W jaki sposób przedsiębiorstwa wodociągowe okradają Cię prosto z Twojego portfela?

Hrubieszów Wyobraźmy sobie, że za 6 miesięcy – w lipcu 2009 roku – wszystkie przedsiębiorstwa wodociągowe w kraju podnoszą ceny wody o 30%! Cena ścieków podwyższona zostaje o podobny procent.

Reklamy

i>Szanowni Państwo!

Przesyłam Wam bardzo ciekawy artykuł na temat „nie znanego” w Polsce zjawiska – w załączeniu. Proszę wykorzystać sobie go do publikacji – przerobić go lub zmienić – to zależy juz od Państwa woli. Niniejszym zrzekam się praw autorskich.

Pozdrawiam Bardzo Serdecznie
Kazimierz Skalski

***

W jaki sposób przedsiębiorstwa wodociągowe okradają Cię prosto z Twojego portfela?

Wyobraźmy sobie, że za 6 miesięcy – w lipcu 2009 roku – wszystkie przedsiębiorstwa wodociągowe w kraju podnoszą ceny wody o 30%! Cena ścieków podwyższona zostaje o podobny procent. Prawdopodobnie nie wiesz o tym, że większość przedsiębiorstw wodociągowych jest własnością samorządów. Radni, których ty wybrałeś w swoim regionie Polski i których opłacasz ze swoich podatków zgadzają się na te podwyżki. Żadna partia polityczna nie komentuje tej sytuacji. Wszyscy milcząco przystają na zaproponowane przez monopolistów podwyżki.
Czy podany tu przykład daleki jest od rzeczywistości? Otóż nie. W 2008 roku odbyła się podobna podwyżka cen wody w mieście stołecznym Warszawa. Wśród radnych nie było protestujących…

Tradycyjny błędny schemat postępowania
Niedouczone zarządy firm wodociągowych w kraju stawiają sobie za główny cel modernizację majątku firmy. Zabiegają o dofinansowanie ze środków Unii Europejskiej. Realizują inwestycje za dziesiątki milionów złotych.
Bardzo naiwnym jest ten, kto w tej sytuacji sądzi, że finansowe środki udostępnione przez Unię Europejską nie znajdą odzwierciedlenia w rachunkach za cenę wody czy ścieków.
A jeszcze tak niedawno wszyscy narzekali, że era socjalizmu zostawiła nam kosztowe inwestycje planowane na o wiele większe potrzeby niż w rzeczywistości wystąpiły. Obecnie robi się jednak dokładnie to samo. Modernizuje źródła wody czy oczyszczalnie bez zapewnienia optymalnego przesyłu i wykorzystania owych mediów!!!
Nie usuwa się strat wody, nie dba o oszczędzanie wody u odbiorców!!
Po co wprowadzać zintegrowaną gospodarkę majątkiem komunalnym, kiedy można zbudować nowe źródło wody za pieniądze unijne! Można mnożyć przykłady.

Zintegrowane gospodarowanie dobrami
Podstawy zintegrowanej gospodarki powstały dwadzieścia kilka lat temu! Tak daleko opóźnione jest myślenie w Polsce.
W pewnym kraju brakowało energii elektrycznej. Kraj ów, jak każdy inny kraj miał ją zapewnić dla swoich obywateli. Tak zwana „odtwórcza inteligencja” w podobnej sytuacji od razu zaplanuje budowę dodatkowej elektrowni – najlepiej jądrowej. Prawdziwie inteligentni jednak zastanowią się czy nie można zaoszczędzić (u istniejących odbiorców) takiej ilości energii, która wystarczy dodatkowym. Jeśli koszty owego zaoszczędzenia będą mniejsze od budowy nowej elektrowni – wówczas odstąpi się od kosztownej inwestycji w źródło energii. Następnie od inwestycji w urządzenia przesyłowe itd.
Ale w jaki sposób zaoszczędzić energię elektryczną, przecież odbiorcy „nie chcą oszczędzać” i nie maja urządzeń do tego służących? Przecież będą płacić mniejsze rachunki! Czy wszystko się nie „zawali”?
Odpowiedź jest prosta. Urządzenia może im kupić dostawca energii i również zamontować na własny koszt. Z głównymi odbiorcami zostanie podpisana umowa o stosowaniu technik energooszczędnych i nie przekraczaniu określonego poboru energii. Zmniejszenie rachunków istniejących odbiorców pokryją przychody od nowo uzyskanych odbiorców.
Opisany tu sposób działania nie jest absolutnie iluzją. Słowo „zintegrowana” oznacza tutaj scalenie interesu dostawcy i odbiorców danego dobra do jednego przedsięwzięcia. Zapewnienie odbiorcom najmniejszej możliwej ceny jednostkowej – na przykład energii czy wody, przy ograniczeniu wydatków na inwestycje.

Smutne czasy
Wracając do czystej wody – przytoczmy parę przykładów zintegrowanej gospodarki.
1) Zakupienie kilka lat temu kilku tysięcy zmodernizowanych spłuczek mieszkańcom Nowego Jorku i ich montaż u odbiorców – wszystko na koszt przedsiębiorstwa wodociągowego. Cel – uniknięcie kosztownej rozbudowy oczyszczalni ścieków i jednocześnie zapewnienie niskich cen wody i ścieków.
2) Wielka Brytania – zmuszenie przez rząd (u steru Partia Pracy) prywatnych przedsiębiorstw wodociągowych do ograniczenia strat wody w sieci wodociągowej. Cel – zwiększenie ilości wody możliwej do sprzedaży dla dodatkowych odbiorców i długofalowe zmniejszenie ceny wody.
3) Odwrotnie Polska – nie zadbanie o zmniejszenie strat wody w sieci wodociągowej i żądanie modernizacji i budowy nowych ujęć wody na obarczone owymi stratami zapotrzebowanie! Cel pierwszoplanowy – zwiększenie cen wody przez kosztowne inwestycje finansowane ze środków unijnych. Cel II – aprobowanie nadmiernych kosztów eksploatacyjnych zawierających straty – zwiększających cenę wody. Wrócimy do tego w dalszej części niniejszego pisma.

Niektóre przedsiębiorstwa – wprowadzając zintegrowaną dostawę wody – obliczają, że oszczędności wynikające z jej wprowadzenia sięgają 20, a nawet 30 procent na rachunkach dla odbiorców! Niekiedy nawet nie trzeba tu dodatkowych środków finansowych. Na przykład ograniczanie strat wody z wycieków w sieci wodociągowej jest działaniem samofinansującym się!

Jak pozbyto się strat wody w Polsce
Jedno z największych przedsiębiorstw wodociągowych na Śląsku – Katowice – jednego roku raportowało 30% strat, następnego już tylko 15%. Pozostałą część wliczono do płukań sieci wodociągowej. Można to sprawdzić na sprawozdaniach M06 danego przedsiębiorstwa wodociągowego – wędrujących corocznie do GUS. W podobny sposób problemu strat wody pozbyto się w Warszawie i setkach innych miast Polski. „Zamiast ograniczać straty wody i być rozliczanym z ich wielkości – lepiej ich nie posiadać w ogóle!” – taki przyjęto sposób rozumowania. Dlatego straty wlicza się powszechnie do płukań sieci, co jest skrzętnie skrywanym oszustwem. Jeśli możesz, zapoznaj się ze sprawozdaniami M06 swojego dostawcy wody na przestrzeni ostatnich 10-u lat! Tak długo już jesteś oszukiwany.

Zgodnie z dobrą praktyką inżynierską – w dobrze utrzymanej sieci wodociągowej płukania powinny wynosić około jednego procenta wody wtłoczonej do sieci. Polscy rekordziści raportują nawet kilkadziesiąt procent wody zużywanej na płukania sieci! Jest to metoda na płukanie czystą wodą Twojego portfela – drogi Czytelniku. Tę sytuację motywują posiadaniem 10 zespołów do płukania sieci albo innymi bzdurnymi argumentami. Załóżmy przez chwilę, że sieci należy płukać tak jak sobie „wymarzyli” dostawcy wody. Czy należy natychmiast wymieniać owe sieci na nowe? Otóż absolutnie NIE. Najpierw należy zadbać, by odbiorcy wody posiadali urządzenia oszczędzające wodę, by nowe sieci wymiarować na mniejsze przepływy – nawet o 30% mniejsze. Przedsiębiorstwa „zapominają” o tym zintegrowanym podejściu i wymieniają sieci na te same średnice. Kiedy ludzie zaczną oszczędzać wodę za kilka lat – wówczas sieci znów będą wymagać płukań. Jest to błędne koło myślenia krajowych wodociągów.

Rzeczywista cena wody i niesione z nią nieczystości
Zgodnie z badaniami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) około 20% nieszczelności sieci zasysa wodę z otoczenia przewodów wodociągowych do środka. Dzieje się tak na przykład przy zanikach prądu elektrycznego.
Dobrze, jeśli z Twoją siecią wodociągową nie sąsiaduje kanalizacja, tak jak to jest w we wszystkich miastach w Polsce!
Słaba to jednak nadzieja. Do Twojej czystej wody często trafiają fekalia rozcieńczone wodą gruntową (np. bakterie czerwonki), które znalazły się tam z powodu nieszczelnych złączy rur kanalizacyjnych i dziurawej sieci wodociągowej. Oczywiście – w bardzo małym rozcieńczeniu – ale jednak!

Większości ludzi – zasilanym brudną wodą – wydaje się, że kupowana przez nich woda kosztuje 3,4 albo 5 i więcej złotych za 1 metr sześcienny (1000 litrów). Nie liczą tego, że muszą kupować lub przywozić wodę do picia w odrębnych butelkach, bo ta z kranu nie nadaje się do picia – z bardzo wielu powodów. Trzeba ją mocno chlorować, żeby nie doprowadzić do powszechnych swego czasu epidemii czerwonki czy żeby nie wyczuć innych zapachów…
Dopiero sumaryczne wydatki na wodę zużywaną w gospodarstwie decydują o jej prawdziwej cenie. Zrób własne podsumowanie i oblicz tę cenę!
Pomiń przy tym „koszt” ewentualnych zatruć i rozwolnień związanych z piciem surowej wody z kranu. Nie udowodnisz tego nigdy dostawcy, chyba że zatrucie ma znamiona epidemii.

Polacy nie gęsi…?
Odwiedzając przedsiębiorstwa wodociągowe dojdziesz do wniosku, że pracują w nich bardzo inteligentni inżynierowie i technicy. Jednak zarządy przedsiębiorstw kierują się innymi regułami niż oni. W 21 wieku regułą przyzwoitości jest eksploatacja urządzeń w optymalnym dla nich punkcie pracy. Na przykład wszystkie pompy pracują przy takim wydatku i wysokości podnoszenia, który to gwarantuje największą sprawność. Nikt jednak nie dba by sieci wodociągowe pracowały w takim optimum – nazywanym ekonomicznym poziomem wycieków. Zaledwie 1 % krajowych dostawców wody wprowadza organizację prawdziwych procesów ograniczania strat wody. Cała reszta dokonuje częściowej kontroli wycieków – działania pozornego, bez wyznaczonego celu oszczędzania wody.
Czy jest to kompromitacja? Tak, opłacana przez wszystkich odbiorców wody w rachunkach.

Ekonomiczny poziom wycieków
Niektórzy jeszcze nie wierzą, że istnieje coś takiego jak ekonomiczny poziom wycieków. Podamy więc przykład na czym on polega.
Dostawca wody w roku, dla którego nie ogranicza strat z wycieków posiada straty na poziomie 6 mln złotych (tak jak jedno z dużych przedsiębiorstw wodociągowych na Śląsku). Organizuje więc brygady detekcji wycieków i rozpoczyna wydawać na ograniczanie strat coraz większe środki finansowe. W następnym roku straty z wycieków wynoszą już 5 mln zł, a nakłady na detekcję wycieków podniesiono do 300 tys. zł, w kolejnym straty – 4 mln zł, a nakłady na detekcję 580 tys. zł. Dalej – 3 mln zł i 980 tys. zł, następnie – 2 mln zł i 1540 tys. zł. W ostatnim roku, kiedy osiągnięto ekonomiczny poziom wycieków, straty wody kosztowały przedsiębiorstwo 1660 tys. zł, a nakłady na detekcję również 1660 tys. zł. Zysk dla przedsiębiorstwa wodociągowego z takich działań wyniósł 2680 tys. zł i co roku będzie kontynuowany na podobnym poziomie – dla dobra przedsiębiorstwa i odbiorców wody.
Nawet krowa na łące zrozumie, że ograniczanie strat wody może przynieść oszczędności i że istnieje wypracowane optimum strat wody – ekonomiczny poziom wycieków. Szkoda, że ta krowa – to zaledwie 1% polskich dostawców wody! Reszta woli, żebyś to Ty płacił za wszystkie straty wody i w konsekwencji – za większe średnice przewodów dosyłowych i większe ujęcia wody!

Jak wykryć leniwego dostawcę wody
Istnieje bardzo prosta metoda. Należy spytać się przedsiębiorstwa wodociągowego jaką wartość finansową posiadają jego straty z wycieków i ile to wydaje na ich ograniczanie. Jeśli uważnie przeczytałeś podany wcześniej przykład – wnioski nasuną się same.
Jeśli wydatki na ograniczanie strat są mniejsze od wartości finansowej strat – wówczas dostawca wody zawyża cenę wody, gdyż nie usuwa strat, które są w zasięgu jego możliwości.
W skrajnym przypadku można również wydawać miliony bez żadnego efektu. Kupować urządzenia i zatrudniać ludzi do wyszukiwania wycieków – bez żadnego znaczącego efektu.
Jest to dość popularne „rozwiązanie” problemu strat.
Jednak ekonomiczny poziom wycieków można obliczyć dużo wcześniej – zanim rozpoczęte zostaną prace nad wyszukiwaniem nieszczelności w sieci. Jeśli dostawca wody nie posiada takich obliczeń – oznacza to wprost, że nie zależy mu żeby woda była tańsza. Woli, żebyś za straty zapłacił Ty – Czytelniku.

Monopol na sieciach wodociągowych
W żadnym przypadku na świecie – monopolista sam z siebie nie jest zainteresowany ograniczaniem strat wody. Od dziesiątków lat w jednych krajach organizuje się urzędy regulacyjne – mające na celu regulowanie działalności dostawców wody. Urzędy te rozliczają z roku na rok dostawców – czy działają efektywnie, również na rzecz odbiorców. W innych powierza się opiekę nad siecią wodociągową nie jednemu, a kilku przedsiębiorstwom (podobnie jak rozerwano monopol sieci Telekomunikacji Polskiej). W naszym kraju politycy są przekonani, że zupełnie wystarczającym dla branży wodociągowej jest Urząd Ochrony Konkurencji i Konkurentów. Wspomniany urząd posiada jednak ten sam poziom wiedzy co dostawcy wody. Przy ocenie – czy dany dostawca ma za duże, czy za małe straty wody? – kieruje się porównaniami z sąsiadującymi z nim przedsiębiorstwami wodociągowymi. To zjawisko zieje zgrozą jakże miernego poziomu inteligencji. W najwyższych urzędach państwowych także brak jest elementarnej merytorycznej wiedzy o taniej eksploatacji sieci wodociągowej!

To samo zjawisko dotyczy dostawy energii elektrycznej! Po co optymalizować zużycie energii elektrycznej, budować przesył na mniejsze obciążenia, po co budować mniejsze elektrownie – potrzebna nam jest elektrownia jądrowa!!!

Droga ta prowadzi – jak widzisz – donikąd…chociaż…
Nie musimy nawet wiedzieć gdzie, bowiem za milionowe straty wody, o które nikt nie zadba, zapłacisz i tak TY – Odbiorco wody czy energii elektrycznej. Ta droga – jak się domyślasz – prowadzi do twojego portfela.

Kazimierz Skalski

Hrubieszow LubieHrubie 2009