Studniówka – niezapomniana noc 6 I 2007

Trudno uwierzyć, że jest już za nami najbardziej prestiżowy bal lat szkolnych. Najważniejsze jest jednak to, że był niesamowity!

Reklamy

Kilka miesięcy przygotowań, a w ostatnim okresie gorączkowe próby poloneza oraz kabaretu. Przychodząc we wrześniu do szkoły i rozpoczynając trzecią klasę krążyła wokół nas myśl o tej właśnie imprezie. Im bliżej do finałowego dnia, tym częściej rozmawiano, dyskutowano oraz zastanawiano się nad tym jak to będzie wszystko wyglądało. Na pewno każdy skrycie bądź i nie oczekiwał, że ten dzień, a gwoli ścisłości noc, będzie najwspanialszą w jego życiu, a przynajmniej jedną z ważniejszych.

Ale od początku… Termin studniówki Staszica wyznaczono na pierwszą sobotę stycznia, chwilę od rozpoczęcia się karnawału. Na miejsce, w którym odbywa się bal wybrano tradycyjnie już halę HOSiR. Spekulowano na ten temat i negowano ten pomysł ze względu na słabą akustykę i przede wszystkim chłód, który co roku martwił uczestniczących w balu, jednak w roku bieżącym pogoda spłatała nam figla, jednak o bardzo przyjemnych skutkach i w hali było naprawdę ciepło, czasem nawet aż za bardzo.

Impreza miała się rozpocząć o godzinie 18.00, jednak jak to zwykle w takich przypadkach bywa – nie obyło się bez lekkiego poślizgu w czasie. Nie jestem jednak w stanie powiedzieć, o której wszystko się zaczęło, ponieważ ze zdenerwowania i lekkiej tremy nawet nie pomyślałam, aby spojrzeć na zegarek.

Największe nerwy towarzyszyły osobom, które uczestniczyły w obowiązkowym punkcie każdej studniówki tj. polonezie. Trzeba wspomnieć, że wiele ich to kosztowało… A ile strachu się najedli… Chodziły pogłoski, że w tym roku polonez się wyjątkowo nie uda, ponieważ tancerze mają trudności z opanowaniem figur – choć p. Temporowicz bardzo chwaliła ich zdolności szybkiego chwytania kroków. Trema i galowe stroje, a przede wszystkim ambicja sprawiły, że wszyscy się sprężyli, zawzięli i znakomicie wykonali owy taniec. Przyznam się, że patrząc na kolegów i koleżanki z klasy podczas poloneza zakręciła mi się łezka w oku i byłam bardzo z nich dumna. Po prostu wyglądało to rewelacyjnie, mimo małych potyczek, które zauważyli tylko wścibscy i nieżyczliwi.

Przed i po polonezie wygłaszano oczywiście mowy. Dyrekcja, zaproszeni goście życzyli oczywiście wszystkim znakomitej zabawy, a już niedługo zdanej pomyślnie matury.

Przyszedł później czas na walca w wykonaniu par mieszanych tj. nauczyciel – uczeń. A także część artystyczna, w której miałam zaszczyt się udzielać. To tutaj obawiano się najbardziej tej wyjątkowo kiepskiej akustyki, jednakże i to poszło również lepiej niż się spodziewano. Głosy w sprawie kabaretu są różne, przeważają jednak opinie pozytywne – chwalona jest szczególnie scena w wykonaniu Pawła Zająca, Agnieszki Korczyńskiej oraz Mateusza Kulczyckiego. Nagrodzono ich największymi brawami i słusznie! Oczywiście nie można powiedzieć, że reszta kabaretu była zła, po prostu ta scena nazwana "muzyczną opowieścią" została zapamiętana najlepiej. Konwencja kabaretu została oparta o postać Romana Giertycha, który to jak wiadomo jest bardzo lubiany przez wszystkich uczniów… Nie zabrakło też scenek typowych, związanych z poszczególnymi nauczycielami, przeplatanych piosenkami – także kabaretowymi.

Po części artystycznej zasiedliśmy do stołów i ze smakiem zjedliśmy przygotowane przez obsługującą imprezę restaurację jedzenie. Następnie poproszono klasy do zdjęć grupowych i pojedynczych.

Tuż po godzinie 23.00 zaczęła się właściwa część studniówki, czyli dyskoteka. Zespół Contrast rozsądnie dobierał piosenki, panowie zaprezentowali bardzo ciekawy repertuar – warto powiedzieć, że gdy grali, nikt nie siedział przy stole. Wszystkie nogi rwały się do tańca!

Zabawa skończyła się tuż po 5.00 nad ranem, kiedy to zagrano ostatnią piosenkę, bodajże "Nie płacz Ewka" – Perfektu. Z żalem schodziliśmy z parkietu, wprawdzie z lekkim jeszcze wówczas bólem stóp – ten miał nasilić się dopiero po południu, albo dziś – ale na pewno zadowoleni!

Szczerze ze swojej strony przyznam, że studniówka okazała się jeszcze fajniejszą imprezą niż się zapowiadała. A co chyba najważniejsze, to pozytywne opinie największych sceptyków sprzed balu. Wśród nauczycieli panują także dobre nastroje. Niektórzy z nich pokusili się o porównanie do swojej własnej studniówki sprzed paru lat i twierdzili, że była równie udana.

Usłyszałam także opinię, że datę 6 I 2007 wpisać należy do kalendarza najbardziej udanych w życiu dni, które teraz i za kilka lat wspominane będą z łezką w oku.

Nieśka

zdjęcia – Koziołek

zobacz zdjęcia >>