Replika po tekście Janusza Woźnicy – Zdobycie Hrubieszowa

Pod umieszczonym tekstem przesłanym na moją prośbę na LubieHrubie od historyka Janusza Woźnicy o zdobyciu Hrubieszowa przez połączone siły polsko – ukraińskie, ukazał się obszerny komentarz podpisany pseudonimem Rub, na który zareagował autor Janusz Woźnica. Kto ma rację? To już czytelniku oceń sam, bo dla mnie oba opisy są ważne… Albo przedstaw inne fakty. A od tego ważnego dla naszej miejscowości historycznego wydarzenia minęło już 71 lat…

Reklamy

 

Komentarz „Rub”: 

Pisze Pan/opowiada?/ nie językiem historyka, a językiem wiecowego agitatora. Historyk musi się wyzbyć emocji, a przede wszystkiem fobii. Łączenie Jaruzelskiego z akcją w Hrubieszowie mija się z prawdą. Po pierwsze: rozpoznaniem ruchów i działalności podziemia leżało w kompetencjach kontrwywiadu, a nie zwiadu wojskowego; czyli w zakresie UB i Informacji Wojskowej. Jaruzelski był d-cą plutonu zwiadu i nie miał żadnych informatorów w okolicznych wioskach. Po zatem w tym czasie przebywał w Warężu/dzisiaj Ukraina/ gdzie stacjonował sztab 5pp i znajdowało się zgrupowanie całego pułku walczącego w tamtej okolicy z UPA. W koszarach w H. pozostało zaledwie kilkudziesięciu żołnierzy do ochrony terenu jednostki. Żołnierze nie brali żadnego udziału ani w obronie, ani w pościgu. Jedynym epizodem, w którym uczestniczyło wojsko było wysłanie tzw. tankietki w celu rozpoznania powodów dobiegających do koszar odgłosów strzelaniny. Samochód dojechał do mostu na Huczwie, zobaczył przeszkodę i powrócił do koszar. Nie zginął żaden żołnierz.

Historia z kłopotami przy odpaleniu tzw. torpedy miała miejsce nie przed Dworkiem, a w „Ogrodzie księżowskim” na wprost dzisiejszego sądu. Do szturmującego budynek UB oddziału Młota została dołączona drużyna UPA wyposażona w „torpedę” /był to pocisk od niemieckiego ciężkiego moździerza wystrzeliwany z zaimprowizowanej konstrukcji/.

Oddział Młota nie tylko uwolnił 20 aresztantów, ale i przez pomyłkę zabił dwoje zatrzymanych, którzy z braku pomieszczeń w areszcie przetrzymywani byli w zakamarku korytarza. Nie było żadnego pościgu za oddziałem WiN. Do strzelaniny doszło w okolicach Czerniczyna-Metelina, gdzie nadjeżdżająca od Sokala odsiecz NKWD dostrzegła na polach tylne oddziały UPA i otworzyła do nich ogień z CKMów.

Żaden pościg NKWD z Hrubieszowa nie wyszedł, było ich tu zaledwie kilkunastu. Budynku PPR nikt nie bronił, było tam tylko dwóch ludzi-nocny stróż i nocujący pracownik. Mieli broń? W owym czasie wszyscy mieli pistolety.

Agent Wolski. Do dnia dzisiejszego każda jednostka wojskowa posiada „oficera kontrwywiadu”, przed którym każdy żołnierz jest zobowiązany na złożenie odpowiedzi na każde zadane pytanie. Dowódca plutonu zwiadu również musiał i musi podzielić się posiadanymi informacjami z oficerem informacyjnym/tak nazywał się wówczas oficer kontrwywiadu/.

No i jeszcze dwie sprawy. Zwolnienie warunkowe zgodnie z prawem przysługiwało więźniowi po odbyciu, co najmniej połowy kary. We wrześniu 1986 do połowy kary jeszcze sporo brakowało. To był jakiś inny tryb zwolnienia. Druga sprawa to oczekiwanie na to, aby nam ukraińscy nacjonaliści pisali historię. Nie za daleko Pan idzie?

2017-05-29 14:11:34 | autor: Rub


***

 

Janusz Woźnica – Nigdy się nie spodziewałem, że będę musiał wyjaśniać (tłumaczyć się?)  z wydarzeń  sprzed 30 laty, czyli 1986 roku. Wyjaśniam. Aby „uczcić”  święto Odrodzenia Polski (święto komunistyczne w PRL) władza ludowa ogłosiła 22 lipca 1986 roku ostatnią, jak się okazało, amnestię dla więźniów systemu komunistycznego w PRL. Amnestia  ta nie „obowiązywała” w województwie zamojskim, gdyż Zamojszczyzna stanowiła swoiste „księstwo SB”. Będący pod wpływem SB sędziowie w Zamościu zmienili środek zapobiegawczy z aresztu (wyrok sądu był nieprawomocny) na dozór MO. Określa się mnie mianem „opozycjonisty”, ale ja nie organizowałem strajków, demonstracji, nie tworzyłem organizacji. Więc co? Tylko starałem się przekazywać prawdę historyczną, która w „księstwie SB”  kłuła w oczy i  niektórych dalej kłuje.

 

PS.

 

1. Cieszę się, że żyją jeszcze świadkowie majowych wydarzeń w Hrubieszowie z 1946 roku.

2. Oczywiście generał Jaruzelski nie był jeszcze najgorszy, gdyż to On był inicjatorem w/w  amnestii.

3. Generał Jaruzelski był niewątpliwie inteligentny, wiedział od marca 1985 roku, że może być na „celowniku” Gorbaczowa, który realizował politykę „pierestrojki” i wyjątkowo nie lubił marszałków i generałów. I nawet najwyższe  sowiecki odznaczenie Generała (Order Czerwonego Sztandaru) nie dawało już gwarancji nietykalności. A ponadto cywilny strój, to doskonały kamuflaż. Nieprawdaż?

 4. Skoro Rub podejmuje się  historycznej polemiki, co jest godne uznania, to proszę się nie ukrywać pod pseudonimem, bo to mi się kojarzy  z TW.

 5. Wyjaśnienie pojęć: Informacja Wojskowa (Kontrwywiad) zajmowała się wrogiem wewnętrznym, czyli ewentualną współpracą żołnierzy 5 Pułku z podziemiem. To Kontrwywiad aresztował niebawem generałów i oficerów LWP: Kuropieskę, Kirchmayera, Tatara, Utnika i wielu, wielu innych. Takich wrogów wewnętrznych miał wykrywać agent Wolski. W 5 Pułku Jaruzelski tak jak wcześniej  na froncie zajmował  się wrogiem zewnętrznym, to była rola zwiadu i wywiadu.

 6. Z tekstu mojego Polemisty wynika, że Jaruzelski nie walczył w „obronie” Hrubieszowa w maju 1946 roku, a on tak podkreślał, wprawdzie niezbyt często, swój udział w walkach z UPA. Na pewno były to chwalebne czyny, ale tak niewiele  mówią o tym nasze archiwa.

 

Janusz Woźnica

 

***

 

mak:

– Tak na marginesie – W moim rodzinnym domu przy ulicy Słowackiego w dachu jest kilka dziur, które powstały po serii z karabinu maszynowego po w/w wydarzeniu. W tym czasie rodzina, po usłyszeniu wybuchów, itd. zeszła do piwnicy (wraz z jednorocznym dzieckiem) i za wyjątkiem dymu, błysków, wystrzałów oraz za jakiś czas poza bliską posesji tzw. „burtą” widzieli przemykające oddziały nic nie wie. W tym czasie dwaj członkowie z mojej rodziny wojennej Armii Krajowej – stryjek Eugeniusz uciekł przed prześladowaniami na „Ziemie Odzyskane” i podjął studia na medycynie we Wrocławiu, a ojciec Tadeusz z tego samego powodu ukrywał się w Rykach, więc byli nieobecni. Dziadek Walenty za to, że miał synów, którzy w czasie wojny walczyli o wolność Ojczyzny został aresztowany i „siedział” na Zamku w Lublinie, nawet po pas w wodzie.

 

***

 

Czytaj także:

Janusz Woźnica: „Zdobycie” Hrubieszowa – 27/28 maj 1946 roku 

 

 

Opracował – mak