Stanisław Eugeniusz Bodes – Z cyklu „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – Wydanie specjalne nr 4 – „Szarża Dywizjonu Policji Konnej z Warszawy pod Husynnem” – 24 IX 1939

Tym razem przeniesiemy się w bezpośrednie okolice naszego miasta, powiatu hrubieszowskiego, wieś Husynne, to tylko kilka kilometrów od miejsca, w którym rozmawiamy, ale za to wydarzenie powinno być znane w całym kraju. Jest to, bowiem starcie bez precedensu w całej wojnie 1939 roku i nigdy wcześniej nie nagłośnione. Dopiero dbający o prawdę historyczną i honor kawalerii polskiej malarz – batalista z Hrubieszowa wyciągnął z mroków zapomnienia. Szarżę niebywałą w historii z racji jeźdźców sprawiających pod koniec kampanii wrześniowej krwawą lekcję nacierającym nieprzyjaciołom ze wschodu, którzy tydzień wcześniej zdradziecko napadli na nasz kraj.

Reklamy

 

Stanisław Eugeniusz Bodes

Z cyklu „Chwała Bohaterom”

Dzieje Oręża Polskiego – wydanie specjalne nr 4:  

„Szarża Dywizjonu Policji Konnej z Warszawy pod Husynnem” – 24 IX 1939

– minęło 75 lat

 

Muszę już na samym początku zadać ważne pytanie, skąd się wzięła sama idea powstania obrazu, który jest inny od wszystkich bitewnych obrazów odsłaniające tajemnice wojny 1939 roku.

 

            W pierwszych latach XXI wieku natrafiłem na wzmianki o tym wydarzeniu, które rozpaliło moją wyobraźnię. Jak wiesz, moje credo twórcze jest nakierowane na przedstawienie w sztuce historii bez „białych plam”, a także poszukiwanie bohaterów, którzy zasługują na szczególną pamięć.

            Uznałem, że to ewenement w historii początków II wojny światowej, podobnie jak starcie na białą broń kawalerii polskiej i niemieckiej pod Krasnobrodem 23 IX 1939 roku.

            Gdy tylko dotarłem do pierwszych informacji o szarży szwadronu Policji Konnej z Warszawy niedaleko Hrubieszowa, (później okazało się, że był to dywizjon). Wiedziałem, że jest to temat idealny dla powstania niezwykłego przecież obrazu. Kto widział szarżujących granatowych policjantów w kaskach przypominających czasy napoleońskie, zwłaszcza, gdy zabłysły nad głowami wyciągnięte szable. Nic dziwnego, że na taki widok, najpierw setki, a potem kilka tysięcy sowieckiej piechoty wiało do tyłu, porzucając broń i sprzęt. Przedwojenni policjanci, to byli bardzo odważni, zdyscyplinowani o wysokim morale ludzie, którzy przez dwadzieścia lat czuwali nad wewnętrznym bezpieczeństwem państwa polskiego. (Zwłaszcza tu na wschodzie i dalej aż do granic państwa było to ważne). To właśnie oni w drugiej linii, (pierwsza KOP) tworzyli codzienną służbą poczucie bezpieczeństwa dla całej ludności polskiej pogranicza.

 

Jednak po II wojnie światowej oskarżano granatową policję o współpracę z okupantem, którą znamy z wielu filmów i literatury. Jaka więc była prawda? Warto przy tej okazji poznać, chociaż część historii Policji Państwowej, żeby właściwie ocenić jej wojenną przeszłość?

 

– Oczywiście, mogę długo przedstawiać dzieje tej formacji, jednak nie mamy tyle czasu. Wiem tylko jedno, że czerwona powojenna propaganda uczyniła z tych często bohaterskich ludzi, wrogów państwa polskiego, tak samo jak z żołnierzy Związku Walki Zbrojnej, a później z AK, NSZ i jak wielu innych ugrupowań, które walczyły za niepodległą Polskę. To właśnie „granatowi” polowali na wszystkich wrogów „Rzeczypospolitej”, tropiąc komunistyczne grupy dywersyjne, czerwonych agitatorów, sabotażystów i szpiegów z za wschodniej granicy, a także wszystkie lewackie zgraje, które czynnie wspierały wrogów narodu polskiego, starając się zamiast obrony Ojczyzny destabilizować jej system obronny, a potem witać z kwiatami wkraczające wojska sowieckie. Są na to rozliczne dowody i nie potrzeba specjalnych wysiłków, żeby dowiedzieć się jak wyglądała prawda tamtych lat.

            To za twardą i patriotyczną postawę, taką jak w walkach o Wilno, Grodno czy Lwów, tysiące policjantów zginęło na wschodzie nie w walce, ale zostało w niewoli zamordowanych, tak samo jak tysiące bohaterów w zielonych mundurach. Jest to dowód, że cała ohydna propaganda po wojnie miała na uwadze tylko jedno, zniszczyć za wszelką cenę legendę przedwojennej Policji Państwowej, tak samo jak później „żołnierzy podziemia”.

 

Kto w końcu przed Hrubieszowem stawił czoła nacierającym sowietom, którzy zdradziecko uderzyli ze wschodu uniemożliwiając polską obronę?

 

          Według najnowszych danych pod Husynnem stanęły do walki oddziały, które postaram się wymienić. Głównym bohaterem pokazanym w obrazie będzie nie szwadron, tylko dywizjon konny Policji Państwowej z Warszawy z siedzibą przy ul. Ciepłej (koszary). Szwadron zapasowy 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich ze Lwowa. Niewykluczone, podaję to za prof. R. Szawłowskim, że razem z ułanami przybył konno też jakiś oddział policji lwowskiej. Były to prawdopodobnie resztki kawalerii dywizyjnej 5 DP. Dołączył do tych jednostek Batalion Chemiczny, którego żołnierze mieli na wyposażeniu 30 moździerzy Stockes – Brandt, wz. 30, kal. 81 mm. Dotarła także na nasz teren bateria 17 PAL-u z Gniezna i nieznany batalion piechoty. To chyba wszyscy, którzy tworzyli niewielkie zgrupowanie, które postanowiło oprzeć się atakującym sowietom. Świadczy to dobitnie o wysokim morale polskich obrońców, którzy chcieli pokazać, że żołnierz i policjant II Rzeczypospolitej są do końca jej wiernymi reprezentantami.

 

Wszyscy znamy, przecież różne produkcje filmowe, gdzie występuje policja lub jej przedstawiciele, którzy zbyt negatywnie kreują ich wizerunek. Warto może wspomnieć i podać kilka przykładów?

 

– No widzisz, obdarowywano nas dość skrupulatnie takim wizerunkiem policjantów z lat wojny, który prawie nie różnił się swoją postawą od policji niemieckiej, a to wielka nieprawda. Ohydne pomówienia, które dla wielu nie miały znaczenia, ale dlatego, że po wojnie wiedza historyczna była bardzo słaba. Warto, zatem wymienić i przypomnieć dzisiaj kilka filmów i seriali, gdzie przedwojenny policjant (granatowy) przedstawiony jest z jak najgorszej strony. Może kiedyś doczekamy się filmu, który pokaże bohaterskich policjantów, którzy działali w konspiracji często całymi posterunkami na terenie kraju. Zacznijmy od filmów, gdzie policjant jest zły i obcy: „Zakazane piosenki”, „Polskie drogi” czy „Wyrok na Franciszka Kosa”, lub film „Akcja pod Arsenałem” i pewnie jeszcze w kilku innych filmach, bo obraz prawie się nie zmieniał, tak samo jak reżyserzy z czerwonym rodowodem.

            Ale kiedyś obejrzałem scenę w filmie, gdzie policjanci na widok uzbrojonych cywili oddawali broń, buty i inne przedmioty z ekwipunku, tak potrzebne partyzantom w lesie. To był jedyny pozytywny przykład policji z lat okupacji, jaki zapamiętałem, może są jeszcze w innych filmach dobre strony, ale nie pamiętam, w jakich, tak ich jest mało. Pragnę tylko przypomnieć, że z szeregów policji wywodzili się znakomici cichociemni tacy jak: „Ponury”, „Żmudzin” czy liczni bohaterowie powstania warszawskiego i wielu, wielu innych.

 

Co możemy jeszcze przytoczyć zanim dojdzie do bitwy?

 

– A to, że dzisiaj dysponuję wieloma zdjęciami przedwojennej policji, chociaż w tym przypadku najbardziej mnie cieszy, gdy natrafiam na materiały, które świadczą o wyglądzie oddziałów konnych. Jak wyglądały rzędy końskie, jakich używano siodeł, itd… Ważne są wszystkie szczegóły mundurów formacji konnych, jak noszono szable i karabiny, czy każdy policjant nosił z przodu na pasie pistolet, a na plecach karabin, a także jak wyglądały słynne kaski z grzebieniem i pióropuszem. Te i inne rzeczy są niezwykle ważne w mojej pracy, jeśli mają spełniać określone wartości i przedstawić prawdę, która jest dostępna dzisiaj, a także będzie w latach następnych. Dobrze, że nie mam już trudności z wyglądem mundurów i ekwipunkiem konnej policji.

 

Nadchodzi czas, gdy potrzeba podjąć decyzję, która będzie kosztować tak drogo, czy zdawano sobie sprawę z powagi sytuacji?

 

– Sądzę, że tak, wszyscy wiedzieli, co się stało 17 września i jakie są szanse na zwycięstwo, jednak obowiązek, to rzecz święta i nie podlegał żadnej dyskusji. Zresztą wydane rozkazy zamykały dalsze rozważania, bo to w obliczu wroga pachnie zdradą i grozi sądem polowym.

            24 IX 1939 roku (to była niedziela) i jak wspominał kpr. podchorąży Włodzimierz Rzeczycki d-ca konnego zwiadu, który dołączył do walczących i to właśnie jemu zawdzięczamy kilka urwanych wspomnień,

            Do walki dochodzi między godziną 16 – 17-tą, gdy ukryci Polacy w dwóch jarach dobrze zadrzewionych, skąd zwiadowcy wypatrzyli masy piechoty sowieckiej idącej od strony Strzyżowa i Rogalina. Wiedziano już od rana, że duże oddziały wroga otaczają pozycje polskie z dwóch stron żądając poddania się. Odpowiedzi polskiej nie było, za to strzelały moździerze Baonu Chemicznego, prowadziła także ogień zaporowy na skrzydle bateria 17 PAL-u uniemożliwiając zamknięcie okrążenia polskich oddziałów. Wola walki wśród Polaków była bardzo silna, może dlatego, że wróg był taki okrutny, a swoje szlaki znaczył zbrodniami.

 

Jest dosyć późno, co może się wydarzyć, ponieważ bitwa tak naprawdę się rozpocznie, gdy padnie rozkaz do szarży?

 

            No właśnie, przed samą godz. 16-tą dotarł rozkaz przeprowadzenia szarży na lewym skrzydle. Wielka szkoda i nieodżałowana strata, że nie mogę w tym momencie podać nazwisk, chociaż oficerów Policji czy ułanów, którzy ruszają do szarży.

            Atak rozpoczyna w szyku rozwiniętym dywizjon Państwowej Policji Konnej z Warszawy i resztki szwadronu policji ze Lwowa. W drugiej linii w odległości 200 metrów za dywizjonem policji warszawskiej postępuje szwadron zapasowy 14 P. Ułanów Jałowieckich. Do szarży dołączają inni kawalerzyści, każdy chce się zasłużyć (to polska przypadłość) często krytykowana przez różnych tchórzy, którzy nigdy nie zdobyliby się na podobny wyczyn.

            Na dźwięk trąbki kilkuset konnych ruszyło galopem i gdy po kilkudziesięciu metrach zabłysły szable nad głowami, a w niebo wzbił się znany od dawna polski okrzyk „hurra”! Wydawało się świadkom szarży, że to starodawna polska jazda spod Kircholmu, Wiednia czy Grochowa runęła na wroga.

            Z opowieści nielicznych możemy się domyślać, że konie gnały do przodu jak wicher, czując, że od ich szybkości zależy powodzenie ataku i mniej strat, bo ranny koń wojskowy przedstawia może bardziej przykry widok niż człowiek, zwłaszcza, że konie cierpią głośniej niż ludzie.

 

Co na to nieprzyjaciel, który niczym szarańcza wylewał się z naprędce ze zbudowanych mostów na Bugu i parł do przodu?

 

– Naszych od wroga dzieliła odległość około 400 – 500 metrów. Wszędzie, jak okiem sięgnąć, setki buro – popielatych żołnierzy szło tyralierami szeroko rozrzuconymi, żeby jak najwięcej podeptać polskiej ziemi.

            Na widok nietypowej kawalerii atakującej w pełnym galopie zamiast podjąć walkę po pierwszych strzałach piechota nieprzyjaciela rzuciła się do panicznej ucieczki. Porzucając broń, gromady przestraszonych śmiertelnie sołdatów nie zważając na krzyki oficerów wiało do tyłu.

            Pierwsze szeregi szarżujących granatowych policjantów czy pojedynczy jeźdźcy dopadli uciekinierów, błysnęły w słońcu szable, które z przerażającą szybkością spadały na sowieckie karki i plecy. Niektórzy próbowali zasłaniać się swoimi Mosinami, lecz jeszcze szybciej ginęli. Po paru minutach dziesiątki nieprzyjacielskich trupów zaścieliły pola, reszta wrogów rwała na wszystkie strony, byle tylko ujść polskim szablom, bo przecież za policjantami szarżował szwadron zapasowy Jazłowieckich Żółtych Ułanów z 14 Pułku i trochę różnej kawalerii, którzy do szarży zgłosili się na ochotnika.      

 

Renoma tego miejsca pozostała długo w ukryciu, czemu nie należy się dziwić, bo takie mieliśmy czasy zakłamania i dobrze, że mamy je za sobą?

 

– Zróbmy z tych pól sławne przesłanie, bo drugiego takiego pobojowiska nie ma w Polsce. Kropla wyobraźni powinna zainspirować niektóre władze samorządowe, a zwłaszcza środowisko policjantów, na których spoczywa obowiązek zachowania w pamięci wydarzeń na tym terenie. Tak naprawdę nie potrzeba wiele, żeby dać świadectwo ciągłości historycznej, która przysporzy także sławy współczesnym.

            Początki już zrobiłem, powstał na 90-lecie Policji niewielki obraz „Zapomniana szarża Policji”. Jest szkic wielkiego obrazu, który pokazuje zwycięską szarżę Policji i ułanów. Wystarczy pomóc przy powstaniu obrazu, można wydać medal, plakat i specjalne zaproszenia, które nadadzą odpowiednią rangę bohaterom, którzy tak blisko nas zapisali piękną polską kartę, a która przez dziesiątki lat była ciemną plamą w naszej pamięci. Warto odszukać miejsca pochówku poległych w szarży policjantów i ułanów. Jak mogłoby być dumnie i wspaniale, gdyby przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie umieszczono na tablicy napis – „Husynne 24 IX1939”.

 

Pięknie to ująłeś, jak zresztą liczne wydarzenia z historii, które od dawna odsłaniasz dla nas wszystkich. Co może być piękniejszego w umyśle ludzi, gdy potrzeba przedstawić bohaterskie dokonania przodków, którzy ginęli za naszą wolność. Tego nie da się porównać z żadną inną działalnością artystyczną.

 

–  Warto włożyć sporo wysiłku, żeby pamięć o dawnych czasach nie zaginęła, nawet, gdy otaczają Cię ludzie nieprzyjaźni, zawistni czy małego serca. Nie należy tym się przejmować, owa jak twierdzę „nieuczciwość” wyjdzie w końcu na światło dzienne.

            Ważne jest w tym przypadku to, że wróg widząc tak umundurowaną kawalerię oniemiał, myśląc, że ma do czynienia z jakimś specjalnym oddziałem wojska polskiego. Grozy dodawały błyszczące kaski, ze srebrnymi orłami i srebrzyste podpinki z łuski, okucia daszków, a na dodatek grzebienie na kaskach z końskiego włosia, które przypominały karabinierów napoleońskich. Także mundury i dodatki na nich podkreślały inność wśród kawaleryjskich jednostek wojskowych. Całość dywizjonu wyglądała imponująco i budziła trwogę wśród ruskich piechurów.

            Rąbano i cięto tych żołnierzy na wyścigi, wiedząc, że mordują polskich jeńców i bezbronną ludność, a także za zdradziecką napaść bez wypowiedzenia wojny, jak robią to tylko dzikie narody. Także pędzący w drugiej linii ułani mieli pełne ręce roboty z tymi, którzy ocaleli spod szabel dywizjonu policji. Pełno po rowach było tych przerażonych żołnierzy, którzy nie stawiali oporu, jedynie tam gdzie oficerowie byli w stanie zmusić ludzi do walki. Po chwili i oni także ratowali życie.

 

Jak długo mogła trwać szarża i jak daleko?

 

– Nie wiem jak długo, chociaż z drugiej strony łatwo jest obliczyć jazdę galopem bez przerwy. W tym przypadku próbowano uganiać się za grupami walczącej i uciekającej piechoty. Musiano minąć Strzyżów, a może Hrebenne i Rogalin, skąd wypędzono nieprzyjaciół. Niedługo trwała radość ze zwycięstwa, zresztą nie było czasu, bo bitwa się jeszcze nie skończyła. Szarża jednak zrobiła swoje i każdy odczuwał podobną satysfakcję, wiedząc, że w dramatycznym wrześniu, gdy prawie cały kraj zalały armie niemieckie, a od wschodu szła olbrzymia masa sowieckich wojsk dyszących zemstą za 1920 rok, którzy otrzymali przecież wyraźne rozkazy, niszczyć, zabijać, gwałcić, palić i rabować wszystko, co należy do Polaków.

 

To jednak nie jest koniec tragedii, która jeszcze się wydarzy, dowiemy się w końcu o faktach, które rozegrały się na tym terenie?

 

– Jak widzisz, dość długo trzymano w tajemnicy całe tragiczne wydarzenie, ale świadom potęgi historii, zawsze powtarzam, że przychodzi taki dzień, gdy dowiadujemy się prawdy.

            Szarżujący dywizjon Policji Konnej zaczyna wstrzymywać konie przechodząc z galopu w kłus, bo oto w odległości zaledwie kilkuset metrów ujrzano dziesiątki czołgów wyjeżdżających z lasów, które od razu zaczynają strzelać z armat i k.m. Kawaleria zatrzymuje się, gdy dostaje ogień z przodu. Powstaje wielkie zamieszanie wśród gęsto rozrywających się pocisków. Rozlega się przeraźliwy kwik rannych i zabijanych koni, głosy oficerów nakazujących „zawracać!” Następuje pośpieszny odwrót, byle tylko wyjść spod tego piekielnego ognia. Coraz więcej granatowych i zielonych ciał leży na polu, a liczne konie bez jeźdźców mówią o stratach, których wciąż przybywa.

            Przemieszani kawalerzyści z dwóch rzutów galopują w odwrotnym kierunku, tam gdzie szarża się rozpoczęła. To nie jest koniec nieszczęść, inne czołgi sowieckie na skrzydłach zamknęły pierścień okrążenia rozjeżdżając gąsienicami polską piechotę i armaty 17 PAL-u.

            Niewielkie zgrupowanie polskie, które podjęło walkę chcąc wyrzucić wroga za Bug, musi się poddać. Osnute tajemnicą są warunki poddania czy kapitulacji. Nie ma dowodów, na jakich zasadach żołnierze i policjanci trafili do niewoli. Żadne dokumenty nie istnieją, nikt nie mówi o stratach. Od niedawna wiadomo, że czerwonoarmiści wziętych do niewoli policjantów nie traktowali jako jeńców wojennych, wielu zabijając na miejscu.

 

Co się wydarzyło po zakończeniu walki, przecież nasze społeczeństwo nic nie wie o tych dramatycznych wypadkach? Jakie konsekwencje ponieśli obrońcy państwa polskiego w bitwie z sowietami?

 

– Na cmentarzu w Rogalinie znajduje się zachowana do dnia dzisiejszego mogiła 25 bezimiennych Polaków poległych podczas szarży i odwrotu. Prędzej się zgodzę z opinią, że w tej mogile spoczywają ranni i jeńcy, których zaraz zamordowano po ustaniu walki. Dokonali tego rozwścieczeni oficerowie i żołnierze armii czerwonej za straty i upokorzenie, jakie zadali im szarżujący policjanci i ułani polscy. Wiemy, że w ataku konnym zginęło około 140 naszych bohaterów. Więc na cmentarzu nie leżą polegli w szarży. To gdzie są ich kości? Wielka szkoda, że nie mogę tych bohaterskich ludzi przedstawić z imienia i nazwiska. Zasługują bowiem na wieczną pamięć i na chwałę ich rodzin.

 

Co można zrobić, żeby przypomnieć współczesnym Polakom o swoich obrońcach, którzy zostawili swoje rodziny i poszli wypełnić obowiązek względem Ojczyzny wobec przeważających sił wroga i w beznadziejnym momencie kończącej się wojny obronnej 1939 roku?

 

– Wszystko możemy, tylko musi być wola takiego uczynku ze strony władz i instytucji resortowych, które będą zainteresowane zatrzymaniem w pamięci tych wydarzeń.

            Dzisiaj możemy stwierdzić, że prawie wszyscy policjanci konni i piesi, którzy wzięli udział w walkach ze wschodnim okupantem zostali rozstrzelani w Miednoje. Także tam zwożono wszystkich żołnierzy żandarmerii wojskowej. Nie udało mi się natrafić na ślad podoficera żandarmerii z Kowla sierż. Józefa Maja, ale jest jego zdjęcie, to dziadek mojej żony, który po ogłoszonej mobilizacji i wybuchu wojny nigdy już nie wrócił do rodzinnego domu, gdzie czekała żona z trójką dzieci.

 

Wiem, że nie tak dawno wziąłeś udział w ogólnopolskiej imprezie, gdzie jako jedyny wśród artystów pokazałeś obraz o wydarzeniu, które omawiamy. Jeśli możesz, to przybliż nam te wyjątkowe dla Policji współczesnej i artystyczne fakty?

 

– Przed kilku laty w 2009 roku otrzymałem z Komendy Głównej Policji w Warszawie z okazji 90-lecia Policji zaproszenie do wzięcia udziału w ogólnopolskim konkursie. Oczywiście miałem na uwadze tylko jeden pomysł, jak przypomnieć o wydarzeniu najsławniejszym w historii Policji, tym bardziej, że stało się to w odległości kilku km od naszego miasta. Namalowałem obraz „Zapomniana szarża Policji – Husynne 1939”. Obraz podarowałem organizatorom, a dochód z jego sprzedaży został przeznaczony na rzecz „Fundacji Pomocy Wdowom i Sierotom Po Poległych Policjantach”.

            Wernisaż odbył się w Warszawie w Muzeum im. X. Dunikowskiego (pałacyk – Stara Królikarnia), wydano katalog ze wszystkimi pracami artystów, którzy nadesłali swoje dzieła, otrzymałem pismo z podziękowaniem od komendanta Głównego Policji, certyfikat dobroczynności i podziękowanie od Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”, które podpisała przewodnicząca i znana wszystkim Beata Tyszkiewicz. Dzisiaj dysponuję szkicem przyszłej szarży, którą można zacząć malować w każdej chwili i w bardziej okazałym formacie. Sam obraz będzie można zaliczyć do rodziny białych kruków, bowiem w historii II wojny światowej nie ma o tym mowy, tym bardziej w sztuce, która w ubiegłym wieku dość często przedstawiała najważniejsze wydarzenia, ale nie z walk na wschodzie, nie wiem czy ze wstydu, czy ze strachu.

 

Dziękuję Ci za kolejny wspaniały wykład polskiego patriotyzmu i przypomnienia historii szarży, która odbyła się tylko raz i tak blisko nas, a kości tych bohaterów spoczywają nadal w nieoznaczonym miejscu bitwy. Musimy zadbać także o honor tych ludzi, podając, z jakiego powodu i w jakich dramatycznych okolicznościach zginęli.

 

– Ja również, dziękuję!

 

Z okazji kolejnej rocznicy ciągle mówimy o „ciosie w plecy”. Dobrze, że dzisiaj możemy słuchać, czytać i oglądać programy, które odsłaniają skrywane tajemnice ogromu nieszczęść ludności polskiej na wschodnich terenach w latach 1939 – 1941. Dzięki temu, działania zewnętrznych wrogów i miejscowych pomocników stają się bardziej znane z licznych publikacji i programów, a także więcej ludzi stara się nam pomóc w dojściu do dokumentów, co jest niezwykle istotne dla prawdy.

 

W prezentowanej galerii zobaczymy:

 

„Szarża Dywizjonu Policji Konnej z Warszawy pod Husynnem” – 24 IX 1939

  Szkic główny i rysunki

„Zapomniana szarża policji” – 1939, ol. – pł. 80×60 cm (2009) nr inw. 706

 

 

Zdjęcia:

Zofia i Stanisław Bodes

Wywiad:

Marek Ambroży Kitliński

Opracowanie:

Marek A. Kitliński i Stanisław E. Bodes



Czytaj również – (Galerie):

Wydania specjalne:

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom – Dzieje Oręża Polskiego” – Wydanie specjalne nr 1 – „Hrubieszów 1433 – 1863”

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom – Dzieje Oręża Polskiego” – Wydanie specjalne nr 2 – „Powstanie Styczniowe 1863 – 1864”

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – Wydanie specjalne nr 3 – „Ksiądz Stanisław Brzóska – Bohater Powstania Styczniowego” 


oraz np.:

Stanisław Eugeniusz Bodes – Z cyklu „Chwała Bohaterom” – Dzieje Oręża Polskiego – cześć 14: „Krasnobród – 1939”