiec maraton na każdym kontynencie oraz na Antarktydzie też ! I dlatego piąta rano, trening biegowy prawie codziennie od 12 do 32 kilometrów i do pracy często na godz. 8.00!!! Przecież jak się wystartuje, to trzeba być dobrze przygotowanym.

***

Opracował – Marek Ambroży Kitliński (mak)

_________________________________________________

zobacz zdjęcia »
_________________________________________________

Hrubieszow LubieHrubie 2009