Stanisław Eugeniusz Bodes – Z cyklu „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – cześć 11: „Bitwa pod Beresteczkiem” 30 VI 1651

Była to wielka bitwa, jedna z największych w XVII wieku, w której udział brały wojska polskie. Ważne, że po kilku klęskach przyszło wreszcie zwycięstwo na miarę wielkości korony polskiej, chociaż można było uzyskać jeszcze więcej. Miejsce przyszłej bitwy leży na wschód od Sokala, a cała okolica była pokryta wielkimi lasami i bagnami. Dopiero teraz w tym programie dowiemy się publicznie o największej polskiej bitwie XVII wieku, której nie było w filmie „Ogniem i mieczem”.

Reklamy


Stanisław Eugeniusz Bodes

Z cyklu „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – cześć 11

Reklamy

„Bitwa pod Beresteczkiem” – 30 VI 1651

363 lata temu!


 

Czy można mówić, że była to bitwa przełomowa?

 

– W pewnym sensie, to tak. Wszyscy współcześni tak sądzili, że z racji zgromadzonych wojsk, wielka bitwa położy kres dalszym walkom. Rzeczypospolita po 3 latach niepowodzeń (Żółte Wody, Korsuń, Piławce), ale i kilku udanych zwycięstw w obronie (Lwów, Zamość czy Zbaraż), mobilizuje w 1651 roku poważne siły, które zakończą kozackie powstanie. Polski Sejm uchwalił bardzo wysokie podatki na potrzeby wojska, które zostało powiększone do niespotykanej dotąd odpowiedniej liczby. Zaciągnięto nowe i liczne chorągwie jazdy i piechoty, także artyleria prezentowała się znakomicie.

         Bitwa toczyć się będzie przez 3 dni, 28 – 30 VI 1651 roku. Pierwszego dnia Tatarzy toczą walki rozpoznawcze szukając słabych punktów w polskim szyku. Rezultat po kilku godzinach walki jest taki, że Orda została przepędzona.

         Drugiego dnia zostają zaangażowane po obu stronach wielkie siły, dochodzi do całej serii walk, które pod wieczór pozostały nierozstrzygnięte.

         Na trzeci dzień wojska polskie zostały ustawione inaczej według pomysłu króla Jana Kazimierza. Nowy szyk prezentuje się wspaniale i w takim ustawieniu dochodzi do zmasowanego ataku polskiej kawalerii, która rozbija wszystkich na swojej drodze. To zasługa księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, który dowodzi lewym skrzydłem. Tatarzy po ciężkich stratach uciekają, a resztki kozackiej armii chronią się w obozie. Następnie ścinając tysiące drzew, zwalają je w bagna i w trakcie ciężkich walk próbują ujść zagładzie.

 

Kto pełni rolę naczelnego wodza polskiej armii i ilu żołnierzy liczy całe wojsko w przeddzień bitwy?

 

– Dowodzi Król Jan Kazimierz, który ma do pomocy, no właśnie, na kogo może liczyć Jego królewska mość. Całość wojska może sięgać nawet 75 – 80 tys. ludzi. Nigdy jeszcze w polskiej historii wojen nie było tylu zebranych żołnierzy.

         Lewym skrzydłem ma dowodzić hetman Polny Marcin Kalinowski, a z nim jest ks. Jeremi Wiśniowiecki.

         Prawe skrzydło jest dowodzone przez hetmana Mikołaja Potockiego, którego syn Stefan zginął śmiercią bohatera w bitwie pod Żółtymi Wodami w maju 1648 roku.

         Król będzie w środku dowodził całością, mając baczenie na całe ugrupowanie. Armia polska prezentuje się znakomicie i składa się z wielu chorągwi ciężkiej jazdy (husaria), są chorągwie pancerne, arkebuzerów, licznie występuje lekka jazda, są dragoni i rajtarzy. Jest także sporo piechoty i artylerii. Takie wojsko stojące w szyku w pełnej gotowości bojowej musiało przedstawiać piękny i zarazem groźny widok, który zachwyci każdego malarza – batalistę. Zwłaszcza husarze w polerowanych pancerzach, szyszakach, okryci skórami z tygrysów i lampartów, ze skrzydłami na plecach i na dodatek uzbrojonych w długie kopie, z których powiewały długie proporce ozdobione krzyżem maltańskim. Podobny widok reprezentowały pozostałe chorągwie jazdy polskiej, które tylko czekały na rozkaz do szarży.

         Mogli Zaporożcy i Tatarzy nie odczuwać lęku po sukcesach z lat poprzednich. Jednak w tym starciu za lekceważenie najgroźniejszej jazdy Europy zapłacą straszliwą cenę. W historii tak czasami bywa (nigdy nie traktuj zbyt lekko i lekceważąco wrogów), bo nie wiadomo jak się skończy walka.

 

Może powinniśmy dokonać, jeśli chcesz bardziej drobiazgowej sentencji wojsk?

 

– Pod Beresteczkiem zjawili się prawie wszyscy polscy bohaterowie, którzy przyprowadzili własne wojska i oddziały. Tym razem większość magnatów nie zawiodła i jak nigdy przedtem stawiła się na koncentrację czując, że jest to najwyższy czas dla ratowania Rzeczypospolitej, której zagroziły wielkie siły.

– Ks. Jeremi Wiśniowiecki przyprowadził około 2 tys. żołnierzy.

– Jan Zamoyski wiódł 1100 żołnierzy konnych i pieszych dobrze okrytych, czyli „dobrze zbrojnych”.

– Dominik Zasławski przyjechał na czele 2 chorągwi husarskich, 6 pancernych i 1 dragońską.

– Michał Zebrzydowski, 1 chorągiew husarska (bardzo dobra), 1 pancerna, oraz 1 dragońska i regiment piechoty.

– Konstanty Lubomirski – 2 chorągwie kozackie i 1 piechoty.

– Albrycht Radziwiłł 100 rajtarów, 1 rotę piechoty niemieckiej.

– Jan Denhoff – regiment piechoty.

– Mikołaj Ossoliński – 1 chorągiew pancerną i 1 piechoty.

– za to Lubomirscy przyprowadzili aż 18 chorągwi.

 

Ta imponująca liczba żołnierzy pokazała możliwości szlachty, gdyby tylko chciała być bardziej aktywna w ważnych chwilach. Nigdy jeszcze w historii Rzeczypospolitej nie było tyle wojska w jednym miejscu. Wszystkie siły zostały podzielone na 9 Pułków jazdy po około 4 tys. żołnierzy każdy, ale 10 pułk, który był najsilniejszy, liczył aż 12 tys. żołnierzy. Należy dodać jeszcze całą artylerię oraz gwardię królewską. Jeszcze raz przypomnę, że wojsko zaporoskie mogło liczyć około 90 – 100 tys. ludzi. Najlepsi, to oczywiście kozacy rejestrowi – 40 tys. Reszta 50 – 60 tys. tzw. czerni (czyli ludności). Jeśli dodamy 70 – 80 tys. Polaków, to wtedy liczby są wielkie i budzą szczery podziw dla olbrzymiego wysiłku obu stron.

 

Pierwszego dnia dochodzi do walk rozpoznawczych, zainicjowanych przez Tatarów?

 

– Zanim dojdzie do walki, po długim oczekiwaniu, wystąpili harcownicy, ich pojedynki przykuły uwagę żołnierzy, którzy zachęcali swoich do popisów. Dopiero po pewnym czasie kilka czambułów tatarskich zbliżyło się niebezpiecznie do polskich stanowisk. Natychmiast uderzyły na nich dwa pułki jazdy, jeden Aleksandra Koniecpolskiego i drugi Jerzego Lubomirskiego. Coraz więcej Tatarów zaczęło atakować pierwszą linię, lecz przywitani ogniem muszkietowym dali drapaka, a gdy do walki włączył się ks. Jeremi i Stefan Czarniecki, który poprowadził drugą chorągiew husarską hetmana Potockiego. Wynik pierwszego dnia walk zakończył się sukcesem polskiej jazdy.

 

Czy drugi dzień przyniesie rozstrzygnięcie i jak ten czas został zarejestrowany i opisany w historii bitwy?

 

– W drugim dniu prawym skrzydłem dowodzi wojewoda bracławski Stanisław Lanckoroński. Z przodu stanęły chorągwie zaciężne, a następnie oddziały pospolitego ruszenia, które jak nigdy zjawiły się w liczbie aż 40 tys. Zgromadzona w obozie polskim szlachta uwierzyła, że bitwa, w której biorą udział jest najważniejsza w poskromieniu buntu. Z tego powodu nie żałowano grosza na wojsko, a wielka ilość pospolitego ruszenia świadczyła o dużym patriotyzmie, zwłaszcza mieszkańców z województw płd. – wschodnich, którzy szczególnie odczuli skutki 3 letnich walk i okropnych zniszczeń.

Do walki stanęło 35 tys. zawodowych żołnierzy bardzo doświadczonych, którzy z niejednego pieca chleb jedli i jak się okazało nie dali głowy w poprzednich bitwach.

         Podobnie jak pierwszego dnia, tak i teraz chan Islam Girej rzuca do boju całą Ordę, jakby chciał, nie wdając się w długotrwałe walki od razu wygrać starcie. Przy chanie są jego bracia: Gałga, Amurat i Nuradyn, czambułami dowodzą także Sefer–Kazi Aga i Subagazi. Do walki stają także wszystkie pułki kozackie, których razem z Tatarami jest 35–45 tys. i jak odnotowali ówcześni kronikarze takiej masy jazdy w polu jeszcze nie widziano. Mało tego, podobne liczby kawalerii wystawili Polacy. Szarżę rozpoczęli Ordyńcy, ale spędzeni z pola skryli się za wzgórzami, za którymi szykowano potężne zgrupowanie jazdy tatarsko – kozackiej, które miało roznieść polskie wojsko.

 

Rzeczywiście są to liczby imponujące, z jakimi rzadko mamy do czynienia przedstawiając niektóre bitwy?

 

– Jednak to nie są wszystkie siły, jakie zgromadzono w polu. Bitwa rozgorzała na całym froncie. Tatarzy odparci na lewym skrzydle, uderzyli na centrum, które zaczęli spychać do tyłu. Kryzys wynikły w środku doprowadził do tego, że sporo Ordyńców zapędziło się pod polski obóz, gdzie jednak zostali przyjęci ogniem piechoty i artylerii.

         Kontratak polskich chorągwi zepchnął Tatarów do obrony, a potem do ucieczki. Pułki Lubomirskiego, Potockiego i Sapiehy zapomniały o przestrodze i zostały otoczone przez odwody tatarsko – kozackie. W ciężkim bezpardonowym boju poległo wielu polskich dowódców i żołnierzy.

         Młodego Jana Sobieskiego wzięli Tatarzy do niewoli, ale towarzysze broni odbili przyszłego króla. Kolejny raz interwencja ks. Jeremiego Wiśniowieckiego na czele własnego pułku i części „pospolitaków” uwalnia otoczone oddziały. Straty po obu stronach są bardzo duże. Polscy żołnierze wracają do obozu w nienajlepszych humorach. Wczorajszy zwycięski dzień, gdzieś uleciał, a obecne starty są zbyt poważne. Jednak według zeznań świadków, o wiele więcej poległo Tatarów i Kozaków, wśród których zabrakło takich jak Mehmed Girej, podskarbi chana Muffrach, czy legendarny u Ordyńców murza Tuhaj–bej. Zdobyto liczne chorągwie kozackie, buńczuk Hasłana murzy, oraz szablę Tuhaj – beja.

         Obie strony wyczerpane walką i stratami przerwały w końcu walkę, ostateczne rozstrzygnięcie zostawiając na trzeci dzień.

 

Przed nami trzeci i ostatni dzień bitwy, której brakuje w potocznej świadomości. Ten brak wiedzy nie nastraja najlepiej na przyszłość – już raz mieliśmy taki czas, gdy zamykano usta Polakom. To zawsze przynosi szkody?

 

– Przed nami trzeci dzień bitwy, która musi zakończyć się zwycięstwem jednej strony, dlatego wszyscy zbierają siły, żeby z całą mocą uderzyć na wroga i zwyciężyć.

         Sam król Jan Kazimierz po naradzie postanowił wyprowadzić w pole całe wojsko z armatami i zmusić nieprzyjaciół do walnej bitwy, tym bardziej, że dnia poprzedniego żadna ze stron nie osiągnęła pełnego zwycięstwa. Hetmani pilnują rozstawienia w nowy sposób szyków, które przyjęto na wzór holenderski w tak zwaną szachownicę, gdzie na przemian stały chorągwie jazdy i piechoty z armatami, które miały siebie nawzajem wspomagać.

         Warto zwrócić uwagę, że centrum ugrupowania jest niezwykle silne, bardzo nasycone bronią palną i artylerią, w której są najnowocześniejsze i najbardziej skuteczne na małą odległość, tzw. organki i szrotownice. W środku stają także roty piechoty węgierskiej i niemieckiej oraz regimenty polskie. Z tyłu ustawiła się gwardia królewska składająca się z 1800 specjalnie wybranych żołnierzy i dowodzonych prze gen. Fromholda von Ludingshansen Wollfa, są z nimi także rajtarzy księcia Bogusława Radziwiłła i Jakuba Wejhera.

Polską jazdę ustawiono w 6 linii, którymi można było dysponować w zależności od sytuacji. W obozie pozostawiono tylko 3 tys. polskiej piechoty.

 

Przejdźmy teraz na drugą stronę, gdzie stoją wojska tatarsko – kozackie?

 

– Wojska Kozackie i Tatarzy zajmują stanowiska na wzgórzach, dość daleko od polskich szyków. Trzeba wymienić, że naprzeciw naszego lewego skrzydła stały oddziały kozackie, a naprzeciw prawego stały czambuły tatarskie pod Amuratem, bratem chańskim. Na środku ulokowano czambuły i oddziały Tatarów, Wołochów, a nawet sporo Turków dowodzonych przez Nuradyna i Gałgę. Natomiast sam chan zajął stanowisko dowodzenia w tyle lewego skrzydła na wzgórzu skąd miał dobry widok na obóz i pole walki.

Na dwie godziny przed południem Tatarzy i Kozacy rozpoczynają ruch do przodu wysyłając setki harcowników, którzy zaczęli wyzywać naszych żołnierzy do walki. Posunęła się także armia koronna, ale nikt nie dał się sprowokować. Surowy rozkaz królewski zabraniał tego dnia wyrywania się do walki pojedynczo. Nie mogę przecież relacjonować wszystkiego po kolei, bo to zajmie dużo czasu i miejsca, mogę tylko zapewnić, że cała bitwa jest szczegółowo opisana. Tak samo jest wielu wymienionych dowódców konnych chorągwi po stronie polskiej. Rzadko mamy do czynienia z tak dokładną relacją wokół bitwy, jednak dziwnym trafem zawsze istnieją jakieś opory rzetelnego przedstawiania kolejnych kart historii, jakby nie można było raz na zawsze wyjaśnić wszystkie złe i dobre strony każdego wydarzenia. Winę za to ponoszą kolejni politycy i karierowicze historyczni, którzy potrafią wszystko przeinaczyć, zagmatwać i interpretować oczywiste fakty po swojemu, to nie znaczy, że uczciwie.

 

Rozpoczyna się decydujące starcie, które ma zdecydować o zwycięstwie pod Beresteczkiem?

 

– O godz. 10.00 mgła nagle opadła i nieprzyjaciel ujrzał w promieniach słońca potężną, rozstawioną w głębokich szykach armię królewską.

         Tatarzy zaczęli się posuwać do przodu, ale zgromadzona artyleria zaczęła ostrzeliwać wysunięte czambuły, które z wyciem przemieszczały się po polu szukając wolnego miejsca. Mijał czas i nic się nie działo. Zauważono, że Zaporożcy szykują się do obrony spinając łańcuchami wozy. Było już daleko po południu, gdy rozkaz królewski ruszył armię do przodu na tyle, żeby artyleria mogła ostrzeliwać tabor kozacki. Jest późno, bo dochodzi już 15.00 godzina, gdy rozpoczyna się szarża polskich chorągwi lewego skrzydła. 2 tys. jazdy prowadzi ks. Jeremi, który bez zbroi i hełmu, tylko z szablą w dłoni wskazuje kierunek ataku. Naprzeciw ruszyła ława kozacka i wszystko utonęło w dymach i kurzu. Do szarży ruszyły chorągwie prawego skrzydła i centrum. Kolejne oddziały wsparły księcia Jeremiego i w krótkim czasie pobito Kozaków, a chorągwie polskie ukazały się daleko na wzgórzach. Ruszyła w końcu masa Tatarów i to na środek polskiego szyku, które ziało ogniem. Olbrzymia masa Ordyńców w szalonym pędzie uderzyła na postępujące wolno centrum. Wydawało się, że rozniosą wszystkich w strzępy, huknęły jednak polskie armaty, zawtórowały im tysiące muszkietów piechoty, dragonów. Deszcz żelaza przeorał mocno atakujące czambuły, które z przerażeniem odskoczyły do tyłu i na boki.

 

Zbyt łatwo coś idzie polskim oddziałom, czy aby na pewno zwycięstwo jest w zasięgu ręki?

 

– Na lewym skrzydle polskim wytworzyła się spora luka i tam właśnie Nuradyn skierował kolejne uderzenie. Jednak kilka tysięcy Tatarów przyjęto ogniem, który wyrządził spore straty. Wróg odskoczył do tyłu, by po chwili ponownie zaatakować i tak jeszcze kilka razy próbowali wojownicy tatarscy przeprowadzać atak za atakiem, ale odpierani ogniem wszystkich rodzajów broni, stracili całkowicie ochotę do dalszej walki. W tym czasie próbowali Polacy rozerwać kozacki tabor i szyk zaporoskiej piechoty schowanej za wozami.

         Centrum powoli, ale systematycznie posuwało się krok za krokiem w kierunku wzgórz mając zamiar przeciąć wrogie ugrupowanie na pół. Pod wielką turkusową chorągwią razem z wojskiem posuwał się do przodu sam król Jegomość. W pewnym momencie niedaleko monarchy wybuchło kilka pocisków armatnich raniąc kilku oficerów i samego króla.

Jeden z dworzan królewskich znający Tatarów i ich obyczaje wskazał miejsce, gdzie pod białą chorągwią i buńczukami stał chan. Kilka armat wymierzono w tamtym kierunku i grad pocisków wybuchł wśród dworu wywołując szok i przerażenie. Wściekły Islam Girej rzucił się do ucieczki pociągając za sobą większość ordy. Rożne mogły być motywy szybkiego odwrotu, ale jeden jest pewny! Z taką ścianą ognia i żelaza, która niweczyła wszystkie ataki ordy jeszcze się nie spotkano. Posuwający się polski walec miażdżył wszystkich na swojej drodze nie dając najmniejszych szans na dopadnięcie giaurów.

 

To wielkie zwycięstwo, tym bardziej cenne, że poprzedzone klęskami, które niepotrzebnie przyniosły tyle strat!

 

– Na to wygląda, chociaż do pełnego pogromu nieprzyjaciół jeszcze trzeba poczekać, bowiem pozostał na placu wielki samotny obóz kozacki, bo jazda zaporoska została wcześniej rozbita, a jej resztki schroniły się w obozie. Zabrakło hetmana wojska zaporoskiego Bohdana Chmielnickiego, który próbując zatrzymać Tatarów z rozkazu Chana został uwięziony razem z płk Wyhowskim. Ordę ścigano siłami prawego skrzydła Aleksandra Koniecpolskiego. Oczywiście w pogoń puściły się lżejsze chorągwie, które na przestrzeni wielu kilometrów cięły ordyńców, bo w niewolę nikogo nie brano.

         Olbrzymi tabor kozacki, który zaraz został otoczony przez wiwatujące wojska królewskie, jednak fakt, że ściany taboru były spięte wozami po 10 rzędów każdy bok, odstraszał od ataku polskie oddziały. Dopiero podciągnięte armaty zaczęły ogniem zadawać spore straty Kozakom, którzy powoli wycofywali się na bagniste tereny Płaszówki. Zapadający zmrok i ulewny deszcz przerwały w końcu walkę.

         Ofiary polskie w trzydniowej bitwie okazały się stosunkowo małe do zaangażowanych sił i środków. Mówiło się, że poległo 700 towarzyszy i szlachty, zwłaszcza od strzał tatarskich, owa liczba wydaje się zbyt zaniżona. Nieznane są straty kozacko – tatarskie i nie wiem, dlaczego, bo to myśmy utrzymali pole, jednak musiały być kilkakrotnie większe od polskich.

 

Czy to już koniec batalii, czy możemy świętować zwycięstwo?

 

– Niezwykła radość i euforia zapanowała w polskim obozie i wśród wojsk na pobojowisku, które kładło się odpocząć w strugach deszczu, który padał całą noc. Wszyscy radowali się niezwykle z wielkiej „Victorii” Król, mimo rany w nodze nakazywał dowódcom czuwać razem z większością wojska, obawiając się jakiejś akcji ze strony nieprzyjaciół. Wszyscy, ale to wszyscy Polacy na znak zwycięstwa odśpiewali „Te Deum Laudamus”.

         1 lipca Kozacy pracujący całą noc jeszcze bardziej umocnili swój obóz. Wśród wielu królewskich oficerów krążyła fama, dlaczego doskonała w walce piechota kozacka nie wzięła czynniejszego udziału w bitwie. Przypuszczano, że konne sotnie i pułki kozackie zostały rozbite, ale zamknięte siły w obozie mogły liczyć jeszcze ponad 50 tys. ludzi, dobrze uzbrojonych i mających duże zapasy żywności. Tymczasem Polacy odpoczywali, ostrzeliwano tylko tabor z armat polowych, czekając na ciężkie działa oblężnicze, które mogły rozwalić ściany szańców kozackich. Chciano zadać jak najszybciej wielkie straty nieprzyjacielowi i umożliwić szturm piechocie i spieszonej jeździe.

 

Gdzie, w końcu jest Bohdan Chmielnicki?

 

–  No właśnie, Zaporoscy nie wiedzieli, co się stało z ich hetmanem, więc na wodza wybrano płk Filona Dziedziałę. Polacy oprócz ostrzeliwania, prowadzili także pertraktacje, bo okazało się, że taborze istnieją dwa stronnictwa, a jedno jest skłonne do ugody. W tym samym czasie kozacy dokonali kilku wypadów, jednak bez większego rezultatu, bo wszystkie zostały odparte i szansa wydostania się z matni zmalała do zera, zwłaszcza, gdy z Brodów nadeszły ciężkie działa, a ich ogień zaczął wyrządzać wielkie straty. W samym obozie nie działo się najlepiej, bez przerwy kłótnie i spory, zdjęto w końcu z urzędu płk Dziedziałę i na jego miejsce wybrano płk Iwana Bohuna. Obiecał przecież dokończyć budowanie grobli przez bagna, po której wojsko zaporoskie wyjdzie z matni.

10 lipca rano Bohun postanowił z jazdą zdobyć przeprawę, pobić Lanckorońskiego i umożliwić armii kozackiej wyjść w tzw. przestrzeń operacyjną.

         Jednak jak to bywa, ktoś w obozie krzyknął „starszyzna uchodzi” i się zaczęło. Wybuchła straszliwa panika, rozerwano łańcuchy wozów, otwarto bramy i dziesiątki tysięcy ludzi porzucając wszystko, w tym kobiety i dzieci, tratując i mordując się nawzajem rzuciło się do ucieczki. Płk Bohun na odgłos wrzawy z obozu zawrócił na czele konnych sotni próbując powstrzymać oszalałych i zrozpaczonych, jednak przewrócono i stratowano towarzyszących mu ludzi i jego samego.

 

Co na to Polacy, jak zareagowano na te wydarzenia, bo sam los przybliżał ostateczne rozwiązanie?

 

– Oddziały polskie początkowo nie wiedziały, co się dzieje w obozie, słysząc strzały i krzyki. Wysłane podjazdy przywiozły wieści o trwodze wśród osaczonych sił zaporoskich. Wydane rozkazy natychmiast poderwały tysiące polskich żołnierzy do ataku i pogoni, biorąc odwet za tysiące pomordowanych ludzi i za klęski w dotychczasowych bitwach. Najbardziej wiarygodne źródła podają, że mogło zginąć do 30 tys. ludzi, kilku tysiącom udało się ujść pościgowi, jednak setki ludzi zmarło z głodu i wycieńczenia, bo tereny, przez które musieli się przedzierać były całkowicie pozbawione żywności.

         Polacy zdobyli ogromne łupy w obozie, a pogrom całej armii kozackiej zakończył definitywnie bitwę pod Beresteczkiem.

 

Jak reagowano na bitwę w kraju i wśród żołnierzy, którzy od kilku lat toczyli walki z dwoma przeciwnikami na raz?

 

– Trzeba wskazać, że główną zasługą w zwycięstwo miał król Jan Kazimierz, który był autorem planu bitwy i ustawienia żołnierzy trzeciego dnia. Mobilizacji wszystkich zgromadzonych do wielkiego wysiłku, nawet pospolite ruszenie jak rzadko kiedy stanęło na wysokości zadania, poczynając sobie bardzo mężnie.

         Wszystkie koronowane głowy nadesłały listy gratulacyjne królowi polskiemu za tak wielkie zwycięstwo.

 

Jak potoczyły się losy historii po bitwie?

 

– Wojna z zaporożcami miała trwać jeszcze kilka lat pochłaniając mnóstwo ofiar z obu stron, aż do „Ugody Perejasławskiej”, kiedy to Bohdan Chmielnicki wraz z cały wojskiem poddał cały naród carstwu rosyjskiemu. Wtedy Tatarzy przeszli na Polską stronę, a król musiał toczyć nowe wojny z Moskwą.

Zaporożcy zapłacili po kilku latach podziałem swoich ziem, a potem w następnym wieku caryca Katarzyna II zlikwidowała Sicz Zaporoską. Tak naprawdę historia tych ziem do końca XVII wieku pełna była wojen, rozruchów i ciągłych walk, gdzie krzyżowały się interesy Rosji i Rzeczypospolitej, Turcji, Ukrainy, Mołdawii i Tatarów.

         Namalowałem wiele obrazów z dziejów polskich kresów, z XVI i XVII wieku, bo to czas najbardziej wojenny i malowniczy ze wszystkich z jego międzynarodowymi mieszkańcami.

         Wspaniały świat, który odszedł na zawsze, to niepowtarzalny okres pięknych miast, osad, licznych zamków i rezydencji magnackich, kościołów i cerkwi, które były drogowskazami dla podróżnych wtopionymi w sady chutorów i wsi. To także okres niezliczonych walk, które prowadzono w całej historii polsko – kozackich wojen, buntów i powstań. Wszystko jednak zależy od punktu widzenia, lecz bez uczciwej znajomości historii nigdy nie będziemy wiedzieli o prawdziwych zaletach i wadach tamtych stron, ani o ludziach, którzy tam przebywali. Dziwnym trafem się składa, że dobrze poznałem dzieje i bohaterstwo różnych żołnierzy, którzy dość często wspólnie z Kozakami bronili własne rodziny przed napadami ordy, która przecież była nierozerwalnie związana z historią kresów i Dzikich Pól.

 

Poruszasz się w gąszczu historii z zadziwiającą swobodą, którą nabyłeś przez tak długi okres zajmowania się dziejami oręża w sztuce, sam przecież stworzyłeś piękne obrazy, jakich niewielu od zakończenia II wojny światowej miało odwagę i wiedzę wykonać. Co jeszcze możesz dodać do historii, która była tak blisko nas?

 

– Kiedyś zrobiłem wystawę daleko stąd, bo aż w Golubiu – Dobrzyniu. Na zamku pokazałem obrazy, które przedstawiały „Kresy – dzieje wojen XVI i XVII wieku”. Warto taką ekspozycję powtórzyć na naszym terenie lub na Ukrainie. Wtedy zainteresowani mogliby zobaczyć wspaniały fragment wspólnych dziejów, które z nostalgią i bez hipokryzji przedstawiałem, bo tylko prawda jest i zawsze będzie gwarancją dobrej przyszłości. Zobaczyć zaś kilkadziesiąt obrazów o okresie najbardziej malowniczym w historii tych ziem będzie bez wyjątku przeżyciem dla wszystkich.

 

„Dzikie Pola w ogniu”,

„Osaczeni w stepie”,

„Czarne chmury nad Podolem”,

Murza tatarski”,

„Pogańskie branki”,

„Powrót z jeńcem do stanicy”,

„Harce chocimskie – 1621”,

„Martynów – Pogrom Kantymira – 1624”,

„Zwiastun wojny”, „Kumejki – 1637”,

„Ochmatów – 1644”,

„Żółte Wody – Korsuń 1648”,

„Śmierć trzech Pokoleń”,

„Watażka”,

„Szarża Tatarów Krymskich”,

„Husarski rapsod pod Kamieńcem”,

„Bar – Krwawa kolęda 1666”,

„Komorno – 1672”,

„Przygoda starościca”,

 

Kilka większych i ważnych batalii zobaczymy w cyklu „Chwała Bohaterom” w następnych odcinkach.

 

Historyczna wiedza Polaków opiera się najczęściej na trylogii Henryka Sienkiewicza i trzech filmach Jerzego Hoffmana.

 

– I to jest błąd, bo o ile książki czyta się jednym tchem, które były kiedyś najważniejszą lekturą milionów Polaków, ale chyba innej daty. Lekturą często zakazaną, utożsamianą z narodowym obowiązkiem w zniewolonym kraju. Tak było w tysiącach dworów i pod strzechami, bo taki był czas po latach rozbiorów. Idea ku „Pokrzepieniu serc”, przybliżała najcenniejsze wartości, którymi Polska szczyciła się aż do 1939 roku jako państwo. Niestety większość powojennych polskich filmów jest wyprana z tych wartości, których u Sienkiewicza było w nadmiarze, a te, oprócz kilku, które pozostały, bardziej denerwują niż spełniają pokładane w nich nadzieje.

         Jak mi się wydaje, problem z prawdą mają często niektórzy twórcy filmowi, a nie odbiorcy, którym za często wciska się na ekranie dwuznacznych lub nieprawdziwych bohaterów.

 

Jeszcze kilka razy będziemy prezentować dzieje ukraińskich ziem, na których przez cały XVII wiek tyle się wydarzyło, spotkamy się w miejscach, które trwale wpisały się w polską historię, a sam autor opowie dzieje i wydarzenia, o których tylko najlepsi badacze wiedzą i przekazują dalej. Już raz czy dwa podkreślałem, że mogę rozmawiać z twórcą o Jego pracy w taki sposób, w jaki nikt jeszcze tego nie zrobił i mam nadzieję, że tak będzie jeszcze długo…

 

W niniejszym odcinku w części ilustracyjnej zobaczymy obrazy i ich fragmenty:

 

„Bitwa pod Beresteczkiem” – 30 VI 1651, ol – pł. 78×136 cm (1994), nr inw. 425

„Beresteczko – 1651”, ol. – pł. 72×61 (1985), nr inw. 228

„Ks. Jeremi Wiśniowiecki pod Beresteczkiem”, karton akw. 61,5×101 cm (1978), nr inw. 104

„Bitwa pod Batohem” – 2 VI 1652, ol. – pł. 66,5×99 cm (1982), nr inw. 169

„Zaporożec” – 1648, ol. pł. 38,5×33,5 cm (1990), nr inw. 338

„Plakat „Ogniem i mieczem”, karton akw. 100×70 cm (2010), nr inw. 338

 

Wśród swoich podróży, podczas wystaw i programów miałem okazję kilkakrotnie na swojej historycznej i artystycznej drodze spotkać prawdziwego atamana, którym był Oleg Jurczyszyn i jego Kozacy z Teatru Konnego Kozaków Zaporoskich z Kijowa, których pokazuję na kilku zdjęciach.

 



Reprodukcje:

Zofia Bodes

Wywiad:

Marek Ambroży Kitliński

Opracowanie:

Marek A. Kitliński i Stanisław E. Bodes

 



Czytaj również – (Galerie):

Stanisław Eugeniusz Bodes „Chwała Bohaterom – Dzieje Oręża Polskiego” część 1 – „Lwów 1675”

Stanisław Eugeniusz Bodes „Chwała Bohaterom – Dzieje Oręża Polskiego” część 2  – „Wiedeń 1683”

Stanisław Eugeniusz Bodes „Chwała Bohaterom – Dzieje Oręża Polskiego” część 3 – „Koronowo 1410”

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom – Dzieje Oręża Polskiego” część 4  – „Psków 1581”

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom – Dzieje Oręża Polskiego” część 5: „Hohenlinden 1800”

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom – Dzieje Oręża Polskiego” cześć 6: „Byczyna 1588”

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom – Dzieje Oręża Polskiego” – cześć 7: „Grochów – 1831”

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – cześć 8: „St. Estevan – 1810”

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – cześć 9: „Raszyn –  1809 

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – cześć 10: „Korostyszew 1920 

 

Wydania specjalne

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom – Dzieje Oręża Polskiego” – Wydanie specjalne nr 1 – „Hrubieszów 1433 – 1863”

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom – Dzieje Oręża Polskiego” – Wydanie specjalne nr 2 – „Powstanie Styczniowe 1863 – 1864”

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – Wydanie specjalne nr 3 – „Ksiądz Stanisław Brzóska – Bohater Powstania Styczniowego”