Spóźniona miłość Krystyny i Leszka

Był początek lat 70 tych, kiedy to w Technikum Rolniczym w Turkowicach, swoją naukę rozpoczęli Krysia i Leszek…

Reklamy

KRYSTYNA

Krysia pochodziła z małej miejscowości pod Łaszczowem.

Kiedy była w 5 klasie szkoły podstawowej, jej mama urodziła siostrzyczkę, a rok później braciszka. Bardzo się cieszyła Krysia z rodzeństwa, jednak jako dużo starsza siostra, musiała się zajmować maluchami, bo zapracowani w gospodarstwie rolnym rodzice, bardzo potrzebowali jej pomocy.

I kiedy koleżanki Krysi miały jeszcze pstro w głowie i grały w dwa ognie, albo w palanta, Krysia mogła tylko o tym pomarzyć… W związku ze swoimi obowiązkami, Krysia bardzo szybko wydoroślała, w wieku 15 lat umiała już kąpać dzieci, gotować kaszkę i obiady, prać, sprzątać, doić krowy itp.

Kiedy Krysia szczęśliwie ukończyła szkołę podstawową, razem z innymi koleżankami wsiadły do ciuchci wąskotorowej w Łaszczowie i przywiozły dokumenty do T.R. w Turkowicach. Egzamin Krysia zdała „śpiewająco”, z czego bardzo się cieszyła ona sama i jej rodzice. 1 września Krysia już była uczennicą średniej szkoły – zamieszkała w internacie, powoli zapoznawała się, ze szkolnymi koleżankami i z radością Krysia wchodziła w następny etap swojej edukacji.

Krysia bardzo solidnie wzięła się za naukę. Nie była wyjątkowo zdolną uczennicą, w związku z tym poświęcała dużo czasu, żeby nie odstawać od rówieśników i nie przynieść wstydu rodzicom. Lata nauki mijały i Krysia nieuchronnie stawała się już panienką, pełnoletność była w zasięgu ręki, ale jak Krysia mówi sama o sobie – jako nastolatka miała duże problemy z młodzieńczym trądzikiem na twarzy, a jej figura nie wzbudzała ogólnego zachwytu, bowiem odziedziczyła po mamie dosyć korpulentną figurę, piegi na policzkach i do tego wszystkiego miała trochę krzywy zgryz.

Kiedy koleżanki Krysi układały sobie już włosy, to ona zawsze miała splecione dwa warkocze z kolorowymi spinkami, które mama kupiła jej u kramarzy na odpuście. Pomimo tego, że Krysia była bardzo wartościową, odpowiedzialną i niezwykle pracowitą dziewczyną, to nie miała powodzenia u chłopaków, bo w tym wieku liczył się tylko wygląd zewnętrzny.

Wspomina, też że na wiejskich zabawach zawsze “podpierała ściany”, czasami była zapraszana na ogniska lub inne imprezy plenerowe, koleżanki zawsze wyrwały jakiegoś „amanta”, a ona nieszczęśliwa patrzyła w niebo oglądając gwiazdy i księżyc.

Z czasem jednak Krysia przyzwyczaiła się do takiego życia i pochłonięta przygotowywaniem się do matury – miała przed sobą inne priorytety i wartości życiowe.

Krysia była lubiana w środowisku uczniowskim, zawsze gotowa do pomocy, bardzo ceniła sobie przyjaźń i koleżeństwo, miała bardzo ciekawą osobowość i z czasem dotarło do niej, że każdy człowiek ma jakieś wady – jeden jest za niski, drugi za wysoki, a trzeci za gruby, ale nie to jest najważniejsze w życiu.

Na swoją studniówkę zaprosiła Krysia ciotecznego brata, czas szybko leciał i kiedy zakwitły kasztany, Krysia przystąpiła do zdawania matury. Nieprzespane noce i „kucie” od rana do wieczora, przyniosły efekt, Krysia zdała maturę na piątkę. Krysia nigdy się nie poddawała i konsekwentnie realizowała swój plan, dzięki swojemu wysiłkowi udało się zdać dobrze maturę a teraz marzyła o dobrej pracy.

Spełniło się Krysi marzenie – dostała intratną i dobrze płatną pracę jako kierownik działu w firmie sprzedającej nawozy, nasiona i sprzęt rolniczy.

­

LESZEK

Leszek mieszkał pod Tyszowcami, ojciec pracował w WSK w Tomaszowie Lubelskim, mama była kucharką na szkolnej stołówce. Jako najmłodszy w domu, wiódł fajne i spokojne życie, był rozpieszczany przez rodziców i starszego brata. Był dobrym uczniem w szkole podstawowej, miał ścisły umysł, dobry był z matmy, nigdy nie sprawiał rodzicom problemów wychowawczych, wszyscy znajomi wyrażali się o nim w samych superlatywach.

Leszek miał nietypową urodę, miał kruczoczarne włosy, ciemną cerę, wysoki wzrost a chudy był jak “patyk”. Zawsze zastanawiał się dlaczego ludzie mówili do niego w dzieciństwie, że jego mamę „złapali w lesie cyganie”, ale wtedy tego nie rozumiał, zrozumiał to po latach, tym bardziej, że w jego rodzinie nikt nie miał takiej urody jak on…

Kiedy Leszek skończył szkołę podstawową, to miał do wyboru albo L.O. w Tyszowcach, albo T.R. w Turkowicach, jednak po głębszym zastanowieniu się, wybrał naukę w Turkowicach. Pierwszego września ojciec przywiózł Leszka białą Syrenką, do internatu męskiego w Turkowicach.

Ciężko było Leszkowi zaklimatyzować się w internacie pełnym młodzieży szkolnej, bo był raczej typem samotnika i niespotykanie nieśmiałym młodzieńcem. Z wielkim trudem odpowiadał na lekcjach, czerwieniąc się przy tym często – wtedy mówiło się, że “palił cegłę”. Kiedy koledzy wchodzili nocami po rynnach do pokojów dziewczyn w żeńskim internacie, on w tym czasie czytał lektury i książki przygodowe.

Kiedy koledzy uciekali w nocy na zabawę do Czermna z internatu, on służył za „czuja”. Na dyskotekach szkolnych Leszek gdzieś się krył po kątach, a kiedy koleżanki wyciągnęły go na parkiet, to płonął ze wstydu i nie mógł zrobić żadnego skoordynowanego ruchu, wtedy to się nazywało „obciachem”.

Leszek podobał się dziewczynom, ale jego nieśmiałość paraliżowała jakiekolwiek zaloty albo amory. W tym czasie to było niemożliwe, mówiono na niego, że to taka „dupa wołowa”.

Dobrze uczył się Leszek w T.R., szczególnie z przedmiotów ścisłych, dawał kolegom ściągawki na sprawdzianach z matmy, pisał za nich często wypracowania i z tego powodu miał „szacun” od kolegów.

Powoli zbliżał się koniec szkoły średniej, nie przyszedł na swoją studniówkę, nie dał rady zaprosić ani dziewczyny ani żadnej koleżanki, to był dla niego kosmos, maturę zdał dobrze i w wolnym czasie intensywnie poszukiwał pracy.

W latach 70 tych młody człowiek, ze średnim wykształceniem, nie miał żadnego problemu w znalezieniu dobrej pracy, oby tylko chciał. Nawet tak było, że państwo polskie wyłapywało delikwentów uchylających się od podjęcia pracy, nazywano ich “niebieskimi ptaszkami”. Kiedy Leszek pojechał na pierwszą rozmowę o pracę z dyrektorem PGR, to w najśmielszych snach nie przypuszczał, że swoją wiedzą, elokwencją i inteligencją zaskarbi sobie u dyrektora aprobatę i piękne słowa – „dostał pan tę pracę, jutro podpisujemy umowę”.

Ambitny i szczęśliwy Leszek, wracał do domu, jak na skrzydłach – pochwalić się rodzicom. Matka popłakała się z radości, a ojciec uścisnął rękę Leszkowi wypowiadając, te słowa „wiedziałem synu, że wyjdziesz na ludzi”.

PGR pod Tomaszowem Lubelskim, oprócz pracy zapewnił Leszkowi służbowe mieszkanie, więc z błogosławieństwem rodziców wyprowadził się Leszek z rodzinnego domu i rozpoczął swoje dorosłe życie, na własny rachunek. Leszek bardzo szybko awansował i już w niedługim czasie piastował bardzo wysokie stanowisko w swojej firmie.

­

Na Krysię i Leszka, miłość czekała aż w dalekim Poznaniu.

Los tak chciał, że 40 letnia Krysia ze swojej firmy została wydelegowana na targi rolnicze do Poznania. W tym samym czasie 40 letni pan dyrektor PGR-u Leszek, też pojechał do Poznania w tym samym celu.

Po przyjeździe do Poznania i po zajęciu miejsca w halach targowych, zostali zaproszeni na wieczorny bankiet, zorganizowany dla wszystkich uczestników, do restauracji hotelowej.

Krysia wyjeżdżając na kilka dni do Poznania, spakowała do walizki najlepsze ubrania, jakie miała. Na bankiet ubrała się w fioletową długą suknię, delikatnie podkreśliła oczy cieniem w kolorze fioletu, włosy upięła w klasyczny koczek, na nogach miała beżowe szpileczki i beżową torebkę na ramieniu.

Minęło 20 lat, Krysia nie wyszła za mąż – co prawda podrywali ją czasami jakieś „Mariany” spod sklepu, ktoś kiedyś chciał ją „wyswatać” bo to dobra partia była, ale szybko odrzucała nietrafionych amantów. Czas bardzo zmienił Krysię, jej figura wysubtelniała, ortodonci zlikwidowali wadę zgryzu, profesjonalny makijaż i drogie kosmetyki sprawiły, że Krysia wyglądała olśniewająco.

Leszek ubrany był w garnitur z dobrej firmy, pantofle z brązowej skóry aż „trzeszczały”, niebieska koszula i krawat w tym samym kolorze. W ciągu 20 lat gdzieś przepadł ten nieśmiały Leszek – wszedł na bankiet pewny siebie, cholernie przystojny mężczyzna, czarne włosy, śniada cera i wysoki wzrost zrobiły swoje. Tak bardzo zajęty był swoją karierą, że też do tej pory nie założył rodziny i był kawalerem do wzięcia. Niejednokrotnie panienki robiły maślane oczy do niego, ale to były krótkie i nic nie znaczące epizody.

Impreza się powoli rozkręcała, kiedy Krysia uparcie wpatrywała się w Leszka i była pewna, że gdzieś go już widziała. Na odwagę wypiła dwie lampki wina i kiedy wybrzmiały pierwsze dźwięki porywającej muzyki, sama poprosiła Leszka do tańca.

Kiedy już skończył się taniec i Leszek odprowadził ją do stolika, Krysia nieśmiało zapytała, czy przypadkiem nie chodził do Turkowic do szkoły, Leszek odpowiedział – tak chodziłem. Od tego momentu parkiet należał do nich. Wspominali znajomych i wszystkich „sorów”, którzy uczyli w tym czasie w Technikum Rolniczym w Turkowicach. Do końca targów, wszystkie wieczory spędzali już razem, a w ostatnią noc przed wyjazdem, wieczór przeciągnął się do śniadania w pokoju Krysi…

Wracali do domu z Poznania, zakochani i szczęśliwi, i pewni tego, że miłość czekała na nich w Poznaniu, trochę późna ale jaka piękna, „jeszcze motyle im w brzuchach nie pozdychały”, jeszcze serca biły jak oszalałe… bo na miłość nigdy nie jest za późno.

Bardzo szybko odbył się ślub Krysi i Leszka, a jeszcze szybciej postarali się, żeby na świat przyszła piękna, podobna do ojca córeczka – ich oczko w głowie.

Minęły następne lata, obydwoje odeszli na emeryturę, ich już dorosła córka pracuje jako urzędnik państwowy, wyszła za mąż za wziętego adwokata, doczekali się cudownego wnuczka. Od niedawna zamieszkali w Tomaszowie Lubelskim i mają się dobrze, zamieszkali blisko ukochanej córki, o którą zawalczyli w ostatniej chwili…

­

Danuta Muzyczka

­

P.S. Pani Krysia zadzwoniła do mnie i zapytała, czy mogę opisać historię ich życia, bo gdzieś tam przeczytała mój post na fb i jej się podobał. Spotkałam się z nimi i to co usłyszałam, to opisałam jak umiałam… Tylko nie wiem czy spodoba się Krysi i Leszkowi z Tomaszowa???


Zobacz też:

Dwa światy Czesława B.

Dwa światy Czesława B.


LubieHrubie na Instagramie