Michał z ZS nr 1 w Hrubieszowie rozmawiał z Magdaleną Sielicką

Instruktor ds. teatru Hrubieszowskiego Domu Kultury, ambasador tkactwa hrubieszowskiego, artystka, pasjonatka i wielka przyjaciółka młodzieży – Magdalena Sielicka, bo o Niej mowa, zechciała odpowiedzieć na kilka moich pytań.

Reklamy


Michał Janiec: Czy od razu wiedziałaś, co chcesz robić w życiu?

Pierwszy był zachwyt przyrodą i otaczającym światem. Potem świadomość, że w jakiś sposób chcę służyć ludziom. Po drodze rosło pragnie, aby wyrażać w sposób plastyczny to, co czuję i przeżywam. Wydawało się, że będzie to malarstwo, ale drogi życiowe pozwoliły odkryć jako „moje” – tkactwo. Dziedzina ta stała się właściwie osnową mojego dalszego życia.


Co Cię skłoniło, do tego, że podjęłaś pracę w naszej szkole czyli w Zespole Szkół nr 1 ( dawniej ZSMR)?

W latach osiemdziesiątych XX w. w szkołach średnich był jeszcze etat – kierownik zajęć pozalekcyjnych. W 1986r. ja szukałam pracy, a szkoła szukała kogoś na to miejsce. Pani Teresa Visioli była osobą rekomendującą mnie do szkoły, a dyrektorem przyjmującym śp. Zygmunt Tuczapski. I tak się rozpoczęła wspaniała przygoda mojego życia, czyli praca z młodzieżą.


Czy wtedy młodzież była chętna do współpracy?

Młodzi ludzie są bardzo twórczy i z dużym dynamizmem życiowym. Trzeba tylko znaleźć odpowiedni temat czy pole działania i można „góry przenosić”.


Jak wyglądała Twoja praca w szkole?

W szkole było kilkanaście kół zainteresowań prowadzonych przez różnych nauczycieli, ja prowadziłam kilka między innymi – teatr, – zespoły muzyczne, – tkactwo. Do mnie należała koordynacja tego wszystkiego.


Co najlepiej wspominasz z tego okresu?

Oczywiście studniówki, które miały tam odpowiedni styl i klimat. Pan Stanisław Nowak zajmował się wystrojem sali, do mnie należał kabaret. Konwencja kabaretu zawsze nawiązywała do aktualnych problemów szkolnictwa, czasem polityki czy życia społecznego.


Jak wyglądała Twoja praca w Domu Kultury?

W porównaniu ze szkołą tutaj nie mam możliwości kontaktu z dużą ilością młodzieży. Tu trzeba wyjść z takimi propozycjami żeby młodzież chciała przyjść. W Domu Kultury prowadziłam 2-3 grupy teatralne młodzieżowe. Ostatnio dołączyła grupa teatralna dorosłych,  tkactwo bez ograniczeń wiekowych oraz grupa teatralna osób niepełnosprawnych. Najbliższe mi były wszystkie widowiska związane z historią Polski. Jeszcze recytatorzy, dramatopisarze i rozmowy o przeróżnych problemach młodego człowieka.

 

Czy młodzież chętnie przyjmuje proponowane przez Ciebie role?

Przeważnie tak, chociaż bywały zmiany po kilku próbach, bo akurat ktoś źle się czuł z danym tekstem. Oczywiście wszyscy są zadowoleni kiedy dana rola „leży jak ulał” na konkretnej osobie. Bywało również, że młoda osoba prosiła o konkretną rolę, którą ja akurat przydzieliłam komuś innemu. Ale czas rozwiązywał takie problemy.


Czy próby traktowane były poważnie przez uczestników?

Na ogół tak. Chociaż to wszystko zależy od kondycji psycho-fizycznej młodzieży w danym dniu. Czasem zamiast próby wychodziło spotkanie towarzyskie. Przez lata nauczyłam się cierpliwości do zmienności i humorów młodego człowieka.


Skąd pomysł na grupę teatralną i tkacką?

Przekazywać innym można coś, co się samemu kocha.


Czy jesteś zadowolona ze swojej pracy w Domu Kultury?

Absolutnie tak. Robiłam to do czego czułam się stworzona i życzę każdemu młodemu człowiekowi, aby znalazł swoje miejsce, gdzie będzie mógł służyć innym ludziom. „SŁUŻBA” – niemodne dzisiaj słowo, ale jest to cecha, której brakuje wielu zawodom w dzisiejszym świecie.

 

 

Michał Janiec, absolwent technikum ZS nr 1

Rozmowa przeprowadzona w roku 2012 – obecnie Magda Sielicka jest na emeryturze.