Kinga Pogwizd finalistką Olimpiady Ekologicznej

Hrubieszów Kinga Pogwizd – uczennica klasy 1c Zespołu Szkół nr 3 w Hrubieszowie, klasy o profilu biologiczno-chemicznym zakwalifikowała się do etapu ogólnopolskiego Olimpiady Ekologicznej (zajmując pierwsze miejsce w województwie).

Reklamy

Nagrodą oprócz książek i sprzętu grającego jest wstęp na 60 uczelni, które honorują wyniki finalistów olimpiad.

Opiekunem Kingi jest p. Anna Szadowska.

Gratulujemy !

***

Dlaczego Kinga wygrała?

Sama Kinga mówi skromnie, że nie spodziewała się. Ta wrodzona skromność to jednocześnie pokora wobec ogromu wiedzy. Sama świadomość, ile jeszcze jest do poznania pozwala ludziom ambitnym, ludziom z pasją – a taką jest Kinga – prawdziwie się rozwijać.

Jest dopiero uczennicą klasy I o profilu biologiczno-chemicznym Liceum Ogólnokształcącego w Zespole Szkół nr 3 im. Tadeusza Kościuszki w Hrubieszowie. Już w gimnazjum dała się poznać z dobrej strony, była najlepszą gimnazjalistką w skali miasta. Lubi biologię i bez reszty pochłania ją świat wiedzy. Dlaczego? Bo to ciekawe.

Stymulowana przez rodziców, którzy czytali, pokazywali świat, dziś sama dobiera książki, czasopisma, szuka czegoś, co zaspokaja głód poznania, nie potrzebuje specjalnych motywacji, to co robi – jeśli jest do tego przekonana – robi dobrze i perfekcyjnie. Jest delikatna, nieśmiała i chciałoby się ją chronić przed bezwzględnością świata albo przynajmniej bezpiecznie wprowadzać w twarde reguły i wymagania.

Czego można oczekiwać od ucznia, który w programie szkolnym z ekologią spotka się dopiero pod koniec klasy I. Cały materiał musi zrobić wcześniej sam, z pomocą nauczyciela (opiekunem Kingi jest p. Anna Szadowska) na dodatkowych zajęciach. Musi wygospodarować czas, przecież nikt z niej nie zdejmuje równoległego przygotowywania się do innych zajęć szkolnych. Z tym większym uznaniem należy patrzeć na Kingę. Jej szkoła to bardzo dobra szkoła – co roku wprowadza do finału wojewódzkiego swoich uczniów. Kindze udało się wygrać. Napisała trudny test, który wyeliminował wszystkich konkurentów. Została tylko jedna koleżanka z Janowa. Dwie uczennice z małych miast, które wielką pracą muszą udowadniać, że z takich miejscowości też się można wybić.

Jaki stres musi pokonać pierwszoklasistka, gdy staje na egzaminie ustnym przed 10 osobową komisją i gdy ma za plecami publiczność, może pewny siebie III – klasista radziłby sobie swobodnie, ale ci uczniowie już myślą o maturze i wypadają z gry. Kinga pokonała wszystkich.

Z nagrodą w postaci książek i sprzętu grającego, i co istotne – wstępu na 60 uczelni, które honorują wyniki finalistów olimpiad, wróciła do swojego miasta.

Przed nią czas przygotowań do Olimpiady Ogólnopolskiej i długa podróż z miasteczka najdalej wysuniętego na wschód aż do województwa pomorskiego. 12 godzin pociągiem i 3 dni zmagań.

Powodzenia! Czy się uda? Trzymamy kciuki. Już jesteśmy dumni.

Stawiamy na pracę indywidualną, bo ekologia – przy przeładowanych treściach nauczania często traktowana jest po macoszemu, praca w czerwcu z młodzieżą jest trudna, gorąco perspektywa wakacji rozleniwia uczniów, materiał w wielu szkołach przenoszony jest na następny rok lub zestawiany z ochroną środowiska dopiero w klasie III.

Sfrustrowani nauczyciele klas pierwszych dobrze wiedzą, co znaczy zmieścić botanikę, zoologię i ekologię przy trzech godzinach lekcyjnych tygodniowo. Jakiej gimnastyki wymaga wygospodarowanie czasu na ćwiczenia i zajęcia w terenie dla 30 osób. Są akcje ekologiczne na terenie szkoły i miasta, są wycieczki, ścieżki między – przedmiotowe to pozwala na uwrażliwianie młodzieży, kreuje ich postawy, ale czy pozwala na wygrywanie olimpiady ekologicznej? Organizatorzy Olimpiady stawiają sobie szczytne cele. Jeśli szukają perełek – to je znajdują wśród nielicznych. Taka perełką jest Kinga i trzeba jej stworzyć warunki by mogła błyszczeć. Jeśli organizatorzy chcą trafić do wielu, to powinni patrzeć na przyrodę i jej problemy z pozycji młodzieży. Postrzeganie jest wtedy trochę inne – może mniej techniczne, mniej statystyczne, uczniowie nie są fachowcami i specjalistami, dopiero się uczą i zaczynają od poznawania zjawisk ogólnych, szukają autorytetów. Do finału doszłyby nie 2 ale spokojnie 12 oczekiwanych osób. Jest dużą sztuką wykreować ekologa, a łatwo zdusić entuzjazm młodych ludzi gdy nie widzą efektów swojej pracy. Nie należy zaniżać poziomu, ale za wymaganiami i oczekiwaniami powinna pójść realna ocena sytuacji. Najpierw zasiać, potem zbierać plony.

Szukamy promocyjnych czasopism, aktualnej literatury, sprzętu dydaktycznego. Szkoła robi co może, ale i ma prawo oczekiwać współpracy od placówek związanych z ochroną środowiska. Promocja ekologii powinna być na tyle silna, że włączenie młodego człowieka w działania wiązałoby się jedynie „z przekazaniem pałeczki”. Nie wolno pozwolić, by ktoś zapomniał o szkole, do której uczęszcza 1000 uczniów, która stara się od wielu lat o zwykłą salę gimnastyczną. O szkole, która przekazuje pomysły władzom, tworzy projekty ścieżek dydaktycznych, placów zabaw, miejsc wypoczynku dla młodzieży, kąpielisk, tras rowerowych, podejmuje lokalne akcje i happeningi, wygrywa konkursy np. Agenda 21 i robi to nie po to – by wszystko zostawało w sferze haseł. Jest w tym nadzieja. A może jedynie taka, żeby ludzie tacy jak Kinga, zaszczepieni ideą ekologii, wrócili po studiach i realizowali tu swoje młodzieńcze marzenia.

A. Sz.

Hrubieszow LubieHrubie 2009