Przerwany bieg życia Andrzeja Kamienia

HrubieszówWarszawa

Reklamy

15 stycznia 2009 roku. Telefon i … wiadomość, jak grom z jasnego nieba. Czy pan wie, że pański zawodnik nie żyje? Kto? Andrzej Kamień!!!

Co się stało? Wypadek? Przecież miał dopiero 36 lat? Nie, po pracy zrobił w sklepie jeszcze zakupy, był w przychodni, gdzie do lekarza zarejestrował córkę, wracając przy furtce na osiedle zasłabł (10 m od bloku, w którym mieszkał), została wezwana karetka, reanimacja i niestety zmarł!

I w tym momencie nasuwa się pytanie dlaczego? Przecież Andrzej przez wiele lat uprawiał biegi krótkie. Jako chłopak był pogodny, uśmiechnięty, był uparty ale nie szukał zwad, nie palił, jako sprinter był bardzo dobrze zbudowany. Aby przystąpić do egzaminów na AWF był przebadany przez komisję lekarską, podczas studiów też, był nauczycielem wf i wychowawcą w szkole, stresy? Żona – wysokiej klasy sportsmenka, dwoje dzieci, które również wykazują uzdolnienia sportowe, czyli w domu wszystko w porządku. A jednak pytania, pytania, pytania … dlaczego, dlaczego, dlaczego?

Widocznie tak miało być i nikt, i nic Mu już nie pomoże, pozostanie smutek, żal, rozpacz i pamięć o Nim rodziny, wśród przyjaciół, kolegów, uczniów… Zaduma u nieznajomych po przeczytaniu klepsydry – taki młody i zmarł, szkoda dzieci.

***

Moje wspomnienia

Tak się składało, że w latach osiemdziesiątych XX wieku rodzina Kamieni mieszkała przy ulicy Mickiewicza, a moja naprzeciwko na Polnej w bloku nr 7. Dzieci tych rodzin „ganiały” wokół bloków, urządzały różne sprawnościowe rywalizacje, więc nic dziwnego, że któregoś dnia Andrzej i Mirek Kamieniowie przyszli „pobawić się” do nas do domu. Jak to u dzieci bywa powstał na jakimś tle spór, zaczęły się przepychanki, wszedłem do pokoju i zaproponowałem, chcecie się bić, taaakkkkkk, więc na podłodze wylądowały kołdry i zaczęły się zapasy, starsi – czyli Andrzej i mój Piotrek oraz młodsi Mirek z Markiem. Walki były zacięte, ale według ustalonego regulaminu, więc nikt sobie krzywdy nie zrobił. Były i rewanże. Kto był najlepszy, najczęściej właśnie Andrzej, który do takich zapasów posiadał najlepsze warunki fizyczne, bo był dobrze zbudowany, a nogi jego były krępe i umięśnione, i jak po latach się okazało, był szybki.

Przyszedł czas nauki, Andrzej zaczął uczęszczać do Szkoły Podstawowej nr 3, tam na wf – ach nauczyciele przeprowadzali różne sprawdziany, okazało się, że Andrzej Kamień i Sławek Janik są najszybsi w szkole. Sławek wybrał piłkę nożna i był przez kilkanaście lat żelaznym reprezentantem hrubieszowskiej Unii, natomiast Andrzej po dość długich namowach trafił na treningi do grupy naborowej, jaką wówczas w sekcji lekkoatletycznej prowadziła p. Małgorzata Muzyczuk. Pod jej okiem poznał podstawowe abecadło tej dyscypliny.

W jesieni 1987 roku Andrzej skończył wiek młodzika (15 lat), więc przeszedł do starszej grupy, jaką tam prowadził niżej podpisany, systematycznie poprawiał swoje wyniki na takie, że ustanowił nowe rekordy Województwa Zamojskiego na 100 m – 11,22 sekundy, 200 m – 22,80 sek. oraz w sztafetach 4 x 100 i 4 x 400 m. Wywalczył srebrny medal podczas Mistrzostw Polski LZS w Pile na dystansie 200 m., był silnym punktem w zawodach drugoligowych lub w walce o II ligę, kiedy spadaliśmy.

Jak wcześniej wspomniałem trzeba było trochę Andrzeja namawiać, aby rozpoczął treningi, ale jak już zaczął, to bez ważnej przyczyny nie opuszczał treningów, na zajęciach i po nich starał się dokładnie wykonywać zalecenia trenera i cały czas dążył do poprawienia swoich wyników. Po prostu każdemu trenerowi polecałbym takiego zawodnika. Zresztą na zajęcia chodziłem wówczas z wielką przyjemnością, ponieważ w grupie razem z nim ćwiczyli: Andrzej Ulidowski, Małgorzata Kuniczuk, Dorota Brzozowska, Anna Kwiatkowska, Edyta Pyc, Maria Dycha, Joanna Lenard, Małgorzata Muzyczuk, Piotr Kitliński, Mirosław Kamień, Janusz i Marek Kudykowie, Andrzej Krzyżanowski, Radosław Karaś, Mieczysław Pałka, Beata Mech, MonikA Smalej – czołowA juniorkA w kraju w rzucie oszczepem, a później dochodzili młodsi – Władek Łukiewicz, Sławek Chorzępa, Maria Głowacz, Agnieszka Kwiatkowska, Iwona Swatowska, Anna Piekarska i wiele innych. A więc medaliści i uczestnicy mistrzostw Polski w różnych kategoriach wiekowych.

W końcu Andrzej zdał maturę (obecnie ZS nr 3 w Hrubieszowie im. T. Kościuszki) i rozpoczął studia na AWF w Warszawie, liczyłem, że tam podejmie treningi w grupie sprinterskiej i wykona dalszy postęp, bo go na to było stać, jednak mnóstwo zajęć teoretycznych i praktycznych zniechęciło Go do dodatkowego wysiłku, ale zgłosił się do mnie, aby napisać mu treningi na kartce i w miarę wolnego czasu ćwiczył i startował w barwach Unii, szczególnie w zawodach ligowych. I tak to trwało przez trzy lata. Apogeum tych startów było wywalczone VI – te miejsce w sztafecie 4 x 400 m podczas Młodzieżowych Mistrzostw Polski (do lat 22) w 1994 r. z wynikiem 3:23,17 min. i ten wynik jest do dzisiaj rekordem naszego powiatu i myślę, że jeszcze długo nim będzie, ponieważ oprócz Andrzeja jeszcze w tej sztafecie pobiegli: jego młodszy brat Mirosław Kamień oraz dwaj bracia bliźniacy Marek i Janusz Kudykowie, przeciętna na każdego wychodzi poniżej 50,80 sekundy.

Podczas studiów Andrzej poznał wspaniałą dziewczynę Dorotę, oczywiście czołową zawodniczkę kraju w biegach średnich i na 400 m przez płotki, pobrali się. Zamieszkali w Warszawie, żona trenując (do dzisiaj startuje w biegach ulicznych), skończyła studia doktoranckie i jest wykładowcą na AWF – ie, wydała liczne publikacje i książki, dodatkowo propaguje w naszym kraju nową dyscyplinę sportową – bieg z kijkami od nart.

Andrzej został w Warszawie nauczycielem w szkole o podwyższonym ryzyku. Przyszły na świat dzieci, córka Magda w 2008 roku w biegu na 600 metrów podczas Centralnych Czwartków Lekkoatletycznych w Warszawie wśród piątoklasistek wywalczyła 7 pozycję w kraju wynikiem 1:53,42 min. Jak się rodzice cieszyli, że mają takie zdolne dziecko i miejmy nadzieję, że Andrzej będzie z góry obserwował dalsze losy rodziny, i że z ich osiągnięć będzie dumny.

We wrześniu 2008 r. jego pierwsza trenerka w Unii M. Muzyczuk miała wystartować w warszawskim maratonie, wiadomo w stolicy są kłopoty z noclegami, ale pani Małgosia ma kilkoro byłych zawodników ze swojej grupy mieszkających w Warszawie, pomyślała przedzwonię do któregoś, może mnie przygarnie i na pierwszy ogień wybrała Andrzeja. Stało się zgodnie z przewidywaniami – były podopieczny zaprosił do domu natychmiast, ileż było wspomnień, planów rodzinnych, wyszło na jaw, że Andrzej bacznie śledzi stronę LubieHrubie i inne portale dotyczące jego ukochanego, rodzinnego miasta.

11 stycznia 2009 roku byłem w HDK na koncercie z okazji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i tak się złożyło, że siedziałem koło mamy Andrzeja, jego siostry i jej dzieci. Przy takiej okazji zawsze rozmawia się o kimś bliskim, znajomym i tak się składa, że o Andrzeju rozmawialiśmy najwięcej. Czułem i słyszałem w głosie matki miłość do dziecka (nieważne przecież dla matki, ile dziecko ma lat) – jaki musi Ona czuć ból po stracie syna, a żona, dzieci, rodzeństwo … Boże myślę, że wiesz dlaczego tak zaplanowałeś.

Pogrzeb odbędzie się w Warszawie, kiedy i o której jeszcze nie wiadomo, jak się dowiemy, to napiszemy.

Pogrążonej w żałobie rodzinie portal LubieHrubie.pl składa szczere kondolencje.

Opracował – mak

zdjęcia Andrzeja Kamienia z rodziną >>

Hrubieszow LubieHrubie 2009