Norwegia okiem hrubieszowskiego ZHR-u

Końcówka marca, grupa ludzi spotyka się żeby wyznaczyć sobie niecodzienny cel.
Początek maja, Wędrownicy z 7 HDW „Sztorm” ruszają na podbój Oslo. Jak wygląda stolica Norwegii okiem harcerzy ZHR-u?

Reklamy

 

W dniach od 2 do 5 maja trzech wędrowników z 7 Hrubieszowskiej Drużyny Wędrowników „Sztorm” razem z harcerką z 1 Hrubieszowskiej Drużyny Harcerek „Sosna”, miało okazję zwiedzić stolicę Norwegii i jej okoliczne tereny.


Kim są wędrownicy i skąd pomysł na lot do Oslo?

Wędrownicy to harcerze w wieku od 16 lat, jednym z założeń tej gałęzi harcerstwa jest gotowość to podejmowania nietypowych, często niełatwych wyzwań. Dlaczego do Oslo? Piękne tereny, ciekawa kultura a do tego atrakcyjne ceny biletów (40 zł za lot w obie strony!) sprawiły, że nie musieliśmy się długo zastanawiać nad wyznaczeniem sobie celu.


Jak wyglądał nasz pobyt w Oslo?

O godzinie 06:30 wylecieliśmy z lotniska Warszawa-Modlin, lot trwał ok. 2 godziny. Na miejscu zostaliśmy przywitani przez Panią Iwonę, mamę koleżanki podróżującej z nami harcerki. Dzięki uprzejmości Pani Iwony już po godzinie znajdowaliśmy się w samym centrum Oslo, od tego momentu zostaliśmy we trzech i zaczęliśmy zwiedzanie stolicy Norwegii na własną rękę. Naszym pierwszym celem stał się gmach norweskiej Opery, bardzo piękny budynek pokryty białym marmurem. Kiedy już przespacerowaliśmy się po dachu opery i nacieszyliśmy oczy porannym widokiem miasta ruszyliśmy w stronę głównej ulicy prowadzącej do pałacu królewskiego. Postanowiliśmy, że najpierw przejdziemy się główną drogą prowadzącą od portu do oficjalnej siedziby króla. Mnóstwo kolorowych sklepów, restauracji i przede wszystkim ludzi z innych krajów to naprawdę wspaniały widok. Po południu udało nam się wreszcie dotrzeć pod pałac, przed którym mogliśmy obserwować zmiany warty gwardii królewskiej. W czasie naszego pobytu w Oslo okazało się, że nasz pierwszy plan noclegowy nie wypalił i po raz kolejny musieliśmy skorzystać z uprzejmości i gościnności Pani Iwony. Zmęczeni, ale i zadowoleni z tego, co udało nam się do tej pory zobaczyć poszliśmy spać.

Drugiego dnia korzystając z faktu, że w związku z naszym nowym noclegiem znaleźliśmy się poza miastem, wyruszyliśmy na zwiedzanie okolicznych terenów. Na cel obraliśmy sobie górę Kolsås. Tego dnia oprócz wspinaczki odwiedziliśmy jeszcze Oslo w celu znalezienia polskiego kościoła, przy okazji zwiedzając także park przy pałacu. Tak się złożyło, że akurat w tym czasie kościół był w przebudowie i w związku z tym mieliśmy okazję uczestniczyć we Mszy Świętej w języku norweskim.

Ostatniego dnia pogoda niestety nie dopisała i przez większość czasu padał deszcz, co w żadnym wypadku nie zraziło nas do dalszej realizacji naszego planu. Tego dnia wybraliśmy się na wyspę Kalvøya, gdzie nawet zła pogoda nie zdołała zepsuć malowniczego krajobrazu. Po tym jak zwiedziliśmy wyspę i po ciężkiej walce z lokalnym rozkładem jazdy autobusów udało nam się wrócić na obiad, po to tylko żeby zaraz znowu móc wyruszyć do Oslo. Ostatnie chwile w mieście pozwoliły nam jeszcze na zwiedzenie parku Vigelanda i dokonanie zakupu drobnych pamiątek. Piątego maja o godzinie 06:30 ruszyliśmy w podróż powrotną do Polski.

Cała podróż była bardzo ciekawa, a także pouczająca, choćby ze względu na to, że po raz pierwszy mieliśmy okazję podróżować samolotem czy organizować sobie bilety. Nie było by jednak tak dobrze i komfortowo, gdyby nie pomoc Pani Iwony, której bardzo dziękujemy za przyjęcie nas pod swój dach i pomoc w poruszaniu się po obcym dla nas kraju.


A jaki z całego tego przedsięwzięcia morał?

Jeśli naprawdę chce się zrobić coś niecodziennego, czasami wystarczy wziąć ze sobą grupę przyjaciół i po prostu to zrobić! 😉


Czuwaj!

Ćw. Bartłomiej Nowosad