Panna Zuzanna odleciała…

Mój niecodzienny gość z 27 stycznia 2020 roku, w godzinach porannych odleciał do natury…

Reklamy

 

Bardzo burzliwą  noc miałam dzisiaj z sową Zuzanną… Około godziny 23 podałam jej późną kolację i na szczęście zjadła niewielki kawałek ugotowanej piersi z indyka. A kiedy zgasiłam światło, to „sowunia” zaczęła skakać w pudełku, bo koniecznie chciała się z niego wydostać, więc urzędowałyśmy obydwie prawie do rana.

Pan weterynarz Tomasz Ciesielczuk przyjechał dzisiaj rano do Zuzi, prosto z Zamościa i zbadał ją dokładnie. Oczywiście podrapała nas obydwoje, ale sowy mają taki sposób obrony. Diagnoza pana doktora od ptaszków była taka, że jest zdrowa i można ją wypuścić. Chciałam ją jeszcze nakarmić przed rozstaniem, ale zasnęła jak „zabita” i nie mogłam jej dobudzić.

Wyciągnęłam ją śpiącą z pudełka i posadziłam na świerku (pierwszy filmik), ale śpiąca królewna spała i spała, aż mi się znudziło i poszłam do domu.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy wróciłam, a sowa wisiała trzymając się pazurkami na gałązce i oczywiście nadal spała (drugi filmik). Ale tak mocno zasnęła, że w pewnym momencie spadła na ziemię i się troszeczkę rozbudziła.

Wtedy podeszłam do niej i powiedziałam – czas odlecieć panno Zuzanno (trzeci filmik) i mój niecodzienny gość odfrunął do swoich. Smutno mi się troszeczkę zrobiło, ale cieszę się że wszystko zakończyło się happy endem.

Wielki szacunek mam do Ernesta Krusiewicza, bo po zderzeniu z ptakiem, mógł się po prostu nie zatrzymać, ale jednak stało się inaczej, bo wysiadł i znalazł w rowie oszołomioną i prawie nie żywą Zuzannę. Noc była zimna, więc prawdopodobnie uratował jej życie.

 

Danuta Muzyczka

 

Wideo, fot. Danuta Muzyczka

 

P.S. Filmiki nie są nagrane profesjonalnie, bo żaden ze mnie kamerzysta.

 

 

 

 


 

Zobacz też:

POWIAT – Niecodzienny gość wieczorową porą