LubieHrubie.pl » Wiadomości

A A A

Stanisław Eugeniusz Bodes "Chwała Bohaterom" - Dzieje Oręża Polskiego - Wydanie specjalne nr 10 - "Wyprawy Krzyżowe" - czyli krucjaty - FOTO

Dodał: MAK

Data dodania: 2016-07-28

Trudno chyba jest przedstawić wiarygodne dane, bo na ogół wiemy o krucjatach niewiele, parę opowieści z młodych lat, kilka nakręconych filmów, które są i były bardzo atrakcyjne z uwagi na plenery i całkowicie odmienną sytuację geopolityczną. Może dlatego, że wyprawy krzyżowe odbywały się daleko od nas. W szkołach, co zrozumiałe, temat był zupełnie pominięty z przyczyn za czasów PRL oczywistych, a i dzisiaj jest z tym nie najlepiej. Jednak nie u malarza – batalisty, który pokazał mi całkiem spory zestaw książek i albumów, z których korzystał przed laty, a który nawet powiększył, co świadczy, że temat bliskiego wschodu ciągle jest malarzowi bliski.

Reklama

 

Stanisław Eugeniusz Bodes „Chwała Bohaterom” - Dzieje Oręża Polskiego - Wydanie specjalne nr 10 – „Wyprawy Krzyżowe” – czyli krucjaty

Zadając pierwsze pytanie będę bardziej spokojny, bo wiem, że odpowiedź nastąpi pełna ciekawych faktów i rycerskiego etosu. Czy wyprawa była dobrze przygotowana do tak trudnych warunków, jakie czekały krzyżowców?

            Pierwsza wyprawa Krzyżowa (krucjata) miała miejsce w 1095 roku. Od pewnego czasu nasilały się w Europie tendencje odzyskania grobu Chrystusa, Jerozolimy i królestwa niebieskiego. Potrzebna była tylko iskra, która ruszy rzesze pielgrzymów do dalekiej wędrówki w nieznane, bo daleko na końcu drogi był najświętszy dla każdego chrześcijanina cel, miejsce ukrzyżowania i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Księża w kościołach, a mnisi po klasztorach zaczęli oswajać wierzących, że niedługo przyjdzie taki dzień, w którym możliwe będzie, odpuszczenie wszystkich grzechów. Z racji przyjazdu Papieża, Ojca Świętego do Polski, wydaje się, że lepszego tematu nie mogłem w swojej pracy batalistycznej znaleźć. Mimo, że 1000-letnie dzieje oręża polskiego tak bardzo są związane z chrześcijaństwem, którego wojsko polskie do ostatnich prawdziwych żołnierzy leśnych było wielkim obrońcą

Żeby odzyskać święte miejsce trzeba do tego sił zbrojnych i to takich, które dadzą radę pokonać po drodze wszystkie napotkane przeszkody. Kto ma takie możliwości, jak nie…?

            Rycerze! Oczywiście, że tak. Nikt lepiej się do tego nie nadawał. Tysiące zbrojnych rycerzy siedziało na ojcowiznach, gdzie było dla nich za ciasno, a tam czekały na nich ziemie niezmierzone czy bogactwa do wzięcia. Dziesiątki baronów, dowódców chorągwi, nawet książęta czekali na zdobycie fortuny przy okazji odzyskania Jerozolimy. Sam Papież błogosławił władców i rycerstwo oraz tłumy pielgrzymów, które ruszyły w nieznane. Z inspiracji Papieża Urbana II w 1096 roku wyruszyła pierwsza krucjata. Wśród jej uczestników są tysiące rycerzy. Przez trzy lata trwa podbój „Świętej ziemi”. Zostaje zagarnięta Edessa i Antiochia i w końcu Jerozolima w 1099 roku.

 Czy dawno zająłeś się tematem wypraw krzyżowych i czy sprawiło Ci to jakąś trudność?

            Początki rzeczywiście są odległe, bo sięgają lat osiemdziesiątych, co można sprawdzić w katalogach. Byłem zauroczony wtedy malarstwem Juliusza Kossaka, więc przerzuciłem się na akwarele, ale pamiętam, że w 1978 roku namalowałem na płótnie „Giaura”, który zaraz ktoś kupił, tak, że nawet nie mam czarnobiałej reprodukcji. Pamiętam też, że z wypiekami na twarzy, jako młody człowiek czytałem trylogię Zofii Kossak „Krzyżowcy”. Po latach mogę się tylko domyślać, że zauroczony literacką fabułą postanowiłem spróbować swoich sił, malując pierwsze obrazy dotyczące historii krucjat.                                                                                        

    Nie wiem, czy wiesz, ale nasze Muzeum posiada mój obraz z bitwą pod Mont Gisard – 1177, który został zakupiony pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku razem z bitwą pod Kłuszynem–4 VIII 1610, w której Polacy pod hetmanem Stanisławem Żółkiewskim odnieśli jedno z największych zwycięstw nad moskiewskim wojskiem w historii. Wielka szkoda, że tych dawnych obrazów zwiedzający nie mogą oglądać w stałej ekspozycji., miejmy nadzieję, że z okazji mojego 50-lecia pracy twórczej bitwę z Saracenami będzie można zobaczyć. Wracając do średniowiecznych rycerzy zobaczymy w odcinku specjalnym fragment historii, kiedy daleko na bliskim wschodzie przez ponad 180 lat trwały wojny religijne. To bardzo specyficzny temat i bardzo malarski, więc nie trzeba się dziwić, że w moim malarstwie patriotycznym znalazł swoje miejsce. Przed kilku wiekami Polska i Węgry były dla wielkich zasług nazwane „Przedmurzem Chrześcijaństwa” w Europie. Dobrze, że dzisiaj współpraca między naszymi narodami nabiera większego znaczenia i należy czynić więcej, żeby historyczna przyjaźń została powtórzona i nawet zacieśniona.

Może wspomnisz o największych bohaterach wypraw krzyżowych?

            Bardzo długa jest lista średniowiecznych bohaterów, wśród nich znajdowali się tacy rycerze jak: książę Boemund z Tarentu, Tankred, Robert z Flandrii, a z Lotaryngii Gottfried i Baldwin z Bouillon. Powstaje królestwo Jerozolimskie, a cały kraj zostaje podzielony na cztery państwa. Zapowiada się trwała stagnacja zdobyczy, lecz są to tylko złudne nadzieje, trzeba walczyć o każdy skrawek ziemi i o każdy dostęp do wody. Muszą nadejść posiłki?  II Wyprawa krzyżowa z 1144 – 1149, której duchowym przywódcą był papież Eugeniusz III. Siły główne składały się z Francuzów króla Ludwika VII i cesarza niemieckiego Konrada III, ich wojska ponoszą klęski, jedna za drugą. Dopiero zwycięstwo pod Mont Gisard zmienia trochę sytuację, lecz już zostaje stracona w 1192 roku Jerozolima, którą zdobywa Saladyn. Rusza III Wyprawa w 1189-1192, która ma odzyskać święte miasto. Papież Grzegorz VII wydaje bullę. Armię rycerzy prowadzą królowie Anglii Ryszard I „Lwie Serce”, Francji Filip II August i cesarz niemiecki Fryderyk Barbarossa.

Kiedy i jak zdobyto Jerozolimę i w jakim czasie tego dokonano ?

            Dokonuje tego największy wódz Islamu tego okresu wielki Saladyn (Solah ad–Din Jusuf Ibn Ajjub) 1137–1193, który ogłasza świętą wojnę „Dżihad” przeciw giaurom, czyli niewiernym. Tak Arabowie nazywali wszystkich chrześcijan. Łącznie odbyło się 8 krucjat z Europy na Bliski Wschód, ale IV krucjata zamiast odbić Jerozolimę, dokonuje niebywałej napaści, jej rycerze i tłumy zbrojnych zdobywają stolicę Bizancjum Konstantynopol niszcząc tysiące dzieł i rabując wielkie skarby, po czym wracają do domów. W bardzo dobrym filmie Ridleya Scotta „Królestwo Niebieskie” jest przedstawiona obrona i upadek. Jerozolimy. Wszystkie sceny przedstawiono z niezwykłą precyzją, a nawet drobiazgowością, jeśli chodzi o scenografię i stroje, broń rycerzy i wszelkie przedmioty ( w tym machiny oblężnicze, tarany, itd.) Jak się okazało, już nigdy nie odbito „Świętego Miasta”. Wiele razy jeszcze wyruszają wyprawy na wschód próbując, chociaż dojść do Jerozolimy, lecz okazuje się to za trudne.

            Analizując obraz bitwy, bowiem po długim okresie czasu dostałem reprodukcję, dzięki czemu mogę po 25 latach ponownie przypatrzyć się bitwie, którą tak dawno namalowałem. To ciekawe zajęcie oglądać różne plany obrazu, który powstał, gdy miałem 29 lat. Rycerze walczą zawzięcie, pragnąc odnieść jeszcze jedno zwycięstwo. Widoczne są chorągwie i proporce, jest dużo herbów, które pokazują gdzie są chrześcijanie. Nie przepuszczałem wtedy, że z okazji tworzenia projektu panoramy Bitwy pod Grunwaldem i zbierania dokumentacji herbowej po Europie zostanę pasjonatem nowych dziedzin, a znajomość herbów stanie się moją kolejną pasją.

Tak widać musiało być, inaczej Twoja znajomość historii byłaby fragmentaryczna.

 

            Tak, czasami los prowadzi ludzi sobie tylko znanymi drogami. Za to gromada łuczników z lewej zapowiada późniejszą anglosaską specjalność, na którą nie było rady. To były średniowieczne karabiny maszynowe, których tysiące strzał masakrowały przeciwnika. Widzimy też Saracenów, których będzie prowadził sam Saladyn, uznany bohater islamu. Nie wszyscy jednak wiedzą, że z pochodzenia był Kurdem, co dzisiaj nabiera wyjątkowego znaczenia.

            Czwartym i ostatnim jest stworzony nie tak dawno obraz „Wojenne trofea”, na którym widać obóz zdobyty przez rycerzy krzyżowych, w którym wśród licznych bogactw i niewolników wpadł w ręce harem emira. To wielka gratka dla krzyżowców, można było za te panny wziąć niezły okup. To także wielka hańba stracić harem zdobyty na dodatek jeszcze przez niewiernych.

            Jest w tych wszystkich obrazach pewien wspólny mianownik, że moje zainteresowania tematem były podyktowane całkowitym brakiem w historii komunistycznej materiałów wypraw krzyżowych. Okazuje się, że nawet kilku polskich rycerzy wzięto w swoim czasie udział w religijnej wyprawie.

 

Jak doszło do wyparcia krzyżowców i zaniechania kolejnych myśli o ponownym odzyskaniu „Ziemi Świętej”?

 

            Najbardziej do tego przyczynił się właśnie Saladyn, który w bitwie pod Hattin (Hittin) 1187 roku pokonał wojska krzyżowców. Utracono Jaffę, a po kilkumiesięcznym oblężeniu Saraceni zajęli dużą twierdzę i port Akka. Zaczął się powolny proces wypierania krzyżowców z obszarów, które wcześniej zdobyli. Nie pomagały późniejsze krucjaty jak IV, V i VI wyprawa, Jednak podczas VII krucjaty wojska króla Francji Ludwika IX zdobywają Damiettę w Egipcie, toczy się także wielka bitwa pod Al Mansur.

 

Co można się dzisiaj o tym dowiedzieć w szkołach?

 

Historia krucjat w Polsce jest prawie nieznana, nikt też nie troszczy się specjalnie o uczenie młodzieży w szkołach tego znaczącego fragmentu w historii Europy, bo zgodnie z wytycznymi UE ważniejsze są początki cywilizacji i kultury greckiej, dlatego takie wielkie pieniądze płyną szerokim strumieniem w tamtą stronę, oczywiście naszym kosztem historycznym i historii poszczególnych narodów Europy.                                                  

Dzieje wczesnego średniowiecza i późniejszych wypraw rycerskich mają bardzo dużo skromniejsze dotacje, odwrotnie do zasług pozostałych krajów., które brały żywy udział w rozwoju chrześcijaństwa. Spory fragment poświęcam krzyżowcom w książce „Grunwald 1410- Panorama”. Trzeba pamiętać, że nawet niewielkie siły rycerzy Chrystusa idąc do boju krzyczały „Deus le volt” – „Bóg tak chce!” i wygrywały bitwy z przeważającymi wojskami arabskich wojowników, bez względu na warunki terenowe czy klimatyczne.

 

Jak to możliwe?

 

            Tak było wielokrotnie, rycerska religijność, odwaga i sprawne władanie orężem i końmi, to znakomity kwartet, który się uzupełniał. Pamiętajmy, że w naturze nic nie dzieje się bez przyczyny, co często historia ludzkich dziejów potwierdza. Wiedzą o tym dobrze najlepsi badacze, archeolodzy, historycy i nie jest to lekceważony przez różnych niedowiarków temat, czy pozbawiony sensu zabobon. Jedynie ludzie współcześni, tacy bez religii (religionis nullus”) zapominają o tym, ale to najczęściej zwyczajne w ich często lewackim wykształceniu antyludzkie monstrum, która mimo postępu przylepiło się chyba do nich na stałe.

 

Czy trudno jest malować obrazy z epoki wczesnego rycerstwa?

 

            Niezwykły ten świat mimo przeszkód wart jest, żeby poświęcić w sztuce wiele prac, ale tylko wtedy, gdy twórca jest przygotowany do malowania prawdziwych historii, a nie absurdalnych sugestii czy obrażania kogokolwiek w jego religijnych praktykach. Inaczej będziemy mieli do czynienia z bezmyślną prowokacją. Prawdziwy artysta nie zrobi dzieła, które w swoim przesłaniu może urazić innych odbiorców lub szkalować uczucia wyznawców innej religii. Z tej prostackiej mentalności słynęli komuniści, niszcząc jako ateiści ślady wyższych kultur czy niebezpiecznej dla nich wiary.

            Świat na bliskim wschodzie zawsze inspirował twórców swoim osobliwym urokiem, lecz i w XIX wieku nadal było to tabu. Dzisiaj kamery czy aparaty fotograficzne dokumentują wszystkie aspekty historii dawnej i współczesnego życia, ale przedstawić w obrazie dawne dzieje pozostaje ciągle tematem poszukiwanym, bo niestety wraz z upadkiem pewnych wartości liczni europejscy artyści nie mogą wbrew sztuce współczesnej ingerować w tamten często niezrozumiały świat, do czego w licznych przypadkach sami się przyczynili.

 

Czy istnieje jeszcze jakiś temat historyczny z epoki krucjat, który chciałbyś utrwalić w obrazie?

 

            O tak, jest taki. Chciałbym namalować jedną historię o najpotężniejszym zamku rycerskim, który nigdy nie został zdobyty. Chodzi o twierdzę, która leży na zboczu gór Al–Asnanija i nazywała się Hisn al–Akrad, którą zajęli Szpitalnicy.

            Przebudowany w latach następnych, stał się potężnym zespołem obronnym, który do dzisiaj nazywa się tak jak został nazwany dawniej przez rycerzy, czyli Krak de Chevalier.

            Dopiero w 1271 roku sułtan egipski Az–Zahir Rukh ad–Din, zwany później Bajbarsem zdobył podstępem ową twierdzę. Właśnie fragment tego oblężenia z historii chciałbym utrwalić na płótnie, póki jest to możliwe.

            Chciałbym też odmalować wspaniałe typy, stroje i broń saraceńskich wojowników podczas ataku w pełnym słońcu, a także szarżę Templariuszy.

            Ryszard Lwie Serce za klęskę pod Hattin dzięki wspaniałemu dowodzeniu i dyscyplinie wśród wszystkich rycerzy pokonał wojska Saladyna pod Arsuf.

Dwukrotnie jeszcze armia krzyżowców wyruszała, aby odbić „Święte Miasto” w 1192 roku (styczeń i lipiec) i za każdym razem król zatrzymywał wojska niedaleko Bajt Nuba (20 km), owa odległość mogła się okazać tragiczna poprzez odcięcie krzyżowców od wybrzeża, a tym samym od zaopatrzenia, które było możliwe tylko od strony morza. Świadczy to o arcytrudnych warunkach, w jakich przyszło walczyć chrześcijańskim rycerzom z wrogiem, który na piasku i w słońcu czuł się jak ryba w wodzie. Zastanawiałem się wiele razy, jak rycerze w europejskim rynsztunku potrafili walczyć i wygrywać. W końcu zawarto 3-letni rozejm, który spowodował zaprzestanie walk.

            W książce o „Grunwaldzie” wspominam też bitwę na półwyspie iberyjskim. Owo wydarzenie skierowało moją uwagę na walki i w tamtym regionie. Zderzenie dwóch światów i kultur pokaże zasadnicze różnice w wyglądzie i sposobie prowadzenia wojen. Jedni i drudzy zostaną przedstawieni niezwykle starannie, bowiem zgromadzone materiały wystarczą, żeby sprostać takiemu wyzwaniu.

            Mowa o bitwie pod „Los Navaz de Tolosa”, do której doszło w 1222 roku. To czas rekonqwisty, czyli oswobodzenia ziem hiszpańskich spod władzy Maurów, którzy podbili wcześniej prawie cały półwysep. Walki się będą toczyć przez setki lat aż do kapitulacji Granady.

 

Przez wiele lat interesowałeś się historią rycerstwa zanim skoncentrowałeś się na Grunwaldzie. Czy rycerze mogli wpłynąć na taką postawę?

 

            Wszystko na to wskazuje. To w tym czasie wyrośnie w sławie hiszpański bohater narodowy, który dzisiaj jest symbolem tamtych walk. Stary film „El Cid” którego świetnie zagrał Cherton Cheston, który najpierw zdobywa, a później broni Walencję.

            Moje zainteresowania wzrosły potrójnie, gdy w trakcie opisywania walki w Hiszpanii z udziałem polskich szwoleżerów i ułanów natrafiłem także i w Portugalii na ślady pochodzenia i rodowodu własnego nazwiska, co mnie osobiście zmotywowało do wędrówek po tych pięknych i bardzo ciekawych krajach.

Zresztą, jak wiemy to utrata królestwa Jerozolimy spowodowała, że tamte obszary, zostały stracone na zawsze, przepadło także Bizancjom nie bez naszej winy jako chrześcijan, a później już w XIV wieku mieliśmy do czynienia z agresją Turków na półwyspie bałkańskim, który był rejonem zapalnym aż do końca I wojny światowej, a nawet dłużej. Gdyby chrześcijanie na początku XIII wieku stworzyli na bliskim wschodzie potężne państwo wspomagane przez władców europejskich, sytuacja w Europie była zupełnie inna przez bardzo długi okres. Mówiłem nie raz, jak Panorama grunwaldzka zmieniła moje nastawienie historyczne. Także Grunwald otworzył mi oczy na liczne problemy uczciwości historyków, filmowców i artystów w minionym okresie. Wszystko stało się wyraźne, a różne kłamstwa i fałszerstwa nabrały odpowiedniej do poszczególnych intencji barwy. Dzięki czemu łatwiej jest mi oddzielić plewy od ziarna.

 

Czy to czysty przypadek, kiedy usłyszałeś, że krucjaty, to chrześcijańska agresja w tamte strony świata?

 

            Tak by chcieli różni znawcy do końca lat osiemdziesiątych, żeby taką definicję zastosować zaraz na początku wywiadu. Jednak jak to z prawdą powszechnie bywa, nawet po wielu latach fakty zrobią swoje, gdyby były trzymane nawet z dala od ludzi. Nie można, bowiem z cechą maniaka powtarzać w kółko te same dyrdymały, rodem z „Nie”. Chrześcijaństwo, to religia, to powstanie i integracja różnych narodów w Europie, które przez kilka wieków należały do jednej rodziny, nawet, gdy toczono między sobą wojny.

            W czasie XI wieku (data I krucjaty) powstały ku temu okazje, że masy ludzi ruszyły do celu, który wydawał się wszystkim chrześcijanom wydarzeniem szczególnym, lub wielkim, bowiem  za sam udział można było uzyskać odpuszczenia wszystkich grzechów. Podobne tendencje były też z odkrywaniem obu amerykańskich kontynentów, także i w tym przypadku ruszyło tysiące ludzi w poszukiwaniu nowych terenów do osiedlenia.

            Gdy machina rusza, pojedynczy człowiek nie ma na to wpływu, musi tak, jak na oceanie płynąć z falą, która unosi wszystkich, bo taki jest żywioł i nie ma znaczenia czy mówimy o naturze czy żywiole ludzkim.

            Wyprawy krzyżowe należały do całej chrześcijańskiej populacji europejskiej i przez ponad dwa wieki ten proces będzie trwał bez względu na trudności czy ofiary.

 

Jednak w sztuce zaznaczono fakty krzyżowe, czy w tym temacie pozostało dużo prac?

 

            Tak, już po pierwszej wyprawie powstały różne ryciny w wielu klasztornych annałach, a całe średniowiecze, zwłaszcza na zachodzie roi się od pierwszych ilustracji w kronikach, herbów, pieczęci i druków zakonnych. Powstała idea zakonów rycerskich, które miały chronić pielgrzymów na trasie wędrówek do ziemi świętej. Ich barwy, stroje, chorągwie i broń znamy do dziś, a malarze i modelarze figur rycerskich z całej Europy wiedzą, o czym mówię.

 

Jednak Twoim powołaniem było i jest uprawianie patriotycznej historii w malarstwie. Czy w takim razie obcy temat nie przeszkadzał w pracy?

 

            Nie sądzę, moja ciekawość świata, brała się stąd, że podróżując śladami polskich żołnierzy, spotykałem ciekawe osobowości z historii innych ludzi, których dziejami potem się interesowałem. Przy wieloletnim uprawianiu malarstwa batalistycznego o dziejach oręża polskiego, drobne wyskoki w tzw. obcy temat w niczym mi nie przeszkadzały. Namalowanie kilku obrazów o wyprawach rycerskich na Bliski Wschód, Mameluków lub Mongołów Czyngis–chana w szarży nie powoduje żadnych szkód. Tak samo jak obrazy z walk o niepodległość Ameryki lub z wojny secesyjnej. Taki krótkotrwały odskok powodował, że powrót do historii polskich żołnierzy był jeszcze bardziej emocjonalny i chyba z większą dbałością o wiarygodność w miarę dostępnej wiedzy.

 

Czy rycerze z zachodniej Europy XII – XIII wieku byli waleczni i podobni do naszych, którzy w tym samym czasie mieszkali i walczyli na polskiej ziemi?

 

            Rycerze byli podobni, podobnie się ubierali, zbroili i walczyli, według tych samych reguł. Po latach cała tajemnica tkwi w etosie, kodeksie honorowym i uwarunkowaniach. Krążyły po europejskich królestwach, zamkach i dworach opowieści, które regulowały przepisy i modę wśród rycerzy. Urządzane coroczne turnieje, gromadziły coraz więcej ludzi, a wojny były sprawdzianem umiejętności, jakie nabyto w trakcie ciężkich treningów. Jedni drudzy zasługują na uznanie, a pozostałości po średniowieczu są pożądane przez niemal wszystkich, którzy gromadzą pamiątki po rycerskich ludziach czy czasach. Zresztą, historia jest jedną z ważniejszych nauk, bez której ludźmi można z łatwością manipulować w każdym rejonie.

 

Patrzę na cztery obrazy, które oprócz dwóch ostatnich powstały bardzo dawno. Co możesz o nich opowiedzieć ?

           

            Pierwszy z nich robiłem komuś na prezent, jak na stan wojenny wydawał mi się odpowiedni. Rycerz zachodni usposabiał wolność, a w tym przypadku Saraceni, którzy otaczają krzyżowców są z innego świata, który był u nas nieznany.

            Drugi jest całkiem inny i dotyczy wiecznego braku wody w gorących piaskach Orientu, która była na wagę złota a nawet droższa. Tysiące ludzi ginęło z pragnienia, a gdy szczęśliwie dotarli do takiej np. studni jej zawartość okazywał się nieraz zatruta. Oczywiście naprzód setki pielgrzymów zaspokoiło pragnienie. To wielka akwarela, w której pokazałem kwiat zachodniego rycerstwa, a wśród nich widoczny cesarz, książęta, biskup, rycerze i tłumy pątników.

            Trzeci, to bitwa, o jakiej czytałem skąpe wiadomości, ale, że wygrali krzyżowcy (nie mylić z Krzyżakami) wydaje się, że walory miejsca do naszych polskich warunków są na tyle atrakcyjne, że warto było spędzić parę tygodni przed obrazem. Dzisiaj do wielu tych miejsc tysiące turystów wybiera się, co roku, by zwiedzać i zażywać kąpieli słonecznych, ale to stałe miejsca zapalne, które jak kiedyś stają się niebezpieczne dla zwykłego człowieka z Europy.

            Bogaty materiał pomagał mi w przedstawianiu mniej więcej prawdopodobnych faktów, które się mogły zdarzyć. Oczywiście to moja ciekawość historii i świata niosła mnie w tamte strony, które mnie fascynowały. Mogłem rysować i malować Saracenów, późnie Beduinów czy Mameluków, a zwłaszcza ich piękne i różnorodne kolorowe stroje, no i konie, owe cudowne araby czy te bardziej na zachód Afryki Berbery. Gdybym się zajmował tylko tym tematem, to z pewnością dużo więcej obrazów by powstało.

            Jednak musiałem wracać na nasz polski grunt, bo tutaj historia bez wytchnienia goniła historię, a przypadki wojenne i bohaterstwo były tak oczywiste, że malowanie przeradzało się w obowiązek najwyższej miary oraz szukania w dziejach oręża polskiego faktów niepowtarzalnych, o czym powinni wiedzieć moi rodacy. To była pierwsza trudność i najważniejszy wymóg moralny, któremu musiałem sprostać.

            Osobliwym obrazem jest najdłuższa i bardzo dawna akwarela, która ma 139 cm długości i nazywa się „Krucjata–zatruta studnia”, która przedstawia grupy krzyżowców po długiej podróży przez piaski docierające do miasta, lecz co najważniejsze, bo do pierwszej studni, gdzie karawany wielbłądów mogły zaspokoić pragnienie. Co będzie dalej nie trudno się domyślić, bowiem takie przypadki miały miejsce, były studnie zasypywane piaskiem, jak też zatruwane, co i tak równało się śmierci. Zastanawiające jest dzisiaj dla mnie, że tak dawno powstały obraz mogę prezentować współcześnie bez obawy, że praca, która powstała na początku mojej twórczości może być nadal aktualna pod kilkoma względami i to jest właściwie pojmowana potęga historii, której nigdy nie musiałem się wstydzić.

 

Czy jeszcze chcesz coś powiedzieć?

 

            Przez moment jesteśmy w Gołubiu–Dobrzyniu u śp. Kasztelana Zygmunta Kwiatkowskiego, który bardzo by się cieszył widząc projekt „Panoramy-Grunwald 1410”. Byłbym pewnie z wystawą rycerską wiele razy, jak kiedyś. Mój Krystian siedzi na koniu razem z capitano włoskiej drużyny, to Mario Capacci z Arezzo, który ze swoimi rycerzami bywał wielokrotnie na golubskich turniejach. Pokazywałem ich wszystkich wcześniej, bowiem w domowym archiwum są mojej rodzinie dobrze znani. Powinniśmy wiedzieć, że epos rycerski w dobie wypraw krzyżowych odcisnął trwały ślad w kulturze narodów chrześcijańskich, a także na bliskim wschodzie.

            Długo jeszcze historia będzie wspominać czasy, kiedy setki rycerzy i tysiące pielgrzymów udawało się w tamte strony, podobnie jak dzisiejsi turyści.

 

            Powędrowałem na Bliski Wschód, żeby przybliżyć miłośnikom rycerstwa ziemie, na których leżało „Królestwo Niebieskie”, gdzie prze wiele lat toczyły się walki o odzyskanie Grobu Chrystusa, a potem broniono się przed Saracenami aż do całkowitej utraty Jerozolimy, której nigdy nie udało się ponownie odzyskać. Światowe Dni Młodzieży i pierwsza w naszym kraju wizyta dziwnie bliskiego Polakom Papieża Franciszka, to dobry okres, żeby przypomnieć o pewnych wydarzeniach, bardzo ważnych dla całego chrześcijaństwa.To niezwykle ważne w czasie, kiedy wciąż są wrogie opinie o historii prawdziwej czy o bohaterach, którym należy okazywać najwyższy szacunek i uznanie.

 

Dopiero teraz z perspektywy czasu widać, czym się zajmowałem malując już w latach siedemdziesiątych obrazy, które były, są i ciągle będą aktualne, bo przecież nie straciły na swojej wiarygodności i są od dawna świadectwem moich historycznych zainteresowań, artystycznych planów w niedobrych latach, kiedy wielu innych twórców bez problemu wybierało łatwiejszy temat gwarantujący natychmiastowe apanaże i karierę. Dlatego o tamtych niełatwych przecież czasach i walkach w niesprzyjającym dla Europejczyka klimacie opowiedziałem w dwóch odcinkach, jednym w tym „specjalnym rycerskim odcinku o wyprawach krzyżowych”, a drugi, który ukazał się na początku lipca o słynnej wyprawie gen. Bonapartego do Egiptu.

 

P.s. W sierpniu także będzie ciekawie i prawdziwie o sławnej obronie Zbaraża z XVII wieku, która została filmowo zafałszowana, trochę ośmieszona i na tym niektórzy o zgrozo opierają swoją wiedzę o okresie niezwykle ważnym w naszej historii, tak samo, jak dzieje ostatniej wojny na tych terenach. Jednak przygody polskich bohaterów podczas obrony są warte, żeby przedstawić ich w prawdziwym świetle, inaczej zawsze będziemy wiedzieć tylko niewielką część prawdy, a do głosu dochodzić będą anonimowi przeciwnicy polskiej racji.

 

Obrazy

 

„Bitwa pod Mont Gisard” – 1177, karton-akw. 65 x 120 cm (1980) nr inw. 136

„Spotkanie w wąwozie”, karton-akw. 47 x 69 cm (1981) nr inw. 158

„Krucjata–zatruta studnia”, karton-akw. 75 x 136,5 cm (1978) nr inw. 117

„Wojenne trofea”, ol.- pł. 54 x 60,5 cm (1999) nr inw. 582

„Ucieczka z pola bitwy”-1178, ol. pł. 22 x 27 cm (2000) nr inw. 601

„Szarża Saracenów Seladyna”–1187, ol.-pł. 33,5 x 55 cm (2004) nr inw. 664

„Giaur”, ol.-pł. 56 x 73 cm (1972) nr inw. 27

“U kresu drogi” – karton-akw. 50 x 67 cm (1971) nr inw. 18

„Stado Saladyna”, ol.-pł. 62 x 95 cm (1985) nr inw. 239

„W drodze do Ziemi Świętej”, ol.-pł. 37,5 x 46,5 (1996) nr inw. 492



Reprodukcje i Zdjęcia: Zofia Bodes,

Wywiad: Marek Ambroży Kitliński

Opracowanie: Stanisław E. Bodes i Marek A. Kitliński



 

Czytaj również - (Galerie):

Stanisław Eugeniusz Bodes „Chwała Bohaterom” - Dzieje Oręża Polskiego – część 34„Paryż” – 1871

Stanisław Eugeniusz Bodes „Chwała Bohaterom” - Dzieje Oręża Polskiego – część 35 „Epila”–1809

Stanisław Eugeniusz Bodes „Chwała Bohaterom” - Dzieje Oręża Polskiego – część 36 „Kair”  - 1798

itd. do pierwszego numeru

 

Wydania specjalne - (Galerie):

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” - Dzieje Oręża Polskiego - Wydanie specjalne cześć 7 - „Korpus Ochrony Pogranicza” -  Pamięci Kresów Wschodnich

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” - Dzieje Oręża Polskiego – Wydanie specjalne nr 8 „Lipsk – Bitwa Narodów” 16 – 19 X 1813 roku

Stanisław Eugeniusz Bodes – „Chwała Bohaterom” - Dzieje Oręża Polskiego – Wydanie specjalne nr 9 - Jubileusz

itd. do pierwszego numeru



Podziel się:
« wstecz

GALERIA:


SKOMENTUJ:

Aby komentować zaloguj się, jeśli nie masz konta zarejestruj się.


KOMENTARZE: 0