15 czerwca 2024

W cyklu „Nasz Hrubieszów” Łukasz Krawczyk przedstawia – Sudki

Sprawy osobiste i zawodowe Łukasza Krawczyka, piewcy naszego Hrubieszowa z różnych jego lat spowodowały, że była dość długa przerwa w przedstawieniu innych historii naszego miasta, ale udało się, dzisiaj wspaniała prezentacja – Hrubieszowskie Sudki (Sutki) w opisie, zdjęciach i symulacji komputerowej.

Reklamy

 

W cyklu „Nasz Hrubieszów” Łukasz Krawczyk przedstawia – Sudki

 

Z uwagi na wytrwałość i usilne zachęty Pana Marka postanowiłem jednak ulec i w końcu przygotować trochę prozy o tym, co bliskie sercu.

Reklamy

Dzisiaj chciałbym podjąć się niełatwego zagadnienia dotyczącego zabudowy centralnej części starego rynku. Nie chciałbym skupiać się na kalendarium, (bo takie informacje wszędzie Państwo znajdą), ale odnieść się do rzeczy, nie tak oczywistych jak mogłoby się zdawać.

Dla mieszkańców miasta i najbliższej okolicy, SUDKI są tak integralną częścią naszej miejscowej kultury, że nie wzbudzają żadnej refleksji (może poza ubolewaniem nad ich opłakanym stanem). Natomiast na twarzach przyjezdnych sama nazwa rysuje często uśmiech lub małą konsternację. Nigdy nie zapomnę zdziwienia pewnej turystki, gdy szukając właściwej drogi usłyszała od miejscowego:, „gdy pójdzie Pani tędy, to „sutki” będzie Pani miała za plecami” … zapominamy często, że tylko dla nas brzmi to zupełnie zwyczajnie.

Reklamy

Wracając do sedna – większość osób niezwykle dziwi pisownia, jaką stosuję – „sudki” a nie „sutki”. Jestem świadomy, że trzymając się tego nazewnictwa skazuje się na ostracyzm w wielu środowiskach, jednak pozwólcie Państwo, że przedstawię, co nieco na swoją obronę.

Etymologia powszechnie stosowanego określenia tej dzielnicy od dawna była przedmiotem wielu domniemań.

Niektórzy twierdzą na przykład, że pochodzi ono od arabskiego „suk (سوق)”, które dosłownie znaczy „targowisko”. Prawdą jest, że tego typu targowiska zlokalizowane były w wąskich sklepikach, jednak przyznajcie, że od „suk” do „sudki/sutki” jest trochę daleko. Przydałby się również, choćby najdrobniejszy dowód jakiegokolwiek związku Hrubieszowa z północnoafrykańskimi miasteczkami, który tłumaczyłby taką zależność. Jakim cudem taka nazwa dotarłaby do nas z tak daleka i w dodatku utrwaliła na tyle, aby wyprzeć rodzime określenia?

Spotkałem się również z tezą, że nazwa wywodzi się od żydowskiego święta Sukkot. Przyznam szczerze, że to dość odważna teoria. Społeczność żydowska obchodziła to święto (znane też pod nazwami Święta Namiotów/Szałasów lub Święta Zbiorów), aby radośnie podziękować za zakończone zbiory i pokazać, że wszyscy mieszkający w szałasach bez względu na stan posiadania są sobie równi. Jaki to mogłoby mieć związek z handlową dzielnicą miasta i tylko z nią i tylko w Hrubieszowie? Przecież kwartał zamieszkiwany przez tą społeczność, z trzema synagogami i domami modlitwy, położony był na północny zachód od rynku.

Są też tacy, którzy twierdzą, że zwyczajnie okolica była bogata, różnorodna, pełna – inaczej mówiąc „suta” i w tym upatrują źródła tej nazwy. Pozwolę sobie nie zgodzić się i z takim tłumaczeniem, które wydaje mi się być sporym nadużyciem.

Ostatnio spotkałem się również z ciekawym komentarzem, który dotyczył bardziej formy prowadzonej działalności. Okazuje się, że za naszą wschodnią granicą funkcjonuje czasami określenie „Bідкрити в сутку /widkriti w sutku/” – które oznacza „czynne całą dobę”. Nic jednak nie wskazuje na to, by u nas prowadzono taki handel przez okrągłą dobę, co więcej wiemy o tym, że wewnętrzne uliczki były zamykane kratami a same wejścia wyposażone były w potężne kute „drzwi zamczyste”, których nie wykonano tylko dla ozdoby.

W żaden sposób nie piętnuję zwolenników którejkolwiek z tych teorii. Nie twierdzę też, że posiadam na ten temat wiedzę absolutną. Jednak wieloletnie poszukiwania i podróże po archiwach zrobiły swoje. Bez zbytniego rozwodzenia się…

… z analizy wielu historycznych już dokumentów wnioskuję, że prawidłowa pisownia to „sudki”, a właściwie w liczbie pojedynczej „sudka”.

Określenie takie często spotyka się w wielu XIX w. dokumentach hipotecznych i na planach sytuacyjnych. Dlatego też jestem przekonany, że ówcześni urzędnicy (jak choćby słynny inżynier budowniczy obwodu hrubieszowskiego – Józef Krycki – bardzo dobrze wykształcony i utalentowany) wiedzieli, co i jak piszą i obecnie nazwę historyczną warto byłoby przywrócić bez przekłamywania. Co ciekawe zapis taki pojawia się na terenie praktycznie całego miasta i nie jest tożsamy wyłącznie z dzielnicą o charakterze handlowym. Nie jest też przypisany do jakiejkolwiek nacji, bo towarzyszy różnym właścicielom.

Wspomniane powyżej tezy dotyczące etymologii tego słowa mają wspólny błąd – odnoszą się do obiektu budowlanego. Tymczasem na planach możemy znaleźć takie określenia jak „sudka wspólna” czy „sudka dzielna”. Sudka nigdy nie była budynkiem, sklepem czy kramem. Sudka zawsze oznaczała wąską uliczkę pomiędzy posesjami różnych właścicieli. Na rosyjskojęzycznych planach w miejscu polskiego „sudka” pojawia się „pereułek”. Była to zwyczajna dróżka, jakich w całym mieście było bardzo wiele i wiele z nich tak właśnie określano. Jedna z nich obiegała, np. hrubieszowski ratusz od strony północnej. Kilka z takich sudek przecinało zabudowę śród rynkową na osi wschód/zachód i jedna najdłuższa na linii północ/południe. Najbardziej czytelna ich część pozostała do dzisiaj i przez to utrwaliła się w naszej świadomości.

Pierwsze napotkane przeze mnie zapisy w formie „sutki” pojawiają się miejscowo dopiero w dokumentach sporządzanych przez okupanta w trakcie II wojny światowej. Możliwe, że oryginalna pisownia bądź wymowa sprawiała trudność ówczesnej administracji. Tak czy owak po wojnie utrwala się chyba na dobre. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to unikalne dziedzictwo mieszkańców Hrubieszowa i nigdzie na świecie nie trafimy raczej na drugie sudki.

Warto pamiętać, że to, co dziś znamy jako sudki w nieznacznym stopniu tylko przypomina pierwotne założenie. Choć w miarę trwała zabudowa na środku rynku zadomawia się na dobre już w XVIII w. to murowane kramy powstają dopiero po wielkim pożarze miasta z 1838r. Pierwsze murowane konstrukcje pojawiły się wcześniej po stronie zachodniej, jako kupieckie kamieniczki z perspektywą niezłego rozwoju. Po stronie wschodniej początkowo dominowała zabudowa drewniana. Prawdopodobnie ok. 1842 Dawid Klingel oraz Icek Golberg przystępują do prac nad głównym pawilonem. Ciekawe i niezwykle zastanawiające jest, że na najstarszych planach pojawia się w tym miejscu określenie „dwór gościnny” a nie kramy. Cóż to mogłoby znaczyć?! Może jeszcze kiedyś się dowiemy. Na planach miejskich z lat kolejnych konsekwentnie do znanych nam dziś sudek stosuje się rosyjskojęzyczne określenie „ławki”, co determinowało sposób ich użytkowania – towar sprzedawany był przez ladę znajdującą się w witrynie, klienci nie wchodzili do wnętrza kramu.

Powstające obiekty cechowała wyjątkowa konsekwencja architektoniczna, poprzez zastosowanie powtarzalnych wzorów pięknie profilowanych tęczowych arkad zwieńczonych w pionie kluczami. Rytmu fasad nie zaburzały puste ściany – potrzebne nisze stylizowano na istniejące witryny. Kolejną ciekawostką jest fakt, że obiekty pokryto ceramiczną dachówką holenderską, której w starym Hrubieszowie możemy znaleźć więcej niż byśmy się mogli spodziewać. Pojawiały się również istotne różnice, jak chociażby bonia na samych narożnikach lub w formie zwielokrotnionych wąskich opasek wzdłuż całego obiektu. Wiele wskazuje na to, że przynajmniej do początku lat 30 XX w. parterowe budynki były nieotynkowane, prezentując urok murarskiego fachu uwieczniony w czerwonej cegle. Piękno elewacji uzupełniało bardzo stylowe oświetlenie na kutych ramionach umieszczone w regularnych odstępach.

Niezwykle ciekawy był sposób reklamy towarów i usług, którego dzisiaj mi bardzo brakuje. Otóż wszystkie reklamy i afisze mocowane były wyłącznie po wewnętrznej stronie okiennic i drzwi zamczystych. Oznacza to, że były widoczne tylko wtedy, gdy sklep był czynny, natomiast, gdy był zamknięty nic nie szpeciło przestrzeni miejskiej. Jak bardzo nam dziś tego brakuje wie każdy, który z trudem przeciska się dziś przez masę „potykaczy” i wiszących nad głową szyldów i kabli. Same sklepy usytuowane były na różnych poziomach. Część ulokowana była również w suterynach. W niektórych miejscach wprost z ulicy można było wejść do obszernej części podziemnej. Kramy miały możliwość magazynowania towarów również na wysokim podstryszu, które często było doświetlone osobną częścią wejściowej witryny posiadającą oddzielne okiennice. Główny handel odbywał się na zewnątrz budynków. Nie trudno wyobrazić sobie jak niezwykle żywa musiała być ta okolica.

Z uwagi na ograniczony materiał ikonograficzny dzisiaj nie sposób precyzyjnie ustalić dokładnych rytmów fasady pawilonu centralnego. W tym celu konieczne byłoby usunięcie tynków i wszechobecnego styropianu. Jak Państwo być może wiecie – wszystko to czeka pod spodem na odkrycie i tylko czasem o sobie przypomina, gdy odpada jakiś tynk lub pośpieszny remont skrywa resztki historii.

Środek rynku był kiedyś jak żywy organizm – stale rósł i dojrzewał.Perspektywy rozwoju były niezwykle ciekawe. Sukcesywnie otwierały się możliwości rozwoju. Np. w 1877 r. powstał plan dobudowy kolejnych trzech murowanych pawilonów w miejsce części drewnianych kramnic na osi północ/południe od strony wschodniej tak by powstała zabudowa stanowiła przedłużenie ówczesnej ulicy cerkiewnej. Powstałyby w ten sposób trzy dodatkowe sudki wewnętrzne. Mogłoby to wyglądać bardzo ciekawie, ponieważ tamte czasy cechował szacunek do historii architektonicznej miejsca i nawet nowobudowane obiekty stanowiły nawiązanie do zastanego stylu. Niestety projektu nie udało się zrealizować.

Pojawiały się również plany nadbudowy kolejnych pięter na budynkach parterowych. Plany takie zrealizowano jednak wyłącznie po zachodniej stronie dzisiejszych sudek. Potrafię sobie wyobrazić piękne kamieniczki z kunsztownymi balkonikami, bogatym detalem architektonicznym lekko spoczywające na arkadowym parterze. Plan taki miał zostać zrealizowany np. na budynku tzw. „hali”, gdzie szczytowy lokal od strony dzisiejszego Placu Wolności miał zyskać piętro a docelowo zostać połączony na tej wysokości z nadbudowaną w roku 1914 kamieniczką wzdłuż ul Targowej. Niestety i w tym przypadku działania wojenne zniweczyły plany naturalnego rozwoju całej dzielnicy, która dziś już nie walczy o rozwój tylko o przetrwanie.

Historia nie obeszła się łagodnie z tak unikalnym przykładem naszej rodzimej architektury. Wszystkie obiekty wielokrotnie płonęły. Odbudowywano je z różnym skutkiem. Część przepadła bezpowrotnie, jak chociażby piękna kamieniczka narożna zamykająca cały kompleks od południa. W powojennej rzeczywistości zginęły, póki, co, bezpowrotnie wszystkie arkady. Do dziś są ukrywane jak by były powodem do wstydu. Trudno byłoby powiedzieć, że obecny ich obraz to dowód wielokulturowości naszego miasta. Wnioski są o wiele bardziej przykre.

Stając dziś obok starych kramów staram się wyobrazić sobie dawne życie, które tam się toczyło, poczuć wszystkie zapachy, usłyszeć tamten gwar. Wyciągam stare zdjęcia, patrzę przez nie, jak przez pryzmat szukając śladów przeszłości. Wyobraźnia niestety często przegrywa z nachalną rzeczywistością kanciasto wykutych witryn, plastikowych szyldów, ogromu poprzewieszanych kabli i instalacyjnych rur, pastelowych styropianów i ruin hrubieszowskiego „Koloseum” w tle na ul. Targowej.

W tym przypadku cenniejsze niż złotówki są zrozumienie, szacunek i współpraca, bo tylko to może uratować resztki tamtego świata.

Wszystkich zainteresowanych tematyką historii naszego miasteczka zapraszam do uczestnictwa w przygodzie na profilu „Stary Hrubieszów” na FB.

 

Łukasz Krawczyk

 

***

 

Zajrzyj także…

W cyklu „To Nasz Hrubieszów” – Łukasz Krawczyk przedstawia Kozacki Róg

 

***

 

mak – Uważam, że to, co już w tych dwóch odcinkach przedstawił nam p. Łukasz, czyli zbiór zdjęć oraz wiedzę, jaką pozyskał w tych tematach i podzielił się z nami zasługuje na wielki szacunek i podziękowanie. Mam nadzieję, że będą dalsze odcinki, bo wierzę w pasję p. Łukasza i że każdy mieszkaniec Hrubieszowa, a jeszcze bardziej Ci, co mieli w nim przyjemność rodzić się, uczyć się, mieszkać ileś tam lat, a los rzucił ich, gdzieś indziej, jest to skarbem.

Oczywiście, jeżeli ktoś posiada jeszcze inne zdjęcia i wiedzę w prezentowanych tematach, jak i w innych, o wydarzeniach, ciekawostkach, mieszkańcach, firmach, itp. proszę napisać w komentarzach, lub o skontaktowanie się z p. Łukaszem Krawczykiem, bo wierzę w to, że wcześniej czy później będzie wydana…książka.

 

***

 

Łukasz Krawczyk

– lat trzydzieści kilka, jest absolwentem Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie. Studia na Wydziale Nauki o Żywności ukończył w 2005 r. Po studiach pracował w Granicznej Inspekcji Sanitarnej na peryferiach Hrubieszowa i Transgranicznym Centrum Informacji Turystycznej w tutejszym magistracie, obecnie GSSE. Działa społecznie w stowarzyszeniu „Podziemny Hrubieszów”, a na facebook’u „Stary Hrubieszów” prezentuje tysiące zdjęć z różnych okresów Hrubieszowa.

 

***

 

Uwaga!

Materiał i foto, może być wykorzystany po ustaleniach z w/w autorami publikacji!!!

 

 

Opis i foto – Łukasz Krawczyk, który w tym zakresie współpracuje z wieloma osobami z Hrubieszowa, okolic i innych zakątków kraju oraz Świata

a do podzielenia się wiedzą i zasobami foto,  namówił

– Marek Ambroży Kitliński (mak)