Stanisław Eugeniusz Bodes „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – Wydanie specjalne nr 14 – „Żółte Wody – Korsuń” 1648

Powstanie kozackie Bohdana Chmielnickiego na kresach Rzeczypospolitej raz na zawsze odmieniło wzajemne stosunki między Zaporożem, czyli Kozakami, ludnością ukraińską, a z drugiej strony polskimi magnatami, szlachtą i ludnością polską, żydowską, ormiańską, czy pozostałymi grupami etnicznymi. Do tej nieszczęsnej pory owszem, były bunty kozackie, bo tak trzeba nazywać każde takie wystąpienie w granicach królestwa polskiego. Ale to były zazwyczaj po kilku miesiącach dławione przez wojska Rzeczypospolitej, często krwawo tłumione za zbrodnie popełnione przez Kozaków, które miały odstraszać pozostałych ludzi przed braniem udziału w podobnych rebeliach.

Reklamy

 

369 lat temu…

 

Jaka była sytuacja na Ukrainie i co było powodem wybuchu kozackiego?

 

            Powodów było bardzo dużo, które od dłuższego czasu zamiatano pod dywan, jak to się dzisiaj najczęściej mówi. Czyli, że nie było problemu. A to nieprawda? Niezgodności jednak były i to nawet duże, niezałatwione całymi latami sprawy, to jak beczka z prochem, którą tylko należało podpalić, a wybuch był gwarantowany. Na ogół, główny powód powstał jak zawsze z Kozakami, których na wyprawy wojenne zaciągano, a potem olbrzymią część zwalniano i to ci byli ciągle płomieniem zapalnym. Jednak były jeszcze inne, podsycane ciągle przez wrogów Polski i o tym zawsze należy pamiętać. Także tatarskie, co roku napady, wyludniały wielkie obszary wspaniałej i bardzo urodzajnej ziemi, która nieuprawiana dziczała i ludzie także. To polska i ruska szlachta w drodze różnych nadań zasiedlała wszystkie ziemie i potrzebowała rąk do pracy, żeby na tej ziemi uczynić raj. To Polakom należy zawdzięczać powstanie pięknych miast i zamków obronnych, pałaców, uniwersytetów, szkół, klasztorów i całego postępu, który z tych dzikich terenów uczynił kraj ludny i bogaty. W latach spokoju, wszystkim żyło się lepiej, a przede wszystkim spokojniej. Jednak tak się nie działo.

Na tym terenie działały całe grupy i bandy agentów, którzy podburzali ludność na wszelkie możliwe sposoby. Wiele akcji miało służyć osłabieniu Polski, wywołaniu buntów, czy prowokacjom, które wywoływały wojny z Turcją. Zresztą szczuto na siebie wszystkich, bo sytuacja była zawsze dogodna. Nad dolnym Dnieprem z różnej zbiegłej ludności wytworzyła się grupa mężczyzn, zwanych Kozakami. Którzy na dziko położonej wyspie Chortycy założyli obronną osadę, zwaną Siczą, a za porohami powstało Zaporoże, stąd nazwa kozaków zaporoskich. Często nazywano ich niżowymi, różniących się od Kozaków grodowych, czyli tych, którzy byli na służbie Rzeczypospolitej, lub magnackiej. Natomiast tamci byli wolni, mając nad sobą tylko atamana, którego na wiecu sami wybierali z własnego grona.

 

Kiedy i dlaczego Zaporoże powstało do walki?

 

            Właściwie „Kresy” Rzeczypospolitej prawie zawsze były w XVII wieku w stanie wojny. Jak nie napadała Orda, to Kozacy chodzili na Morze Czarne i na Krym, nawiedzając ogniem tereny, które należały do porty otomańskiej, czyli sułtana tureckiego. Wiele razy napady na wybrzeża tureckie psuły zawarte porozumienia pokojowe z Turkami, stając się zarzewiem nowej wojny. Polska zaciągała wtedy Kozaków do wojska, którzy zazwyczaj dobrze się bili w obronie króla i wspólnej Matki Ojczyzny. Najlepszy przykład przyjaźni w historii wzajemnych stosunków, kiedy to ataman Konaszewicz-Sahajdaczny przyprowadził pod Chocim w 1621 roku 25 tys. Kozaków do wspólnej walki przeciwko Turkom i Tatarom. Jednak po każdej wojnie redukowano wojska polskie, a także Kozaków, których pozbywano się z armii i którzy mieli znów stawać się chłopami potrzebnymi szlachcie polsko-ruskiej do pracy, chociaż w to nie wierzę. Trudno doświadczonych żołnierzy wyrzucać z armii, dysponuję wieloma przykładami, że większość takich rewelacji wymyślona w czasach rządów bolszewickich na naszych ziemiach. Te rzekome krzywdy wojskowego ludu nie miały większego zastosowania w prawdziwym życiu.

Podobnie było zimą 1648 roku. Rzekomo skrzywdzony przez polskiego szlachcica Bohdan Chmielnicki uciekł na Sicz z tajnymi dokumentami, które uprzednio wykradł i tam poderwał za swoje krzywdy Kozaków do buntu. Zawierając wcześniej sojusz z Tatarami.

To strasznie uproszczony i dość naiwny wniosek, który nie miał żadnego znaczenia do zmuszenia Kozaków do walki przeciwko szlachcie. Różnie mogło być na początku z buntem, gdyby wszyscy usłyszeli, że zapłatą za Tuhaj-bejową pomoc miały być tysiące ludu ukraińskiego pędzonego w tatarski jasyr.

 

Więc jak powinniśmy nazywać taki wybuch, a później zryw, który nosił znamiona masowego wystąpienia ludności wyznania prawosławnego?

 

            W tym przypadku wykorzystano perfidnie także różnice religijne. Oczywiście, od czasów komuny, która wszędzie upatrywała niedole ludu pracującego, wyzyskiwanego przez szlachtę oraz przez obszarników. Mówiono wtedy o powstaniu, a najlepiej o rewolucji. Szkoda, że od czasów Lenina i później, każdy przejaw rozpaczy wielu narodów topiła w morzu krwi.

Trzeba jeszcze odróżnić niesprawiedliwe działania wykorzystywane do celów politycznych. Pozostańmy przy określeniu, jakie było używane w czasach I i II Rzeczypospolitej, że był to bunt i nic więcej, bo dokonany w granicach jednego państwa. Dopiero po 1945 roku zaczęto używać nazwy, która pozostała, jako nieprawdziwa do dzisiaj.

Zresztą ugoda z Rosją w Perejesławiu skasowała jedno i drugie określenie wchłaniając ziemie ukraińskie do swego olbrzymiego terytorium aż do całkowitej zagłady Siczy Zaporoskiej i całego wolnego kozactwa. Kto wtedy próbował walczyć o wolną Sicz, to był nazwany, delikatnie mówiąc, był to „buntowszczyk”, podobnie jak w Polsce podczas powstań narodowych, czyli niemający żadnych praw, których państwo moskiewskie okrutnie karało?

 

Zbliżamy się do pierwszej bitwy, co o niej wiemy?

 

            Kozacy i Tatarzy ruszyli w głąb Ukrainy, wiedząc, że dopiero tam przyłączą się do nich tysiące pokrzywdzonych ludzi, którym zamarzy się życie bez pracy, wolne i łatwe do rabunków, czy gwałtów. Siły kozacko-tatarskie obliczano na około 10 tysięcy, więc niewiele. Nie wiadomo ilu przybyło Tatarów, ale dowodził nimi niezły krwiopijca ruskiej, polskiej i ukraińskiej ludności, znany niektórym, jako Tuhaj-bej. Sądzę, że przywiódł czambuł ordyńców nie większy niż 2,5 tys., bowiem na tyle było Kozaków stać, plus łupy, no i jasyr brany z ludności przede wszystkim ukraińskiej, czyli własnej, którym miano przynieść wolność od Lachów.

Zresztą, czego się nie robi dla pozyskania sojusznika, z którym szanse zwycięstwa będą większe, a który za swoje wątpliwe usługi, będzie kazał sobie tak drogo płacić.

 

Co robią Polacy, jak zamierzają powstrzymać marsz Kozaków, którzy niosą zarzewie wojny domowej i zawezwali na pomoc wrogów zewnętrznych?

 

            Hetman wielki koronny Mikołaj Potocki ma do dyspozycji wojsko kwarciane, trochę pocztów magnackich i Kozaków rejestrowych (na żołdzie polskim). Po podliczeniu okazało się, że wcale nie było mało wojska, bo około 15 tys. żołnierzy, którymi można było rozgromić i zdusić w zarodku ten dopiero rodzący się bunt, o którym jeszcze na kresach nikt nie słyszał.

Mówiłem wielokrotnie o braku talentu jak i wyobraźni, ważnej w sztuce, ale bardziej jeszcze w wojsku, które szykuje się do wojny, najazdu czy obrony.

Nie doceniono przeciwnika, nie zaczekano na posiłki, które kilka tysięcy prowadził ks. Jeremi Wiśniowiecki. Na dodatek Hetman Potocki podzielił swoje wojsko na trzy części, robiąc w tej chwili coś najgorszego, co mógł zrobić dowódca. Czym skazał swojego syna, jak się później okaże na pewną śmierć. Powstał cały zbieg złowrogich okoliczności, które zemszczą się natychmiast za głupotę na najwyższym szczeblu.

 

Jak tak można, przecież istniała polska sztuka wojenna, która potrafiła uczyć moresu dla Polski wielu groźniejszych wrogów?

 

            Tak, ale trzeba mieć głowę na karku, o strategii nie wspomnę. Tymczasem hetman Potocki nie czeka na pomoc, bo nie chce się dzielić zwycięstwem. Wysyła lądem naprzeciw maszerującym Kozakom jedną grupę pod dowódcom swego syna Stefana w sile 3,5 tys. ludzi. O Tatarach nikt jeszcze nie słyszał? Druga grupa płynie Dnieprem w celu pomocy tej pierwszej. Na łodziach jest około 4 tys. Kozaków rejestrowych. Wśród nich jest także tysiąc wyborowej piechoty niemieckiej (to cudzoziemski autorament). Są to niezwykle sprawni i waleczni żołnierze, zwłaszcza w obronie.

Trzecia grupa (najsilniejsza) dowodzona jest przez samego hetmana Mikołaja Potockiego, a także hetmana polnego Kalinowskiego posuwała się z tyłu o kilka dni marszu. Jak widzisz można wszystko zepsuć już na początku, a potem nie osiągnąć niczego dobrego.

 

Sam nie wiem, co sądzić o kwalifikacjach najwyższych dowódców, którzy beztrosko wiodą wojska ku zagładzie?

 

            Idące lądem wojsko dowodzone przez syna hetmańskiego już 29 IV osiąga rejon Żółtych Wód, gdzie natyka się na siły Chmielnickiego, które są trzykrotnie liczniejsze. Polacy zamykają się, więc w taborze i z powodzeniem odpierają pierwsze ataki. Za to w taborze kozackim panują niewesołe nastroje, gdy Tatarzy przywożą wiadomość o drugiej grupie, która płynie rzeką. Chmielnicki nie przerywa oblężenia Polaków, zostawia część Kozaków i Tatarów, a sam z resztą podąża naprzeciw płynącej grupie.

Okazuję się, że na łodziach są Kozacy rejestrowi, z którymi Zaporożcy nawiązują rozmowy i namawiają ich do przejścia na swoją stronę. Ci mordują swoich dowódców i łączą się z buntownikami. Ale co zrobić z Niemcami, którzy stanowią groźną siłę i na nic zdają się namowy i natychmiastowa wypłata zaległego żołdu i jeszcze dodatkowej premii. Jednak Niemcy odmawiają, bo przecież nie skończyła się ich służba, są zawodowcami, którzy dotrzymują terminów, gdyż inaczej nikt im nie zaufa więcej i nie wynajmie. Wobec tego dochodzi do półtora godzinnego boju, w którym Kozaków zginęło prawie tyle samo, co było piechoty niemieckiej uwięzionej na łodziach przy brzegu. Straszna to była strzelanina, a ogień muszkietowy i z kozackich samopałów słychać było daleko w stepie.

 

Jaki był koniec tych walk?

 

            Starcie trwało do ostatniego żywego muszkietera, czy pikiniera, którzy bronili się z godnym podziwu męstwem. Rannych wymordowano bez litości. Zdobyli Kozacy spore ilości broni palnej i białej, a także wiele rynsztunku. Powrót był głośny i triumfalny, także radowano się z powiększenia wojsk zaporoskich. Już 14 dni trwało oblężenie taboru, gdy zaczęło brakować wody, a na dodatek zaczęli uciekać dragoni pochodzenia ruskiego i wielu Kozaków rejestrowych, których także było niemało. W obozie nie wiedziano jeszcze o zagładzie płynących rzeką. Dopiero byli już Kozacy rejestrowi zaczęli podchodzić bliżej i namawiać zdrady tych, którzy pozostali lub wahających się. Pokazywano łupy po Niemcach i chwalono się nimi.

Stefan Potocki po naradzie z dowódcami chorągwi, gdy nie było już nadziei na szybką pomoc (dziwne, że główne siły maszerujące o kilka dni, dotąd nie dotarły) postanowił za cenę wolnego odwrotu, wydać wszystkie działa, które posiadał w taborze. Jednak Kozacy złamali umowę i wydali działa Tatarom, którzy podczas odwrotu zaatakowali tabor, zatrzymali go w miejscu i po ostrzale, oraz po podpaleniu wdarli się do taboru, rozpoczynając walkę i rzeź obrońców.

Zginęli wszyscy bijąc się do ostatniego żołnierza, a wśród nich poległ bohaterską śmiercią syn hetmana młody Stefan Potocki. Kozacy rzekomo nie brali udziału w boju, ale to wydaje się dziwne, że aż nieprawdopodobne. Faktem jest, że 16 maja po południu 1648 roku grupa wysłana lądem przez hetmana Potockiego przestała istnieć.

 

Kiedy jednoznacznie będzie znana prawda o walce?

 

            Jest znana od dawna, tylko film zepsuł prawdziwy przekaz i wciąż utrwala głupstwa scen, które są wyssane z palca. W historii rozerwanie taboru, który miał zamiar się wycofać po zdaniu Kozakom armat wini się Tatarów Tuhaj-beja, którzy dokonali masakry pozostałych przy życiu obrońców. Z 3,5 tys. żołnierzy przed bitwą pozostało niewielu po 14 dniach obrony w taborze. Wcześniej poddali się w liczbie 3 tys. Kozacy rejestrowi płynący rzeką, potem pojedynczo uciekali z taboru pozostali Kozacy. Po tylu dniach walki z całego korpusu pozostało nie więcej niż 2 tys. żołnierzy. To, co oglądaliśmy w filmie „Ogniem i mieczem”, kiedy półnadzy Zaporożcy jednym szturmem zdobywają polski obóz jest fałszowaniem ważnej historii. Przypomina mi to wytyczne biura propagandy byłego reżimu, które miały zawsze w takich razach zakłamanie prawdy o bohaterstwie od żołnierzy dawnej Polski.                     

Takie sceny były typowe, jak szarża ułańska z szablami na czołgi wermachtu, zdobycie chorągwi królewskiej pod Grunwaldem, degradacja powstańców warszawskich w „Kanale”, mowa o chłopcach z AK, że to bandyci, czy zaplute „karły reakcji” i jeszcze wiele innych produkcji, także w pokrewnych dziedzinach sztuki. Smród takiego traktowania historii polskiej ciągnie się latami, gdy z oficjalnej strony oglądaliśmy często z niedowierzaniem niesłychane wyróżnienia twórców za ich wytwory intelektualnej wyobraźni i wiedzy. Gdy to się działo wcześniej, to można usprawiedliwić, ale kiedy się to dzieje po 1989 roku, to już nie mieści w głowie. Więc jest to celowe destrukcyjne działanie oczerniające Polaków, co w polskiej kinematografii było i jest nadal częstym przypadkiem. Jakże inaczej ogląda się filmy historyczne Ridley’a Scotta czy Mela Gibsona.

 

Gdzie się podział hetman Potocki, miał iść za synem o kilka dni drogi, a tu same oblężenie trwało kilkanaście?

 

            Gdyby hetman doszedł do grupy pierwszej mogło już być po wszystkim, nawet po zdradzie kozaków rejestrowych na wodzie. Zawodowe wojska koronne z łatwością zwyciężyłyby nawet przewyższające wojska kozacko-tatarskie. Sam możesz ocenić, kiedy wyboru nie ma, albo wyborów jest kilka i cały problem jest tylko z tym, który wybrać.

Wojska dwóch hetmanów szły na Czehryń, ale Potocki nie mając wiadomości o wysłanych przodem oddziałach, cofnął się i założył warowny obóz za Korsuniem. Kozacy sprytnie nie wysyłali podjazdów, żeby nie wpadły w polskie ręce i w ten sposób nie zdobyto języka.

Dopiero 25 maja armia kozacko-tatarska podeszła pod polski obóz. Wtedy dopiero dotarły szczegółowe wieści o zdradzie Kozaków rejestrowych, o Tatarach i o najważniejszej, czyli o zagładzie żołnierzy wysłanych przodem. Załamany hetman wiadomością o śmierci syna, mało, co reagował w pierwszych godzinach. Pierwsza walka pozostała nierozstrzygnięta. W następnych godzinach jest podobnie, starcia nie przynoszą żadnego rezultatu. Nie widząc możliwości walki i zwycięstwa nad połączonymi siłami wrogów, hetmani postanowili zrezygnować z walki w polu w oparciu o tabor. Zamknięcie się w obozie nie poprawia wcale sytuacji. Wcześniej, czy później otoczone wojska po wyczerpaniu amunicji i żywności będą musiały, albo przegrać, albo ponieść klęskę.

 

Toczy się, zatem druga bitwa pod Korsuniem?

 

            Nakazano, więc wojsku przygotować odwrót w oparciu o tabor. Jednak nocą kilka pułków kozackich pod wodzą płk Krzywonosa wyszło na tyły Polaków, właściwie przed. Wojsko Polskie posuwające się w taborze szło w zasadzkę nie zdając sobie sprawy z grożącego niebezpieczeństwa. Zasadzkę urządzono w jarze, w którym miały i musiały się cofać hetmańskie wojska. Krzywonos kazał na trasie przemarszu wykopać szeroki rów i gęste zasieki, a także powalić w odpowiedniej chwili stare drzewa. Swoich ludzi z rusznicami i samopałami ukrył na zboczach w zaroślach.

W polskim taborze musiały się dziać dantejskie sceny, kiedy hetmani utracili kontrolę nad wojskiem. Z tyłu bez przerwy atakują Kozacy i Tatarzy. Podciągnięto kilka armat, z których prowadzono ostrzał polskiej ariergardy i środek taboru rozbijając wozy, które tarasują drogę, a także padającymi ludźmi, albo dziesiątkami koni. Trwa nieopisany chaos i wciąż przybywa zabitych oraz rannych zmniejszającej się z każdą chwilą armii koronnej. Historia bitwy jest bardzo skąpa. Nie przeanalizowano dokładnie walk od początku, aż do tragicznego końca.  Straty są bardzo dotkliwe, zginęły już tysiące, bardzo wielu oficerów i zasłużonych rotmistrzów. W końcu hetmani podejmują rozpaczliwą próbę przebicia się z grupą 2 tys. jazdy.

 

To straszliwe jakieś fatum, które ciążyło nad działaniami najwyższych dowódców?

 

            Rzeczywiście rok 1648 zaczął się samymi nieszczęściami nad Rzeczypospolitą. Hetmani, wielki i polny nie zdają egzaminów i dostają się do niewoli kozackiej, co gorsza tracą dobre wojska, które w innych rękach mogły dokonać rzeczy wielkich. Dojdzie jeszcze klęska pod Piławcami, gdzie w zastępstwie hetmanów będących w niewoli, dowodzą aż trzej regimentarze, których chyba nie wymienię z nazwisk, bo mi wstyd za nich.

Posuwająca do przodu coraz większa armia kozacko-tatarska zdobywa wielkie obszary, które zamieszkuje dużo ludzi. Kozacy docierają pod Lwów, który broni się wszystkimi siłami, ale w jego murach znalazło schronienie dziesiątki tysięcy ludzi, którzy oczekują pomocy. Nie ma, czym żywić na dłuższą metę tyle ludności i wojska. Obrońcy Lwowa ratują się wielką kontrybucją, haraczem, który przekazują oblegającym. Chmielnicki posuwa się dalej na zachód i zatrzymuje się pod twierdzą zamojską. Potężna twierdza zatrzymuje całą armię, która w niesławie wraca z powrotem na zimowe leża, gdzie musi przeczekać zimę.

 

Czy film Jerzego Hoffmana wiernie oddaje historię Żółtych Wód, które są pierwszą bitwą w trylogii i w filmie?

 

            Ktoś, kto nie zna historii, przyjmuje wszystkie sceny za w miarę prawdziwe? Już pisałem o tym, jak wygląda bitwa filmowa i ile ma wspólnego z wiarygodną historią. To nie tylko lekceważenie nas wszystkich, to także perfidne fałszowanie tradycyjnych przekazów, które miały Polaków uczyć. Co zatem widzimy, a to, że sceny oglądane są całkowicie wyssane z palca, sytuacje, które nigdy nie miały miejsca, chyba, że wszyscy moi rodacy potracili rozum.           

Scena oczekującej w nocy na kozacki atak stojącej przed taborem husarii w strumieniach ulewnego deszczu przypomina szczyt głupoty, nieznajomości historii, a tym bardziej prawideł wojennych, których, żeby nie narazić się na śmieszność, lub na niewiedzę powinni znać reżyserzy i malarze, chyba, że mają na celu celowy fałsz historyczny, często ubliżający ludziom.

Podobny w całej XVII-cznej historii, jedynie pod Chocimiem 11 listopada 1673 roku, kiedy Hetman Sobieski oblegał Turków stano w gotowości bojowej całą noc w lodowatym deszczu, zmuszając tym samym wojska tureckie do trwania na stanowiskach, które często pochodziły z południa tureckiego imperium, albo nawet z Afryki i to oni cierpieli najbardziej, stojąc w zimnym listopadowym deszczu.

Lecz pod Żółtymi Wodami pogoda w połowie maja jest piękna, ciepło, jesteśmy przecież na południu. Przez noc Polacy mieli zmarnieć, a półnadzy Kozacy nie? Nie wiem, czy dotarła do reżysera informacja, że Polacy bronią się w taborze, więc nikt nie szarżował husarią za taborem po polu. Ale, to jeszcze nic! Dopiero szarża przez rozmokłe bajoro i poniżające taplanie się w błocie pobiło wszelkie rekordy absurdu i złej woli, żeby w taki sposób przedstawić najgroźniejszą jazdę Europy w całym XVII wieku. Degradacja polskiej dumy bez kontaktu z nieprzyjacielem, którzy sami spadają z koni, jakby dosiadali nieujeżdżonych dzikich mustangów, których znamy z licznych filmów i nurzając się czarnej mazi jest niezwykle przygnębiająca. Oczywiście dla tych, którzy o historii mają mgliste pojęcie. Zwłaszcza, gdy sprawdziłem, że takiego faktu w ogóle nie było. Ktoś, kto chciałby zaszkodzić polskiej historii i miałby stworzyć szyderczy obraz np. pt. „Finis Poloniae” to z powodzeniem mógłby wybrać kadr z tego filmu, bowiem lepszej symbolicznej antypolskiej sceny w polskiej sztuce trudno szukać. Podobne głupawe historyczne sceny były w rosyjskim filmie „1612”, gdzie Michał Żebrowski po kapitalnej roli Skrzetuskiego zagrał jakiegoś hetmana, którego w historii nie było i przez tę rolę stracił trochę na popularności. Nie wiem, czy znanemu aktorowi wolno dla pieniędzy grać role tak kontrowersyjne i ośmieszające historycznych prawdziwych bohaterów pochodzących zwłaszcza z narodu, z którego aktor także się wywodzi. Między innymi obrzydliwa rola mjr Sucharskiego z filmu „Tajemnice Westerplatte”. To taki inny rodzaj „Pokłosia”. Wydaje się, że tak w sztuce filmowej, jak i w każdej innej nie można przesadzać, chyba, że są to tzw. dzieła, które mają na każdym kroku obrażać zwykłymi kłamstwami obywateli polskich?

 

Odnoszę wrażenie, że są ludzie, którzy nigdy nie znajdą się w Twoich obrazach, gdyby zaszła taka potrzeba historyczna, czy polityczna?

 

            Może się by znaleźli, ale w takiej roli, w jakiej ich widzi wiarygodna historia. Ks. Jarema Wiśniowiecki też by takich nie chciał, bo mogliby przekręcić rozkazy i bez żadnej odpowiedzialności przegrać walki, które powinni wygrać. Co mi po takich filmach, w których grają świetni aktorzy, nawet, kiedy są wspaniałe zdjęcia, dekoracje, jeśli akcja filmu celowo jest poprzekręcana, w której główni i prawdziwi bohaterowie wypadają źle, a ich miejsca zajmują różni frustraci. Zresztą fetowanie takich twórców na każdym kroku było w PRL-u wpisane w scenariusz, lecz w wolnej Polsce zakrawało to często na kpiny, gdyby za tym nie szły wielkie pieniądze, zaszczyty i najwyższe odznaczenia państwowe, które dawano właśnie za takie filmy i role. Chciałoby się powiedzieć, że istnieje pewna granica, ale chyba nie w tym przypadku.

To są właśnie efekty degradacji historycznej narodu polskiego, który przez tyle lat poddawano specjalnym zabiegom oszustw historycznych. W tym odcinku specjalnym poruszyłem dwie klęski wojska polskiego, które stały się symbolem polskiej tęsknoty za niepodległością, którą tak pięknie przedstawił w swojej twórczości Henryk Sienkiewicz, a który patronował części wystawy jubileuszowej w hrubieszowskim muzeum, gdy trwało 50-lecie mojej pracy twórczej, które było dla odmiany poświęcone sławie i chwale polskiej na przestrzeni kilku wieków.

 

Namalowałeś też obraz o Korsuniu, co przedstawia i jak należy interpretować oglądaną scenę?

 

            Krótko o niewielkim obrazie, na którym widać, jak po rozbiciu resztek wojska polskiego, wiwatujący Zaporożcy prowadzą do niewoli powiązanych powrozami hetmanów koronnych z nielicznym gronem ocalałych oficerów. Całemu zdarzeniu zadowolony przygląda się z konia sam Bohdan Chmielnicki. Obraz jest bardzo symboliczny, uczuciowy, w który włożyłem serce, żeby tylko wskazać, jak z klęski, która zakończyła bitwę, a którą można było wygrać, uczynić przypomnienie, że jak bardzo zmienne są losy ludzkie. Każda wojna ma swoje pełne dramatu prawa, tajemnice i bohaterskie czyny, którymi po latach chwalą się różni następcy bohaterów, a nawet zupełni obcy ludzie, byle tylko byli normalnymi obywatelami jednego narodu.

Kolejna historia jest za nami, także obrazy, które o tym opowiadają. To niezwykła praca, niepodobna do innego rodzaju malarstwa, która ma w sobie pierwiastki wolności prawdziwej, umiłowanie Ojczyzny i poszanowania takich bohaterów i obrońców, którym przez szereg długich lat odmawiano prawdy i szacunku za ich walkę. Następny odcinek dotyczyć będzie bitwy, zakończonej klęską wojska powstańczego w 1794 roku. To było już pod koniec boju, w którym bohaterscy kosynierzy osłaniać będą odwrót i gdzie najsłynniejszy z nich otrzyma śmiertelną ranę, ale też nieśmiertelną sławę, dzięki której jest znany do dziś.

 

Galeria:

 

„Bitwa pod Żółtymi Wodami”-16 V 1648, ol.-pł. 54,5×79 cm, (1994) nr inw. 424

„Dramat Polaków pod Korsuniem”-26 V 1648, ol.-pł. 60x 73 cm, (2000) nr inw. 594

„Ostatni bój”-1648, karton akw. 69×101 cm, (1978) nr inw.102

„Obrazy z Dzikich Pól”- plakat, 100×70 cm (1998)

„Cerkiew” – ol.-pł. 70×50 cm, (1983 nr inw. 195

 

***

 

Reprodukcje i zdjęcia: Zofia i Stanisław Bodes

Wywiad: Marek Ambroży Kitliński

Opracowanie: Stanisław E. Bodes i Marek A. Kitliński

 


 

Zobacz też:

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – część 44 „Świecin – 1462”

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – część 45 „Trzciana – 1629”

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – część 46 „Domanice – 1831”

itd. do pierwszego numeru

 

Wydania specjalne – (Galerie):

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Sława i Chwała Bohaterom” – wydanie specjalne nr 11 – Jubileusz 50-lecia pracy twórczej nad historią oręża polskiego

Stanisław Eugeniusz Bodes „Chwała Bohaterom” – Wydanie Specjalne nr 12 – „Pobojowisko 1000-lecia

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Wydanie specjalne nr 13 – „Huta Pieniacka 2017”

itd. do pierwszego numeru