Oczami absolwenta…

List od czytelnika

Reklamy

Witam! Chciałbym opisać sytuację w Hrubieszowskich szkołach widzianą oczami absolwenta jednej z nich… Może brzydko „wynosić brudy z własnego gniazdka”, ale jeszcze gorzej jest tuszować błędy pedagogów.

i>Przejdźmy do rzeczy…

Skończyłem pewną „Szkołę X” w Hrubieszowie, na pewnej ulicy Xyz albo Zyx, jak kto woli… Uczyłem się różnie i właśnie tu się zaczynają schodki, bo jest tam różnie – podobno nauka jest ogólnie dostępna, darmowa itd. Czasami bywa jednak inaczej…

Weźmy przykładowo język angielski – moja klasa w ciągu trzech lat miała około 5 nauczycieli i każdy zaczynał uczyć od początku! Żeby zdać maturę z angielskiego musiałem płacić za korki. Ktoś zapyta czemu? Wybrałem angielski, bo tylko to tylko wchodziło w grę (obecnie kończę studia na kierunku „informatyka” i jedynie angielski się w tym wypadku liczył).

Znając innych absolwentów mogę podać więcej przykładów małych uchybień przygotowania do matury. Nie tak dawno mój znajomy był w klasie, w której dość duża część uczniów wybrała język, załóżmy hebrajski. Niestety, Pani od hebrajskiego powiedziała, że ma swoje klasy i nie będzie robiła dla innych uczniów kółek dodatkowych, gdyż są klasą łacińsko – grecką (oczywiście zmieniłem nazwy języków…) Tak więc osoby, które chcą się dobrze przygotować do jakiegokolwiek języka obcego, muszą iść na korepetycje! Pytam się więc – a gdzie ta darmowa nauka?

Dalej idąc – inny przykład, również z hrubieszowskiej szkoły. Przyszły technik xxx mając warsztaty raz w tygodniu, musi coś na nie przynieść i zapłacić za to coś z własnej kieszeni… Pytam się, jakim prawem oceniany jest za to co kupi i zrobi za własne pieniądze?

***

Więc przykładowy uczeń hrubieszowskiej szkoły ponadgimnazjalnej musi mieć niezłe dochody, skoro wystarcza mu na korki, bo nie zawsze jest w stanie przygotować się nawet do sprawdzianu, a co mówić do matury. Do tego dochodzą drogie podręczniki, wydatki na inne „niezbędne” pomoce dydaktyczne i codzienne wyżywienie – niby nic, prawda, ale jednak trzeba coś zjeść… A jeśli nie daj boże jeszcze jest się przyszłym technikiem xxx, to już naprawdę dochodzi ładny wydatek tygodniowy.

I kolejny raz się pytam, gdzie ta darmowa nauka…?

Posypią się zaraz głosy, że moja była szkoła jest be i była be, i będzie be… a inne są OK! Nieprawda – moja siostra chodziła do szkoły X1, mój brat cioteczny do X2 i nigdzie nie ma idealnej szkoły, nie wmawiajcie mi tego! „Każda sroczka swój ogonek chwali”, ale nie przymykajmy oczu na błędy.

Chciałbym także podkreślić, że nie potępiam wszystkich nauczycieli, wręcz przeciwnie – podziwiam ich za czas i swoją pracę nie należącą do łatwych. Są wśród nich ludzie naprawdę wspaniali, ale są i ludzie bez powołania, kompletnie nie nadający się do tego zawodu. A niektóre metody, brzydko mówiąc – w pewien sposób zarabiania na uczniach – są niedopuszczalne.

Mam nadzieję, że tekst ukaże się na portalu LubieHrubie.pl i z góry dziękuję!

Wszelkie zbiegi okoliczności są przypadkowe – naukę w Hrubieszowie skończyłem ponad 3 lata temu. Niestety, jest zawsze tak, że jak się chodzi do szkoły, to nic się nie mówi nikomu o wadach, tylko o zaletach. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, ale chciałbym, aby przyszłe pokolenia jednak się trochę więcej nauczyły niż ja i moi znajomi – świeżo upieczeni absolwenci hrubieszowskich szkół.

Anonim
(personalia znane redakcji)