Ale mi się dostało…

… że jestem przeciwnikiem Zespołu Pieśni i Tańca Ziemi Hrubieszowskiej, że kłamię i nóż w plecy wbijam jego twórcom i opiekunom, a wodę na młyn leję wrogom folkloru…

Reklamy

br />Żeby uniknąć jakichkolwiek niejasności… Słowa te usłyszałem telefonicznie od Pana Mającego Uwagi, który z Zespołem nie jest związany.

I bardzo dobrze, bo prawdziwa cnota krytyk się nie boi.

Ponieważ jednak zarzuty są dość poważne, wypada na nie odpowiedzieć.

Nigdy nie byłem i nie będę przeciwnikiem Zespołu Pieśni i Tańca.
Jeśli już, to będę starał się wspierać jego działalność, jak zresztą każdą działalność na niwie kultury i sztuki, z całych sił moich i do ostatniego tchu.

Jeżeli zaś grupa ma w ogóle jakichś wrogów, choć osoby takie nie są mi znane, to ubolewam nad krótkością ich rozumu.

Nigdy też nie kwestionowałem kompetencji, talentu, morderczej pracy i poświęcenia opiekunów grupy. Mam na myśli Panią Grażynę Temporowicz, Łucję Watras, Pana Krzysztofa Gumielę oraz wszystkich innych, dzięki którym Zespół odnosi sukcesy. Gotów jestem osobiście wpiąć im liść laurowy do wieńca chwały.

Godna nie tylko pochwały, lecz również szczerego polecenia jest zaangażowana i pełna oddania postawa rodziców dzieci i młodzieży do grupy należących.

Jeśli kogokolwiek z nich uszczypliwość słów moich dotknęła, wypada wyrazić ubolewanie.

Nie o to jednak chodzi…

I słowa te kieruję przede wszystkim do ludzi, którzy mają prawo decyzji, nie wnikając w to, kim oni są.

Chodzi o ELITARYZACJĘ.

Problem, z którym spotykam się nagminnie, szczególnie przy okazji organizacji wszelkiego rodzaju ważnych imprez okolicznościowych i jubileuszowych, a którego nie wstydząc się jestem zagorzałym przeciwnikiem.

Uważam bowiem, że to imprezy są dla ludzi, a nie na odwrót.

Prawdą jest, że nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek Zespół wystąpił odpłatnie, czyli mówiąc kolokwialnie „za biletami”. Nie jest to jednak równoznaczne z tym, że wstęp na występ jest naprawdę wolny.

Dotyczy to w szczególności Jubileuszu 18 – lecia, który hucznie, acz niestety w zamkniętym gronie obchodzony był 13 listopada. I to, że na widowni, oprócz dostojników zasiedli również rodzice, w niczym sprawy nie zmienia, bo zwykły obywatel na koncert dostać się nie mógł. Dla zwykłych wielbicieli został zorganizowany występ sześć tygodni później, co z samej zasady obniżyło jego rangę.

Nieodparcie rodzi się refleksja, że są tacy, którzy jedzą przy głównym stole w jadalni i tacy, którzy resztki spożywają w kuchni.

Problem ten jest zresztą szerszy i dotyczy różnych dziedzin życia. Pełno jest bowiem jakiś dziwnych uroczystości, konferencji, koncertów i obchodów, do uczestnictwa w których społeczeństwo, nie wiedzieć czemu w ogóle nie jest zapraszane.

Ja rozumiem, że większość spraw na tym ziemskim łez padole zależy od dobrego słowa jednego, czy drugiego wysoko usadowionego dostojnika i że w związku z tą jego niezastąpioną rolą trzeba go zapraszać tu i ówdzie, ale czas najwyższy zdać sobie sprawę, że prawdziwym beneficjentem tego rodzaju imprez powinni być zwykli, szarzy obywatele.

Decydenci zaś najwyraźniej nie widzą powodów, dla których społeczeństwo miałoby współuczestniczyć w życiu publicznym. A potem się dziwią, że nie zaproszone, nie chce w nim uczestniczyć. I jeszcze bezczelnie winą za tą sytuację obarczają właśnie to społeczeństwo.

Wracając zaś do jubileuszu…

Skoro nie można było pomieścić vipów i zwykłych ludzi zgodnie z ideą ludzkiej integracji, egalitaryzmu i solidarności wspólnie w sali HDK, można było zorganizować imprezę choćby na HOSiR. W ostateczności zaś w jednym dniu dać dwa występy w HDK. I to najpierw dla społeczeństwa, a dopiero później dla zaproszonych gości.

Na koniec, dla Pana Mającego Uwagi, dwie dobre rady.

Po pierwsze, pod każdym artykułem czy newsem na portalu lubiehrubie można zamieścić swój, nie objęty niczyją cenzurą komentarz, do czego zawsze zachęcam.

Po drugie, zarzut nieprawdy to naprawdę ciężki kaliber i powinno się z nim obchodzić dość ostrożnie.

Maciek Łyko

zobacz zdjęcie Zespołu >>