Międzynarodowa sława średniowiecznego miecza. O fenomenie znaleziska opowiada Bartłomiej Bartecki

Średniowieczny miecz znaleziony przypadkiem przez Wojciecha Kota – mieszkańca gminy Mircze – okazał się międzynarodową sensacją. O broni pisano na łamach „National Geographic” i magazynu „Archaeology” oraz na wielu zagranicznych portalach internetowych. Skąd bierze się zainteresowanie takimi znaleziskami? O tym specjalnie dla LubieHrubie.pl opowiada Bartłomiej Bartecki, dyrektor Muzeum im. ks. St. Staszica w Hrubieszowie.

Reklamy

 

Hrubieszowskie muzeum wzbogaciło się o nowy zabytek – średniowieczny miecz odkryty przypadkowo na terenie gminy Mircze. Na temat znaleziska do niedawna rozpisywały się ogólnopolskie media, ale prawdziwą furorę miecz wywołał chyba za granicą? Na facebookowej stronie National Geographic artykuł o broni z gminy Mircze polubiło już ponad 26 tysięcy. osób. Na czym polega fenomen tego znaleziska?

 

Bartłomiej Bartecki:

Przyznać muszę, że samo odkrycie średniowiecznego miecza na terenie gminy Mircze przy okazji prac ziemnych było dla nas dużym zaskoczeniem. Jest to tak naprawdę pierwszy taki eksponat w naszych zbiorach, co do którego mamy pewność, że pochodzi z naszego regionu. Jednak jeszcze większym zaskoczeniem dla nas był medialny oddźwięk tego wydarzenia. Zamieszczoną przez nas informację na muzealnych stronach internetowych, traktowaliśmy bardziej jako lokalną ciekawostkę oraz sposób na pochwalenie postawy odkrywcy, który zdecydował się na niezwłoczny po odkryciu kontakt z muzeum. W ciągu kilku godzin od chwili zamieszczenia informacji o mieczu znaleziskiem tym zainteresowały się setki, a nawet tysiące osób w całej Polsce. Było to dla nas miłe zaskoczenie. Jednak prawdziwy szum medialny rozpoczął się po zamieszczeniu informacji o tym znalezisku na łamach serwisu internetowego Polskiej Agencji Prasowej. Z tego źródła informacje czerpią w zasadzie, wszystkie najważniejsze serwisy i portale internetowe w kraju. W ciągu doby od ukazania się krótkiej depeszy na ten temat o mieczu spod Hrubieszowa pisała już cała Polska. Potem pojawiła się także telewizja, a co za tym idzie miecz prezentowany był nie tylko w mediach lokalnych, ale także ogólnopolskich.

Wydawało nam się, że temat powoli zaczyna odchodzić na dalszy plan, gdy otrzymaliśmy informację, że angielskojęzyczna wersja depeszy została pozyskana przez amerykański serwis Archaeology, obserwowany przez ponad 2 miliony osób, interesujących się historią i archeologią na całym świecie. Podejrzewam, że ilość „polubień” i „udostępnień” tej informacji, pobijając chyba rekord, zaskoczyła nawet redaktorów tego serwisu. Odnośniki do informacji na temat tego miecza dostaję niemal codziennie od znajomych z różnych europejskich państw. Dziś np. otrzymałem newsa na temat naszego miecza opublikowanego po węgiersku.

Nie bardzo wiem, na czym polega ten fenomen, ale mam pewne przypuszczenia. Znalezisko, choć ciekawe i wartościowe w skali ogólnopolskiej, nie jest przecież odkryciem na miarę grobowców faraonów, szczątków pierwszych hominidów czy innych spektakularnych przysłowiowych złotych skarbów, które doprowadzają czasem do konieczności pisania podręczników historii na nowo. A jednak to właśnie przypadkowe odkrycie z gminy. Mircze poruszyło międzynarodową opinię publiczną. Mam dwie teorie na ten temat.

Być może chodzi o fakt, że zostało to odkryte nie przez profesjonalny zespół badaczy, zajmujących się przez lata danym zagadnieniem, a przez osobę zupełnie przecież z archeologią niezwiązaną. Tak naprawdę w każdym z nas, czy się do tego przyznamy, czy nie, drzemie nutka romantycznego poszukiwacza skarbów przeszłości, odkrywcy tajemnic. Wielu z nas w dzieciństwie z pewnością myślało o zawodzie archeologa, ale tylko nieliczni zdecydowali się wybrać ten kierunek. Zatem śledzenie i komentowanie tego typu odkryć to trochę jak oderwanie się od życia codziennego i próba wcielenia się w rolę takiego właśnie przypadkowego odkrywcy, a może nawet odrobina zazdrości, że to nie mnie przytrafiła się taka przygoda. To też miła odmiana od natłoku informacji o aferach, przemocy, polityce, tragediach czy celebrytach. Tak przynajmniej wywnioskowałem z rozmów z wieloma osobami.

Drugi aspekt to charakter tego znaleziska. Szeroko pojęta broń biała, a przede wszystkim średniowieczne miecze stanowią taką kategorię zabytków archeologicznych, które zawsze budzą największe emocje. Obraz średniowiecznego rycerza w błyszczącej zbroi stanowi tak ważny element naszej kultury, że traktujemy go jako coś niemal mitycznego. Literatura czy sztuka często sięgała po romantyczne, wręcz patetyczne wzorce zaczerpnięte z Chansons de geste, średniowiecznych poematów rycerskich. Historia naszego kraju obfitowała przecież w ważne wydarzenia o randze europejskiej, w których rycerstwo, a tym samym miecze, odgrywały ważną rolę, a gdy dodamy informację, że podobnych mieczy używano choćby w jednej z największych średniowiecznych bitew, pod Grunwaldem w 1410 roku, to trudno o zabytek bardziej medialny. Nawet się pojawiały domysły, że być może jest to jeden z dwóch słynnych zaginionych mieczy grunwaldzkich, o których niemal każdy z nas z wypiekami na twarzy czytał w „Krzyżakach” Henryka Sienkiewicza.

Tak więc jeśli połączymy romantyczną wizję poszukiwania skarbów z przeszłości z najbardziej medialnym i rozpoznawalnym, wpisanym w tradycję symbolem, jakim jest miecz, to odpowiedź o sukces tego odkrycia nasuwa się sama.


Mamy zatem niemałe medialne zamieszanie. Amerykańscy internauci zadawali mnóstwo pytań na temat broni, inni z kolei żartobliwie porównywali znalezisko do Excalibura, bądź odnosili się do Władcy Pierścieni. Czy taka skala zainteresowania może w przyszłości sprawić, że miecz oraz inne zabytki hrubieszowskiego muzeum staną się „towarem eksportowym” ? W jaki sposób można to wykorzystać?

 

Na temat komentarzy umieszczanych pod postami na FB można napisać obszerną pracę socjologiczną lub z zakresu psychologii. Staram się nie przywiązywać do tych żartobliwych, a czasem prześmiewczych czy wręcz złośliwych komentarzy większej uwagi. Ale faktycznie jakaś dyskusja się rozpoczęła.

Śmiem twierdzić, że archeologia i zabytki archeologiczne są dla regionu hrubieszowskiego „towarem eksportowym” już od dawna. Dla świata naukowego eksponaty z naszych zbiorów stanowią niemal podstawowy punkt odniesienia do analiz o sytuacji kulturowo-chronologicznej Europy Środkowowschodniej w całych pradziejach. Dla turystów, czy po prostu opinii publicznej, archeologia stała się jedną z wizytówek regionu. „Towarem eksportowym” stały się kapitalne wyniki badań prof. Andrzeja Kokowskiego na cmentarzyskach gockich w Masłomęczu i Gródku. Zabytki z tych stanowisk podróżowały przecież po całej Europie, informując o regionie hrubieszowskim i jego dziedzictwie. Kolejnym efektem wykopalisk jest Wioska Gotów w Masłomęczu, odwiedzana każdego roku przez coraz większe liczby turystów. „Towarem” lada chwila być może będzie można nazwać pozostałości po średniowiecznym grodzisku w Gródku. Zaplanowane tam na najbliższe lata badania archeologiczne z pewności odbiją się szerokim echem w dyskusji na temat Grodów Czerwieńskich. A wspomniana wystawa „Wojownik i księżniczka” prezentowana była poza Hrubieszowem jeszcze w trzech innych muzeach w kraju. Zatem to już się dzieje, tylko nie zawsze jesteśmy tego w pełni świadomi.

 

Jest miecz, a co z resztą rycerza?

 

Reszty rycerza w miejscu odkrycia raczej nie należy się spodziewać, choć całkowicie wykluczyć tego nie można. W trakcie weryfikacji w terenie nie odnotowaliśmy żadnych śladów, które mogłyby świadczyć o tym, że gdzieś w sąsiedztwie są ludzkie kości. Jeśli faktycznie na tych bagnach doszło w przeszłości do jakiejś potyczki, to miecz mógł pójść na dno, a ciała ofiar mogły zostać stamtąd zabrane. Są to oczywiście domysły. A może ów rycerz poprzez nieuwagę w trakcie przeprawiania się konno przez podmokły teren ten miecz zgubił i zbyt późno się zorientował, by mieć szansę go odnaleźć. Może nawet dożył on spokojnej starości. Pomysłów jest sporo, ale jednoznacznych odpowiedzi na chwilę obecną dać nie możemy.

 

Faktycznie istnieje szansa, że ów miecz był używany w bitwie pod Grunwaldem i czy współczesna nauka może w ogóle odpowiedzieć na tego typu pytania?

 

Raczej nie, jeśli wyjść z założenia, że faktycznie należy go datować na powiedzmy połowę XIV wieku. Gdybyśmy chcieli odnieść go do wydarzeń historycznych, to poruszalibyśmy się w czasie rządów ostatniego z dynastii Piastów, czyli Kazimierza Wielkiego (panującego od 1333 do 1370 roku), syna Władysława Łokietka. To właśnie za jego panowania, także dzięki sojuszowi z Węgrami, do Polski przyłączono nasze tereny, określane wówczas jako część Rusi Halicko-Włodzimierskiej. Zatem węgierskie pochodzenie tego miecza też jest realne.

Niestety współczesna nauka oraz badania laboratoryjne w przypadku pojedynczego zabytku, pozbawionego kontekstu odkrycia, są niestety bezsilne. Dokładne datowanie roku kalendarzowego nie jest możliwe. No chyba że w sąsiedztwie miecza byłyby monety lub inne w miarę precyzyjnie datowane przedmioty. Taka broń mogła przecież przez dwa lub trzy pokolenia przechodzić z ojca na syna.

 

Abstrahując od Masłomęcza i Gotów, czy hrubieszowskie tereny są dobrym miejscem do badań archeologicznych?

 

Temat rzeka. Poprzednio taki medialny międzynarodowy szum rozpętał się przy okazji wystawy „Wojownik i księżniczka. Archeologia – medycyna sądowa – sztuka”, na której obok zabytków pozyskanych w trakcie badań w Rogalinie (gmina Horodło) prezentowaliśmy rekonstrukcje twarzy, a nawet całej sylwetki wojownika sprzed niemal 4000 lat. Wtedy też pisały o tym liczne polskie i zagraniczne media. Ale takich archeologicznych tematów w regionie hrubieszowskim (poza gockim Masłomęczem i Gródkiem) jest mnóstwo. Celowo jednak nie chwalimy się wszystkim, bo wtedy zabrakłoby czasu na normalną gabinetową pracę, a musielibyśmy sporo czasu poświęcać na kontakty z mediami, a nie o to przecież chodzi w pracy muzealnika czy archeologa. Jednak od czasu do czasu warto przypomnieć o swojej obecności i działalności. O tym, że hrubieszowskie tereny są dobrym miejscem do badań archeologicznych, świadczy choćby ostatnia wystawa „Znalazłem… w gruncie rzeczy”, na której prezentujemy setki zabytków znalezionych przypadkowo, nieraz o większej wartości naukowej niż omawiany powyżej miecz. I są to zabytki ze wszystkich okresów w dziejach, od epoki kamienia po późne średniowiecze. Stanowisk archeologicznych, na których powinniśmy przeprowadzić choćby ratownicze badania wykopaliskowe, jest wiele. Niestety jest to fizycznie niewykonalne, nie tylko z powodów finansowych, ale także logistycznych.

 

 


 

O mieczu za granicą:  

National Geographic: Medieval Sword Pulled From Polish Bog »

Archaeology: Medieval Sword Recovered in Poland » 

mult-kor.hu:Mocsárba fulladt lovagé lehetett a most megtalált 14. századi kard»

intex-press.by:В Польше экскаваторщик откопал в болоте хорошо сохранившийся 600-летний меч

 www.popmech.ru:В польском болоте нашли меч XIV века»



 

 fot: Muzeum im. ks. St. Staszica w Hrubieszowie 

rozmawiała Marta Szpinda (LubieHrubie.pl)