Hura hura już jutro matura!

Uff to tylko próbna – tak powtarza sobie każdy tegoroczny maturzysta, nie jestem wyjątkiem.
Czy jest naprawdę ważna? Czego możemy się spodziewać? Oby się nie skompromitować dalej jakoś to będzie. Z drugiej strony po co się denerwować, podejdźmy do tego na luzie, nikt nam krzywdy nie zrobi… chyba.

Reklamy

br />Od środy prawdziwy trzydniowy maraton, a może sprint maturalny, odpowiednio j. polski, j. obce i obowiązkowy przedmiot wybrany z pozostałych. Prawdziwa matura dopiero w maju, jest czas na wszystko, takie podejście neguje każdy nauczyciel, ale czy ktoś z nas tego słucha? Oni swoje, my swoje. Prawdopodobnie mają racje, o której przekonamy się już niedługo. Jednak kto nie chciałby trwać w słodkiej niewiedzy i przekonaniu, że do maja tak daleko i znajdzie się dużo czasu na naukę. Oby tak było, życzę tego Wam i sobie.

Każdy z nas do końca września musiał dokonać wyboru, często była to silna selekcja, ale wybraliśmy przedmioty, które chcemy zdawać w maju, wolno nam jednak zmienić tę decyzję do 20 grudnia. Tegoroczne matury to jeden wielki chaos, we wrześniu i październiku co tydzień dowiadywaliśmy się o nowościach wprowadzanych do egzaminu, spowodowało to istny mętlik w głowie zarówno uczniów i nauczycieli. Kwestia zgodności z prawem tego zamieszania – zmian tak drastycznych w egzaminie – jest dla mnie zastanawiająca, ale cóż ja zwykła maturzystka mogę? Tyle co pójść napisać i nie ściągać, podobno źle to się kończy!

Jeszcze raz życzę Wam powodzenia i zero stresów, no może tylko tych mobilizujących!