LubieHrubie.pl » Wiadomości

A A A

Zmarła Janina Ewa Kitlińska - FOTO

Dodał: mac

Data dodania: 2017-10-14

W dniu 13.10.2017 r. o godz. 17.00 w wieku 66 lat zmarła Janina Ewa Kitlińska, jak twierdzili i twierdzą uczniowie, grono pedagogiczne, rodzice… doskonały o wielkiej osobowości z wielką charyzmą i o wielkim sercu nauczyciel oraz wychowawca w Szkole Podstawowej nr 1 w Hrubieszowie im. Bolesława Prusa, działacz sportowy, związkowy, społeczny, organizator tysięcy imprez sportowych dla dzieci i młodzieży.

Reklama

 

Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się 16 października br. o godz. 14.00 pożegnaniem zmarłej w Domu Pogrzebowym przy szpitalu – Msza Święta Żałobna odprawiona zostanie w tym samym dniu w Kościele pw. Świętego Mikołaja w Hrubieszowie od godz. 14.15, po której kondukt żałobny wyruszy na cmentarz parafialny. Ciało będzie wystawione w Kaplicy przy szpitalu w dniu 15 października od godziny 13.00.

 

***

 

Janina Ewa Kitlińska

- mgr wychowania fizycznego, nauczyciel dyplomowany, wielokrotny wychowawca klas szkolnych, opiekun SKS, instruktor i sędzia lekkoatletyczny, działacz i organizator imprez w Szkolnym Związku Sportowym (do szczebla wojewódzkiego), LZS, LKS, MKS „Unia” Hrubieszów, Okręgowym Związku Lekkiej Atletyki w Zamościu, spiker podczas zawodów, członek Towarzystwa Regionalnego Hrubieszowskiego, przewodnicząca szkolnego NSZZ „Solidarność”, metodyk wychowania fizycznego w Kuratorium Oświaty i Wychowania w Zamościu i inne.

 


Janina Ewa Kitlińska

- Pochodziła z Lubartowa, w którym urodziła się 15 I 1951 roku, córka Feliksa i Zofii Bednarek. W tym mieście ukończyła szkołę podstawową i liceum ogólnokształcące. młodsza siostra Doroty. W Lubartowie ukończyła szkołę podstawową i liceum ogólnokształcące. W trakcie nauki systematycznie występowała, jako piosenkarka przy okazji różnych apeli i uroczystości, jak i reprezentowała swoje szkoły w wielu zawodach sportowych. Do ulubionych dyscyplin należała gimnastyka (m.in. mistrzyni województwa lubelskiego w wieloboju), siatkówka i piłka ręczna, gdzie zaliczała się do najskuteczniejszych strzelczyń bramek, za co była nagradzana podczas międzyklasowych i międzyszkolnych zawodów.

Po uzyskaniu matury podjęła decyzję, że zostanie nauczycielką wychowania fizycznego, więc przystąpiła do egzaminów w Studium Nauczycielskim w Chełmie na kierunek wychowanie fizyczne z biologią i od 1969 roku podjęła naukę, podczas której, dodatkowo, jak się okazało spotkała kandydata na męża rodem z Hrubieszowa Marka. Związek został zalegalizowany w 1971 roku i po otrzymaniu dyplomów potwierdzających uzyskane uprawnienia pedagogiczne, zapadła decyzja o zamieszkaniu w Hrubieszowie.

W wieku 20 lat od 1 września 1971 r. rozpoczęła pracę w Szkole Podstawowej nr 1 im. Bolesława Prusa w Hrubieszowie, jako nauczycielka wychowania fizycznego, w której ten przedmiot już prowadzili: Ewa Gęsiak, Roman Giergiel i Jan Sokal a dyrektorem szkoły był Stanisław Tylus. Kolejni dyrektorzy do przejścia na emeryturę to: Zbysław Socha, Józef Ulidowski, Lucjan Szeląg, Bolesław Pyc, Roman Giergiel i Dorota Cebula.

Od początku była aktywna, zdecydowana, z dużym charakterem i charyzmą. Posiadała dużą wiedzę i umiejętności sprawnościowe w swoim zawodzie, więc lekcje były prowadzone ciekawie i co najważniejsze były urozmaicane z wykorzystaniem różnych przyborów, muzyki, terenu przyszkolnego i poza (np. zajęcia w Dębince, Tatarskiej Górze, łąkach) oraz demonstracji ćwiczeń przez nauczycielkę. Będąc w ciąży z pierwszym synem Piotrem nadal aktywnie prowadziła zajęcia, prawie do rozwiązania i wszystko skończyło się bardzo dobrze, bo syn obecnie nie może żyć bez sportu. Został mistrzem Polski na 1500 metrów czy wywalczył brązowy medal na Mistrzostwach Świata w canicrossie, a obecnie jest efektywnym trenerem w AZS UMCS Lublin z sukcesami międzynarodowymi i ogólnopolskimi dyrektorem Maratonu Lubelskiego.

Po regulaminowym okresie powróciła do pracy i pomimo opieki nad dzieckiem, włączyła się natychmiast aktywnie w życie szkolne. Warto przy tej okazji przypomnieć, że wówczas nauka w szkole trwała sześć dni a na etat przypadało 32 godziny, w klasach było prawie po 40 osób, więc pracy i stresów trochę było. Na szczęście przy wychowaniu dziecka pomagali teściowie (Teresa i Tadeusz) oraz babcia Stasia.

Dodatkowo od września 1974 r. przejęła od kolegi z pracy Romana Giergiela z ramienia Powiatowego Szkolnego Związku Sportowego w Hrubieszowie organizowanie zawodów międzyszkolnych dla ośmioklasowych szkół podstawowych i średnich. Po pewnym czasie przybyło jeszcze więcej imprez, ponieważ w podstawówkach zawody zaczęto prowadzić oddzielnie dla klas 8/7 i 6/5 a nawet czwartych i młodsi. Przez wiele lat były organizowane zawody w sportach zimowych, które u nas obecnie zanikły. Nie była to łatwa praca, ponieważ wymagała wiele prac organizacyjnych, umiejętności improwizacyjnych a w tych latach komputerów nie było. Od 1998 r. doszła rywalizacja dla szkół gimnazjalnych. Oprócz zawodów powiatowych, wielokrotnie organizowała imprezy na szczeblu województwa (później rejonu) zamojskiego. Oczywiście działała w zarządzie SZS tego województwa, jak następnie lubelskiego i należy powiedzieć, nie było to bierne działanie. Przygoda ze SZS trwała do 2007 roku. Odczuwała wielka satysfakcję, kiedy słyszała miłe słowa o jej pracy, że wszystko za jej czasów było jasne i klarowne.

W tym czasie w szkole, pracowała na całym etacie, obejmując jeszcze klasowe wychowawstwa. Była wymagającą w tym zakresie, ale całym sercem z podopiecznymi, o czym zawsze świadczyły w Dniu Nauczyciela kosze i naręcza kwiatów. Otrzymała pierwszy namalowany obraz pt. „Wojownik” przez jej ucznia, (Wojciecha Żeromskiego – obecnie architekta), który do dzisiaj wisi w domowym pokoju. Organizowała apele, dyskoteki (w tym i sportowe), biwaki, rajdy, wycieczki szkolne i klasowe, wyjazdy na basen, współorganizowała kuligi szkolne i ogniska. Odpowiadała, jako kierownik za zimowiska szkolne. Dopingowała w nauce, natychmiast reagowała przy niewłaściwym zachowywaniu się, była w stałym kontakcie z rodzicami, chwaliła i nagradzała uczniów za ich inicjatywę, pomysły, działalność i postępy, jak była potrzeba karała według przyjętego i zaakceptowanego regulaminu i co najważniejsze bez złośliwości. Jej klasa często wygrywała we współzawodnictwach międzyklasowych za wystrój klasy czy w ocenie nauki.

Była opiekunem Szkolnego Koła Sportowego w ramach, którego prowadziła dodatkowe zajęcia pozalekcyjne, współorganizowała szkolne igrzyska, prowadziła gablotę i kronikę SKS oraz lekkoatletyczne rekordy szkoły, występowała o zakup sprzętu i przyborów do prowadzenia zajęć, wielokrotnie z uczniami porządkowała boisko szkolne czy naprawiała zniszczony sprzęt, uczniowie nawet wykonywali przybory ćwiczebne, jak np. szarfy, woreczki z piaskiem… Razem z uczniami i innymi nauczycielami wf przygotowywała wieczorem lodowisko przyszkolne (często jedyne w mieście), z którego frajdę mieli również okoliczni mieszkańcy.

Przygotowane przez nią uczennice i uczniowie często zajmowali czołowe miejsca w powiecie, województwie, a i dochodzili do zawodów ogólnopolskich, szczególnie w lekkoatletyce, koszykówce, siatkówce, łyżwiarstwie i biegach przełajowych.

Ściśle współpracowała z Unią Hrubieszów zachęcając uczniów, aby podejmowali treningi, szczególnie w lekkiej atletyce, piłce nożnej czy ręcznej. Interesowała się ich postępami i osiągnięciami, a jeżeli ktoś chciał rezygnować, starała się pomóc w powrocie do zajęć, co często udawało się. Trudno wymieniać nazwiska, kogo skierowała do klubu, ponieważ lista jest tak długa (a jest wśród nich po ukończeniu podstawówki wielu medalistów i reprezentantów Mistrzostw Polski).

Prowadziła też treningi kadry wojewódzkiej SZS i Unii Hrubieszów. Podczas stanu wojennego prowadziła treningi klubowe za męża, który był przez kilka miesięcy, jako… rezerwista w wojsku. Dodatkowo została oskarżona o rozpowszechnianie podziemnej prasy i książek, za co była kilkakrotnie przesłuchiwana do łez przez SB.

Także kończyła kursy sędziowskie, więc osobiście sędziowała w wielu dyscyplinach, a szczególnie w lekkiej atletyce i to w zawodach międzywojewódzkich. Będąc w ciąży z drugim synem (Markiem Hubertem, który również bez sportu żyć nie może – piłkarz nożny wychowanek Unii Hrubieszów, podczas studiów reprezentował Podlasie Biała Podlaska w III lidze /obecnie II/, a następnie Stal Kraśnik, po karierze sportowej trener klubów piłkarskich) ukończyła kurs instruktorów lekkiej atletyki w Raciborzu i podjęła pracę z grupą naborową w Unii Hrubieszów, niestety w związku z nawałem pracy, wychowywaniem dwóch synów, zmiany miejsca zamieszkania musiała w końcu zrezygnować, aby… mąż mógł kontynuować swoje ambitne prace sportowe. W tym okresie podjęła studia magisterskie, które z oceną wyróżniającą ukończyła je. Dla ciekawości podam, że egzamin z pływania zaliczyła będąc w szóstym miesiącu ciąży.

Przez pewien okres pełniła funkcję metodyka wychowania fizycznego w Kuratorium Oświaty i Wychowania w Zamościu. Była też członkiem Zarządu Okręgowego Związku w Lekkiej Atletyce oraz Zarządu Unii Hrubieszów. Uzyskała, jako pierwsza ze szkoły nauczycielka po wymaganiach i egzaminie tytuł nauczyciela dyplomowanego (21 II 2002).

W międzyczasie uporządkowała od podstaw a następnie przez kilka lat opiekowała się z uczniami zrujnowanym grobem prezesa międzywojennego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Hrubieszowie Jana Pawłowicza.

Na zasłużoną emeryturę odeszła 1 VIII 2007 roku. Kiedy było potrzeba nadal sędziowała na zawodach w Hrubieszowie, czy Zamościu, pracowała także w biurze organizacyjnym razem z synową Agnieszką w Lublinie, kiedy dyrektor lubelskich biegów syn Piotr zapraszał.

Od wielu lat kibicowała wnukom Michałowi i Bartkowi, którzy starają się podtrzymać tradycje rodzinne i doskonalą się w swoich ulubionych dyscyplinach. Michał (trener, ojciec Piotr) jest kilkakrotnym medalistą i członkiem kadry narodowej juniorów i młodzieżowców w biegach średnich, a młodszy o 6 lat Bartek (trener, mama Agnieszka), jak na razie to biegacz oraz siatkarz i również już wielokrotnie stawał na podium w tych dyscyplinach.

Do dzisiaj jest mile wspominana i doceniana przez swoich uczniów, grona pedagogicznego, ludzi sportu i osób, które spotykała na swojej drodze, zwykłych znajomych, sąsiadów i przyjaciół, których miała mnóstwo, rodzinę i znając jej charakter zapewne jeszcze… troska się ich smutkiem, że ich zawiodła, bo tak szybko odeszła.

Widziałem, jak od kilku miesięcy toczyła walkę, aby dla nas Żyć i pomagać. Co 2 –3 tygodnie woziliśmy do Lublina na chemioterapię (19 razy), która była coraz mocniejsza, niestety wszyscy lekarze (Warszawa czy Lublin) podawali nam informację, że na operację jest już za późno.

Jeszcze w poniedziałek 9 października wydawało się, że odzyskuje siły, ponieważ wykonała uchwyty z tasiemek na ręczniczki i je osobiście przyszyła, a wcześniej były chwile, kiedy jej z rąk wypadał telefon czy kubeczek z napojem, brakowało sił do przejścia kilku kroków, mowa stawała się niezrozumiała…

Niestety po południu we wtorek, stan zaczął się błyskawicznie pogarszać, zaczęła tracić świadomość, więc wezwałem karetkę pogotowia (dyspozytorka, z którą rozmawiałem, była niezwykle miła i rzeczowa!), za kilkanaście minut przybyły wzorowy personel medyczny zadecydował zabieramy do szpitala. Tam również sporo osób pracujących znała p. Ewę, przyznając się… to moja nauczycielka i przypominały wiele z tego okresu wydarzeń. Niestety choroba postępowała z godziny na godzinę, w czwartek straciliśmy kontakt, ale toczyła walkę, jakby kogoś chciała przegonić rękoma i nogami, czasami otwierała oczy.

Przyszedł feralny piątek i popołudnie, zbliżała się godzina 17.00, Nagle znieruchomiała, zauważyłem, że popłynęły jej łzy z oczu, które jestem pewien, bo przez prawie 50 lat bycia razem znałem ją doskonale, że świadczyły - przepraszam, że Was zawiodłam i zostawiam…

Poprosiłem dr Kłaka do łóżka, zaczął badać puls, który wyczuwał go przez kilka minut coraz słabiej, w końcu powiedział straszną dla nas wieść NIE ŻYJE, za chwilę pielęgniarka wykonała EKG, linia była… ciągła. To, że my płakaliśmy to normalne, ale były wzruszone i pozostałe pacjentki z Sali i personel szpitalny, któremu chcemy bardzo, ale to bardzo podziękować, za wzorowa opiekę!!! 

 

***

 

Za swoją aktywną i skuteczną działalność zawodową oraz społeczną wielokrotnie odznaczana i nagradzana m.in.:

- Złotym i Brązowym Krzyżem Zasługi

- Medalem Komisji Edukacji Narodowej

- Dwukrotnie Nagrodą Kuratora Oświaty i Wychowania

- Wielokrotnie medalami, odznakami i dyplomami ZG i ZW SZS - Za zasługi w Sporcie Szkolnym czy Zrzeszenia LZS

- Srebrną i Brązową Odznaką „Zasłużony Działacz Kultury Fizycznej

- Srebrną i Brązowa Honorową Odznaką PZLA i LOZLA

- Złotą Odznaką „Za Zasługi Dla Sportu”

- Wielokrotne otrzymywała Nagrody Burmistrza Miasta i Dyrektora Szkoły – Za szczególne osiągnięcia dydaktyczno – wychowawcze oraz wiele dyplomów gratulacyjnych czy z podziękowaniami za współpracę od różnych instytucji, organizacji i stowarzyszeń.


Opracował –

Mąż zmarłej Marek Ambroży Kitliński (mak), który pogrążony w wielkim smutku jeszcze raz DZIĘKUJE zmarłej małżonce, że mnie wybrała z grona wielu konkurentów i z tego tytułu za bogate i ciekawe 46 letnie pożycie małżeńskie oraz obdarzenia mnie dwoma wspaniale wychowanymi synami, że byłaś tam, gdzie byłaś potrzebna i nie zawiodłaś!

Nigdy!!! Nie mógłbym tyle poświęcić czasu, temu, czemu poświęciłem i poświęcam!

Kochana Ewo spoczywaj w spokoju i czekaj na mnie, chociaż wszystko wskazywało, że będzie odwrotnie. Widocznie Bóg widząc Twoją zaradność i operatywność był zazdrosny o Ciebie i dlatego zabrał Cię tak szybko do siebie, abyś to samo czyniła w Niebie!!!


***


Życzymy Ci z całego serca i miłości…

- Spoczywaj w Spokoju, kiedyś przybędziemy do Ciebie!

- Mąż Marek Ambroży, Synowie (Piotr i Marek Hubert), Synowa Agnieszka, Wnukowie (Michał i Bartosz), Rodzina i Przyjaciele!


Foto – archiwum rodzinne

 

Podziel się:
« wstecz

GALERIA: