Wywiad z twórcą ludowym – Wiolettą Czerniak

Od zawsze lubiłam „spełniać się twórczo”. W czasach szkolnych były to gazetki, dekoracje, ale taka prawdziwa przygoda z rękodzielnictwem zaczęła się gdy podjęłam pracę w Świetlicy Wiejskiej w Metelinie.

Reklamy

Wywiad z twórcą ludowym Panią Wiolettą Czerniak 

 1. Kiedy zaczęła się Pani przygoda z rękodzielnictwem?

Od zawsze lubiłam „spełniać się twórczo”. W czasach szkolnych były to gazetki, dekoracje, ale taka prawdziwa przygoda z rękodzielnictwem zaczęła się gdy podjęłam pracę w Świetlicy Wiejskiej w Metelinie. Tam, szukając w Internecie pomysłów na ciekawe zajęcia z dziećmi, odnalazłam swoją życiową pasję. 

2. Jakie rękodzieła znajdują się w Pani kolekcji?

Słysząc to pytanie od razu nasuwa mi się przysłowie „Szewc bez butów chodzi”, ponieważ wszystko co stworzyłam czy to biżuteria, wytwory z wikliny  papierowej czy pisanki ażurowe, zdobią domy mojej rodziny, znajomych bądź osób, którym po prostu chciałam w sposób wyjątkowy podziękować. Do tej pory zrobiłam niezliczone ilości kolczyków i bransoletek, z których każda była unikatem (nie powtarzałam wzorów).  Z wikliny papierowej stworzyłam różnorodne koszyki, wazony, ramki oraz mniej konwencjonalne, takie  jak buty, rowerki, kurczaczki czy gąski.

3. Czy ktoś w Pani rodzinie zajmował się tego typu twórczością?

W sumie muszę przyznać, że to trochę obciążenie genetyczne. Moja mama, gdy byłam jeszcze mała uczyła mnie jak zrobić szalik na drutach, kołnierzyk do fartuszka na szydełku bądź haftem richelieu, w którym była mistrzynią. Tata miał konkretny zawód był blacharzem-dekarzem, ale ja do tej pory wspominam te cuda jakie tworzył z blachy. Mimo, że już go z nami nie ma, jego wymyślne kosze wciąż zdobią dachy domostw i innych budynków na terenie naszego powiatu. 

4. Czy pamięta Pani swoje pierwsze samodzielnie wytworzone rękodzieło?

Oj pamiętam pamiętam… śmiać mi się chce bo w zamyśle był koszyczek, a wyszedł nocnik. Potem było już tylko lepiej…

5. Czy trudno jest zorganizować warsztat pracy?

Z tym bywa różnie, kiedy mam „wenę” to po prostu siadam i plotę. Z reguły jednak jest tak, że po 20.00,  kiedy kładę moje dwa skarby spać jestem wolna, mam spokój i przy moich plecionkach po prostu mogę sobie odpocząć.

6. Z jakich materiałów Pani tworzy?

Ja to nazywam „śmieciosztuką”, bo jednak największy zapał i zamiłowanie mam do wikliny papierowej, a tu podstawą jest gazeta!!! Surowiec ten jest wszechobecny w naszym codziennym życiu, a ja po prostu daję mu drugie życie.

7. Skąd czerpie Pani pomysły wzornicze?

Z życia i zapotrzebowania, choć nie ukrywam, że podpatruję pracę innych twórców w Internecie, zawsze jednak staram się dodawać coś od siebie.

8. Jakie są Pani plany i marzenia związane z przyszłością rękodzielnictwa?

Kocham to co robię, ale nie ukrywam że marzę żeby przyjemne szło w parze z pożytecznym. Chciałabym aby to co lubię czyli moje koszyczki różnej maści lub pisanki ażurowe mogły być oglądane przez szerszą liczbę ludzi i przynosiło również jakieś zyski. Marzę o otworzeniu sklepiku dla artystów gdzie każdy domorosły artysta będzie mógł kupić niezbędne materiały potrzebne do jego twórczości czy to scrapbookingu, decoupage lub innej techniki.

9. Proszę jeszcze na koniec powiedzieć – czym jest dla Pani rękodzieło?

Rękodzieło zawsze było i będzie moją pasją i odskocznią od trosk codzienności. Jak głoszą słowa pewnej znanej piosenki jest „lekiem na całe zło”.

 

Dziękuję za rozmowę

Wywiad przeprowadziła Agnieszka Mandebura
Pracownik Stowarzyszenia Hrubieszowskiego „Lepsze Jutro”
Lokalna Grupa Działania

 

źródło i fot: LGD Lepsze Jutro