Stanisław Eugeniusz Bodes – Z cyklu „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – część 37 „Obrona Zbaraża” 11 VII – 22 VIII 1649

Od ponad roku trwa bunt kozaków zaporoskich pod dowództwem Bohdana Chmielnickiego, który razem w sojuszu z Tatarami wystąpił zbrojnie przeciwko Rzeczypospolitej. Wiele się krwi przez ten czas przelało, były pierwsze klęski, m.in. pod Żółtymi Wodami, Korsuniem, gdzie hetmanów koronnych wzięto do niewoli, potem straszne Piławce, najgorsza chyba porażka z winy szlachty, kiedy panika ogarnęła pospolite ruszenie. Kozacko-tatarskie wojska oblegały bez skutku Lwów, a potem twierdzę zamojską, po drodze spalono wiele miejscowości, Hrubieszów także. Cały 1648 rok, to prawie jedno pasmo nieszczęść. Jeszcze tylko na Ukrainie ks. Jeremi Wiśniowiecki mający kilka tysięcy żołnierzy trzymał honor całego królestwa polskiego, o czym będę za chwilę opowiadał.

Reklamy

 

Stanisław Eugeniusz Bodes – Z cyklu „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – część 37 „Obrona Zbaraża” 11 VII – 22 VIII 1649

 

367 lat temu 

 

Zadam pierwsze pytanie bohaterowi naszych rozmów o tematyce historycznej, okraszanej Jego niezwykłymi obrazami. Gdyby nie było Zbaraża, czy armia kozacka i Tatarzy poszliby do przodu?

 

            Sądzę, że niedaleko, przecież nie chodziło o podbój Rzeczypospolitej tylko o wywalczenie jak największych terenów i swobód kozackich, ustanowienia urzędu hetmana kozackiego wojska i pełnej wolności na wydzielonym obszarze. Trzymano także Tatarów, którym w zamian za pomoc militarną pozwalano brać jasyr z miejscowej ludności, a więc ukraińskiej. Sądzę, że to najbardziej bolesna część umowy z chanem Islamem Girejem, który pod Zbarażem zjawił się ze wszystkimi ordami. Ale był to problem Bohdana Chmielnickiego i jego rady, że tyle tysięcy jasyru z własnego narodu pognano od początku wojennej zawieruchy na Krym.

 

Prezentowaliśmy do tej pory zwycięską bitwę pod Beresteczkiem z 30 VI 1651 roku, która była następstwem przerwy w działaniach wojennych i mobilizacji polskiej po zakończeniu obrony Zbaraża i traktatu, który regulował, chociaż częściowo liczne problemy. Jak będzie wyglądać obrona, gdy praktycznie na Ukrainie nie było żadnych wojsk polskich?

 

            Rzeczpospolita bardzo wolno reagowała na bunt, przyzwyczajona, że siły stacjonujące na Ukrainie orężem załatwią problem. Zbaraż, to bardzo mały zamek na planie kwadratu 88 m x 88 m, 1 brama wjazdowa, która istnieje do dzisiaj, 4 bastiony otoczone rowem z wodą, obwarowania ziemne obłożone murami kamiennymi o wysokości 12 m. Kurtyny sięgały 20 mwysokości, jedna studnia i małe miasto otoczone rzeką i stawami, chroniły drewniane mury i palisady. Do obrony zamku wystarczało 500 piechoty z muszkietami, taka bowiem była prawdziwa pojemność wewnątrz zamku. Właśnie do Zbaraża ciągnęły ostatnie oddziały wojskowe i prywatne poczty. Wojewoda ruski ks. Jeremi Wiśniowiecki tutaj postanowił się bronić, gdy cała wcześniej zgromadzona pod Piławcami armia koronna rozpierzchła się w panice na wszystkie strony, zwłaszcza pospolite ruszenie szlachty. Zostały tylko zbrojne oddziały księcia Jeremiego.

            Razem z księciem postanowili się bronić: Aleksander Koniecpolski, Andrzej Firlej, Stanisław Lanckoroński i Mikołaj Ostroróg, a także starszy brat późniejszego hetmana wielkiego i króla Jana Marek Sobieski starosta krasnostawski. To oni mieli nadawać ton podczas całej obrony. Było jeszcze wielu odważnych i mądrych pułkowników czy rotmistrzów, którzy dźwigali na sobie honor wszystkich obrońców mając znakomite przygotowanie wojskowe.

 

Ilu tak naprawdę było żołnierzy zamkniętych w Zbarażu i czy znamy jeszcze inne nazwiska, oddziały lub chorągwie?

 

            Według najnowszych badań siły polskie liczyły 15 tys. zbrojnych, ale żołnierzy zawodowych było niewiele ponad 9 tys., reszta to służba, która uzbrojona stawała do walki. Ukraiński historyk Myhajło Hruszewski podaje, że Polaków było 9 tys. żołnierzy i kilka tys. ciurów. Niezbyt tego wiele, ale byli to żołnierze zaprawieni w bojach, jak choćby sama dywizja księcia Wiśniowieckiego.

            Elitarna gwardia komputowa króla Jana Kazimierza, dowodzona przez Mikołaja Korfa, tj. 8 kompanii dragonii, 1 kompania rajtarii, 2 pułki piechoty niemieckiej, zresztą bardzo dobrej, którym dowodzili Zygmunt i Krzysztof Przyjemscy (niektórzy sugerują, że ich nie było), był jeszcze regiment dragonów Henryka Denhoffa i 2 tys. piechoty. Do Zbaraża dodatkowo przywieziono 15 dział ze Lwowa. Oczywiście w dywizji księcia, było kilka chorągwi husarskich, pancernych, lekkiej jazdy i zapewne trochę piechoty polskiej. Zaś w mieście schroniło się wielu ludzi, którzy uciekali przed rzeziami. Także w mieście mieszczanie i nowoprzybyli stanęli do obrony miejskich wałów. Tak to w skrócie wyglądało i jeszcze najważniejsze, uwaga, nikt nie bronił się w samym zamku, raz, że nie było miejsca, po drugie usypano wysokie wały obozu, którego pierwsza linia była daleko od murów zamku. Przede wszystkim to tam cała obrona koncentrowała się na wałach skąd odpierano wszystkie szturmy. Na wałach rozmieszczono całą posiadaną artylerię, która celnym ogniem miała zadawać wrogom wiele strat.

 

Od kiedy tak naprawdę należy liczyć oblężenie i obronę Zbaraża, bo różne są opinie na ten temat?

 

            Tak, to ważna sprawa, od kiedy Polacy się bronią. Pierwszy szturm nastąpił już 11 VII prosto z marszu. Zbyt ufny w przewagę nieprzyjaciel zaraz też odstąpił z ciężkimi stratami. Jednak wiem, że pierwszy kontakt miał miejsce już 9 VII, kiedy podjazd polski spotkał się z wrogiem. Dnia

10 VII Tatarzy napadli na czeladź, która zbierała paszę dla koni, część zabito, resztę pognano w jasyr. Reakcja księcia była natychmiastowa, została wysłana prywatna chorągiew tatarska, którą wsparły chorągwie Koniecpolskiego. Tatarzy unikając starcia cofnęli się bliżej polskiego obozu, po czym zaatakowali tabor księcia, który zdążał do Zbaraża. Wysłano, zatem trzy chorągwie husarskie, które w pięknej szarży rozniosły Tatarów. Pierwsza bitwa na przedpolu została wygrana. Polacy w dobrych humorach wracali do obozu, wiodąc trochę zdobyczy w broni i złapanych koniach.

            Pod wieczór Bohdan Chmielnicki i chan Islam III Girej stanęli pod Zbarażem. 11 VII otoczono szczelnie polski obóz i zaraz zaczęto sypać szańce, na które zaciągnięto armaty, a potem spróbowano szczęścia w szturmie, o którym wspomniałem wcześniej.

 

Zdaje się, że taka determinacja obrońców, nie ma sobie równych w całym do tej pory buncie. Wiele innych zamków i miast broniło się podczas wojny, ale to Zbaraż stał się symbolem polskiego oporu?

 

            Ogrom wojsk nieprzyjacielskich wzbudził pewne obawy, nawet trwogę, ale także większą zawziętość, bo wszyscy wiedzieli zbyt dobrze, co się stanie z obrońcami, gdy wróg zdobędzie wały. Od pierwszych dni ostrzeliwano obóz, kule padały między namioty, zabijając ludzi i zwierzęta. Dnia 12 VII rozpoczął się wielki szturm, który ze stratami odparto, jedna i druga strona nie miała wystarczająco silnej artylerii, żeby uzyskać przewagę. Następny szturm przeprowadzono 13 VII, który był jeszcze groźniejszy niż poprzedni. Zaporożcy uderzyli jednocześnie w dwa miejsca. Pierwsze poszło na kwatery Firleja, drugie na oddziały ks. Wiśniowieckiego, oba szturmy odpierano z najwyższym trudem. W trakcie ataku B. Chmielnicki nakazał przegrupować pułki i pchnąć czerń do przodu. Dostrzegli to polscy dowódcy i natychmiast wyprowadzono w pole jazdę. A. Koniecpolski i starosta Marek Sobieski na czele husarii uderzyli w odsłonięte skrzydło. Szarża zmiatała wszystkich na trasie ataku. Kozacy i czerń rzucili się do panicznej ucieczki, zwłaszcza, że za ciężką jazdą, poszła lekka docinając pozostałych. Jeszcze skoczyły konne pułki kozackie, które po krótkim boju podały tył wiejąc gdzie się da. To nie koniec walk tego dnia, bo Kozacy uderzyli także na tyły wojsk koronnych. Jednak Polacy pilnowali się dobrze, tak więc K. Przyjemski ostrzelał z armat atakujących, a piechota ogniem z muszkietów salwami dokończyła resztę roboty.

            To było drugie starcie, które tego dnia zakończyło się zwycięstwem strony polskiej.

 

Owa zawziętość świadczy o obustronnym uporze, zwłaszcza, że w obozie wroga panują nie najlepsze stosunki z Tatarami, którzy nie mury się nie pchają i patrzą tylko, gdzie jeszcze można zdobyć jasyr i łupy?

 

            Wbrew filmowi „Ogniem i mieczem”, który całkowicie w kwestiach militarnych rozminął się po drodze z prawdą. Walki o Zbaraż toczyły się bez przerwy. W nocy z 13 na 14 VII wycofano się do zmniejszonego obozu na wały, które 15 i 16 VII Kozacy znów szturmowali, ale po za krwawymi stratami znów nic nie osiągnęli.

            17 VII kolejny krwawy szturm odparty, a w nocy polski wypad, który spalił przygotowane do szturmu drewniane wieże, zwane hulajgrodami. Ruszyli się w końcu Tatarzy, ale przywitani ogniem z muszkietów, podali tyły.

            Dopiero teraz przystąpili Kozacy do regularnego oblężenia, zbudowali nowy i wysoki wał, ustawili armaty, rozpoczynając ostrzał obozu koronnego. Z kolei Polacy znów zmniejszyli własny obóz odsuwając się od stanowisk kozackich. Budowali schrony ziemne, żeby zmniejszyć straty nieprzyjacielskim bombardowaniem.

            Polskimi pracami inżynierskimi kierował znawca tej sztuki Sebastian Ader, który wcześniej pracował z Beauplanem, słynnym francuskim kartografem, któremu zawdzięczamy pierwsze mapy Ukrainy i Krymu.

 

Jak to się działo w historii, że niewielkie wojsko polskie było w stanie tak wytrwale się bronić przeciwko tak wielkiej armii kozacko–tatarskiej. A właściwie, to ile było tych nieprzyjaciół pod Zbarażem?

 

            Czekałem już od dawna na to pytanie, które jest niezwykle istotne, żeby dowiedzieć się, a potem porównać ilościowo dwa wojska. W obozie pod Zbarażem jak mniemam, było około 70 tys. Kozaków zaporoskich w różnych pułkach jazdy i piechoty, plus około 100 tys. czerni, czyli chłopów ukraińskich, których do tej pory sami kozacy pchali na pierwszy ogień i to oni ginęli najczęściej.

            Gdy mowa o Tatarach, także występują różne liczby, jednak, gdy chan własną osobę ruszał na wyprawę i wiódł wszystkie ordy, to wysiłek taki sięgał prawdopodobnie między 25, 30, a 40 tys. ordyńców. Był to mniej więcej maksymalny wysiłek organizacyjny.

            Teraz dopiero możemy mówić o bohaterstwie polskich żołnierzy, którzy opierają się ponad 200 tys. armii kozacko-tatarskiej. To świadczy o nieprawdopodobnym wysiłku, umiejętnościach i pomysłowości obrońców i ich siłach fizycznych. Polacy wykorzystali fortyfikacje polowe, zachodniego wzoru, kartacze, szrapnele holenderskie, beczki smolne, które zapalone wyrzucano z moździerzy. Także podobne do nich maźnice zwane karkasami. Szykowano różne pułapki szturmującym itd., długo można by wyliczać. Próbowano także rozmów z Kozakami i Tatarami, ale bez żadnego efektu. Dnia 30 VII przeniesiono się znów za czwarty i ostatni wał, który sypano aż cztery dni.

 

Co dalej i jak długo miano jeszcze wytrzymać?

 

            Warunki z każdym dniem stawały się coraz gorsze, zaczynał się powoli głód w obozie oraz w mieście, zapanowała drożyzna, brakowało dosłownie wszystkiego, nawet koniny, mimo, że każdego dnia ginęło sporo koni.

            Coraz więcej było rannych i chorych, dla których brakowało lekarstw. Potrzebna była pomoc i odsiecz, jak najprędzej. Poszedł jeden człowiek z listem, ale go złapano, a list znaleziono. Następnie zadeklarował swoją osobę szlachcic z Wielkopolski służący w husarii nie Jan, tylko Mikołaj Skrzetuski. Przedarł się prze gesty pierścień straży i już 7 VIII dotarł do króla Jana Kazimierza w Toporowie informując o bardzo ciężkiej i dramatycznej sytuacji w Zbarażu sprzed paru dni. Każdy dzień później sprawa była tylko coraz bardziej tragiczna, bo umierało kilkadziesiąt do stu osób dziennie, a i prochów zaczynało brakować.

 

Należy tych bohaterów, którzy zostaną przy życiu wyróżnić, chociaż pamięcią o tych dniach, kiedy walczyli z przeważającymi siłami nieprzyjaciół, którzy by ich wszystkich zamordowali?

 

            Wszyscy w Zbarażu czekali na odsiecz, jak „Zmiłowania Pańskiego”. Kozackie ataki trwały nadal, chociaż już nie tak groźne, bo czerń zaczęła szumieć, że Kozacy tylko siedzą w obozie i piją, a tylko im każą atakować. Dwa 31 VII i 1 VIII szturmy, które chciano z powodzeniem zakończyć szturmy, zostały obrzucone granatami rzucanymi z wałów i tak przerzedziły szeregi atakujących, że zrezygnowano z dalszej walki. Za to 5 VIII obrońcy zorganizowali kolejną wycieczkę za wały. Zaskoczeni kozacy stracili kilkuset ludzi, zagwożdżono kilka dział i zdobyto także sporo chorągwi. Coraz częściej mówiono o odsieczy, dlatego hetman kozacki jeszcze raz nakazał szturm obozu polskiego. Czerń napojono wódką, której i sami kozacy nie odmówili. W godzinach porannych ruszono do szturmu z wielkimi drabinami, po których Kozacy wdarli się na wały, a liczni z nich wtargnęli aż na środek obozu. Poszły w ruch łopaty, drągi i rydle. Bito się na szable, nadziaki i noże. To naprawdę była straszna bitwa. Jednak i tym razem wojsko polskie krwawo odparło i ten szturm. Walczyli wszyscy, którzy mogli tylko utrzymać broń w ręku.

 

Co z odsieczą, kiedy ruszyła i ile żołnierzy było przy królu?

 

            Długo czekano na pospolite ruszenie szlachty i nie doczekano się. Nie można było stać dłużej w miejscu. Król Jan Kazimierz z tym wojskiem, które miał (25 tys.) wyruszył z odsieczą. Był także obecny kanclerz Jerzy Ossoliński, bo to jemu będziemy zawdzięczać rozbicie sojuszu kozacko – tatarskiego(żenujący w filmie incydent narady u króla, jakby doradcy byli pozbawieni rozumu). Prowadzono dobre wojsko, składające się z jazdy i piechoty, artyleria była zaś dowodzona przez Krzysztofa Arciszewskiego. Król nazwał Chmielnickiego zdrajcą i wyznaczył nagrodę za jego głowę.

            14 VIII Kozacy w obozie zebrawszy swoje najlepsze pułki i razem z Tatarami ruszyli na spotkanie wojsk królewskich, które szły z odsieczą.

            Polacy w Zbarażu widzieli wymarsz Kozaków i domyślali się, że pomoc jest już niedaleko. Jednak strasznie długo musiano czekać w niepewności na wynik starcia.

 

No tak, dla obrońców Zbaraża musiał to być trudny czas, gdy oczekiwali wieści z pola walki?

 

            Wojska kozackie i tatarskie osaczyły armię królewską pod Zbarażem. Walka była bardzo zacięta, ale nierozstrzygnięta. Polacy zamknęli się w obozie, a kanclerz Ossoliński dogadał się za plecami Chmielnickiego z Chanem Islamem III Girejem i za sumę 40 tys. talarów, Tatarzy mieli wycofać się na Krym. Wobec tak postawionej sprawy Bohdan Chmielnicki musiał zgodzić się na warunki ugody, którą podpisano 17 VIII. Pod władzę wojsk zaporoskich oddano trzy województwa Bracławskie, Kijowskie i Czernichowskie. Na ten teren zabroniono przyjeżdżać szlachcie, jezuitom i Żydom. Podniesiono także rejestr Kozaków z 6 tys. do 40 tys. Ugoda Zborowska miała obowiązywać od zaraz. Dopiero 21 VIII pod wałami pojawił się poseł tatarski i obwieścił, że zawarto rozejm. Pojawili się w końcu również wysłannicy królewscy mówiąc o ugodzie.

 

Czyli, że możemy mówić o końcu szturmów na Zbaraż i o rozejmie, który na okres prawie 2 lat zatrzymał działania wojenne?

 

            Kozacy zwinęli obóz niszcząc umocnienia, żeby nie przydały się Polakom. Polacy opuścili Zbaraż niszcząc umocnienia polowe, żeby nie przydały się później Kozakom. Tak to wyglądało zaraz po zaprzestaniu walk i podpisaniu ugody. Powracający na Krym Tatarzy mieli prawo do brania jeńców z ludności ukraińskiej, zresztą nie pytali nikogo o zgodę, chwytając ludzi, gdzie się dało. Skończył się okres pierwszych walk, żeby po dłuższej przerwie, po reorganizacji wojsk i pełnej mobilizacji ponownie wrócić na pola bitewne, które jeszcze bardziej będą okrutniejsze, bo jak wiem z historii, agresja rodzi zawsze tylko coraz większą agresję.

 

Jesteśmy po zakończeniu bohaterskiej obrony Zbaraża. Ile dni trwała obrona?

 

            Obrona trwała od 10 VII do 22 VIII 1649 roku, czyli 43 dni. Polacy stracili według danych ponad 1000 zabitych żołnierzy, ze 3000 czeladzi i ciurów, na pewno zginęło i zmarło z chorób od 2 do 4 tys. mieszkańców miasta i uciekinierów, którzy w murach szukali ocalenia. Kilka tysięcy było rannych i chorych. Tak mniej więcej wygląda bilans strat polskich. Bo po drugiej stronie danych o ofiarach brakuje. Możemy się tylko domyślać, ale musiały być wysokie, zwłaszcza wśród czerni.

            25 VIII obrońcy razem z mieszkańcami w szyku obronnym ruszyli na Tarnopol, a potem do Lwowa. Znów mieliśmy do czynienia z kłamstwem historycznym w filmie „Ogniem i Mieczem” w scenie wyjścia Polaków ze Zbaraża. Kozaków dawno już nie było pod murami. Skutkiem ugody przerwano działania wojenne aż do lata 1651 roku. Zresztą, w wielu miejscach spreparowano wiele fałszywych kłamstw o Polakach czy o historii buntu, nawet wbrew intencjom H. Sienkiewicza

 

Obok „Obrony Zbaraża” prezentujesz jeszcze kilka obrazów?

 

            W „Ogniem i Mieczem” (książka) H. Sienkiewicz niezwykle malarsko opisuje bitwę pod Konstantynowem, kiedy kniaź Jarema, jak go nazywali kozacy odnosi błyskotliwe zwycięstwo. Jest także obraz Pt. „Zaporożcy i Tatarzy pod twierdzą Zamość”–1648 roku, gdzie przedstawiłem słynne miasto jak ukryte za potężnymi murami broni się przeciwko całej kozacko–tatarskiej armii. Nie dali rady i musieli wrócić z powrotem na tereny, gdzie czuli się w miarę bezpiecznie. Pokażę też kilka innych obrazów, które dotyczą tego okresu i które ilustrują różne wydarzenia, jakie mogły mieć miejsce, czy też jak mogły wyglądać różne fragmenty wojny, nawet jak „Napad Tatarów na Hrubieszów” dokonany wiele lat przedtem. Podobnie musiało wyglądać zniszczenie i spalenie miasta i w 1648 roku.

 

Czy „Zbaraż” w naszej historii i literaturze jest czymś więcej niż tylko obroną małego zameczku w wielkim konflikcie?

 

            Dobrze, że zadałeś takie pytanie „Obrona Zbaraża” urosła do rangi najbardziej wartościowych czynności obronnych przeciw okrutnym nieprzyjaciolom, podobnie jak „Obrona klasztoru na Jasnej Górze” podczas potopu szwedzkiego. Jak można obronić się i wytrzymać w kilkanaście tysięcy żołnierzy z czeladzią przeciwko 200 tys. armii przez prawie 1,5 miesiąca. Mało jest w historii Europy takich przykładów, co świadczy o wielkim samozaparciu żołnierzy Rzeczypospolitej, którzy wcześniej źle dowodzeni przegrali kilka bitew. Tak więc, jeszcze bardziej należy docenić męstwo i ofiarność żołnierzy, którzy trwali w oblężonym Zbarażu. W historii, walki które wypełniają treść tego odcinka należy rozpatrywać na kilku płaszczyznach, obok wspaniałej wersji literackiej, jest jeszcze dużo ważniejsze prawdziwe oblicze historyczne, które zawiera na ogół prawdziwe i szczegółowe dane, które wiarygodnie opisują przeszłość.

 

Jeszcze na koniec naszego spotkania, czym się inspirowałeś malując walki na kresach?

 

            Bo to mimo wszystko najbogatszy okres w polskich dziejach dotyczący pięknych terenów, których właścicielami byli Polacy. Pierwszy raz, gdy skończyłem 11 lat zacząłem czytać pierwszy tom trylogii H. Sienkiewicza z wypiekami na twarzy, byłem tak pochłonięty czytaniem przygód głównych bohaterów, że nie chciałem kolacji, w końcu mama, bo było bardzo późno zakazała mi czytać dalej (bo, jutro też jest dzień). Zgasiła światło i sprawa powinna być zakończona… Jednak nie ze mną, to były pierwsze początki moich fascynacji. Odczekałem jakiś czas i przy latarce pod kołdrą, aby nie widać było światła, skończyłem czytać dopiero wtedy, gdy dotarłem do końca.

            Jak widzisz to były zaszyfrowane początkowe prognozy, gdy czytanie i malowanie szło w zawody, a pasja zgromadzenia książek stała się później moją drugą naturą. Dzisiaj mój księgozbiór liczy kilka tysięcy książek i ciągle ich przybywa, chociaż już nie w takich ilościach jak dawniej.

            Trudno to pojąć współczesnej młodzieży, która w większości jest zniewolona przez elektroniczne gadżety, którym jeśli już, poświęca swój cały wolny czas, często z ogromną szkodą dla własnego rozwoju. Dlatego wielką radość sprawia mi spotykanie się z młodymi ludźmi, których wrażliwość jest zbliżona do mojej i są ciekawi historii oręża i patriotyzmu. Dobrze, że historia wraca powoli na należne jej miejsce w naszym kraju.

            P.s. I na koniec prezentuję zdjęcia z reportażu telewizyjnego w zamojskim arsenale, gdzie czytam własny wiersz o tych czasach. Przy obrazie „Obrony Zbaraża” rysuję na żywo portret atamana z koniem. Są także zdjęcia z kolejnej wystawy o walkach pt. „Kresy XVI – XVIII” na zamku w Golubiu–Dobrzyniu i zdjęcie, jak mój szczęśliwy synek siedzi w siodle i rzędzie filmowego Jana Skrzetuskiego, a w ręku trzyma szablę Michała Żebrowskiego, którą walczył w filmie „Ogniem i mieczem”. To były wspaniałe pamiątki po drodze na moim szlaku przygód z malarstwem i historią.

 

Czy to wszystko?

 

Jeszcze nie. Przydałyby się nowe filmy o tych czasach, ale robione już inaczej, nie zakłamane i w pełni wierne faktom. Każde odstępstwo od prawdy mści się potem wielokrotnie. Tak znaczący w polskiej historii czas został przez H. Sienkiewicza opisany w formie „Ku pokrzepieniu serc” w czasach zniewolenia i zaborów, mając na uwadze restytucję umysłów narodu polskiego, który od pierwszych stron trylogii był wiernym czytelnikiem w setkach tysięcy domów czy zagród. Czytali wszyscy, a kto nie umiał, to zbierano się grupami i słuchano czytania wspaniałych przygód sławnych bohaterów. Ba, nawet dawano na mszę za zdrowie i pomyślność głównych bohaterów, a np. po śmierci pana Podbipięty modlono się o wieczny odpoczynek. Nie należy przez to tym ludziom okazywać pogardę, za to, że wierzyli literackiej powieści, która była bliska i wielce prawdopodobna.

            Podobnie było z „Krzyżakami”, gdzie sytuacja bardzo podobna przyczyniła się do wzrostu zainteresowania narodowymi losami i historią, która przyczyniła się do odnowy narodu w walce o niepodległość.

            Na przyszłej wystawie z okazji 50-lecia pracy twórczej będą w osobnych salach prezentowane czasy Krzyżaków w projekcie „Panorama -Grunwald 1410”, a w drugiej okres trylogii od 1648 do 1673 roku.

 

 Na koniec masz pewnie coś specjalnego?

 

Skończyła się epopeja zbaraska, a sława tego miejsca trwa po dzień dzisiejszy i nic nie powinno zakłócać spokoju poległym bohaterom, jeśli współcześni zadbają o należyty szacunek.

            Zbaraż, to symbol polskiego oporu i hartu, który zawsze broni nas w najbardziej beznadziejnej sytuacji, o czym całe pokolenia mogły się wielokrotnie przekonać. Być w Zbarażu, znaczyło bardzo wiele, to tak samo brzmiało, jak byłem pod (Grunwaldem-1410), (Monte Cassino-1944). Nawet bolszewicy po klęsce w 1920 roku, analizując przegraną stwierdzili, że z polskim patriotyzmem nie są w stanie podbić naszego kraju, bo nawet duża ilość kolaborantów nie zapewnia zniewolenia narodu. Jak to miało miejsce także podczas sowieckiej dominacji od 1944 aż do1989 roku. Na tym polega polski problem dla obcokrajowców, którzy nie są w stanie zrozumieć polskiej duszy i charakteru, ani polskiego przywiązania do polskich tradycji.

 

Dane techniczne o obrazach:

 

„Obrona Zbaraża” – 13 VII 1649, ol. pł. 87 x122 cm (1992) nr inw. 386

„Napad tatarów na Hrubieszów” – fragment, ol. pł. 63,5 x 92 cm (1994) nr inw. 447

„Zaporożcy i Tatarzy pod twierdzą Zamość” – 1648, ol. pł. 68 x 125 cm (1994) nr inw. 443

„W matni” – fragment, ol. pł. 42 x 47 cm (1988) nr inw. 296

„Atak Tatarów” – 1651, ol. pł. 33 x 55 cm (2003) nr inw. 652

„Bitwa pod Konstantynowem” – 9 VII 1648, ol. pł. 51 x 75 cm (1998) nr inw. 549  

 „Ogniem i mieczem”, 100x70cm – plakat do wystawy telewizyjnej w TVP Lublin

 

 

Reprodukcje i Zdjęcia: Zofia Bodes,

Wywiad: Marek Ambroży Kitliński

Opracowanie: Stanisław E. Bodes i Marek A. Kitliński




Czytaj również – (Galerie):

Stanisław Eugeniusz Bodes „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – część 34„Paryż” – 1871

Stanisław Eugeniusz Bodes „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – część 35 „Epila”–1809

Stanisław Eugeniusz Bodes „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – część 36 „Kair”  – 1798

itd. do pierwszego numeru

 

Wydania specjalne – (Galerie):

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – Wydanie specjalne cześć 7 – „Korpus Ochrony Pogranicza” –  Pamięci Kresów Wschodnich

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – Wydanie specjalne nr 8 „Lipsk – Bitwa Narodów” 16 – 19 X 1813 roku

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – Wydanie specjalne nr 9 – Jubileusz

Stanisław Eugeniusz Bodes „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – Wydanie specjalne nr 10 – „Wyprawy Krzyżowe”

itd. do pierwszego numeru