Stanisław Eugeniusz Bodes – Z cyklu „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – część 47 „Bitwa pod Szczekocinami”- 6 VI 1794

Różne są koleje losu poszczególnych ludzi, jak też całych narodów, ale zawsze dzieje mogą być wspólne dla danej społeczności. Kiedy tylko bohaterstwo nie zostaje zapomniane przez tchórzliwych ludzi, bo wtedy wychodzi na jaw ich podwójna moralność. Będziemy w tym wojennym odcinku wspominać o niezwykle bohaterskich kosynierach, którzy za brawurowy atak na armaty pod Racławicami zostali przez naczelnika powstania Tadeusza Kościuszkę wyróżnieni przemianowaniem na regiment „Grenadierów Krakowskich”, który wkrótce zasłynie na polu walki.

Reklamy

 

223 lata temu…

 

Jak przedstawia się sytuacja na froncie, mamy początek czerwca. Jak to się stało, że przeciwko powstańczej armii wystąpiły wspólnie wojska rosyjsko-pruskie?

 

            Zanim rozegra się bitwa, warto tytułem wstępu przedstawić warunki, która złożyły się na to, że przeciwko nam po drugiej stronie stanęły doświadczone i wyborowe pułki i bataliony dwóch zaborców, którzy przez następne 150 lat będą wspólnie napadać na Polskę. Przecież caryca Katarzyna II, to była niemiecka księżniczka. Więc nie należy się dziwić, że w tym momencie obie strony zwietrzyły znakomity interes zniszczenia wojska polskiego i podzielenia się naszym terytorium. Co też się stało po upadku powstania oraz kapitulacji resztek polskich oddziałów.

 

O jakich wojskach rozmawiamy w przeddzień bitwy, która będzie miała wielkie znaczenia podczas starcia?

                       

            Przed samą bitwą Tadeusz Kościuszko miał pod swoimi rozkazami 2200 piechoty, 2 tys. kawalerii, regiment 1920 kosynierów, 200 wolontariuszy i 12 armat, a kiedy 19 V połączył się z gen. mjr Adamem Grochowskim, to wojska powstańcze wzrosły w dwójnasób. Polacy po połączeniu mieli 10 tys. żołnierzy, 5 tys. chłopów i 33 działa. Była to siła wystarczająca, żeby pokusić się o starcie z gen. Fiodorem Denisowem, który posiadał 10 tys. bagnetów i szabel, lecz aż 70 armat. Mimo tej artyleryjskiej przewagi, kunszt naczelnika gwarantował nie tylko zatrzymanie rosyjskich wojsk, ale nawet zwycięstwo podobne do Racławickiego, ale dużo większe, bo i siły były liczniejsze.

 

Czy bitwa, która się zaraz rozpocznie będzie krwawa, czy skończy się ze znikomymi stratami dla dwóch, a raczej trzech stron, które wzięły udział?

 

            No, tak, biorąc pod uwagę siły stojące naprzeciw siebie, bez wątpienia walka pod Szczekocinami będzie kilkakrotnie większa, bardziej brzemienna w skutki i bardziej krwawa dla każdej z stron. Racławice, to było pierwsze zwycięstwo, bardziej propagandowe, które natchnęło nadzieją powstańcze wojska, które pokonały niewielki w końcu korpus gen. Tormasowa.

Pod Szczekocinami będziemy mieli wojska pruskie, które zadecydują o przebiegu bitwy. Król pruski Fryderyk Wilhelm II dysponować będzie 17 tys. piechoty i kawalerii. Razem z korpusem gen. Denisowa, Chruszczowa, Apraksina i Rachmaninowa, Polacy mają przeciwko sobie ponad 27 tys. nieprzyjacielskich żołnierzy i 134 armaty. Teraz przewaga wrogów jest tak duża, że Kościuszko, co powinien zrobić, to się wycofać, zebrać więcej żołnierzy i spróbować szczęścia gdzie indziej. To byłby właściwy ruch, który mógłby zagwarantować powodzenie. Lecz tak już jest w życiu, że postępujemy czasem wbrew rozsądkowi, intuicji, bo jest to jedyny sposób stoczenia bitwy.

 

Skąd się wzięli Prusacy, przecież powstanie wybuchło przeciwko obecności wojsk rosyjskich w Polsce?

 

            Już pisałem o tajnych rozmowach w sprawie zdławienia polskiego powstania i podzielenia się naszymi ziemiami. Gen. Józef Wodzicki w drodze z Krakowa widział maszerujących Pod Szczekociny Prusaków. Naczelnik T. Kościuszko jak się okazuje, dość naiwnie wierzył, że król pruski nie weźmie udziału w walce, że to tylko demonstracja, zwłaszcza, że Austria zachowała neutralność.           Jak się okaże, ten błąd będzie kosztował bardzo drogo. Można było, jeszcze był czas cofnąć się i poszukać nowego miejsca, bardziej dogodnego do stoczenia bitwy.

Mianowany dekretem Najwyższy Naczelnik Siły Zbrojnej Narodowej Tadeusz Kościuszko zdecydował się pozostać na dotychczasowych stanowiskach i stoczyć bitwę, wierząc, że w każdej chwili będzie mógł się oderwać od nieprzyjaciół. Było to bardzo ryzykowne posunięcie i być może największy błąd dowództwa polskiego, chociaż jak wiemy z historii, to nie ostatnia przegrana w powstaniu.

 

W jakim szyku stanęły wojska, czy wiadomo, jak się rozpoczęła walka, bo już na samym wstępie ponieśliśmy bolesną stratę?

 

            Według rozkazów naczelnika cała kawaleria zabezpieczała prawe skrzydło od strony wsi Hebdzie, aż po las. Kościuszko do przodu wysunął strzelców, którzy mieli razić ogniem nacierających wrogów. Naczelnik dowodził środkiem, a na lewo dowodzi gen. Mjr Adam Poniński. Wróg stanął do walki w taki sposób, że lewe skrzydło było rosyjskie Chruszczowa i Rachmaninowa, a najsilniejszy środek i prawe skrzydło trzymali Prusacy. Wojskiem dowodzą gen. Favrat, Elsner, ks. Eugeniusz. Wittemberski i Kleist. Oczywiście są wszelkie dane o bardziej dokładniejszym rozstawieniu wojsk, ale nie będziemy aż tak drobiazgowi, bo to nie czas i nie miejsce na tak szczegółowe analizy.

Ważne jest, że możemy rozmawiać i pokazać fragmenty rodzimej historii, która w ludowej tradycji ma ważnych przesłań i bohaterskich uczestników w pierwszym powstaniu narodowym. Do dnia dzisiejszego Racławice i Szczekociny zawsze będą wywoływać wśród mieszkańców wsi i osad żywe reakcje o przodkach, którzy zapisali piękną kartę w historii kraju Ojczystego. Będziemy ich pamiętać, a znane nazwiska wielu tych prostych ludzi i zarazem wielkich bohaterów pozostaną w naszej pamięci na zawsze.

 

Rozpoczyna się bitwa, czy Polacy wiedzieli o ponad dwukrotnej przewadze nieprzyjaciół i czterokrotnej w artylerii?

 

            Sadzę, że wywiad czy zwiad nie stanął na wysokości zadania i nie policzył nadchodzące wojska rosyjsko-pruskie. Ścigano gen. F. Denisowa, który gdyby był sam, pewnie zostałby pobity, a tutaj taka niespodzianka. Ponad 17 tys. żołnierzy pruskich całkowicie zmieniło obraz na polu walki?

Prusacy pierwsi rozpoczynają bitwę, ich działa zasypują polskie pozycje deszczem żelaza. Pierwsza polską ofiarą jest gen. J. Wodzicki, który przywiózł wieści o nadchodzących Prusakach. Generał został śmiertelnie trafiony pierwszą dosłownie kulą armatnią i w chwilę później już nie żył. Była to bardzo bolesna strata i śmierć bardzo zdolnego wysokiego rangą oficera.

Nieprzyjaciel wspierany ogniem swoich dział idzie śmiało do ataku. Prusacy gen. Favrata nie patrząc na straty, maszeruje w rytm werbli pod polskim ogniem. Jednak sytuacja staje się z minuty na minutę coraz bardziej trudniejsza, bardziej groźna, a przewaga wroga coraz bardziej widoczna.

Polacy rażeni ciągłym ogniem zaczynają się cofać i mimo determinacji nie dają rady. Szarżuje szwadronami Kawalerii Narodowej d-ca jazdy Eustachy Sanguszko, starając się powstrzymać postępy wroga.     Kościuszko nakazuje uderzyć drugiej linii. Płk Krzycki na czele regimentu Grenadierów Krakowskich szablą wskazuje cel. Rzucili się byli kosynierzy do ataku, jak pod Racławicami, tylko teraz bardziej uporządkowani, z większą dyscypliną i pod komendą chorążego, którym został najsławniejszy z nich Wojciech Bartos, teraz Głowacki. Rzucili się do przodu z wielkim krzykiem, dodając sobie w ten sposób animuszu. Obok nich atakują żołnierze regimentu Wodzickiego, którzy chcą pomścić śmierć swego dowódcy. Gwałtowny to był atak, pełen rozpaczy. Nikt nie patrzy na śmierć i rany towarzyszy. Prą do przodu, rąbiąc kosami, okrutne to musi być żniwo, skoro przerażeni Prusacy, podobnie jak Rosjanie pod Racławicami cofają się w panice.

 

Czy to znaczy, że zwycięstwo jest blisko, że jeszcze jeden wysiłek, a wróg rzuci się do ucieczki?

 

            Nie, oddziały pruskie cofają się w centrum, ale król Fryderyk Wilhelm II reorganizuje bataliony, podciągając nowe armaty i które powstrzymują polskie natarcie. Rusza do kontrataku kolejna masa najeżonych bagnetami regimentów wroga. Bitwa nabiera coraz większej zawziętości, ginie gen. Jan Grochowski, to bohaterski dowódca, którego opłakiwać będą żołnierze, ale na razie nie mają na to czasu. Pod naczelnikiem zabito konia, lecz poszła wieść, że zginął, co w jednych wywołuje przerażenie, gdy w innych tylko zwiększa wolę walki.

Bitwa staje się coraz krwawsza. Jednak naczelnik Tadeusz Kościuszko czuwa, jest w wielu miejscach, chce pokazać, że żyje i dowodzi. Spostrzegł w pewnym momencie, że Rosjanie nie nadążają za pruskimi batalionami. Rzuca, więc w powstałą lukę najbliższy batalion. Lecz po tamtej stronie też widzą niebezpieczeństwo. Wróg kieruje szwadrony jazdy, zamyka lukę i prze naprzód. Wydaje się, że impet nieprzyjaciół jest nie do zatrzymania.

Znów, więc kosynierzy, a właściwie grenadierzy krakowscy ze swoimi dowódcami rzucają się do ataku, kosy lśniąc w słońcu idą w ruch, budząc przerażenie wrogiej piechoty. Także jazda pruska czuje respekt przed tą zwykłą domową, ale jakże cudowną i skuteczną bronią w chłopskich rękach. Rany zadane kosami są przerażające, toteż huzarzy i Kozacy nie pchają się specjalnie.

 

Potrafisz wciągać człowieka w wir wydarzeń, ale to dobrze, bo każdy odcinek „Chwały” jest niepowtarzalny i zasługuje na pamięć, tak jak cała Twoja twórczość?

 

            Myślałem, że takie „dictum” wybije mnie z rytmu, ale opowieść o bitwie jest o wiele silniejsza. Polska kawaleria zaczyna się cofać, obawiając się oskrzydlenia. Cofa się także1batalion z regimentu Czapskiego. Ranni zostają gen. Grabowski i Poniński, a pod Kościuszką znów ubito konia. Jazda pruska pędzi w kierunku Rawki, bowiem chce wyjść na tyły powstańczej armii.

Odwrót staje się konieczny, trzeba za wszelką cenę wyprowadzić z boju jak najwięcej żołnierzy. Sanguszko jak tylko może ze swoją kawalerią osłania cofających się współbraci. Zdobywa sobie wdzięczność całego wojska, gdy ratuje rannego w nogę naczelnika spod szabel huzarów pruskich. To nasza bohaterska w tym dniu jazda powstrzymuje aż do wieczora ataki nieprzyjaciela, szarżując po kilka razy z rzędu.

Próbował szczęścia gen. Denisow pójść w pościg, ale dostał dobrą odprawę i już nie poszedł dalej. Zmrok powstrzymał mordercze walki. Na drugi dzień 7 VI Polacy stanęli w Małogoszczy, skąd wysłano raporty o klęsce Radzie Najwyższej Narodowej.

 

Jaki był bilans kilkugodzinnej bitwy i jakie są straty w ludziach?

 

            Okazuje się, że nie jest aż tak źle, ponad 27 tys. żołnierzy prusko-rosyjskiej armii po kilku godzinach walki powoduje, że   Polacy tracą ponad 1000 żołnierzy w zabitych i rannych. Nie wiemy nic o jeńcach, chyba tylko o rannych, których naliczono ponad 500 żołnierzy, stracono też 8 armat. Postanowiłem sprawdzić dokładniej i co się okazało?

Polacy ponieśli takie o to straty: 1250 poległych, 750 rannych, 500 jeńców i 17 dział. Jednak najboleśniejsze ofiary poniesiono wśród wyższych oficerów. Poległo dwóch generałów, Wodzicki i Grochowski, a także największa legenda wśród powstańców, bohaterski chłop z Rzędowic, mianowany po racławickiej bitwie 8 IV na stopień oficerski. To duma całego regimentu Grenadierów Krakowskich, niezapomniany Wojciech Bartos-Głowacki, którego śmiertelnie ranili, rąbiąc szablami huzarzy pruscy. już kilka razy malowałem bohaterskiego kosyniera w obrazach, a i teraz w bitwie pod Szczekocinami, kiedy ciężko rannego podtrzymują najbliżsi przyjaciele. Towarzysze boju nieśli na noszach swojego bohatera aż do Kielc i nie pozwolili go zostawić na pastwę Kozaków, którzy po bitwie gromadami włóczyli się po polu walki poszukując łupów i często dobijając polskich rannych.

Szczekociny, ale to cała właściwie bitwa jest symbolem wytrwałości żołnierzy powstania i ich postaw w obronie Ojczyzny. W pierwszym ogólnym powstaniu rodzi się dopiero poczucie pewnej solidarności wśród rodaków i niespotykana dotąd forma patriotyzmu, która będzie się rozwijała w latach następnych.

Muszę w tym miejscu przytoczyć pewien przykład niezwykłej ofiarności i samozaparcia sierżanta Franciszka Derysarza z regimentu gen. Wodzickiego, który mając urwane obie nogi, jeszcze dodawał ducha walczącym kolegom.

Co jest ciągle ważne, a chyba to, że trzeba było walczyć z dwoma przeciwnikami i na dwa fronty, a to zmieniło wszystkie wcześniejsze ustalenia i rozkazy. Rozpoczęliśmy wojnę z jednym wrogiem, a kończyliśmy walki z dwoma. Podobnie było we wrześniu 1939 roku. Wojnę rozpoczęły hitlerowskie Niemcy, które masakrowały polskie wojsko i naród w ramię z żołnierzami bolszewickiej Rosji.

 

Jak się potoczyły losy tych żołnierzy, którzy ocaleli? Czy zostali w nowych warunkach bardziej wytrzymali na trudy, bo przed nimi jeszcze są walki, które jak obrona Warszawy, przyniosą wiele satysfakcji z pokonania wojsk rosyjsko-pruskich.

 

            Kościuszko, jako naczelnik powstania zamierzał z dywizją gen. Mokronowskiego podjąć działania ofensywne za Wisłą i razem z korpusem gen. Zajączka zniszczyć oddziały rosyjskie Derfeldena idące na Warszawę. Jednak przyszły wieści, że 8 VI pod Chełmem wojska polskie poniosły klęskę. Skoncentrowane mimo wszystko siły powstańcze między Radomiem, Warką i Górą Puławską liczyły przeszło 20 tys. żołnierzy.

Teraz zamierzano uderzyć po kolei na korpusy nieprzyjacielskie, a także metodą walki partyzanckiej niszczyć drobniejsze oddziały wroga i drogi zaopatrzeniowe. Kościuszko wzywał wszystkich do walki, by wzorem Stefana Czarnieckiego z lat „Potopu szwedzkiego” urywać wroga w każdym miejscu. Okazja wkrótce nadarzyła się wyśmienita, gdy płk Jasiński zdobył Wilno i rebelia, a raczej insurekcja rozszerzyła się na całą Litwę i Żmudź.

Warszawa szykowała się do obrony, do której zmierzał T. Kościuszko, ale i nieprzyjaciel, którego miano zamiar wykrwawić pod murami stolicy.

 

Plany były dobre, jednak wiele niepomyślnych wiadomości psuło krew i powodowało mniejszy zapał do walki. Czy sądzisz podobnie?

 

            Plany strategiczne są zawsze świetne, kiedy można je realizować nawet w niesprzyjających warunkach, ale potrzeba do tego odpowiednich sił i środków. Także żołnierz inaczej się zachowuje, gdy jest potrzebny i doceniany. Dobrzy oficerowie są tylko wtedy, kiedy nawet w najgorszej sytuacji nigdy nie zawiodą swoich żołnierzy, bo inaczej ciężko z nich wymusić ofiarność na polu bitwy.

Jedną z najgorszych wiadomości była smutna wieść z Krakowa. Mianowicie wbrew rozkazom gen. Ignacy Wieniawski zdradziecko i bez jednego wystrzału poddał królewskie miasto wojskom Pruskim. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek natrafiłem na szczegółowe informacje o powodach i okolicznościach poddania miasta. Czy przypadkiem nie istnieje podejrzenie zdrady. Jak w takim razie działali lokalni patrioci i zarząd miasta. Gdzie było wojsko i milicja. Dlaczego nie reagowała ludność?       Już dnia 3 VII sąd polowy wydał wyrok skazujący gen. Wieniawskiego na degradację i karę śmierci, ale tylko „In effigie”, czyli wobec nieobecności skazanego. Zamiast zdrajcy powieszono jego portret, a tylko symbolicznie. Taka wiadomość załamała z pewnością wielu, także liczni ochotnicy musieli się wstrzymać z pójściem do wojska. Jednak najbardziej interesuje mnie sprawa poddania miasta i tutaj wiadomości są nadzwyczaj skąpe. Nie chce prowadzić własnego dochodzenia, bo czas nie po temu.

 

Co dalej, w najbliższym czasie dojdzie do oblężenia stolicy. Ale póki co, przedstaw ważniejsze fragmenty obrazu, który oglądamy?

 

            Na pierwszą część pytania nie będę rozwijał tematu, bo i tak wykroczyliśmy za daleko, opowiadając historię, która dotyczyć będzie innych wydarzeń. Bitwę pod Szczekocinami uważam za zakończoną. Warto tylko wspomnieć, że w obrazie przedstawiłem sytuację, kiedy powstańcy cofają się przed przewagą wrogich oddziałów. Widać w dali rosyjską piechotę, szarżujących Kozaków i huzarów pruskich. Na pierwszym planie widać kosynierów, a właściwie grenadierów krakowskich, którzy próbują ocalić Wojciecha Głowackiego, który jest śmiertelnie jak się okaże ranny.

Tak mniej więcej, mogły wyglądać ostatnie chwile bohaterskiego i najsławniejszego kosyniera spod Racławic, który doczekał się miejsca w historii i kilku pomników, a także umieszczenia w panoramie racławickiej, która pod koniec XIX wieku powstała we Lwowie, a dzisiaj tak pięknie wygląda we Wrocławiu. Właśnie o tym myślałem, malując obraz, który prezentujemy.

Wieści spod Szczekocin przygnębiły chłopów, którzy z taką ochotą stawali do walki. Jednak ci, co służyli w regimencie dotrwali w powstaniu, aż do kapitulacji wojsk. Jeszcze tylko mała wzmianka o stratach pruskich, które są dziwnie małe: 687 zabitych i 479 rannych, jak widać, jest to niewiele, zwłaszcza, że o stratach rosyjskich historia milczy.

 

Czy na koniec powiesz jakieś pozytywne przesłanie, lub chociaż słowa, by odcinek nie kończył się hiobowymi wieściami?

 

            Trudno w tej dramatycznej sytuacji pocieszać dobrymi wieściami, gdy z powstaniem jest coraz gorzej. Zaborcy wspólnie dążyli do likwidacji kiedyś potężnego państwa, przed którym drżeli widząc szarżujących ciężkozbrojnych rycerzy, czy husarię. Z tego strachu ponad 20 tysięcy ludzi pognali jednak śladem konfederatów barskich na Sybir i była to już druga zsyłka Polaków na tak daleką nieludzką ziemię, która w późniejszych latach stała się symbolem polskiej martyrologii oraz olbrzymiej hekatomby nieszczęść, często niewinnych ludzi.

Nawet teraz, gdy po niedalekiej klęsce insurekcji kościuszkowskiej wszyscy patrioci musieli uchodzić z kraju za granicę, a Rzeczypospolita zniknie na 12 lat z mapy Europy. Nastąpi trzeci rozbiór Polski, a tysiące żołnierzy i obywateli będzie szukało schronienia w krajach zachodnich, a najliczniej we Francji. Kiedy jednak gen. Bonaparte powoła legiony włoskie, którymi będzie dowodzić jeden z bohaterów powstania 1794 roku, którego wspomoże kilka tysięcy byłych żołnierzy polskich. Wydawało się wtenczas, że w „sprawie polskiej” nie wszystko jest skończone.

 

Galeria:

 

„Bitwa pod Szczekocinami”-6 VI 1794, ol.-pł. 69,5×112 cm, (1994) nr inw. 443

Szarża Brygady Kawalerii Narodowej”, ol.-pł. 66,5×121,5 cm, (1996) nr inw.479

„Nocny wypad pod Wilanowem”- VIII 1794, ol.-pł. 29,5×65 cm, (1999) nr inw. 558

 

***

 

Reprodukcje i zdjęcia:

Zofia Bodes

Wywiad: Marek Ambroży Kitliński

Opracowanie: Stanisław E. Bodes i Marek A. Kitliński




 

Zobacz też:

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – część 44 „Świecin – 1462”

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – część 45 „Trzciana – 1629”

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – część 46 „Domanice – 1831”

itd. do pierwszego numeru

 

Wydania specjalne – (Galerie):

Stanisław Eugeniusz Bodes „Chwała Bohaterom” – Wydanie Specjalne nr 12 – „Pobojowisko 1000-lecia

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Wydanie specjalne nr 13 – „Huta Pieniacka 2017”

„Stanisław Eugeniusz Bodes „Chwała Bohaterom” –Wydanie specjalne nr 14 – „Żółte Wody – Korsuń” – 1648

itd. do pierwszego numeru