Małgorzata Todd: Polityka kulturalna, Lekcja pokera odc. 119

Przez chwilę zdawać się mogło, że TVP-1 nawróciła się i chce Polakom pokazać to, co dla nich ważne. W przeddzień rocznicy Powstania Warszawskiego pokazała wysoko nakładowy film, ni to fabuła, ni dokument. Nowatorski w nim był niewątpliwie brak scenariusza. Okazuje się, że da się taki film zrobić! Tylko oglądać się nie da, bo można umrzeć z nudów. A może o taki właśnie efekt chodziło?

Reklamy

 

Sukces został powtórzony 1 września, tym razem w Telewizji Polsat. Stacja ta pokazała gniota mającego nas zapewne zniechęcić do historii, a zwłaszcza naszych narodowych bohaterów. Realizatorzy „Tajemnicy Westrplatte” już o to zadbali. W ramach „dbałości o realia” nie zabrakło przekleństw typu k… Skąd bowiem biedny reżyser miał wiedzieć, że takich słów przedwojenne wojsko polskie nie używało. Wzorował się zapewne na „elitach” III RP.

Oto na co między innymi idą pieniądze z naszych podatków. Tak sobie myślę, że te wyrzucone w błoto „autostrad” i te rozkradzione, to jednak mniejsze zło, niż te wydane na taką „kulturę”.

Reklamy

 

***


Lekcja pokera

odcinek 119


Misiula postanowiła być ostrożna. Ostatnie wpadki nauczyły ją, że nikomu nie można ufać. Z drugiej jednak strony, trudno siedzieć z założonymi rękami, kiedy być może świetny materiał sam pcha się w ręce. Dyskretne sprawdzenie adresu nie powinno nastręczyć żadnych kłopotów. Pojechała metrem na końcowy przystanek specjalnie w godzinach szczytu, żeby nie rzucać się w oczy.

Przeszła koło bloku wskazanego przez Robcia, starając się ustalić, które okna mogą należeć do interesującego ją mieszkania. To nie było trudne. Wyglądało, jakby w mieszkaniu nikogo nie było. Obeszła blok dookoła i jeszcze raz spojrzała. Nadal okna były ciemne. Wykonała następną próbę: wybranie kodu domofonu, ale nikt jej nie odpowiedział. Na dziś zadanie było skończone.

Wsiadła z powrotem do metra i wyjęła z torby gazetę, którą zamierzała przejrzeć. Do przystanku Politechnika było może nawet ze dwadzieścia minut. Czytała jakiś tekst, ale myślami była już w domu. Zrobi sobie gorącą kąpiel, tak jak lubi i zapomni o całym tym parszywym świecie. Jakie to szczęście, że miała to mieszkanie po babce, która wyniosła się do nowego, bliżej telewizji, gdzie nadal pracowała.

Misiula nie była pierwszą osobą doceniającą to miejsce. Dawniej w tym domu mieszkali peerelowscy notable, tacy chociażby, jak sam towarzysz Zenon K. z KC ze swoją rodziną. No właśnie, jego wnuk też jest dziennikarzem telewizyjnym. Jako korespondent, wcale do Rosji nie jeździ, wprost przeciwnie, na ten dawny „zgniły zachód”. „Skąd ja znam to określenie?” – zastanowiła się przez moment. Nieważne. Taki to ma dobrze. No tak, ale jego dziadek był członkiem samego Komitetu Centralnego PZPR, a jej babka tylko redaktorką w telewizji. Co prawda, przetrzymała wszystkich prezesów, ale jednak to nie to samo. Ją, czyli Misiulę, wyrzucono, a jego nikt by się z posady nie ośmielił usunąć, pozwoliła sobie na gorzką refleksję.

Niewesołe rozmyślania przerwał sygnał telefonu komórkowego. Zanim odebrała, sprawdziła, kto dzwoni,. Ciekawe, Marcin sobie o niej przypomniał. A może wcale o niej nie zapominał, tylko nie miał śmiałości zadzwonić? Przecież wiedziała, że na nią leci. Takich rzeczy nie da się ukryć. Teraz też użył pretekstu, żeby się z nią umówić. Wymyślił, że chce porozmawiać o Agnisi Buchniarzowej. Akurat! Już Misiula wiedziała, o co tak naprawdę mu chodzi. Umówili się za dwa dni.

Na Dworcu Gdańskim do metra wsiadł Dymek. Od razu go zauważyła, ale postanowiła udawać zaczytaną.

– Co za miłe spotkanie – usłyszała tuż nad głową.

– Cześć – odparła dość oficjalnym tonem. Pamiętała go z nocnego klubu. Nie udało jej się ustalić, czy to on ją wtedy tam zwabił, czy może jednak Marcin. Wolała myśleć, że jednak komisarz, któremu niespodziewanie zwalił się na głowę brat bliźniak i musiał zmienić plany. Pamiętała również, że Dymek obiecywał jakieś rewelacje na temat posła spotkanego w klubie, ale do następnego spotkania nie doszło, a ona i tak nie uwierzyła, że miał coś ciekawego do powiedzenia.
„Dziwny facet” – pomyślała. Raz ją podrywa, to znowu znika nie wiadomo dlaczego.

– Mieszkasz tu czy pracujesz? – uśmiechał się, co czyniło jego oczy prawie niewidocznymi.

– Odwiedzałam znajomych, a ty?

– Też – odparł niedbale, najwyraźniej szykując się do zmiany tematu. I rzeczywiście. – Nie zgubiłaś jakichś kluczy? – spytał ni z tego ni z owego.

– Dlaczego miałabym zgubić? – odparła, zastanawiając się, o co mu chodzi. Pewnie o to, co każdemu mężczyźnie, ale wybrał jakąś zawiłą drogę.

– Zapomniałaś? Jestem ślusarzem.

Aha, to był taki oryginalny podryw. Widocznie musiał kiedyś chwycić i z upodobaniem go powtarzał.

– Co z tego? Gdybym nawet zgubiła klucze, to jakbyś się dostał do mieszkania bez zapasowych?

– Mam swoje sposoby.

– Tak? – Misiuli zaświtała nowa myśl. – Wiesz co, jak masz czas, wstąp do mnie na herbatę.

– Teraz?

– Teraz.

 

 

CDN…


Czytaj i pobierz ten odcinek powieści w pliku PDF. Już teraz można zamówić całość w formie e-booka za jedynie 20 zł wpłacając należność na konto Wydawnictwa TWINS (dane w stopce na blogu) oraz podając e-mail do wysyłki.


Lekcja pokera, odc 119 »

 


Małgorzata Todd

mtodd.pl/blog