Stanisław Eugeniusz Bodes – Z cyklu „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – część 28 „Bitwa pod Chocimiem” – 11 XI 1673 roku

Rok wcześniej w wojnie polsko – tureckiej Rzeczypospolita straciła największą twierdzę na południu kresów Kamieniec Podolski, którą wszyscy dobrze pamiętamy z ostatniej części trylogii Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”. Zawarty został też haniebny traktat w Buczaczu, który zabierał część ziem i na dodatek Rzeczypospolita musiała płacić haracz Turkom, czego jeszcze w historii nie było.

Reklamy

 

Stanisław Eugeniusz Bodes – Z cyklu „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – część 28

„Bitwa pod Chocimiem” – 11 XI 1673 roku

Reklamy

Działo się to 342 lat temu!

 

Jak w takim razie Królestwo Polskie zdobyło się na nową armię, która musiała być, większa od tej, z którą hetman Sobieski poczynał sobie odważnie gromiąc czambuły Tatarów, których Turcy w 1672 roku spuścili ze smyczy?

 

        Stanisław E. Bodes – W lecie w dniach 30 VI – 2 VII 1673 roku w Warszawie odbywa się narada wojenna z udziałem króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego i hetmana wielkiego koronnego Jana Sobieskiego, na której postanowiono, żeby wojsko koronne stanęło do 20 lipca w obozie pod Hrubieszowem. Potem sam Sobieski przesunął ten termin koncentracji na 10 sierpnia. Następnie kolejny rozkaz przesunął jazdę pod Gliniany, gdzie miała osłaniać ugrupowanie piechoty i artylerii, które koncentrowały się niedaleko Lwowa. Różne były koncepcje i cele jak prowadzić wojnę z Turkami. Chciano wyzwalać Ukrainę lub odbierać mniejsze forteczki na dalekich kresach, a najgorsze, że miano rozdzielić wojsko aż na trzy zgrupowania, które miały działać każdy na własną rękę. Jednak w końcu zwyciężyła myśl hetmana Sobieskiego, czyli podejście pod silną twierdzę Chocim z zamiarem rozbicia największego zgrupowania wojsk tureckich.

 

Dobrze, że całe wojsko razem z przybyłymi Litwinami miało maszerować pod Chocim, gdzie spodziewano się zastać główne siły tureckie.

 

             Oczywiście, że dobrze, bowiem rozbicie sił głównych nieprzyjaciela skutkuje także na inne oddziały rozmieszczone gdzie indziej. Hetman J. Sobieski należał do tych wodzów, którzy intuicyjnie podejmowali właściwe decyzje, często w bardzo trudnych sytuacjach, ale to jest przywilej tylko największych wodzów swoich czasów. Ten rok przyniesie Sobieskiemu wiele niespodzianek, ale takich bardzo miłych, których wcześniej nie przewidział. Przez cały czas zbierano wojska, które miały wyruszyć na Turków. Dnia 27 X Litwini pod hetmanem w. lit. Michałem K. Pacem przeszli Dniestr, a parę dni później zjawił się poseł od hospodara mołdawskiego Stefana Petryczejki, który w 1500 koni opuścił obóz turecki i prosi szybko o posiłki. Przez pierwsze dni listopada starano się zdobyć „języka”, co się dopiero udało rtm Silnickiemu, który w 20 chorągwi poszedł z podjazdem i powrócił prowadząc 2 jeńców. Dnia 8 XI wojska polskie wyruszyły spod Bojamu.

 

Ważne jest, ile to Turków było zamkniętych w Chocimiu. Po latach nastąpiła zamiana. W 1621 roku Polacy byli oblegani przez Turków, teraz to my będziemy ich oblegać?

 

            Tak, role się odwróciły. Siły nieprzyjaciół były ciągle wzmacniane, dlatego możemy pokusić się o wyliczenie wojsk, które są przewidziane do wzięcia udziału w bitwie.

            Mniej więcej możemy mówić o 25 – 30 tys. Żołnierzy ogółem. Część piechoty tureckiej (janczarzy) sięgała 8 tysięcy, a w całym państwie korpus janczarów liczył 40 tysięcy uzbrojonych w broń palną, słynne janczarki, które były dłuższe od muszkietów i dalej bijące. Pod koniec września przybyły oddziały z Rumelii prowadzone prze Seidogliego baszę Sofii, to szwagier wielkiego wezyra. Może przy okazji wymienię jeszcze, że jazda turecka, to głównie spahisi, czyli lekka jazda na dobrych koniach i wspaniale wyszkolona. Są też Deli, elitarna formacja konna sułtana, a także silihdere – ciężka jazda. Na granicach kwaterowali beszli, czyli lekka jazda, która pilnowała terenów przygranicznych. Siły lenników sułtańskich tj.; hospodarów mołdawskiego wołoskiego mogły liczyć razem około 8 tysięcy. Zamierzano jeszcze zgromadzić pod Chocimiem około 12 tys. Tatarów krymskich i Kozaków Doroszenki.                                                                                                       

            W dniu 9 XI cała armia Polsko – litewska stanęła pod wałami Chocimia w liczbie około 30 tysięcy dobrych żołnierzy. 22 tys. żołnierzy koronnych, 8 tys. żołnierzy litewskich i 50 dział. Polacy przywieźli 35 dział, a Litwini 15 i 1 haubico – moździerz. Jak zawsze są różne liczby wojsk, więc Litwini dysponowali 3.500 jazdy i 4.500 piechoty. Armia koronna miała 12 300 jazdy i 10 200 piechoty, a to są już poważne siły, z którymi przy dobrym dowodzeniu można wiele zdziałać.

 

Jak wytłumaczyć fakt, że Polacy podeszli pod wały z liczbą wojsk zbliżoną do obrońców. Zawsze tak było, że atakujący dysponują kilkakrotną przewagą. Pamiętam, bo gdzieś czytałem, jak to Turków zawsze było więcej, czy znasz podobne sugestie?

 

            Czasami tak bywa, chociaż w tym przypadku nawet większa liczba oblężonych Turków nie stanowi dla hetmana Sobieskiego jakiegoś zasadniczego problemu, który może uniemożliwić szturm. Od rana 10 XI armia koronna z Litwinami podeszła pod obóz, zaraz też zatoczono działa i moździerz, z których granatami poczęto ostrzeliwać Turków, a zwłaszcza silnym ogniem obłożono Wołochów. Hospodar czekał na dogodny pretekst. Porzucił Turków i przeszedł ze swoją jazdą na polską stronę, a jego obóz jak najprędzej zajęła nasza piechota.

Było to znaczne osiągnięcie, bo zaraz też zatoczono armaty, tworząc silną baterię, której ogień miał zniszczyć lub zrobić  szeroką wyrwę w umocnieniach tureckich. Zrezygnowano z tego pomysłu, bo dział nie dało się szybko przesunąć, a tam gdzie stały odległość była za duża. Zaczęto czynić przygotowania do szturmów, lecz zbyt wcześnie na prawym skrzydle gen. Dennemark na czele kilku regimentów wdarł się na wały, nie poparty jednak innymi oddziałami, które nie były jeszcze gotowe musiał z ciężkimi stratami powrócić na pozycje wyjściowe.

Doniesiono hetmanowi, że podczas ataku zginął zasłużony i bardzo lubiany przez żołnierzy płk kozacki Jan Motowidło, którego bardzo żałowano. Po zmroku podsunięto działa na odległość muszkietowego strzału sypiąc kilka nowych baterii, które miały silnym ostrzałem przygotować podejście do ataku i nadwerężyć oddziały tureckie w tym miejscu. Zamierzał hetman właśnie z lewej strony uderzyć całą mocą.

 

Co na to Turcy, nie przewidzieli, taka bierność drogo kosztuje. Jak widać, to Polacy przejęli inicjatywę, gotując się do walnej rozprawy, czy tak w istocie było ?

 

            W nocy temperatura spadła nisko, było zimno i padał deszcz, Sobieski postanowił, że żołnierze będą stróżować całą noc. Piechota i artylerzyści pracują przy szańcach, zataczają armaty, przygotowują przejścia, a kawaleria nie schodzi z koni, bowiem ma zabezpieczyć i osłonić przed wypadem Turków, na owe prace oblężnicze. Polacy cierpią niewymowne męki stojąc w szykach w zimnie i deszczu, ale bardziej na takie zimno są narażeni Turcy, których wielu pochodzi przecież z ciepłych krajów. Straszna to była noc, Polacy i Litwinie ratowali się mocnym trunkami, które trochę rozgrzewały zmarznięte ciała, więc manierki i bukłaki krążyły często między żołnierstwem. Turcy zaś dyżurowali ledwo żywi, wystarczyło tylko takich popchnąć, a się przewrócą, tak myśleli Polacy oczekując świtu.  Przypomnę scenę stania w szyku husarii przez noc w strugach deszczu widzianą w filmie. Widocznie coś się twórcom „Ogniem i mieczem” pomyliło, że zrobili w filmowym ujęciu nocne stanie husarii w strugach deszczu, ale w ciepłym maju, gdy taki prawdziwy scenariusz odbył się w listopadzie w lodowatą listopadową noc w przeddzień straszliwej bitwy, o której zamierzam dokładnie opowiedzieć.                                                                                                            

Potem jest jeszcze gorzej, następuje bez ingerencji wroga upokarzające pohańbienie najgroźniejszej jazdy w Europie, czyli polskiej husarii, którą nurza się w błocie bez żadnej przyczyny, na dodatek jakby nie dosiadali wspaniale wytresowanych rumaków, a dzikich mustangów jak to czasami widzimy w westernach. Na marginesie dodam, że prawdziwa obrona niewielkiego taboru mimo zdrady trwała około dwóch tygodni, ale o tym będę mówił, gdy przyjdzie odpowiedni czas. 

 

Widzę, że pod Chocimiem sama przyroda nam pomogła, jakby opatrzność czuwała nad Polakami, zwłaszcza, że stracono już tyle ziem, m.in. Kamieniec Podolski, który był najpotężniejszą twierdzą na całych kresach.

 

            Tak, trzymanie Turków pod bronią przez całą noc i w taką pogodę było całkowicie uzasadnione. Wojsko hetman Sobieski podzielił na 5 wielkich ugrupowań. Oddziały Bidzińskiego, Sobieskiego tworzą prawe skrzydło, chorągwie Wiśniowieckiego i Potockiego centrum, a oddziały litewskie Paca i Radziwiłła tworzą lewe skrzydło. Jednak dwa pierwsze rzuty składały się z piechoty, spieszonej dragonii i czeladzi, która na ochotnika przyłączyła się do ataku. Dopiero za nimi szła w szyku konnym jazda gotowa w każdej chwili do przeciwdziałania na wypadek kontrataków czy wypadów tureckich.

            Wśród polskich dowódców muszę wymienić tych, których warto poznać i zapamiętać, bo to są towarzysze i współpracownicy hetmana Jana Sobieskiego, a także znakomici oficerowie, którzy zasłynęli z wielu śmiałych akcji. Był wśród nich strażnik wojskowy Michał Brożek, Władysław Skoraczewski, Stanisław Jabłonowski, Wacław Leszczyński, Andrzej, Szczęsny i Jan Potoccy, Krzysztof Korycki, gen. Artylerii Marcin Kątski, Ernest Denhoff i Stefan Czarniecki ( to nie ten z potopu), był jeszcze generał adiutant Gałecki i wielu innych.

 

            Rozpoczyna się bitwa, która przejdzie do historii, jako przykład wielkości hetmana Sobieskiego i jego talentów wojskowych, o których będzie się mówiło w całej Europie?

 

W dniu 11 listopada, czyli na dzień św. Marcina zagrzmiały armaty polskie, które przez prawie godzinę przeorały szańce i wały obozu tureckiego. Zaraz też ruszyła piechota, która po krótkiej i niezwykle zażartej walce błyskawicznie opanowała w tym miejscu wały zanim zziębnięci Turcy zdołali wypaść z namiotów. W ciągu 15 minut Polacy zdobyli owe szańce i okopy, zaraz też hetman nakazał rozkopywać wały, a ze słupów palisady, robić pomosty, którymi mogła wjechać jazda. Do tych robót trzeba było przeznaczyć sporo piechoty, a i czas na to był potrzebny. To wystarczyło żeby kontratak tureckiej jazdy omal nie wyrzucił Polaków z powrotem za wały. Przejścia były za wąskie, żeby bardzo szybko przeszły, przez nie pułki jazdy, jednak kilka wsparło piechotę, która z wielkim poświęceniem trwała na wałach odpierając ataki janczarów i kawalerii. Straszne to były zmagania, ale prawdziwe niebezpieczeństwo, miało dopiero nadejść.             

           

O jakim to niebezpieczeństwie w tym czasie mówisz?

 

            Dowódca turecki montuje duże zgrupowanie jazdy, które w akcie rozpaczy atakuje chorągwie polskie, udaje się Turkom pokonać i wypchnąć z powrotem na pole Polaków, jeszcze trochę i wybito by piechotę, która nadal broniła się na szczycie szańców. Jednak hetman czuwał, potężne uderzenie paru pułków polskiej jazdy odrzuca tureckie natarcie i wpycha z powrotem do obozu. I znów dochodzi do straszliwej walki, walczą wszyscy, którzy wdarli się na wały, jazda, piechota z obu stron. Znów ważą się losy bitwy, ale Sobieski dostrzega szansę i rzuca do ataku nowe chorągwie husarskie pod Jabłonowskim, które roznoszą broniących się Turków na strzępy. Także Litwini zdobywają zachodnią bramę i uderzają w bok tych Turków, które walczą z Polakami. Wydaje się, że zwycięstwo jest bliskie, jednak piechota rzuca się na łupy zgromadzone w namiotach. Znów dochodzi do rozpaczliwej szarży naprędce zgromadzonej jazdy, to spahisi – elita wojsk sułtańskich, jednak i ten atak zostaje powstrzymany i ze sporymi stratami odrzucony.

 

Jak zatem wygląda sytuacja, gdy Polacy wdarli się razem z Litwinami do obozu i już nie dadzą się z niego wyrzucić. To Turcy mają problem, jak to się dzisiaj mówi.

 

            Niektórzy z piechoty odwracają działa tureckie i zaczynają ostrzeliwać dalsze tereny, na których gromadzą się żołnierze tureccy. Soliman basza Bośni zbiera grupę jazdy, pewnie kilka tysięcy z zamiarem przebicia się przez Polaków i wydostania się aż na zewnątrz. Udaje się to połowicznie, bo w tym miejscu na płd. – zachodzie nie ma dużo polskich wojsk, które przesunęły się już na północ. Przebijają się, lecz natrafiają na zgrupowanie jazdy Wiśniowieckiego. Szarża polskich chorągwi osadza w miejscu nieprzyjaciół, a gdy jeszcze nadjeżdża Potocki ze swoimi ludźmi, wspólnie z wielkimi stratami wpędzają Turków z powrotem do obozu. Tam kilka (4 chorągwie husarskie) i jedna pancerna A. Niezabitowskiego rozbijają w proch te oddziały tureckie, które nie tak dawno próbowały wyrwać się z okrążenia. Bitym bez przerwy wojskom Padyszacha pozostał tylko most na Dniestrze. Odkąd popularność zdobył serial turecki, który tak się podoba, a dla mnie od strony militarnej, to kompletna żenada, a nawet więcej. Ja Polak przedstawiłbym wojska tureckie bardziej prawdziwie, tak jak naprawdę wyglądali w życiu i walce. Tymczasem w filmie żołnierze tureccy wyglądają i zachowują się tak sztucznie, co urąga ich sławnej pamięci. Gdyby skorzystano z moich wzorów broni i kostiumów, ten film wyglądałby zupełnie inaczej.

 

Bitwa, to był pogrom, jaki się jeszcze od niepamiętnych czasów nie zdarzył wojskom tureckim?

 

            Teraz, to już każdy z Turków z obłędem w oczach myślał tylko o ocaleniu. Na ten jedyny most zwaliły się teraz masy uciekających, tratując się wzajemnie. To, co się tam działo, trudno nawet opisać, bowiem takie dantejskie sceny mogły się rozgrywać tylko w piekle. Polskie chorągwie rozbijały ogarniętych paniką tysiące Turków. Nie wymieniłem, że jednym z pierwszych uciekinierów był dowódca turecki sam Hussein pasza. Tragedia trwała nadal, a setki żołnierzy skakało do wody starając się przepłynąć wpław. Świadkowie opowiadali, jak to nasi z brzegu strzelali do Turków jak do kaczek. Jakoś większa grupa próbowała skorzystać i przebić się na północną bramę, ale została zmasakrowana przez litewskie oddziały M. k. Paca. Miarą wszystkich nieszczęść było zawalenie się mostu pod naporem ludzi i koni kilka tysięcy runęło do wody, ale niewielu miało szczęście dopłynąć do zbawczego brzegu. Zdołało jednak ujść kilka tysięcy, za którymi po znalezieniu brodu poszły w pogoń chorągwie Miączyńskiego, Ruszczyca, a także Wołosi Ghiki.

            Zwycięstwo wielkie, wspaniałe, jakie jeszcze Rzeczpospolita nie odniosła nad Turcją, Bogactwo obozu przerosło wszelkie oczekiwania. Zdobyto w namiotach wielkie ilości drogocennych sprzętów i tysiące kosztownej broni, moc sztandarów i buńczuków oraz kilkadziesiąt dział i tysiące koni, mułów i wielbłądów. Zdobyto 25 dział, olbrzymie ilości broni białej, palnej i drzewcowej. Także wielkie dobra w złocie i srebrze czy moc klejnotów

 

Wiadomo, jeśli chodzi o liczby, jak wyglądał bilans bitwy?

 

            Zginęło tak jak obliczono ponad 24 tys. Turków, ponad połowa z nich się utopiła. Zginęli baszowie Soliman i Ibrahim, basza Salonik i Sofii (Seidoglu), dowódca spahisów (atabej), bej ochryjski i setki innych ważnych i sławnych Turków ze wszystkich rozległych stron wielkiego państwa tureckiego.

            Polacy stracili ponad 2000 zabitych i przeszło 1000 rannych. Dodatkowo dnia 12 XI Polacy ostrzeliwali z ciężkich dział mury Chocimia, w którym nieliczna załoga poddała się już 13 XI 1673 roku. Sukces był zupełny, zwycięstwo wielkie i wspaniałe, a sława Hetmana w. k. Jana Sobieskiego zwanego „Lwem Lechistanu”, która po śmierci króla Korybuta Wiśniowieckiego wyniesie bohatera bitwy przy aplauzie zgromadzonej szlachty na tron Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, a stanie się to już 21 maja 1674 roku.

 

Czy to za to zwycięstwo nowym królem będzie Jan III Sobieski?

 

            Tak właśnie się stanie po tej „Victorii”, o czym rozmawialiśmy w drugim odcinku „Chwała Bohaterom” z 2013 roku „Wiedeń 1683” Dwa wielkie zwycięstwa nad Turkami staną się jednak tylko niezwykłym symbolem potęgi słabnącej z każdym rokiem Rzeczypospolitej. Co tylko z całą premedytacją wykorzystają nasi wrogowie. Jednak nie należy psuć owoców wielkiego zwycięstwa, trzeba być szczęśliwym jak wiele tysięcy polsko-litewskich żołnierzy, którzy świętowali triumf oręża w Koronie i na Litwie. Jak pięknie brzmiały słowa w dawnej polszczyźnie, można się o tym przekonać czytając i dzisiaj podobne dzieła.

 

„Dźwięk Marsa Walecznego

z walney expedycyey

chocimskiey z otrzymanego w rokv. 1673.                                                          

nad Tvrkami zwycięstwa 

na sławe odwaznemv rycerstwv

Korony polskiey, i W.X. litewskiego”.

           

To oryginalny fragment strony tytułowej penegiryku powstałego już w 1675 roku przez M. I. Kuligowskiego.

                                                                                                         

Czy ten obraz powstał specjalnie dla uświetnienia wielkiego zwycięstwa polskiego wojska oraz dla sławy hetmana w. koronnego?

 

            Dawno temu kupiłem starą złotą ramę, którą doprowadziłem do dobrego stanu. Sam obraz powstał kilka lat potem, gdyż szukałem odpowiedniej bitwy do tej ramy. Na sklejce odpowiednio zagruntowanej stworzyłem dzięki przeczytaniu kilku książek i intuicji scenę, która przedstawia jak po opanowaniu bramy przez piechotę polską, do obozu po odparciu szarży spahisów tureckich wdzierają się chorągwie husarskie (1200 koni) Stanisława Jabłonowskiego, które roznoszą na strzępy bitną jazdę turecką (spahisów) i groźnych janczarów. Zresztą na moich wystawach dość regularnie prezentuję obrazy z historii polsko – tureckich, której poświęciłem całkiem sporo prac.

 

            p.s. Obraz główny odcinka „Chwała Bohaterom”, czyli „Bitwa pod Chocimiem” – 1673 w złotej ramie wisiał u mnie w domu przez kilkanaście lat, a gdy się okazało powstał w roku, w którym urodził się mój syn Krystian Maksymilian Bodes, to w dniu, kiedy skończył 18 lat otrzymał zwycięstwo chocimskie hetmana Sobieskiego w prezencie urodzinowym.

 

„Bitwa pod Chocimiem” –  11 XI 1673, ol.- pł. 52×121,5 (1994) nr inw. 427

 

 „Chocim – 1673” – ol. pł. 71,5×62 cm (1986) nr inw. 246

 

„Śmierć kniazia Dymitra w Stambule” – 1563, fragm. ol. pł. 69×75,5 cm (1990) nr inw. 344

 

Przedstawiam, jak zawsze zdjęcia, które są wyrazem mojej pamięci czy zatrzymania ważnych i wartościowych momentów w życiu, które zdarzają się wielu ludziom. Warto więc, a inni przyznają mi rację umieszczać oprócz wspomnień i zdjęcia, które wzbogacają naszą przeszłość i nie pozwalają o tym zapomnieć. Tak jak zdjęcie z planu telewizyjnego, gdzie obejmuję jedną ręką swoją Zosieńkę, a drugą trzymam konia, który z uwagą wpatruje się w ekipę telewizyjną. Czy zdjęcie z obrony twierdzy zamojskiej z 1648 roku, kiedy B. Chmielnicki z Kozakami i Tatarami próbował zdobyć Zamość. Nie może zabraknąć zdjęcia z płk Dowgirdem z serialu „Czarne Chmury”, czyli Leonardem Pietraszakiem, z którym prowadziłem pogawędkę, czego świadkiem był Krystian, mój syn.

            Co prawda bitwa pod Wiedniem i międzynarodowe zwycięstwo, przyćmi tę batalię spod Chocimia, ale tutaj, to tylko Polacy odnieśli Wiktorię i pokonali Turków zadając licznym wojskom Padyszacha o wiele większe straty. Pod Chocimiem wojska tureckie były trzykrotnie mniej liczne, za to straty jak obliczono zadano o wiele większe niż pod Wiedniem. Pamiętacie Państwo mój ostatni wernisaż w rodzinnym mieście z okazji 45-lecia pracy twórczej i plakat specjalny dla gości i przyjaciół, którzy zjawili się na wystawie. Przestawiam teraz ten plakat z podpisami, po latach wygląda wspaniale i znajdzie się na wystawie 50-lecia, żeby przypomnieć wszystkim o historii spotkania. Podobny przygotuję na kolejny jubileusz, który odbędzie się w 2016 roku.          

 

Pozostaje jeszcze tylko przypomnieć, że w stolicy jest takie miejsce jak:

Grób Nieznanego Żołnierza i tablica z napisem „Chocim 10 – 11 XI 1673”

 

 

Reprodukcje, zdjęcia: Zofia i Stanisław E. Bodes

Wywiad: Marek Ambroży Kitliński

Opracowanie: Stanisław E. Bodes i Marek A. Kitliński





Czytaj również – (Galerie):

Stanisław Eugeniusz Bodes  „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego, część 25 „Obertyn 1531”

Stanisław Eugeniusz Bodes „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego, cześć 26 „Komarów1920”

Stanisław Eugeniusz Bodes „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego, część 27 „Cudnów 1660”


itd. do pierwszego numeru


Wydania specjalne – (Galerie):

Stanisław Eugeniusz Bodes – Z cyklu „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – Wydanie specjalne cześć 6: Tatarskie najazdy „Bar – krwawa kolęda” 1666 r.

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – Wydanie specjalne cześć 7 – „Korpus Ochrony Pogranicza” –  Pamięci Kresów Wschodnich

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – Wydanie specjalne nr 8 „Lipsk – Bitwa Narodów” 16 – 19 X 1813 roku

itd. do pierwszego numeru