Stan wojenny oczami dziecka!

Cieszę się, że już jest odzew na temat Stanu Wojennego w Hrubieszowie i nie tylko. Napisał o tym, już dzisiaj dorosły człowiek, co się działo w tym dniu w jego rodzinie i co o tym sam myślał oraz jak to przeżywał i co widział.

Reklamy

Maciej Łyko: Mój początek stanu wojennego

13 grudnia 1981 roku rano, mnie jako dziecko, spotkało wielkie rozczarowanie. Była to niedziela i zamiast Teleranka – telewizyjnego programu dla dzieci, emitowano w kółko przemówienie generała Jaruzelskiego (który notabene tuż po wojnie spędził kilka miesięcy w Hrubieszowie pacyfikując i aresztując członków Wolność i Niepodległość /Win/ – o czym dowiedziałem się wiele lat później). Najbardziej żal mi było telerankowego programu Adama Słodowego, który wprost uwielbiałem.

Pamiętam, że nie działały telefony i rodzice mocno się denerwowali, ponieważ nikt nie wiedział, co się może wydarzyć i czym skończyć. Sytuacja musiała wydawać się na prawdę groźna, ponieważ jeszcze tego dnia zapadła decyzja o wywiezieniu mnie, mojej młodszej siostry i kuzyna do rodziny pod Kraków – po to, żeby w razie poważnych rozruchów nie było nas w pobliżu.

Z Krakowa wywiózł nas wujek, który był taksówkarzem. Specjalnie pojechał bocznymi drogami, żeby nie natrafić na posterunki wojska i milicji. mogli by nas zawrócić, ponieważ rodzice pożegnali nas wcześniej, bo nie było w aucie dla nich miejsca. Pamiętam, że matka miała łzy w oczach. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że mogła myśleć w tamtej chwili o tym, że być może widzi nas ostatni raz. Na szczęście aż tak źle nie było.

To była wspaniała zima. Przynajmniej dla dzieci wspaniała. Pełno śniegu i dość mroźno. Ubrania nie przemakały, więc można było przebywać na polu (czyli, jak mówią wszędzie poza Małopolską „na dworze”) godzinami.

Tak więc, pierwsze dni stanu wojennego spędziłem na sankach i nartach w podkrakowskiej Luborzycy i to, co większość Polaków łączy z narodowym dramatem, ja wspominam z przyjemnością. Czasem właśnie tak jest, że z perspektywy dziecka rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej…

Dużo gorzej było później, po powrocie do miasta. Wszechobecne uliczne posterunki ZOMO, ciągłe legitymowanie i represje. Msze za Ojczyznę, nowohuckie Marsze Wolności i comiesięczne bitwy hutników, opozycjonistów i młodzieży z Milicją i ZOMO, gaz łzawiący i armatki wodne. Obniżone zachowanie za noszenie wpiętych oporników. Pobici starsi koledzy. Kilku relegowanych ze szkół. Ale to już inna historia…

 

Uwaga!

Może podzieli się swoimi przeżyciami z okresu wojennego, ktoś jeszcze. Jakie wspomnienia o stanie wojennym posiadają mieszkańcy Hrubieszowa i powiatu, a szczególnie Ci którzy po przez swoją działalność byli szczególnie zagrożeni, a może ktoś, kto był z drugiej strony (przecież jest demokracja), jeżeli ktoś się tą wiedzą chce podzielić, to prosimy o napisanie w komentarzach na lubiehrubie lub przesłanym na nasz kontakt lubiehrubie@lubiehrubie.pl materiale, a może ktoś posiada zdjęcia z okresu stanu wojennego w Hrubieszowie lub powiecie, to również są mile widziane.

 

Opracował – mak