Spotkanie ze Zbigniewem Masternakiem

Hemingway boksował, Kapuściński kopał w nogę, biegał w dzieciństwie po murawie również Stanisław Lem, a Jerzy Pilch czasem występuje w telewizji jako komentator wydarzeń sportowych.

Reklamy

Błędem jest traktowanie literatury i sportu jako zjawisk odległych, a nawet przeciwstawnych. Stereotyp wychudzonego pisarza, metodycznie zbierającego materiały na powieść, który jak ognia unika rywalizacji sportowej oraz światła słonecznego, jest nie tylko krzywdzący, ale i nieprawdziwy.

Hemingway boksował, Kapuściński kopał w nogę, biegał w dzieciństwie po murawie również Stanisław Lem, a Jerzy Pilch czasem występuje w telewizji jako komentator wydarzeń sportowych. Zbigniew Masternak (ur. w 1978), prozaik, scenarzysta filmowy i dramaturg, który w czwartek 16 czerwca gościł w Krasnobrodzkim Domu Kultury na wieczorze autorskim, uważa, że dzięki sportowi utrzymuje umysł w świetnej kondycji. Kariera piłkarska (trenował w OKS Opatów, Koronie Kielce, Motorze Lublin, obecnie, po długiej przerwie, kopie znowu – tym razem dla B-klasowego Puławiaka Puław) pomogła mu poczuć, że jest bliżej trosk oraz fascynacji zwykłego człowieka. Krasnobrodzkie spotkanie z tą ciekawą postacią połączone było z seansem filmu „Stacja Mirsk”, opartego na rozdziale z autobiograficznej powieści Masternaka.

Nie będzie przesadą, jeśli nazwie się go jednym z najlepiej zapowiadających się autorów młodego pokolenia, bo ten niewiele ponad 30-latek ma w swoim dorobku kilka powieści, esejów naukowych o kinematografii, a także scenariuszy filmowych. Masternak od samego początku swojego pisania tworzy autobiograficzny cykl powieściowy „Księstwo”. Rozpoczęły go dwa opowiadania wydrukowane w 2000 roku – „Niech żyje wolność” i „Posąg Emeryka”, które potem weszły do księgi drugiej cyklu. Celem autora jest opisać swoje życie od momentu narodzin po śmierć: „Załóżmy, że w dziewięćdziesiątym roku życia”, jak z przekorą oznajmia. Jedna z części cyklu, zatytułowana „Niech żyje wolność”(Wyd. Zysk i S-ka, 2006), opowiada o tym, jak uzdolniony humanistycznie i sportowo młody człowiek ucieka z rodzinnej wsi na studia do Lublina. Wiadomo, że należy oddzielać bohatera literackiego od autora, ale w tym przypadku można zaryzykować stwierdzenie, że to o Masternaku mowa. On również wyruszył z małej miejscowości w wielki świat, ocierając się o prawo w Lublinie (nie skończył), polonistykę we Wrocławiu (nie skończył), a także studia scenopisarskie (skończone!). Kto czytał książki Masternaka, ten wie, że próżno szukać tam przesłodzonej, sielankowej wsi. Wręcz odwrotnie, bo mimo że prowincja przykryta jest delikatną mgiełką sentymentu, na pierwszy plan wysuwa się ludzka ciemnota, plotki, drobne zatargi, które urastają do mini-politycznych wojen, słowem: wszystko to, co daje się zaobserwować w każdym miejscu w Polsce. Dalekie to od nurtu chłopskiego reprezentowanego przez Wiesława Myśliwskiego. Ważnym tropem w twórczości pana Zbyszka jest znudzona młodzież, która, jak to śpiewał Rojek z Myslovitz, pałęta się bezcelowo po ulicy, marząc o ucieczce, ale kiedy już może wyjechać, to wtedy… nie potrafi ruszyć się z miejsca. Jedynym sposobem na zwyciężenie z nudą jest nauka i piłka nożna, a najlepiej, jeśli dąży się do wykorzystania obu tych kanałów ucieczki z frustrujących miejsc.

Sport i literatura, literatura i sport. To dwie obsesje pana Zbyszka, więc należy tylko żałować, że widownia w czwartkowy wieczór była niewielka, bo to iście „krasnobrodzkie” tematy. Nie zmienia to jednak faktu, że spotkanie się udało – pisarz błyszczał, opowiadał anegdoty, wymienił kilka uwag z osobami, które również czują pociąg do „słowa pisanego” i „piłki kopanej”. Spotkanie zakończyło się podziękowaniami pani Marioli Czapli, natomiast Masternak obiecał, że do Krasnobrodu jeszcze wróci. Tym razem na urlop. A kto wie, może ten urlop przerodzi się w inspirację do napisania kolejnej powieści? Strzeżmy się czujnego oka literata…

Spotkanie z panem Zbigniewem Masternakiem zorganizował Tomasz Pakuła.

Tekst:
Jakub Koisz