W prasie o Hrubieszowie 30 lat temu

„Kamena” z 6 marca 1977 r. piórem Macieja Podgórskiego przedstawiła, co się dzieje w Hrubieszowie po centralnej reformie administracyjnej, czyli w Hrubieszowie popowiatowym.

Reklamy

Autor opisuje, że w Hrubieszowie w dalszym ciągu są ślady przeszłości powiatowego miasteczka, ponieważ zostało wiele szyldów, a na niektórych zamalowano przymiotnik „powiatowy”. Hrubieszów liczący wówczas 17,5 tysiąca mieszkańców leżał w obrębie województwa zamojskiego i chodziły słuchy, że o meble, dywany i firanki administracji powiatowej toczył się bój między Urzędem Miejskim w Hrubieszowie, a Urzędem Wojewódzkim w Zamościu. Podobno wygrała zamojska metropolia, ale została palma, która stoi w gabinecie Naczelnika Miasta. Sporo Hrubieszów opuściło kadry, fachowców ze studiami. Początkowo dwa autokary woziły ich do Zamościa, część przeszła do Chełma. Dlatego brakowało architekta czy plastyka zawodowego, trudniącego się upiększaniem miasta.

Za to wpłynęły pieniądze na remont cerkwi z planu centralnego, a tu brakuje „mocy przerobowej”. Zabytkowy dworek Du Chateau przejęła zamojska PKZ. Przez cały okres powojenny, do 1975 r. zbudowano w Hrubieszowie 1200 mieszkań, na lata 1976 – 1980 zaplanowano tyle samo, ale chyba będą z tego „nici”. Budowano w tym okresie szkołę zbiorczą przy ulicy Zamojskiej, przy której miała być imponująca hala sportowa. Niestety trzy razy przeprojektowano dokumentację, która wyraźnie odchudziła tę budowlę. O basenie nikt nie myślał.

Niestety jeden z kolegów redaktora nazwał kilka ulic „hrubieszowskim safari”. Ale z papierów Urzędu Miasta wynika, że nakłady na remonty dróg, ulic i chodników stale rosną. Redaktor zastanawia się, skąd w takim razie tyle wody i błota, i stwierdza, że dalej tak będzie, ponieważ nie buduje się kanałów burzowych, a centralne ujęcie wody było już trzykrotnie przesuwane.

Brakuje również domu kultury, ale może powstanie w końcu, jako dom przyjaźni polsko – radzieckiej. Dlatego nie ma co oglądać się na byłą „świetność” powiatową czy profesora Zina, tylko liczyć na siebie. Tak, jak to robią hrubieszowscy modelarze – lotnicy, pod wodzą Wiesława Korczaka, którzy jak osiągali, tak i osiągają sukcesy w skali krajowej i międzynarodowej. Świetnie radził sobie również kierownik hrubieszowskiej restauracji „Kasieńka” – Władysław Bojko, księgarnia, branża spożywcza oraz ubraniowa, której redaktor był klientem i to zauważył.

Naczelnikiem Hrubieszowa od 1 lutego 1976 r. został były naczelnik Gminy Werbkowice p. Stanisław Pawłoś, który informuje, że w okresie Polski powiatowej samochód służbowy przysługiwał urzędowi, a teraz nie, ponieważ ludność Hrubieszowa nie przekracza 20 tys. Poprawia się również współpraca z dyrektorami przedsiębiorstw znajdujących się w Hrubieszowie. Naczelnik wyciągnął konsekwencje służbowe wobec dyrektora oddziału WPGK w związku z małą wydajnością. W Urzędzie Miasta prosperowały jednoosobowe i wieloosobowe stanowiska pracy, bez wydziałów, jak dawniej. Naczelnik liczył na budowę linii kolejowej, magistrali hutniczo – siarkowej z Hrubieszowa do Katowic i jej zaplecza, m.in. przedszkola, żłobek, mieszkania.

W podsumowaniu reportażu redaktor pomimo wielu mankamentów jest pełen optymizmu, ponieważ nakłady inwestycyjne w Hrubieszowie w latach 1971 – 1975 wyniosły 109 milionów złotych, a na lata 1976 – 1980 zaplanowano 375 mln.

Jak to się skończyło i jak jest dzisiaj, można ocenić samemu.

Z kroniki opracowanej przez L. Ksykiewicza z Zamościa, a ofiarowanej dla M. Muzyczuk, biegaczki z Hrubieszowa…

wybrał i opracował – mak