Rozmowa z Bartkiem Caboniem – członkiem jury Hit Hit Hurra i trenerem wokalnym

Wiele osób z Hrubieszowa i nie tylko, przez 12 tygodni śledziło z wielkim zainteresowaniem program muzyczny w TVP1 „Hit Hit Hurra”, tym bardziej, że w Jury zasiadał Hrubieszowianin z urodzenia Bartek Caboń, z którym przeprowadziłem rozmowę o tym dla naszego środowiska niecodziennym wydarzeniu.

Reklamy

 

Rozmowa z Bartkiem Caboniem członkiem Jury „Hit Hit Hurra”, trenerem wokalnym

 

p. Bartku, jak do się stało, że to Pan zasiadł w tak szacownym Jury i jak się okazało zyskał pan dużo uznania po fachowych wypowiedziach?

 

Doszło do tego najlepszą drogą, jaką mogło, czyli szczerą pracą. Nie miałem żadnych znajomości w telewizji, nie chodziłem na imprezy, na których można się lansować, nie ogłaszam nawet swoich lekcji. Poczta pantoflowa dotarła po prostu i tam. Wcześniej pracowałem w programie Twoja Twarz Brzmi Znajomo, gdzie, jako trener dbałem o głosy gwiazd. Bardzo dużo się wtedy nauczyłem o sobie. Pracowałem z artystami, którzy są bardzo doświadczeni i świadomi: Bartek Kasprzykowski, Zosia Zborowska, Kasia Glinka, Michał Kwiatkowski, podeszli z pełną pokorą do pracy. Uczyłem się i ja od nich. Producenci Hit Hit Hurra zadzwonili i zaprosili mnie na zdjęcia próbne do nowego programu, ale w charakterze jurora, co było zaskoczeniem. Zdjęcia próbne to taka symulacja programu. Przewinęły się chyba wszystkie znane twarze show-biznesu. Wiecie jak dużym ryzykiem jest postawić na kogoś zupełnie nowego? To było zdziwienie. I to zdziwienie było jeszcze większe, gdy się okazało, że nikt nie mówi mi, jaki mam być, co mówić itd. Jest pełne zaufanie. Mogłem pozostać w swoim świecie i zapraszać do niego ludzi. Dzięki temu mogłem pozwolić sobie na taki obiektywizm w wypowiedziach, jaki podobał mi się w talent show tanecznych, gdzie na drugi plan schodzi to czy mi się podobało czy nie. Mówię o głosie nie na zasadzie, że ktoś fałszuje i ja to słyszę, tylko wyjaśniam, dlaczego fałszujemy. Hurra. Bo ja nie jestem „oceniaczem ” głosów, tylko trenerem, nauczycielem, przyjacielem wokalistów.

 

W Jury oprócz Pana zasiadały osoby od lat znane w mediach, miał Pan tremę?

 

Poznałem Edytę i Hirka dopiero na planie pierwszego odcinka. Oczywiście znałem ich wcześniej, ale jako widz i słuchacz. Nie miałem tremy w kontakcie z nimi. Miałem już przerobione w głowie, że nie jesteśmy konkurentami. Gramy w jednej drużynie i każde z nas ma swoją przestrzeń. Stresowałem się samym sobą. Wciąż zdarza mi się jąkać a nieznany szerszej publice, zacinający się spec od głosu wkurzałby mnie od środka.

 

I może kilka słów o współpracy z nimi podczas konkursu?

                           

Edyta jest bardzo dobrą i ciepłą osobą. Obserwowałem ją podczas prób, kiedy śpiewała. Dokładnie wie, czego chce muzycznie od siebie i innych. Cieszyło mnie jej zainteresowanie sprawami głosu. Dyskutowaliśmy o tym między wejściami. Hirek to prawdziwy meloman i maniak muzyczny. Ma naprawdę przeogromną wiedzę. Znaleźliśmy dużo wspólnych cech.

 

Pierwsze Pana wrażenia po pierwszych i dalszych wykonaniach uczestników programu?

 

Po dwóch pierwszych odcinkach zrezygnowałem z przygotowywania się do kolejnych. Nie pomagało mi to. Czułem się spięty tym, że chcę powiedzieć to i to. Nauczyłem się być bardziej skupiony na tu i teraz, na tym, co odbieram w danym momencie. Dzięki temu nie wyrabiałem sobie zdania na temat uczestników tylko dawałem się ponieść (albo nie) od nowa za każdym razem. Takie podejście ma swoje plusy w postaci spontaniczności i naturalności, ale to samo stało się minusem w finale. Według mnie byłem zbyt surowy w finale. Mieliśmy po 30 sekund na każdą wypowiedź i teraz pewnie wykorzystałbym je inaczej (np. pozdrowiłbym Hrubieszów :):)

 

Wydaje mi się, że mamy talenty, ponieważ wiele wykonań bardzo mi się podobało, ale do zdobycia na dłużej serc słuchaczy, to jednak jeszcze daleka droga…?

 

Ta droga może być bliska i może być daleka. Jedni wchodzą schodami drudzy wjeżdżają windą. Chyba nie ma jednego sposobu na zdobycie ludzkich serc. Wierzę, że jednak szczerość względem siebie i widza jest kluczem.

 

Może by pan podał trójkę wykonań z tytułami piosenek wg pana najlepszych?

 

Najlepsze wykonania? To nie jest ignoranctwo z mojej strony. Słyszę, na co dzień tyle wykonań, że to wszystko miesza mi się w głowie. Po prostu nie pamiętam. Bardzo polubiłem wykonania Grzesia. Zdawał się nie cisnąć na konkurs. Pokazywał coś, co można nazwać jego stylem.

 

Zdarzyły się jakieś niespodzianki, ciekawostki, może za kulisami…?

 

Och taaak. Np. relacja na żywo z kulis finału. Spontaniczna sprawa i dla mnie kolejny sygnał ile się nauczyłem o sobie podczas programu. Pozwoliłem sobie na to, żeby to przeze mnie płynęło. Kiedyś bardzo bym się spiął i od razu zaczął przygotowywać coś w głowie. Ja naprawdę nie jestem zbyt spontaniczną osobą. Teraz czuję, że jest z tym lepiej.

 

Zmieniał pan często fryzurę i imaż, to były pana decyzje, czy sztabu programowego?

 

Ubrania w programie nie były moje, ale były te, które mi się podobają. Za to też cenię tę ekipę, że wcześniej przegadałem przez telefon z kostiumografką, w czym czułbym się najlepiej. Na co dzień nie jestem mistrzem stylu. Można mi przez przypadek dać trochę drobnych, kiedy stanę na dłużej w jednym miejscu:) Fajnie przez moment, chociaż uchodzić za tego dobrze ubranego:) Co do fryzury, to samurajski kok był moim pomysłem. Z odcinka na odcinek przysparzał fryzjerom coraz więcej kłopotów. Przyczyną było to, że tracę włosy. Już od czasów studiów na czubku mojej głowy nie było szału z włosami. W kamerach przy takim świetle widać wszystko, dlatego stawaliśmy na głowie, żebym nie był łysym z długimi włosami. Były odcinki gdzie miałem makeup głowy, żeby było bardziej czarno. Podobno tak samo ma Wojewódzki, dlatego się nie martwiłem:) Teraz jestem łysy i jest mi bardzo dobrze i wygodnie. Nie było lepszej okazji na pożegnanie się z włosami.

 

 Zgadza się pan z finałowym werdyktem, czy kogoś panu w nim zabrakło?

 

 Zgadzam się z werdyktem. Nasz był taki sam jak widzów.

 

Czy będzie kontynuacja programu?

 

Prawdopodobnie będzie kontynuacja programu. Mam mnóstwo pomysłów na kolejną edycję, jeśli oczywiście producenci znów postawią na mnie.

 

Pracuje pan, jako trener wokalny, jest dużo chętnych?

 

Jest bardzo dużo chętnych. Mam swoje stałe godziny pracy, więc nie ukrywam, że wbić się na lekcję teraz jest trochę ciężko. Ale nikomu nie odmawiam. Nie rozrzucam już mojego numeru telefonu wszędzie, gdzie mogę, ale jak ktoś chce, to znajdzie. Wiadomość na Facebooku jest super opcją.

 

A czy osobiście pan występuje jeszcze na scenie, w studio?

 

Na stałe występuję w zespole Dawida Kwiatkowskiego. Poza tym, tylko gościnnie z zaprzyjaźnionymi. Życzę wszystkim Wesołych Świąt i do zobaczenia na święta w Hrubieszowie:)

 

Dziękuję za odpowiedzi i życzenia, jak i życzę powodzenia w dalszej, w każdej działalności – mak

 

Rozmawiał Marek Ambroży Kitliński (mak), który od rozmówcy oberwał niechcąco wybijakiem od palanta, (podczas sędziowania gry) w czoło, podczas lekcji wf (haha,ha…), aż mi gwiazdy się pokazały, no i to była widocznie wyrocznia, bo Bartek jest Gwiazdą i oby tak potoczyło się dalej!!! Czego z całego serca ŻYCZĘ!!!

 

Opracował – mak

Foto – przesłał BC