Ole w Planicy!

Kibice polskiej reprezentacji powiadają, że atmosfery tryskającej podczas Pucharu Świata w Zakopanem nie da się odzwierciedlić na żadnej innej skoczni na świecie. Zwyciężyłem w projekcie „Każdy ma swoje Vancouver” i dzięki Firmie 4F (oficjalny sponsor polskiej reprezentacji olimpijskiej) mogłem wybrać się na MŚ w lotach narciarskich w słoweńskiej Planicy.

Reklamy

***

Sprawdziłem jak polscy kibice spisują się na „wyjazdach”. Na pewno nie zawiedli!

W podróż wyruszyłem we środę 17 marca 2010. Po zwiedzeniu Krakowa i Wieliczki przyszedł czas na kupienie winiety (nalepka na szybę samochodu, stanowiąca dowód wniesienia opłaty autostradowej) i jazdę po czeskich, austriackich oraz słoweńskich asfaltach. Towarzyszył mi brat Mateusz i Jacek z Firmy 4F, który był opiekunem wyjazdu (wcielił się w naprawdę dobrego ojca). Przejeżdżałem z towarzyszami podróży przez kilka ciekawych miejsc, m.in.: Cieszyn, Wiedeń, Maribor (drugie pod względem wielkości miasto w Słowenii; tutaj wielkie wrażenie wywarła na mnie wschodnia krawędź masywu Pahorje, zwana również płucami Mariboru, gdzie znajduje się wiele atrakcji, takich jak stoki narciarskie, trasa do zjazdu na rowerach, obiekt do górskiej turystyki pieszej – nocą oświetlony tunel obiektów przyciąga jeszcze bardziej). Słowenia to bardzo piękny kraj. Jadąc można podziwiać krystaliczną przejrzystość górskich spływów i wysokie Alpy sięgające prawie do nieba. „Prawie do nieba wzięłaś mnie, a wtedy padał deszcz…” – tutaj na szczęście świeciło słońce i pogoda mnie rozpieszczała. Przy skoczni widać było rozgrzewających się skoczków ubranych już na wiosennie (przebiegł mi przed nosem Stefan Hula na którego twarzy można było zauważyć uśmiech). Planica to dolina górska położona w północno-zachodniej części Słowenii (przy granicy z Włochami i Austrią) niedaleko Kranjskiej Gory; znany ośrodek sportów zimowych. W dolinie tej znajduje się kompleks skoczni narciarskich, z których najbardziej znana jest mamucia skocznia narciarska Letalnica – największa skocznia na świecie. Tylko na niej można uzyskiwać odległości większe niż 230 m. Jej rekord wynosi 239 m i został ustanowiony 20 marca 2005r. przez norweskiego skoczka Bjoerna Einara Romoerena. W tym samym konkursie, fiński skoczek Janne Ahonen uzyskał 240 m, ale ze względu na upadek rekord nie został zaliczony. Najdłuższy skok na Letalnicy oddany przez Polaka wynosi 225 m, odległość ta została uzyskana przez Adama Małysza 22 marca 2003r. (w bieżącym roku Kamil Stoch skoczył 222,5 m ustanawiając na tym obiekcie własny życiowy rekord). Pierwszego dnia (konkurs indywidualny, 19.03.2010) obecnych pod mamucią skocznią było 17. tys. fanów skoków narciarskich (Zakopane podczas PŚ przyciąga średnio 28 tys.). Niespodziankę po serii próbnej polskim kibicom przyniósł Rafał Śliz, który zajął 3 miejsce. Małysz był w czołówce, więc Polacy marzyli o zwycięstwie. Zgromadzonych przywitał hymn Słowenii. Jak było potem? Wybił czas na niezapomniane emocje MŚ w lotach narciarskich Planica 2010. Sama skocznia robiła wrażenie – zawodnicy przy prędkościach najazdowych przekraczali 100 km/h; przy niej dużo Norwegów, Austriaków, Polaków, Czechów, miejscami Finowie z Niemcami, przewaga Słoweńców. Simon Ammann został nowym Mistrzem Świata w lotach, Szwajcar nie miał sobie równych na największej skoczni mamuciej świata uzyskując w kolejnych seriach 215,5 – 216,5 – 227 – 236,5 metra. Srebrny medal zdobył Gregor Schlierenzauer, a brąz wywalczył Anders Jacobsen, który wygrał z Adamem Małyszem zaledwie o 0,4 punktu. Porównywałem PŚ Zakopane z MŚ w Planicy. Na alpejskiej skoczni przydałby się jeszcze jeden telebim (tylko jeden posiadają – po lewej stronie skoczni), natomiast przewagą jest piękny, górski widok – Alpy Julijskie (słoweń. Julijske Alpe, wł. Alpi Giulie) wkoło skoczni. Na ich terenie rozwinęła się gospodarka leśna, hodowla i przede wszystkim turystyka. Najważniejsze ośrodki sportów narciarskich znajdują się w miejscowościach Planica i Bled (tam nocowałem) w Słowenii oraz Valbruna we Włoszech. Wysokogórska część Alp Julijskich jest objęta ochroną w ramach Parku Narodowego Triglav. W Polsce powiadają, że królową skoków i śnieżnej zabawy są skoki narciarskie podczas PŚ Zakopane – kibice udowadniają to każdego roku: jest hucznie, bardzo skocznie, więcej tańców i uśmiechów. Wielki plus dla polskiej stolicy Tatr! Ale nie miałem pisać o polskich tradycjach… „Korków” nie da się uniknąć przy organizacji wielkich, masowych imprez. W postoju przekonałem się, że Słoweńcy przywiązani są bardzo do własnego kraju – z samochodów słychać było muzykę regionalną. Pozwolę sobie stwierdzić, że Polacy w większości czują „inną” więź z Ojczyzną (Polacy przywiązani są raczej do Dody – ten fakt daje do myślenia). Słoweńcy w swoim państwie czują się bezpiecznie (policja zaopatrzona jest w konie i helikoptery). Ja szukałem spokoju w mieście Bled. Bled, ze szmaragdowozielonym jeziorem, kościółkiem na wyspie, średniowiecznym zamkiem uczepionym stromej skały i najwyższymi szczytami Alp Julijskich i Karawanek w tle jest najbardziej popularną miejscowością uzdrowiskową w Słowenii i symbolem wystawnego życia. Gościłem w 4-ro gwiazdkowym Hotelu Park, gdzie czekały na mnie atrakcje typu basen czy sauna, nie wspominając o dobrych, tradycyjnych posiłkach. Jak to zwykle bywa z popularnymi miejscowościami na całym świecie, ludzie zjeżdżają tutaj tłumnie i będą to robić nadal, ponieważ miejsce jest naprawdę przepiękne. W pogodny dzień od strony północno-wschodniej można podziwiać zarys góry Stol (2236 m) i Triglavu, najwyższego szczytu Słowenii (2864 m), słuchając bicia kościelnych dzwonów i obserwując tłumy turystów. Mimo tak wielu atrakcji, ceny w Bledzie są bardzo zawyżone, dlatego wielu podróżnych omija to miejsce i udaje się nad większe i znacznie słabiej zagospodarowane jezioro Bohinj, 26 km na południowy zachód. Nazwa „Bled” odnosi się zarówno do jeziora, jak i do pobliskich osad, w szczególności zaś do zabudowanych terenów po stronie północno-wschodniej, gdzie skupiają się prawie wszystkie hotele. Od tego miejsca odchodzi w kierunku wschodnim Ljubljanska cesta, główna ulica Bledu, a wokół jeziora (na które miałem widok z pokoi hotelowych) biegną deptaki – Cesta Svobode (na południe) i Kidričeva cesta (na północ).Wracając do tego, co było celem wyjazdu – Mistrzostwa Świata! Odnośnie konkursu drużynowego… Reprezentacja Austrii nie dała szans rywalom i pewnie sięgnęła po złoty medal Mistrzostw Świata w lotach w Planicy. Podopieczni Pointnera skakali zdecydowanie najdalej i wyprzedzili Norwegów o prawie 100 punktów. Polacy do końca walczyli o medal, ale ostatecznie ulegli Finom i zajęli 4 miejsce.

W Słowenii (szczególnie pod mamutem) odczuwałem braterską sympatię; w czasie podróży powrotnej także jej nie brakowało, a to dzięki trenerowi Hannu Lepistö, który w Austrii „mrugnął” do Skody Firmy F4, którą podróżowałem. Dziękuję serdecznie wszystkim, którzy wspierali mój cel w projekcie „Każdy ma swoje Vancouver” oraz Firmie F4 (która była organizatorem konkursu) – szczególnie prezesowi Panu Igorowi Klaja oraz Jackowi Telega za wszelką okazaną pomoc. Swoje wywody zakończę słowami utworu Resort K-ce: „Tak skacze jeden człowiek na świecie. Kto? Adam Małysz! I wy to wiecie!”

Tomasz Pakuła
Redaktor Audycji Sportowej Ole
Zwycięzca projektu „Każdy ma swoje Vancouver”

***

„Samogłoski” przyniosły Tomkowi sukces w projekcie “Każdy ma swoje Vancouver”

Zdobycie medalu na Mistrzostwach Polski Juniorów, wyjazd do Nuuk na Grenlandię, rzucenie palenia, przebiegnięcie trzech maratonów – to tylko niektóre postanowienia uczestników projektu „Każdy ma swoje Vancouver”. Cele opublikowało 558 użytkowników. Zwycięzcą konkursu został użytkownik Tomasz Pakuła z Krasnobrodu za postanowienie
„Moje Vancouver bez samogłosek „yyy, eee” ;)”. Tomasz, dzięki firmie 4F, wyjechał na Mistrzostwa Świata w Lotach Narciarskich do Planicy oraz otrzyma zestaw ubrań z Kolekcji Olimpijskiej 4F.

21 grudnia 2009 wystartowała strona www.mojevancouver.org, na której można było publikować swoje przyrzeczenia na nowy rok.

– Publiczna deklaracja intencji zrobienia czegoś zwiększa szansę na realizację swojego postanowienia. Tak się dzieje szczególnie w warunkach, gdy adresatami przyrzeczenia są osoby znajome. – mówi profesor psychologii Dariusz Doliński.

Ideą igrzysk olimpijskich jest pokonywanie własnych słabości oraz dążenie do osiągnięcia celów. Podobne cele przyświecały akcji „Każdy ma swoje Vancouver”. W projekcie wzięli udział m.in. sportowcy, politycy oraz wszyscy chętni.

Jako pierwszy swoje postanowienie opublikował Adam Małysz: W tym sezonie, moim najważniejszym celem jest zdobycie złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver. Do tego celu się przygotowuję, temu celowi podporządkowane są moje treningi i starty w tym sezonie. W swojej karierze zdobyłem już brąz i srebro na Igrzyskach Olimpijskich w Salt Lake City. Wierzę, że teraz nadszedł czas na ten najcenniejszy medal. Aby zdobyć „złoto” na Igrzyskach Olimpijskich sumiennie trenuję i przygotowuję się do tej imprezy. Dodatkowo do czasu Igrzysk zamierzam zgromadzić jak najwięcej punktów Pucharu Świata, po to, aby na Igrzyskach mieć warunki porównywalne z innymi skoczkami z czołówki.

W ślad za nim „swoje Vancouver” przedstawili inni wybitni sportowcy m.in. Paweł Korzeniowski, Mateusz Kusznierewicz, Dariusz Dziekanowski, Sebastian Mila czy też Łukasz Kruczek. W projekcie wzięły udział również kluby piłkarskie – Lech, Legia i Wisła chcą zdobyć Mistrzostwo Polski.

Komisja Konkursowa, której celem było przyznanie nagród w konkursie “Każdy ma swoje Vancouver”, miała przed sobą bardzo trudne zadanie z uwagi na to, że pod uwagę brane było nie tylko to jak zostało ocenione postanowienie ale również to w jaki sposób jego autor angażował się w projekt Moje Vancouver, jak wspierał innych uczestników konkursu, czy też to – jak ciekawe było wyzwanie, które osoba ta sobie rzuciła. W konkursie było wiele fantastycznych postanowień, co czyniło zadanie Komisji jeszcze trudniejszym. Zespół jury wybrał „Moje Vancouver bez samogłosek „yyy, eee” ;)”.

Zwycięski cel był połączony z działalnością Audycji Sportowej Ole transmitowanej w kilku stacjach radiowych, której Tomasz Pakuła (student wychowania fizycznego – Wyższa Szkoła Edukacja w Sporcie) jest pomysłodawcą i głównym prowadzącym.

Nowy 2010 Rok zawitał; z Nim także moje postanowienie – cel redaktora Audycji Sportowej Ole. Ciekawa jaka przychodzi Wam teraz myśl do głowy… pewnie rozgadany człowiek. Tak!
Ale… często dziennikarze – speakerzy (jak i wszyscy inni) zastanawiając się wydają ustami dźwięk „yyyy…”. Wg mnie to naturalny nawyk ale męczący słuchacza. Fala głosowa „yyy” podrażnia odbiorców, a mnie czyni mniej profesjonalnym. Dzięki poznaniu portalu http://www.mojevancouver.pl/ znalazłem swoje postanowienie przed Igrzyskami Olimpijskimi 2010 w Vancouver! Postaram się przy krótkotrwałym myśleniu pozbyć się wydawania dźwięków typu „eee, yyy” itp. O „dziwnym” postanowieniu poinformowałem także radiosłuchaczy w czasie 54 audycji. Czas trzeba pozytywnie wykorzystać! Spróbowałem już „na fali” swoich sił bez dziwnych samogłosek, a wszystkim odwiedzającym portal projektu Moje Vancouver dziękuję, gdyż to Wy byliście natchnieniem postanowienia, które ma przybliżyć mnie do zaawansowania w dziennikarstwie. Za kilkanaście tygodni efekt musi być słyszalny! – pisze Tomek na portalu mojevancouver.org.

Komentarze pod postanowieniem były zróżnicowane:

Muszę Ci powiedzieć, że super postanowienie. Osobiście mnie takie “yyy”, “eee”, “hmmm…” nie męczy. Wygląda (brzmi) to trochę śmiesznie, a o to właśnie chodzi w życiu (przynajmniej mnie). – pisze Przemuś.

Bardzo ciekawe postanowienie, choć nie dziwię się, że ludzie są trochę zaskoczeni. Mało kto zwraca na to uwagę, ale to źle – przynajmniej dla mnie bo działa mi to na nerwy; szczególnie jeżeli robi tak ktoś, kto powinien mówić płynnie. Rozumiem Cię i wierzę głęboko, że uda Ci się zrealizować „Twoje Vancouver”. – pisze użytkownik jagis16.

Doping był naprawdę niesamowity – Prawdziwy mężczyzna nie boi się swoich słabości – dodała AgniechaS.

Działania jakie podjąłem to lepsze przygotowanie się do audycji (poświęcę więcej czasu na zbieranie materiałów), w drodze do pracy będę analizował prasę sportową i słuchał różne sportowe nagrania w mp3-ójce. Odsłucham wszystkie swoje audycje i poszukam błędów – by wiedzieć, co mam wyeliminować. Poćwiczę dykcję oraz porozmawiam z ludźmi, którzy mają doświadczenie „w mówieniu”. Szkolenia, konferencje, rozmowy. To wszystko musi pomóc. – mówi Tomek.

Skąd takie postanowienie? Mam bardzo szerokie zainteresowania ale przede wszystkim interesuję się sportem, kulturą fizyczną, turystyką i rekreacją, muzyką, filmem i wszystkim, co jest godne uwagi i poświęcenia czasu. Jestem dziennikarzem (Audycja Sportowa Ole, hetmanzamosc.com, ekstraklasa.net) „bez papierów” czy raczej doświadczenia naukowego w dziennikarstwie – stąd moje postanowienie w projekcie Moje Vancouver.

Wszystkim uczestnikom konkursu gratulujemy realizacji celów, a Tomkowi niezapomnianym wrażeń z pobytu w Słowenii.

Redakcja Audycji Sportowej Ole

zobacz zdjęcia »