Warszawa da się lubić

Potęga marzeń i wiara we własne możliwości. Trochę samozaparcia i odrobinę pracy. Przede wszystkim zdecydowanie i dążenie do celu.

Reklamy

br />Pragnę podzielić się z Wami moim sukcesem, do którego w dużej mierze przyczyniliście się, Wy czytelnicy LubieHrubie. Jednak wypadałoby zacząć od początku.

Ponad dwa lata temu uznałam, że chcę studiować dziennikarstwo, dlatego też zaoferowałam swoją pomoc Maćkowi Łyko przy współtworzeniu tego portalu. Miało mi to dać pewne doświadczenie i przede wszystkim trening „pióra”. Wyszukałam informacje nt. konkursów, których laureaci otrzymują indeksy na studia dziennikarskie. I znalazłam jeden bardzo ciekawy – Akademicki Konkurs o indeks im. Bp Jana Chrapka. Wystarczyło spełnić kilka warunków i napisać reportaż o niekwestionowanym autorytecie z okolicy, w której się mieszka. Miałam kilka różnych pomysłów, ale jak mawiają pierwsza myśl najlepszą jest, dlatego wybór padł na Magdę Sielicką, instruktorkę GAMY, grupy do której i ja należę.

Gotowy reportaż przesłałam do Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, pomysłodawcy i współorganizatora konkursu. Szczerze to miała być tylko forma sprawdzenia się, czy podołam postawionemu wyzwaniu. Dwa tygodnie temu, we wtorek dostałam maila, a w nim zaproszenie do tejże Fundacji na finał konkursu. Spróbujcie sobie wyobrazić jak bardzo się ucieszyłam, przyznam się, że po prostu płakałam z radości, bo takie wyróżnienie pozostawało jedynie w strefie moich marzeń, i to tylko tych bardzo śmiałych.
Finał odbywał się w Warszawie, a przyznam, że miłością do naszej stolicy nie pałam, wręcz przeciwnie. Organizatorzy przewidzieli dwudniową imprezę, tj. poniedziałek 11 czerwca spotkanie i uroczysta kolacja, która okazała się zwykłym wypadem na pizzę, bardzo dobrą zresztą. Wszystkie uczestniczki, a było nas osiem, mogły się lepiej poznać, porozmawiać i takie tam babskie sprawy, a także spotkać się z kilkoma członkami jury komisji, która następnego dnia miała wyłonić laureatki. Wyglądali groźnie i próbowali nas nastraszyć, chyba jednak trochę się im to udało.
We wtorek 12 czerwca zaprowadzono nas do Instytutu Dziennikarstwa UW, na rozmowę z jury. Wymienię teraz skład komisji, bo były to osoby naprawdę na poważnych stanowiskach i znaczące wiele w środowisku dziennikarskim:

Prof. UW dr hab. Jerzy Olędzki – przewodniczący
Prof. UJ dr hab. Teresa Sasińska – Klas – wiceprzewodnicząca
Mgr Agnieszka Starewicz – Jaworska – sekretarz komisji
Dr Weronika Świerczyńska – Głownia UJ
Dr Maria Theiss UW
Red. Barbara Sułek – Kowalska UW.

W skład komisji wchodzili także trzej księża z Fundacji, tj. Jan Drob, Andrzej Majewski, Dariusz Kowalczyk.

Ta rozmowa przerażała każdą z nas, wiadomo było, że od niej zależy nasze być, albo nie być. Z moim nazwiskiem znalazłam się na liście jako druga, to już norma, zdążyłam się przyzwyczaić. Tuż przed wejściem na salę czułam, że zbiera mi się na płacz, a żołądek podchodził mi do gardła, ale mimo wszystko wytrzymałam. Uprzedzono mnie, że to będzie luźna i przyjacielska wymiana zdań, widomo jednak, że i wtedy można popełnić wiele gaf. Pytano mnie o Kraków, dlaczego właśnie tam chcę studiować (indeksy rozdzielano na UJ i UW, wedle życzeń finalistów), a także dlaczego dziennikarstwo, oszczędzono mi pytań nt. współczesnej polityki i tym podobnych, za to opowiadałam o sobie, swoich zainteresowaniach, o maturze, jedno pytanie ciągnęło następne i dziś po tygodniu trudno jest mi sobie je wszystkie przypomnieć. Po pół godzinie ogłoszono wyniki, 7 dziewczyn z 8 dostało wymarzone indeksy, radości i łzom nie było końca, a telefony z gratulacjami wprost urywały się. Będę studiowała dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Proszę nie myśleć, że zadzieram nosa bo studia mam już w kieszeni, tak nie jest i nie będzie nigdy. Artykuł ten powstał, aby podziękować kilku osobom, które przyczyniły się do tego zwycięstwa. Oczywiście na samym szczycie będzie właśnie Magda Sielicka, za to, że wyraziła zgodę na powstanie tego reportażu, a także za pięć lat pracy i za wiedzę, którą mi przekazała. Mojej polonistce pani Beacie Trześniowskiej , a zarazem wychowawczyni z liceum, gruntowne wykształcenie humanistyczne, motywację do nauki i nie pobłażanie przez trzy lata spędzone w Staszicu. Dziękuję równie mocno Maćkowi Łyko, za powierzone zaufanie i możliwości rozwijania swoich zainteresowań. Chciałabym wyrazić swoją wdzięczność także czytelnikom LH, czytaliście moje artykuły i nigdy nie pojawił się negatywny komentarz, który zniechęciłby mnie do dalszej pracy, dzięki temu uwierzyłam, że ta praca jest potrzebna.

Jak do tej pory patetycznie? Jeszcze trochę cierpliwości, teraz pozwolę sobie na bezpośredni zwrot do moich młodszych kolegów i koleżanek z liceum, gimnazjum i podstawówki.

Pozbądźcie się kompleksów dotyczących mieszkania w małym mieście. Nie wolno nam się wstydzić tego miasta, musimy być z niego dumni i starać się je ulepszać, mimo wszelkim przeciwnościom! Gdyby nie to, że pochodzę z Hrubieszowa nie mogłabym uczestniczyć w opisanym przeze mnie konkursie, jednym z warunków było właśnie pochodzenie ze wsi bądź niewielkiego miasteczka. Jestem doskonałym przykładem na to, że marzenia się spełniają i nie wolno się ich bać! Znam sytuację w różnych szkołach, nie mówcie czegoś w stylu: sorry, ale nie wiedziałem o czymś takim, nikt mi nie powiedział, trudno kolego miałeś pecha, ale nikt Ci nie broni samemu szukać, przecież ja też tak zrobiłam i tym bardziej jestem dumna z siebie. Nigdy nie jest na nic za późno, to co, że kończycie już szkołę, ja też dopiero w trzeciej klasie obejrzałam się za podobnymi sprawami. Wystarczy odrobinę samozaparcia, różne fundacje i instytucje wychodzą nam naprzeciw proponując wszelkiego rodzaju konkursy, odpowiednio do różnych zainteresowań. Wejdź w google.pl i wpisz „konkurs, olimpiada, indeks” znajdziesz mnóstwo adresów, poświęć chwilę swoim zainteresowaniom. Wiem, że każdy myśli sobie: co ja taki szaraczek z Herbatkowa mogę w porównaniu z Warszawiakiem czy Krakusem, otóż możesz! Wiele! Tylko spróbuj, na pewno nie stracisz. Dlaczego tylko dzieciaki z dużych miast mają zgarniać wszelkie nagrody? Z tego rodzi się stereotyp, jakoby tylko tam kształcono uczniów w odpowiedni sposób i na wysokim poziomie, przecież to bzdura!
Dzięki takim wyjazdom, można zmienić negatywne nastawienie w stosunku do pewnych miejsc, tak było w moim przypadku, stąd tytuł artykułu. A na poważnie można poznać niesamowite i nietuzinkowe osoby, zawrzeć przyjaźnie, za ile? Za darmo! Za szczerze chęci i odwagę!

Życzę Wam tego! Nieśka

Na zdjęciu są wszystkie laureatki konkursu, od lewej: Gabrysia, Beata, Ilona, Ania, Ja, Kasia, Ania.

zobacz zdjęcia >>