Z cyklu pół żartem pół serio: Chyba zostanę ojcem…

Tak jak już wcześniej pisałem, przyjechałem do Werbkowic na chwilkę a zostałem do dzisiaj. Jednak wydarzyło się coś co diametralnie zmieniło moje życie, bowiem wszystko wskazuje na to że zostanę ojcem…

Reklamy

 

No cóż… nie wyprę się tego, bo zostałem złapany na gorącym uczynku i czasu nie cofnę. Nie wiem, co to znaczy, ale właściciel Szili, krzyczał do mojej pani, że będzie płaciła alimenty, ja zupełnie tego nie rozumię.

Miałem wracać do Warszawy w listopadzie, do wielkomiejskiego życia w dobrobycie i luksusie. Tęsknię czasami do widoku tramwajów i do parku, gdzie spacerowały piękności różnych ras, oj było na kim oko zawiesić…

Życie jednak napisało mi zgoła inny scenariusz. Zostaję w Werbkowicach na zawsze, bo to nie po dżentelmeńsku teraz Szilę zostawić samą. Mój honor mi na to nie pozwala.

Nie wiem jeszcze, czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie, ale jestem pewiem, że sąsiadka skradła mi serce. Uciekam codziennie pod siatką, żeby ją chociaż na chwileczkę zobaczyć. Ona jest taka subtelna i zjawiskowo piękna, że kiedy ją spotykam, to serce wali mi, jak oszalałe i mam motylki w brzuchu. Och gdybym umiał mówić, to bym jej komplementy prawił nieustannie.

W ostatnią sobotę biegałem sobie wokół domu Szili, aż tu nagle jakiś duży czarny kundel ugryzł mnie i wtedy co tylko miałem sił w łapach uciekałem, ale nie wyrobiłem na zakręcie i stłukłem sobie tylną prawą łapkę. Jest coraz lepiej, ale jeszcze mnie trochę boli.

Wróciłem kontuzjowany do domu i wtedy rozpętała się prawdziwa afera – moja pani tak spanikowała, natychmiast mnie wykąpała i opatrzyła rany. Mięciutką szczoteczką mnie czesała, a ja leżałem na małej poduszeczce, jak król. Dbają o mnie w tych Werbkowicach – często mnie przytulają i mówią do mnie pieszczotliwie, a ja tak naprawdę bardzo tego potrzebuję.

Mój pan czasami mnie dyscyplinuje słownie i ma rację, bo nie ukrywam, że w Werbkowicach „rozpuściłem się, jak dziadowski bicz”.

Dzisiaj też uciekłem i łapali mnie jacyś obcy ludzie.

Na zdjęciu poniżej jestem ja i Szila rasy Shih Tzu, ach te jej piękne oczy! Szila dla mnie dzisiaj ubrała się w czerwoną kokardkę. No, to ja natychmiast pobiegłem i założyłem czerwoną muszkę, bo jestem maltańczyk z klasą.

 

tekst i fot. Danuta Muzyczka

 


 

Zobacz też:

SPORT – Pół żartem, pół serio… Pierogi dla Słoneczników