Jan Zderkiewicz – „Żelazny Człowiek” z Hrubieszowa

W dniach 9/10.04.2011 r. z okazji wyzwolenia Odessy na Ukrainie w okresie II wojny światowej przeprowadzono ekstremalne zawody o tytuł „Żelazny Człowiek”. Wśród zaledwie trzech zdobywców tego tytułu znalazł się reprezentant Hrubieszowa Pan Jan Zderkiewicz!!!

Reklamy

i>Na zdjęciu – Jan Zderkiewicz „Żelazny Człowiek”

W rywalizacji uczestniczyło ok. 500 osób mając do pokonania biegiem 100 km, natomiast rowerem taki sam dystans ok. 1000. Zaledwie 16 osób zgłosiło się do pokonania obu odcinków (100 km rowerem +100 km biegiem), a pokonało zaledwie 3 i ten wyczyn kwalifikuje do tytułu „Żelazny Człowiek”. Wśród tej trójki metę przekroczył hrubieszowianin, 65 – letni Jan Zderkiewicz. Wielkie GRATULACJE!!!

Opowiada Jan Zderkiewicz

Na początek odbył się start honorowy 9 kwietnia o godzinie 11.00 na rowerach, który wliczał się już w dystans. W związku z tym, że było nas około 1000 – ca jechaliśmy powoli i spokojnie, ale i tak były wywrotki. Po ok. 13 km nastąpił wystrzał z kilku armat i ruszyliśmy. Nie było to łatwe przy takiej ilości rowerów, a na dodatek w szosie było pełno dziur i trzeba było bardzo uważać. Trasa była pogórkowata i tak wyszło, że większość trasy przebiegała pod silny wiatr.

Biegacze ruszyli pół godziny później. Ci, co zdecydowali się do połączenia obu konkurencji po zakończeniu jazdy i uzyskaniu odpowiedniej pieczątki o zaliczeniu pierwszej próby, biegną w drugą stronę 53 km i znowu wracają, więc wyszło, że przebiegliśmy ok. 106 km. Co ciekawe, w związku z ogromnymi pustymi terenami i biegiem w nocnych ciemnościach organizatorzy puszczali nas po dwóch i okazało się, że na swojego partnera, kapitana wojska, 27 – letniego Wiktora Kasjana z Żytomierza musiałem czekać ponad 2 godziny, a czas leciał na moje konto. Z kolei po 36 kilometrach mój partner, niestety wycofał się i dalej biegłem sam. Pomimo, że miałem zamontowaną do czapki latarkę, to i tak nie zawsze na czas zauważałem namalowanych na szosie wskazujących kierunek strzałki i musiałem wracać. Na punktach kontrolnych stawiano pieczątki i zapisywano mijający w tym momencie czas. Przy tych punktach jak i przy punktach odżywczych były kolejki, a czas leciał. Akurat w tym dniu pogoda była kiepska: wiatr, wichura, grad, połamane drzewa na trasie. W punktach odżywczych można było skorzystać m.in. z herbaty, bananów, napoi, a nawet kanapek.

Jako jedyny Polak byłem zatrzymywany przez mieszkańców, ponieważ miejscowi chwalili się, że mają korzenie polskie, byli bardzo życzliwi.

Na trasie był kontakt z organizatorem po przez telefon organizatora, ponieważ punkty kontrolne były oddalone ok. 20 km od siebie. Na trasie jak już wspomniałem było na ogół brak zabudowań, dzikie pola, lub rzadko uprawiane. Spać mi się nie chciało, ale występowały różne bóle, nie mówiąc o pęcherzach na stopach, pomimo tego nawet przez głowę mi nie przeszło, żeby się wycofać. Na 53 km skorzystałem z masażu nóg (punkt kontrolny), zjadłem o 12. w nocy (ok. pół litra dżemu), spożywałem batony i zakupione prze siebie odżywki, popijałem herbatę.

Do mety dotarłem na drugi dzień około godziny 8.50. Łączny czas nie jest adekwatny do dystansu, ponieważ był dłuższy: rower – 113, bieg – 106 i te różne oczekiwania (kolarstwo – 5.17 godz., bieg 16 godz. Czas łączny 21.17:43 godz.). Za metą poczułem wielką satysfakcję, chciało mi się nawet płakać ze szczęścia, o bólach zapomniałem. Otrzymałem szereg gratulacji i zaproszeń do triathlonu (dodatkowo pływanie) w Odessie, Stanach Zjednoczonych i Japonii.

Za ukończenie obu dyscyplin sportowych otrzymałem certyfikat. Dyplom – certyfikat wręczył mi zastępca Gubernatora Odessy.

Do zawodów przygotowywałem się ok. 4 miesięcy, biegając na dworze w tzw. „Małpim Gaju” (10 – 30 km), dodatkowo biegałem na elektrycznej bieżni w domu, jeździłem rowerem, np. na trasie Hrubieszów – Zosin, plus na rowerze stacjonarnym w domu, dla wzmocnienia rąk wiosłowałem w domu na specjalnym do tego urządzeniu. Jeszcze w domu dodatkowo wykorzystywałem urządzenie „Orbiter” (chodzenie na urządzeniu, gdzie działają ręce i nogi). Stosuję dietę przygotowywaną przez żonę Urszulkę.

Warto jeszcze powiedzieć, że oglądnąłem przepiękną rekonstrukcję bitwy lądowo – morsko – lotniczej z okazji wyswobodzenia Odessy w czasie II wojny światowej. Nagrody to: dyplom – certyfikat „Żelazny Człowiek” i gadżety, nagród rzeczowych ani finansowych nie było. Dojazd i powrót swoim samochodem w sumie ok. 2ooo km, miałem kolegów do pomocy, za co im serdecznie dziękuję. Jechałem na rowerze francuskim Lapier. O moich wyczynach napisała, bardzo tam popularna gazeta „Wieczornaja Odessa”.

***

Warto wiedzieć, że Jan Zderkiewicz:

– Hołduje zasadzie – „Lepiej się zużyć jak zardzewieć”.

– Dlatego rozpoczął treningi kolarskie w 2001 roku.

– Lubiehrubie już w roku 2009 przedstawiało dokonania tego niezwykłego pasjonata wysiłku fizycznego.

– W sierpniu roku 2010 zaliczył Tur rowerowy na trasie Armenia – Iran Północny – Turcja, wynoszący ok. 1500 km, pokonując w 2 tygodnie. Na trasie bardzo gościnni byli Ormianie oraz Irańczycy. W tym rajdzie pokonał dużo wzniesień, w tym jeden liczył 2600 m z podjazdem 44 km, przy temperaturze plus 45 – 50 stopni. Tutaj używał roweru firmy amerykańskiej Dahon. Przejechał m.in. wokół słynnej góry Ararat (arka Noego), która ciągle żyje (dymi). Na rowerze wiózł swój dobytek (namiot, ubranie, jedzenie, itp.). Trudności językowe występowały w Iranie, ponieważ wszystkie napisy były po arabsku. Dodatkowo w tym okresie był Ramadan i przez to wszystko pozamykane. Ogólne wrażenia, jak twierdzi, były niesamowite.

– Stale uczestniczy w organizowanych wyścigach przez Hrubieszów na Rowerach i innych zawodach.

***

Dalsze plany

– Starty w lokalnych imprezach kolarskich.

– 2012 rok – wyprawa rowerowa Pekin – Londyn (Igrzyska Olimpijskie z członkami Stowarzyszenia CROTOS z Warszawy.

***

Wysłuchał i napisał
– Marek Ambroży Kitliński (mak)