Szlachetna Paczka w oczach młodej wolontariuszki z rejonu Hrubieszów Południe czyli Szlachetna Paczka od kuchni

10 i 11 grudnia bieżącego roku zapewne na długo pozostaną w pamięci wolontariuszy Szlachetnej Paczki. W tym czasie odbył się już XVI z kolei finał owego projektu, na którym wszyscy wolontariusze dali z siebie nie 100, ale nawet 200% swoich możliwości. Wszystko po to, aby każda rodzina włączona do „Paczki” w odpowiednim czasie uzyskała pomoc.

Reklamy

 

Jako wolontariusz – nowicjusz, działający w oddziale Hrubieszów Południe, początkowo sceptycznie podchodziłam do całej inicjatywy. Słysząc hasła – mądra pomoc, idee, spotkania z rodzinami – tak naprawdę nie wierzyłam w to, że zwykła paczka może zmienić życie jakiejkolwiek osoby. Miałam raczej myślenie statycznego Polaka – z paczki korzystają ludzie, którzy w szybki sposób chcą dostać coś na co inni muszą pracować latami. Jednak z biegiem czasu zrozumiałam, że się myliłam.

Początek projektu wspominam dosyć chaotycznie. Dowiedziałam się, iż jako wolontariusze będziemy jeździć do rodzin i przeprowadzać „wywiady środowiskowe”, a później decydować, czy dana rodzina kwalifikuje się do projektu, czy nie. Pierwsza myśl – nie dam rady, jednak zaraz cały mój niepokój zredukowała Gosia – liderka zespołu. Dodała nam otuchy, utwierdziła w przekonaniu, że skoro jesteśmy tu, gdzie jesteśmy i w czasach kiedy wszyscy są zabiegani znajdujemy czas dla innych to znak, że stać nas na wszystko.

Jako wolontariusz pomocniczy odwiedziłam cztery rodziny. Wybierając się do pierwszej z nich miałam mieszane uczucia – nie wiedziałam czego się spodziewać, jak to wszystko będzie wyglądać . Mój niepokój zauważyła Weronika – wytłumaczyła mi całą procedurę i wyjaśniła wszelkie niejasności. Zaczęłam czuć, że wszystko będzie dobrze – dostrzegłam, że rzeczywiście musi być „coś” w tym projekcie, skoro doświadczeni wolontariusze wracają z roku na rok z jeszcze większą chęcią do działania i z przyjemnością dzielą się tym z innymi.

Po odwiedzeniu wszystkich rodzin przez wolontariuszy, 19 listopada została otwarta baza rodzin. Na głównej stronie „Paczki”(link) zaczęły widnieć wszystkie opisy rodzin z każdego rejonu. Oczywiście liderzy rejonów i wolontariusze nie spoczęli na laurach. Rozpoczęła się walka o darczyńców poprzez promowanie inicjatywy. W naszym rejonie (Hrubieszów Południe) miały miejsce dwie akcje promocyjne opisywane wcześniej na stronie: parada i event.

Magazyn naszego rejonu znajdował się w budynku Państwowej Straży Pożarnej w Hrubieszowie. Po uprzednim wysprzątaniu magazynu wszystko poszło dosyć sprawnie. W sobotę przyjeżdżali do nas darczyńcy i zostawiali paczki w magazynie. Około 23:00 odwiedził nas tir z krakowskiego magazynu, który również przywiózł paczki dla rodzin. Wolontariusze zmotywowali swoich znajomych, aby pomogli w rozpakowaniu tira. Finalnie cały tir został rozładowany w 21 minut.

Pierwszą rodziną, którą odwiedziłam z paczką była matka z synem. Matka – kobieta około 60-70 lat, już od progu witała nas ze łzami w oczach, ale również z wielką radością. Kiedy weszłyśmy do pokoju, zauważyłam siedzącego na wózku inwalidzkim mężczyznę w średnim wieku. Jego ciało było dosyć wychudzone. Kiedy nas zauważył – zaczął płakać. Mężczyzna nie mógł wydusić z siebie słowa, próbował na migi, ale niestety nie rozumiałyśmy co chce nam przekazać. Kobieta opowiedziała historię mężczyzny, mówiła, że miał żonę, dzieci, dobrą pracę. Jednak pewnego dnia mężczyzna uległ wypadkowi, spadł z wysokości – pech chciał, iż upadł na głowę, a w mózgu przerwał mu się nerw odpowiedzialny za poruszanie się i komunikację. Od tego czasu syn ma podwójne widzenie, nie ma czucia w nogach, a jego dusza wręcz uwięziona jest w jego ciele. Żeby tego było mało, okazało się, iż żona wraz z dziećmi zostawili go po wypadku, zawieźli go do matki, która po dziś dzień się nim opiekuje. W głębi duszy zadałam sobie pytanie jakim cudem kobieta radzi sobie z tą sytuacją i ma siłę żeby każdego dnia stawiać czoła problemom. Matka, jakby czytając mi w myślach, rzekła, że jedyne co jej pozostało to zaufanie Bogu. Opowiadała o swojej wierze, o tym że czyta swojemu synowi Biblię, a ten zapytany o to czy to lubi, potwierdził to z uśmiechem kiwając głową. Moment w którym wypakowywaliśmy paczki był bardzo wzruszający. Pomimo tego, że kobieta dostała pralkę, czy odkurzacz najbardziej ucieszyła się z otrzymania Starego i Nowego Testamentu napisanego grubą czcionką. Kobieta ze wzruszenia nie mogła wydusić słowa, jedyne co zrobiła, to przytuliła nas w ogromnym podziękowaniu.

W drugim domu, jaki odwiedziłyśmy z Kasią, mieszkała dosyć biedna, wielodzietna rodzina. Widać było, że naprawdę starają się robić wszystko, aby żyć po ludzku. Z każdym prezentem wzruszenie rodziny wchodziło na coraz to wyższy poziom. Z całego wypakowywania prezentów, oprócz ogromnej radości dzieci, zapamiętałam jednak jedną scenę. Matka, kobieta widać, że o dobrym sercu, dostała wielką patelnię – ucieszyła się, a jej mąż wyjaśnił, że wreszcie będą mogli zjeść obiad pełną rodziną, a nie „na raty”. Kiedy jednak kobieta otworzyła upominek dla siebie i cieszyła się radością dziecka, to i we mnie coś pękło. Matka stała przed książką kucharską i płakała, mówiąc, iż to było jej marzenie. Byłam w szoku, że rzecz, którą można kupić w każdej księgarni za przysłowiowe grosze, dla kogoś może być szczytem pragnień. To sprawiło, że zrozumiałam, iż to co dla nas może wydawać się błahostką, zwykłą pomocą naprawdę może wywołać szczęście u innych, nadzieję na lepsze jutro oraz powrócić wiarę w ludzi, a przede wszystkim w to, że zawsze znajdzie się wyjście z każdej sytuacji.

Pomimo tego, iż wszystkie rodziny dostały paczki, została jedna, w której darczyńca okazał się nieodpowiedzialną osobą. Początkowo upierał się, że zrobi paczkę, jednak później przestał odbierać telefon i niestety nie ma z nim żadnego kontaktu. Jednak wolontariusze nie poddali się i rozpoczęli akcję zbierania żywności oraz środków czystości. Jestem pewna, że i to przedsięwzięcie zakończy się sukcesem.

Jako wolontariuszka jestem dumna z tego, że poznałam tyle wspaniałych, kreatywnych osób, które bezinteresownie chcą pomagać innym. Cieszy mnie to, iż w naszym rejonie działało aż 22 wolontariuszy, którzy odwiedzili łącznie 132 rodziny i podążając za ideałami z rozsądkiem postawili na jakość, a nie ilość i włączyli do projektu tylko 54 rodziny, które rzeczywiście zasługiwały na pomoc.

Zachęcam wszystkich do zgłoszenia się do wolontariatu Szlachetnej Paczki w następnej edycji, gdyż naprawdę warto! Gratyfikacja, jaką uzyskuje się po odwiedzeniu rodzin jest nie do opisania i naprawdę jeszcze bardziej motywuje do dalszych działań.


Karolina Hołdaś

Wolontariuszka Szlachetnej Paczki w Rejonie Hrubieszów Południe