Kajakarska przygoda uczniów z Kościuszki

Był to już siódmy spływ kajakowy w pod nazwą „Spływ kajakowy Zespołu Szkół nr 3 w Hrubieszowie”.

Reklamy

Nasze szkolne spływanie zaczęliśmy jeszcze w ubiegłym wieku. Przypomnijmy sobie, że tradycje kajakarskie w naszej szkole biorą się od wyjazdu na biwak kajakowy w 1998 roku nad rzekę Tanew. Nie mieliśmy oczywiście wtedy jeszcze własnych kajaków, więc pływaliśmy na pożyczonych z klubu UKS Tanew.

Mało kto wie, że były to kajaki wyczynowe jednoosobowe, całkowicie różniące się od tych, którymi pływamy obecnie. Wypożyczany wówczas przez nas sprzęt służył sportowcom z UKS Tanew do gry w polo (piłka ręczna na kajakach) i wymagał od nas bardzo dobrej koordynacji ruchowej, a każdy, kto w taki kajak wsiadał, zaliczał „grzybka”, czyli wywrotkę. Wyobraźcie sobie, że pierwszą czynnością, jakiej się uczyliśmy, nie było, jak obecnie, wsiadanie do kajaka, lecz wychodzenie z niego pod wodą! 

Oprócz szkolnych spływów kajakowych organizujemy też spływy powiatowe. Uczniowie naszej szkoły odbyli w sumie około 20 różnych spływów – jednodniowych i wielodniowych. Pływaliśmy między innymi po Huczwie, Bugu, Tanwi oraz Wieprzu, a w program nauczania wychowania fizycznego w Kościuszce wpisany jest „kurs kajakarstwa” – jest to propozycja 10 godzin do wyboru dla uczniów z zakresu szkolenia umiejętności kajakarskich.

Atutem naszej szkoły jest posiadanie sprzętu kajakowego (dysponujemy w sumie 13 kajakami), bliskość rzeki, program szkolenia, odpowiedzialna i znakomicie przygotowana kadra instruktorska (spośród 3 powiatowych instruktorów rekreacji ruchowej o specjalności kajakarskiej – dwóch to nauczyciele naszej szkoły!).

Na VII spływ kajakowy ZS nr 3 zaprosiliśmy także uczniów z Machajca, a rolę ratownika pełnił nauczyciel z tej szkoły pan Jacek Jaworski. Wyjeżdżamy o godzinie 9. W trakcje jazdy busem instrukcji teoretycznych dla adeptów kajakarstwa udzielił nauczyciel-instruktor z Kościuszki Krzysztof Brudnowski. Wieprz to rzeka dość długa, licząca sobie 303 km, z czego aż 300 km jest dostępnych dla turystyki kajakowej. My z tego przepłyniemy 17, 7 km i chociaż na drodze nie napotkamy na większe trudności, to musimy zachować ostrożność. Wiadomo, pod wodą mogą się kryć różne niespodzianki. Około 11.30 wodujemy kajaki w Zwierzyńcu za tamą Zalewu Rutka. Wieprz w tym miejscu płynie wyjątkowo wartko, na wodzie spotykamy mnóstwo dzikich kaczek, które nie reagują na naszą obecność. Jest okazja, by dobrze przyjrzeć się ich opierzeniu. Mijamy zwierzyniecki park, liczne mostki i kładki.

Okazuje się, że rzeka jest źródłem dochodu dla wielu wypożyczalni kajakowych, a więc nieodzowne są liczne przybrzeżne podesty, biwakowiska i sklepy dla kajakarzy. Przepływamy obok nich, a w naszych głowach rodzą się myśli o tym, aby zawinąć do brzegu i o tym, dlaczego nasza piękna powiatowa rzeka Huczwa wciąż pod tym względem jest tak uboga i niewykorzystana turystycznie. W zasadzie niczym nie ustępuje Tanwi, a jest z pewnością od niej bardziej dzika, a więc atrakcyjniejsza dla miłośników wodnej turystyki. Jej dodatkowym atutem jest to, że łączy się z jedną z największych nieuregulowanych rzek w Europie – Bugiem. Podobno władze naszego miasta i powiatu, zastanawiając się nad możliwościami rozwoju naszej małej ojczyzny, myślą o wykorzystaniu walorów turystycznych Ziemi Hrubieszowskiej. No właśnie, myślą, myślą, myślą…, a w Zwierzyńcu działają…, i tego działania są efekty. A w Hrubieszowie – no właśnie… (dopowiedzcie sobie sami).

Wreszcie po około półtorej godzinie dopływamy do śluzy w Turzyńcu. Tuż przed śluzą, na przeszkodzie z drzew w zakolu Wieprza, dochodzi do wywrotki jednego kajaka. Woda jest zimna, więc na śluzie chłopaki się przebierają i rozgrzewają. Wyciągamy kajaki z wody, tylko nasi opiekunowie przepływają przez śluzę. Rozpalamy grila i konsumujemy pyszne kiełbaski. Pogoda jest bardzo słoneczna i chętnie byśmy posiedzieli dłużej, lecz kierownik spływu, prof. Marek Obszyński, wydaje rozkaz wypłynięcia – wiadomo, woda na nas nie czeka i, tak jak życie, szybko płynie. Wskakujemy w kajaki i ochoczo ruszamy po dalszą przygodę. Obserwujemy piękno roztoczańskiej przyrody, a od Kawęczyna Tanew nabiera charakteru górskiego potoku, gdyż widzimy na własne oczy, że wyraźnie płyniemy w dół, jak na rzece górskiej. Dopływamy do Szczebrzeszyna, żegnamy chrząszcza, w busie rozmawiamy o przeżyciach na spływie. Pora do domu, wreszcie Hrubieszów. Wkrótce znowu na szlak po nowe przygody.

KaBe